Imam w więzieniu lekiem na nienawiść?

pon, 7 sie 2006, 16:09:00

Autor: Adrianna Buniewicz

11 marca 2004 roku. Madryt. Dzień tragiczny dla wielu Hiszpanów, ale i dla całego cywilizowanego świata. Krew, cierpienie, łzy, śmierć niewinnych ludzi wywołały w naszych sercach i sumieniach odruch współczucia, ale i buntu - buntu przeciw niczym nieusprawiedliwionej przemocy, walce (podobno!) w imię religii.

Jednym z głównych organizatorów madryckiego zamachu był Allekema Lamari. Podejrzewany wcześniej o członkostwo w grupie terrorystycznej GIA Algierczyk w styczniu 2004 roku miał szansę wyjechać z Hiszpanii na podstawie sfałszowanych dokumentów, jednak tego nie zrobił. Celem jego życia stała się zemsta na Hiszpanii - kraju "dzięki któremu" spędził 5 lat w więzieniu. Cel ten osiągnął. W zamachu 11 marca zginęło 191 osób. Sam Lamari wysadził się w powietrze wraz z sześcioma innymi terrorystami w mieszkaniu w Leganes pod Madrytem.

Policyjne śledztwo badające okoliczności zamachu 11 marca ujawniło, że to właśnie w więzieniach islamscy radykałowie stają się ekstremistami. Nie wiadomo dokładnie, ilu spośród hiszpańskich więźniów to wyznawcy islamu, jednak z danych zakładów penitencjarnych wynika, że ok. 6 tysięcy więźniów pochodzi z krajów, gdzie ta religia pełni dominującą lub bardzo istotną rolę. Większość z nich to osoby niepraktykujące, część jest niepodatna na wpływy ekstremistów, jednak muzułmanów chętnych do radykalizacji własnych poglądów może być jeszcze bardzo dużo.

Za kilka tygodni w Hiszpanii ma wejść w życie projekt, zgodnie z którym w więzieniach mają pojawić się liberalni imamowie - ich zadaniem będzie łagodzenie nastrojów wśród osadzonych muzułmanów. Projekt ten powstał na podstawie przyjętego niedawno dekretu o pomocy dla mniejszości religijnych w więzieniach. Podobne rozwiązania wprowadzone w USA, Holandii i Belgii przyniosły już bardzo dobre wyniki. Sekretarz generalny Hiszpańskiego Komitetu Islamskiego Riay Tatary podkreśla bardzo ważną rolę, jaką może spełniać religia w odcinaniu się więźniów od swej złej przeszłości. Powstające w niektórych więzieniach komórki siatek terrorystycznych werbują do swych szeregów najczęściej osoby samotne, pozbawione kontaktu z bliskimi, spędzające całe miesiące w kompletnej izolacji. W takich przypadkach kontakt z duchownym może okazać się bardzo istotnym czynnikiem pomagającym oprzeć się namowom "werbowników ".

Riay Tatary uważa także, że obecność duchownych w więzieniach pomoże nie tylko skazanym za terroryzm, ale i "zwykłym " przestępcom, którzy mogliby okazać się podatni na wpływy ekstremistów. Czy jednak tak się stanie? Kontrowersje budzą głownie dwie kwestie: po pierwsze korzystanie z pomocy imamów będzie całkowicie dobrowolne, więc osadzeni muszą sami chcieć sobie pomóc. Drugą kwestią jest dobór duchownych pracujących w więzieniach - w społeczeństwach muzułmańskich imamowie są wybierani przez wiernych, a nie narzucani przez osoby trzecie, trudno więc przewidzieć, jak będą przyjmowani przez osadzonych.

Oprac. na podst. La Vanguardia

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20060807160927350