Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Jezus łamie prawa natury.

Ludzie przyzwyczajeni są do pewnych podstawowych praw. Owe prawa nazwano fizycznymi. Dla każdego zrozumiałym jest, że rzucony przedmiot spada, a wchodząc do zbiornika wodnego nie pozostajemy na powierzchni lustra wody, lecz głębiej. Zdajemy sobie sprawę, że nie mamy większej władzy nad żywiołami – ogniem czy burzą. Żyła jednak kiedyś na świecie pewna Osoba, dla której natura nie stawiała ograniczeń. My, jako chrześcijanie, wierzymy, że owa Osoba wciąż egzystuje i opiekuje się nami. Jest Nią Jezus Chrystus – nasz Zbawiciel. W tym artykule przybliżymy sobie cuda, których dokonanie wiązało się ze złamaniem fundamentalnych praw fizycznych.

Uciszenie burzy (Mk 4,35-41; Mt 8,23-27; Łk 8,22-25).

Burze na jeziorze Galilejskim nie są rzadkim zjawiskiem. Zdarzają się bardzo często i znane są ze swojej gwałtowności. Sztorm pojawia się szybko i niespodziewanie. Następuje uderzenie wiatru o niewyobrażalnej mocy na spokojną, niezmąconą powierzchnie wody. Dzieje się tak za sprawą licznych jarów uformowanych po północno - wschodniej i wschodniej stronie jeziora. Wpadające w nie wiatry z wyżyn Hauranu, z płaskowyża Trachanickiego i ze szczytu góry Termon, zostają w ich wąskich przestrzeniach tak bardzo stłoczone, że pędzą w dół z zawrotną szybkością, a kiedy w końcu wydostają się na wolną przestrzeń nad wodami jeziora, uderzają w nie, wywołując burze. Zdaje się, że bohaterowie tej perykopy ewangelicznej znaleźli się w środku takiej właśnie burzy. „Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała” (w. 37). W łodzi znajdowali się apostołowie oraz Jezus.

Mistrz zajmował miejsce przeznaczone dla dystyngowanych gości na wezgłowiu i spał. „Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się!. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.” (w. 38-39). Godny zaznaczenia jest fakt, że Jezus przemówił tym samym tonem, co do demonów, gdy ich wypędzał z opętanych (Mk 1,25; 9,25). Według przekonań ludzi tamtych czasów, niszczące moce sztormu były wynikiem działania demonów w królestwie przyrody.

Spokój i opanowanie Jezusa kontrastują z gwałtownością burzy i niepokojem uczniów. „Wtedy rzekł do nich: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” (w. 40). Chrześcijaninowi wiara powinna zapewniać spokój i bezpieczeństwo. Po opanowaniu burzy przez Mistrza, strach przed żywiołem u uczniów przeradza się w lęk przed wielkością mocy swego Nauczyciela. „Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” (w. 41).

Zauważmy, że ten fragment Pisma Świętego niesie za sobą znaczenie symboliczne. Gdy uczniowie przypominają sobie, że Mistrz jest z nimi, zostają wybawienie ze swojej opresji. Biblia nie zawiera prośby uczniów o uciszenie burzy, akt obudzenia Chrystusa ze snu jest właśnie znakiem przypomnienia sobie o obecności Jezusa. W obecności (nawet duchowej) Zbawiciela możemy mieć pokój, nawet w najgwałtowniejszych burzach życia.

Jezus ucisza burzę smutku, zwątpień, stresów, niepewności i niepokoju. Pytanie o jego wolę i poddanie się jej, wyprowadzi wierzącego na drogę pokoju, nawet w najtrudniejszym czasie.

Niekiedy łodzią moralną człowieka szargają, niczym burze – pokusy, stanowiące niebezpieczeństwo rozbicia. Pokusy są koniecznością życia ludzkiego. Można wyróżnić wiele przyczyn i rodzai pokus. Kuszenie dopuszczane jest przez Boga, dla okazania wartości człowieka i zasłużenia przez niego nagrody. „Chwałą też i czcią Bóg uwieńczył tego, kogo umiłował. A więc kto chce dać koronę, poddaje pokusy. Gdy zatem będziesz kuszony, wiedz, że przygotowuje się korona” (św. Ambroży). Innymi przyczynami pokus są słabość człowieka i podstępy złych duchów. Pamiętać jednak trzeba, że człowiek w pokusie, współpracując z Chrystusem, ma okazję do zwycięstwa. Pokusa nie stanowi nieuchronnej klęski. Pamiętajmy o Jezusie w trudnych chwilach – pokus, lęku, przepracowania. Miejmy Go zawsze w sercu i wołajmy do Niego o pomoc.


