Kościół broni arcybiskupa Wielgusa

sob, 23 gru 2006, 06:27:11

Autor: Jacek Lehr

Stolica Apostolska decydując o nominacji nowego arcybiskupa metropolity warszawskiego wzięła pod uwagę wszystkie okoliczności jego życia, wśród nich także te dotyczące jego przeszłości – czytamy w oświadczeniu watykańskiego biura prasowego. Komunikat z dnia 21 grudnia potwierdza, że Ojciec Święty darzy abp. Stanisława Wielgusa pełnym zaufaniem i z całą świadomością powierzył mu misję pasterza archidiecezji warszawskiej.

- Jako kapłani diecezji płockiej pragniemy wyrazić stanowczy protest przeciwko publikacji zawartej w tygodniku "Gazeta Polska" – piszą w liście otwartym kapłani diecezji płockiej.

Płoccy kapłani wystosowali protest przeciwko publikacji "Gazety Polskiej", oskarżającej abp. Stanisława Wielgusa o współpracę ze służbami specjalnymi PRL W wydaniu z 20 grudnia 2006 r. pismo to zamieściło artykuł "Tajna historia metropolity", sugerujący jakoby Arcybiskup Stanisław Wielgus był tajnym i świadomym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w okresie PRL – informuje KAI.

„Tekst podpisany przez Katarzynę Hejke i Przemysława Harczuka oceniamy jednoznacznie jako nierzetelny i niedopuszczalny z etycznego punktu widzenia. W artykule brak jest bowiem odwołania do jakichkolwiek faktów i dokumentów. Poziom ogólności sformułowań, a nadto używanie znanych stwierdzeń "nasi informatorzy", czy "jeden z watykańskich duchownych" to czytelne znaki, że pismo nie opiera się na faktach, lecz publikuje insynuacje. Wskazywanie winnych i oskarżanie bez podania jakichkolwiek dowodów wpisuje się w mechanizmy działania SB z epoki głębokiego komunizmu.

Artykuł zawiera treści nieprawdziwe. Należy do nich m.in. informacja jakoby Ksiądz Arcybiskup "od kilku tygodni" był przeciwnikiem lustracji w Kościele. Pragniemy podkreślić, że Ksiądz Arcybiskup nigdy nie zmienił swych poglądów na temat dokonywanej metodą ahistoryczną lustracji.

Za haniebny i odrażający uważamy komentarz Katarzyny Hejke, w którym insynuuje ona analogię pomiędzy postawą Judasza a rzekomą działalnością nowego Metropolity Warszawskiego.

Cały artykuł świadczy o niskim poziomie warsztatu dziennikarskiego redaktorów "Gazety Polskiej", tym bardziej, że przedstawiony jest jako działanie dla dobra Kościoła. Przypomina on czasy komunizmu, kiedy to walczono z Kościołem i jego hierarchią "dla dobra wierzących" – piszą kapłani diecezji płockiej.

Komentarz

Gazeta Polska nie mogła lepiej pogrążyć zwolenników lustracji. Oddała im niedźwiedzią przysługę. Nie wchodząc w posiadanie IPN-owskich materiałów zaistniała w nurcie lustracji ahistorycznej i amoralnej.

Mało tego, burzyła proporcje między katami i ofiarami. Kościół i duchowni byli kategorią przeznaczoną do zniszczenia w pierwszym rzędzie. - W pierwszym rzędzie należy się zająć „ubekami” i zbrodniczym systemem, a nie ofiarą – zaznaczył episkopat kilka miesięcy temu. Od medium prawicowego Kościół mógł się spodziewać poszanowania swojego apelu i swojej natury. Przecież Kościół ma swoje sądy dla duchownych, swoje procedury i oceny moralne. Czemu dziennikarze chcieli wyręczyć biskupów w ich obowiązkach? Rzecz dotyczy także autonomii Stolicy Apostolskiej w nominowaniu biskupów. Sprawy więc zaszły bardzo daleko.

W szeregu artykułów, podążających za głównymi wątkami tekstu Hojeckiej nie prezentowano wystarczająco jasno stanowiska ojca świętego i polskich biskupów. Za to ewidentnie przejaskrawiano wątek rzekomej współpracy arcybiskupa Wielgusa. Czytelnik mógł odnieść wrażenie, że za służbami PRL stoi sam Kościół. Arcybiskup Wielgus miałby destrukcyjnie wpływać na instytucję, którą tworzył.


Dramatem jest – w przypadku dziennikarzy otwarcie przyznających się do katolicyzmu – ocierająca się o laicką interpretacja Kościoła i wydarzeń kościelnych, gdyż Kościół jest wtedy postrzegany z zewnątrz, z pominięciem swojej natury. Obiektywizm takiej publicystyki jest więc pozorny, na wzór wrogiej separacji państwa od Kościoła w państwie bolszewickim albo republice francuskiej. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy korporacje prasowe tłumaczą tę wrogą separację dziennikarskim profesjonalizmem. Takie tłumaczenie zakrawa na hipokryzję skrywającą łamanie podstawowych zasad etyki dziennikarskiej.

Oddzielanie inspiracji chrześcijańskiej w życiu zawodowym, w tym w publicystyce uprawianej przez katolików, prowadzi do takich sam absurdów jak radykalne rozumienie laickiego charakteru państwa.

Kościół wie, co to jest etyka zawodowa i doświadczył wielu szkód i krzywd z powodu dziennikarskiej nonszalancji, która sugestywnie i uparcie promowała go jako dzieło zboczeńców i wsteczników. Tylko gdy ktoś patrzy na Kościół z zewnątrz, to częściej myśli o pedofilach i współpracownikach, niż o świętych, którzy Kościół faktycznie budują i rozszerzają.

Przydałby się dokument episkopatu porządkujący pojęcia i zasady etyczne pracy dziennikarskiej. Bo kim jest publicysta-katolik a kim publicysta katolicki, czemu duchowni udzielają swoich wywiadów w gazecie, która zamieszcza je obok roznegliżowanych kobiet albo tekstów ewidentnie zwalczających nauczanie moralne Kościoła. Czym wreszcie różni się krytyka Kościoła wyalienowana z jego oglądu samego siebie, a więc filaru eklezjalno-chrystologicznego od przekazu, w którym honorowane są proporcje między dziejącym się w nim złem a dobrem.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20061223062711351