W imię zasad - inne spojrzenie na pierwszą krucjatę

pią, 1 gru 2006, 12:18:00

Autor: Maciej Pasternak

Jesteście aroganccy i zarozumiali, krzywdzicie i rabujecie swych braci i walczycie między sobą... Mieliście być obrońcami ubogich, chronić słabych i nieść ratunek potrzebującym, ale wy woleliście być bandytami. Wy, który uciskacie sieroty, wy – mordercy, wy, którzy bezcześcicie świątynie i łamiecie prawo, którzy szukacie zdobyczy w rozlewaniu chrześcijańskiej krwi... Jeśli chcecie zbawić swoje dusze, porzućcie broń – lub też zajmijcie się tym, do czego zostaliście powołani i ruszcie na ratunek ludziom należącym do innego wyznania, których najechał okrutny wróg... przetłumaczone na współczesny język wezwanie papieża Urbana VI do pierwszej krucjaty

Arabowie nie zawsze byli muzułmanami. Wręcz przeciwnie. Najstarsze i największe osiągnięcia kultury arabskiej sięgają czasów przedislamskich, kiedy tworzyli oni - jak zresztą większość ówczesnych ludów - zróżnicowaną mieszankę kulturowo-religijną. Od pogan poprzez pierwszych chrześcijan aż po rozsiane w różnych miejscach gminy żydowskie. Zamieszkując ziemie należące przed nimi do Sumeru, Babilonii i Persji, byli prawdziwymi dziedzicami dorobku tych kultur.


Islam przeciął tę historię rozpoczynając trwający do dziś regres kulturalny. Żeby zrozumieć, co się stało, trzeba pamiętać, że islam nigdy nie był monolitem, a pierwsi dość pragmatycznie do religii podchodzący jego wyznawcy zostali zmieceni kolejnymi najazdami sfanatyzowanych plemion koczowników: Turków seldżuckich, Mongołów, Turków osmańskich. Zdolni do stworzenia silnych organizmów państwowych, ale niezdolni do przyjęcia dziedzictwa kulturowego podbitych ludów, najeźdźcy zamienili w pustynię niegdysiejsze centra cywilizacji. Dziś oglądamy biedne, półpustynne kraje Egiptu, Iraku, Azji Mniejszej, Bałkanów nie zdając sobie sprawy, że przed przybyciem islamu ziemie te najleżały do najbogatszych i najlepiej zarządzanych na świecie. Egipt na przykład był spichlerzem Rzymu. W Iraku znano latarki elektryczne, gdy Europa używała łuczywa. W Damaszku wyrabiano stal o właściwościach, których do dziś nie udało się odtworzyć...

Przyjście islamu, a wraz z nim wysokie podatki dla niewiernych - paraliżujące gospodarkę, faktyczny zakaz rozwijania nauki i zgłębiania tajemnic świata (muzułmanie - poza Persami - nie wynaleźli niczego nowego, jedynie przejęli dorobek poprzedników), nastawienie gospodarki państwa na podbój, wreszcie anachroniczna gospodarka oparta na niewolnictwie, wszystko razem zapoczątkowało proces upadku gospodarczego i kulturowego krajów podbitych przez islam.

Legendarne bogactwa wschodu nie pochodziły z produkcji, tylko z handlu i rabunku.

Ale mimo blisko półtora tysiąca lat prześladowań arabscy chrześcijanie, którzy w tym narodzie byli przed muzułmanami, przetrwali. To ich śpiew słychać w tle. W ich obronie, na prośbę Cesarza Bizancjum w roku 1096 z Europy wyruszyło 6.000 zbrojnych, głownie Franków, Normanów i Prowansalczyków. Wyruszając sprzedali lub oddali rodzinie całe swoje majątki. Wzięli dobytek, żony i dzieci i wyruszyli bronić innych i zapewnić bezpieczną droge pielgrzymkom z Europy.

Szli bronić ludzi, o których myśleli, że są heretykami zbuntowanymi przeciw legalnemu papieżowi. Konflikt był świeży. W roku 1054 bizantyjski patriarcha Konstantynopola i papież nawzajem obłożyli się klątwami. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem wyklętemu nie wolno było podać kubka wody. Mimo to, mimo, że mieli Bizantyjczyków za wrogów Kościoła, rycerze poszli ich bronić przed wrogiem. Poszli walczyć i ginąć za cudzą wolność. Nie "waszą i naszą", ale jedynie "waszą".

Do Jerozolimy dotarło w 1099 roku 1.500 ludzi.Reszta została po drodze. Dzięki nim wolność odzyskało kilka państewek bizantyjskich w Azji mniejszej, a wśród nich Edessa. Po zdobyciu Jerozolimy i ustanowieniu w niej Królestwa Jerozolimskiego jako przyczółka do ewentualnych operacji wojskowych w przyszłości, większość krzyżowców wróciła do domów. Zostali tylko ci, których miejscowa ludność poprosiła na władców (np. Baldwin z Boulogne w Edessie), ci, którzy nie mieli dokąd wracać i zawodowcy, którzy odłożyli miecze i wstąpili do zakonów. To oni już w 1113 roku (14 lat po zakończeniu pierwszej krucjaty) przekształcili zakon szpitalny św. Jana w bractwo rycerskie zajmujące się nie tylko leczeniem chorych, ale i obroną ich przed bandytami. Pierwsze pogotowie ratunkowe i jednostka AT w jednym.

Spośród tych, którzy wrócili, nieliczni zrobili kariery. Syn i następca Wilhelma Zdobywcy, który w wyprawie brał udział jako szeregowy rycerz, nie został wogóle wpuszczony przez swego brata do Anglii, a potem został zamordowany w zamku w Normandii.

A cytowana wypowiedź, to wezwanie papieża Urbana VI do krucjaty wygłoszone jesienią 1095 roku w Clermont.

Jesteście pyszni, rozdzieracie swoich braci na kawałki i walczycie między sobą... Kościół Święty przeznaczył rycerstwo dla siebie, dla obrony swego ludu, ale wy zamieniliście je w złość... Wy, którzy uciskacie sieroty, wy – mordercy, wy, którzy bezcześcicie świątynie i łamiecie prawo, którzy szukacie zdobyczy w rozlewaniu chrześcijańskiej krwi... Jeśli chcecie zbawić swoje dusze, porzućcie broń – lub też udajcie się odważnie jako rycerze Chrystusowi i pośpieszcie z obroną Wschodniemu Kościołowi...


Wiem, że ci ludzie nie byli doskonali. Popełniali błędy, czasem zbrodnie. Byli tylko ludźmi. Ale to nie umniejsza wielkości idei, która pchnęła ich na szlak: obrona innych przed najazdem wroga.

Mam do nich szacunek. Wielki szacunek za to właśnie. Za zdolność do poświęceń. Za umiejętność przekreślenia dorobku całego życia dla ideałów. Za wierność przysiędze i konsekwentne dążenie do celu. Za wytrwałość i umiejętność współpracy, mimo dzielących ich różnic.
Za to wszystko, czego brakuje w naszym, tak racjonalnym, letnim i lekkim świecie.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20061130121839590