Żyję dzięki przeszczepom...

pon, 7 sie 2006, 18:28:46

Autor: Mirosław Miarczyński

Bóg jest zawsze przy nas obecny i stale troszczy się o nas. Jezus widząc głodne tłumy rozmnożył chleb i nakarmił tysiące. Gromadzi nas teraz wokół swojego stołu, by nakarmić nas Bożym słowem oraz Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa. Niech ta dzisiejsza niedziela będzie dziękczynieniem za dar chleba, ale także dziękczynieniem za wszystkich dawców narządów do przeszczepu, niech będzie także wyrazem wdzięczności Bogu za „Życie po przeszczepie”.

Pan Jezus w Ewangelii mówi o sile dzielenia się. Sam staje przed tysiącami głodnych ludzi. Nie ma na pustyni sklepów, nie ma dostawców żywności. Jest tylko chłopiec z pięcioma chlebami i dwoma rybami. I to wystarczy dla Chrystusa, aby w sposób cudowny rozmnożyć i dzielić się chlebem, tak jak dzielił się każdą cząstką swego życia. Ekonomiści dowodzą, że nasza Ziemia może wyżywić wszystkich ludzi. Pod jednym warunkiem, że bogaci będą chcieli się dzielić z ubogimi i potrzebującymi.

Umiejętność dzielenia się z drugim jest świadectwem wiary jest także skutkiem miłości bliźniego, który wypływa z Eucharystii. Z tej samej miłości wypływa także potrzeba dzielenia się z ludzkimi organami. Tak się dzieje wtedy, gdy chorego człowieka może uratować przeszczep. Gdy konieczny jest organ do przeszczepu: nerka, wątroba, serce, trzustka, jakaś inna tkanka. Na te organy czekają tysiące ludzi w kolejce. Czasem długo, niekiedy zbyt długo.

Ty i ja możemy podjąć decyzję, że w przypadku śmierci jego zdrowe organy mogą być przeszczepione komuś, kto ich potrzebuje, albo decyzję, że nie będzie się sprzeciwiał, by organy drogiej, zmarłej osoby zostały użyte do przeszczepu. Oddanie organów – przy zachowaniu oczywistych warunków i wymogów medycyny jest wspaniałym aktem miłości, która daje swoje życie. „Nie ma większej miłości niż dać życie za przyjaciół swoich”. Zgoda na pobranie organów własnych lub kogoś bliskiego, jest zgodą na uratowanie czyjegoś życia. Jest wypełnieniem największego przykazania – miłości bliźniego.

Rodzi się czasem pytanie, bardzo trudne -mianowicie: jak kochać? To znaczy, co ja mam robić w tej sytuacji konkretnej, żeby to była miłość. Np. matka, zawsze, no prawie zawsze kocha dziecko. Co, w wypadku matki znaczy kochać to dziecko ? Czyli odpowiedź na pytanie jak kochać? Szalenie trudne, zwłaszcza w niektórych sytuacja konkretnych. I trzeba wtedy naprawdę błagać Ducha Świętego. I pytać nawet nieraz, życzliwych przyjaciół: jak kochać?

Bardzo mnie wzruszył wywiad z ojcem zamordowanego Michała Łyska, tego studenta z Krakowa. Ojciec mówi, że kiedy stała się tragedia, to, nie tylko była to dla niego tragedia z powodu utraty syna. Ale była to tragedia jego wewnętrzna. Wiedział, że ma jakoś przebaczyć, ale co więcej? I wtedy wpadł na pomysł. Przyszło mu Światło „z góry”, jak kochać. I wtedy właśnie zgodził się aby dokonano przeszczepu. O ile pamiętam chyba serca, wątroby i rogówki. I mówi po tym wszystkim tak, że jak chodzi po ulicach Krakowa i widzi młodych ludzi z plecakami to myśli sobie: być może, że wśród tych młodych ludzi jest mój Michał. Bo ktoś w końcu dostał te organy, ktoś dzięki tym cząstkom ciała mojego syna żyje. To jest właśnie przykład odpowiedzi na pytanie: jak kochać? „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego”. Tą miłością – rozlaną w naszych duszach przez Ducha Świętego – mamy kochać.

Wszystkim w Polsce jest znana historia tragicznej śmierci Brajana Chlebowskiego. Zginął on przed rokiem w pożarze, ratując wszystkich mieszkańców łódzkiej kamienicy. Sześcioletni chłopiec okazał się bardzo dojrzały – zadzwonił po Straż Pożarną. Sam jednak zginął w pożarze. Rodzice nie mogli pogodzić się ze śmiercią dziecka. Tym bardziej trudno im było podjąć decyzję o przeszczepie narządów. Jednak wyrazili na nią zgodę.- Synkowi nic życia już nie przywróci, ale może jego śmierć pozwoli uratować innych – mówiła wówczas zrozpaczona mama chłopca. Członkowie stowarzyszenia „Życie po przeszczepie” utworzyli nagrodę im. Brajana Chlebowskiego, która jest przyznawana osobom zasłużonym na rzecz idei transplantacji...

W chrześcijaństwie nie powinno brakować wielkoduszności, gotowości, by dać coś drugiemu człowiekowi. Nawet coś, co się wydaje być bardzo związane z naszą istotą. Każdy człowiek ma świadomość, że ręka jego jest jego, wątroba jest jego, nerki i serce jego. Ale przecież po śmierci można to dać! Niech to służy innym, bo lekarze chrześcijańscy martwią się o to, żeby nie zabrakło owej heroicznej miłości.

W Polsce żyje około 10 tysięcy osób z przeszczepionymi narządami. Wielu z nich cieszy się doskonałym zdrowiem, pracuje, kobiety rodzą dzieci. Dzięki obcemu narządowi ludzie ci nie tylko zostali ocaleni przed śmiercią, lecz żyją pełnią życia.

Średnio wykonuje się około półtora tysiąca operacji rocznie. Niestety jest to tylko jeden procent przeszczepionych nerek, które pochodzą od najbliższych, a w Stanach Zjednoczonych około 50 proc. W zeszłym roku wykonano 96 przeszczepów serca i jest to najmniejsza liczba tego typu zabiegów od dziesięciu lat. Kilka tysięcy osób umiera co roku, bo nie doczekało się dawcy. Chodzi o dramatyczny brak narządów do przeszczepów. Na przeszczepienie serca oczekuje około 120 osób, na przeszczep wątroby 160, nerki 2 tysiące spośród 12 tysięcy osób dializowanych. Wśród oczekujących są także chore dzieci. Każdego dnia czekają na telefon od lekarza, że znalazł się chętny dawca. Ten telefon jest dla nich nadzieją życia. Dlatego każdy przeszczep narządu ma swoje źródło w decyzji o wielkiej wartości etycznej, decyzji, aby bezinteresownie ofiarować część własnego ciała z myślą o zdrowiu i dobru innego człowieka. Na tym właśnie polega szlachetność tego czynu, który jest autentycznym aktem miłości.

Istnieje jakiś dziwny opór Polaków, którzy chcą zabrać wszystkie narządy do nieba. Być może, że w naszym społeczeństwie istnieje brak informacji, że pobranie organów do przeszczepu nie jest bezczeszczeniem zmarłego, ale aktem miłości bliźniego. Przecież, by zmartwychwstać, nie musimy mieć nienaruszonego ciała..

A co na to Kościół Katolicki? Kościół popiera przeszczepy. Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który wypowiedział się na temat transplantacji. W swoim przemówieniu do uczestników Światowego Towarzystwa Transplantologicznego w dwutysięcznym roku, Papież stwierdził, że postępy w dziedzinie przeszczepów to „wielki krok w dziejach nauki stosowanej w służbie społeczeństwa”. Technika przeszczepów nie znalazłaby zastosowania, gdyby nie prawo pozwalające na pobranie narządów od osób zmarłych lub żyjących. I w tej kwestii Jan Paweł II wypowiedział się, zaliczając dawstwo do bezinteresownych gestów, które umacniają autentyczną kulturę życia. Idąc za wskazaniami naszego Papieża: „Należy zaszczepiać w sercach ludzi, zwłaszcza młodych, szczere i głębokie przekonanie, że świat potrzebuje braterskiej miłości, której wyrazem może być decyzja o darowaniu organów.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że oddawanie narządów, aby mogło być czynem szlachetnym, musi uwzględniać wymogi etyki. Konieczna jest zgoda dawcy lub jego bliskich, nie może powodować ono trwałego kalectwa lub śmierci, nawet gdyby miało przedłużyć życie innych osób.

Biskupi polscy również wielokrotnie popierają rozwój transplantologii, wystosowując odpowiednie listy do wiernych. Zdaję sobie sprawę, że wokół przeszczepów jest wiele kontrowersji. Jednak jestem głęboko przekonany, że u ich podstaw leży niewiedza. Obecni na mszy św. ludzie po przeszczepie jak również tych ponad dziesięć tysięcy żyjących w Polsce, są żywym dowodem na to, że transplantacja ma sens i jest skuteczną oraz bezpieczną metodą leczenia. Często jest także jedynym ratunkiem. Gdyby nie przeszczep, wielu z nas dzisiaj by tu nie było. Ten fakt, że ktoś otrzymał narząd zmusza do refleksji do rozmyślania nad tymi, którzy już dziś nie żyją. Dlatego Dzień Transplantacji zawsze kończy się Mszą św. w intencji zmarłych ofiarodawców i ich rodzin. Mają zawsze tę świadomość, że dzięki nim żyjemy – my, a ich część żyje w nas. Często myślą o dawcy i modlą się za niego.

Tłumy potrzebowały chleba. Jezus mówi: „Ja jestem chlebem życia”. Dar Boga to dar z siebie. On może dać życiu prawdziwy sens i nadzieję na wieczność. Zawsze jest okazja, aby pomóc życzliwą obecnością i być okruchem serca, dzieląc się z potrzebującym. Amen!

Homilia ks. J. Jachimczaka wygloszona podczas mszy radiowej w dniu 30.07.2006

www.przeszczep.pl

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2006080718284689