Pierwsze rozmnożenie chleba (Mt 14,13-21; Mk 6,35-44; J 6,1-15; Łk 9,10-17).

Wyjątkowości temu cudu przysparza fakt, że jako jedyny został opisany przez wszystkich czterech ewangelistów.

Pan Jezus wraz ze swymi uczniami przeprawił się z Kafarnaum za Morze Galilejskie. Wielkie rzesze z miast szły za Nim pieszo i wyprzedziły Go. Mistrz wyszedłszy z łodzi ulitował się nad nimi „byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać” (Mk 6,34). Co Jezus miał na myśli, określając tłum mianem owcy bez pasterza? Taka owca błądzi, nie potrafi sama znaleźć drogi. Pozostawieni sobie samym gubimy się w życiu, błądzimy. Życie może być taką dezorientacją. Możemy stać na rozstajach i nie wiedzieć, którą pójść drogą. Tylko wtedy, kiedy Jezus nas prowadzi, a my idziemy za Nim, wiemy którędy iść, żeby trafić do celu. Owca bez opiekuna nie potrafi sama znaleźć pastwiska i pożywienia. Nasze życie doczesne zmusza nas do ciągłego starania się o środki egzystencji. Życie wymaga stałego dopływu energii. Tylko On, który jest Żywym Chlebem, może dać nam życiodajny pokarm i prawdziwą siłę do życia, tak jak nakarmił pięcio tysięczną rzesze ludzi. Owca sama nie potrafi obronić się przed niebezpieczeństwem. Jeśli życie nauczyło nas czegoś, to najpewniej tego, że nie możemy przeżyć go, zdani tylko sami na siebie. Nikt nie może o własnych siłach odeprzeć wszystkich pokus, jakie spotyka i wszystkich ataków zła w tym świecie. Tylko z Jezusem można iść po drogach życia i zachować czyste sumienie. Bez Niego jesteśmy bezbronni, a z Nim – bezpieczni.

To, że ten cud odbywał się na „miejscu pustym” (Mk 6,35) jest wyraźną aluzją do pustyni, na której Bóg cudownie karmił lud wędrujący po ziemi obiecanej (Wj 16,3-29). Chrystus także karmi swych uczniów, którzy również podążają do swego Kanaanu, którym ma być zbawienie – życie wieczne.

Gdy nadchodził wieczór, Pan Jezus rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić” (J 6,5-6). Filip odpowiada: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać” (J 6,7). Inni uczniowie mówili: „Odpraw ich! Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia” (Mk 6,36). Andrzej, natomiast, brat Szymona Piotra, tak powiedział: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięc chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?” (J 6,9) „Lecz On im odpowiedział: Wy dajcie im jeść!” (Mk 6,37), oraz „Każcie ludziom usiąść” (J 6,10).

 Chrystus spostrzega potrzeby zwykłego człowieka: głód i cierpienie. Spostrzega, lituje się i pomaga. Uczeń Mistrza nie może być obojętny na krzywdę bliźniego. Musi zrobić wszystko, co jest w stanie by pomóc. Słowa „Wy dajcie im jeść” – brzmią na wskroś współcześnie i przynaglająco. Gdyby, choć jeden brat był chory lub głodny i jest możliwość pomocy, chrześcijanin nie powinien spać spokojnie.

Dostrzegamy tutaj dwie różne reakcje na potrzeby człowieka – Jezusa, oraz uczniów. Uczniowie, tak jakby chcieli się pozbyć tłumu, aby ktoś inny się martwił ich problemami, a najlepiej oni sami. Zawsze znajdą się tacy ludzie, którzy zdają sobie sprawę, wiedzą, że drudzy są w trudnej sytuacji, ale starają się obarczyć innych odpowiedzialnością i zadaniem pomocy. Są też tacy, którzy widząc innych w potrzebie sami wyciągają pomocną rękę czując za nich odpowiedzialność.

Ewangeliści przekazując nam, że na miejscu było wiele zielonej trawy, co wskazuje, że cud miał miejsce w czasie wiosennym, blisko Święta Paschy. I tak usiadło około pięciu tysięcy mężczyzn. Zbawiciel wziął pięć chlebów i dwie ryby, wejrzał w niebo, błogosławił, łamał i rozdzielał uczniom swoim, aby kładli przed rzesze. Chleby jęczmienne były pokarmem ludzi ubogich. Były one niewiele większe od sardynek. Pożywienia było za mało, tak przynajmniej wydawało się apostołom. Ale w rękach Jezusa mało zawsze równa się wiele. Może się nam wydawać, że posiadamy tylko odrobinę talentu, lub zdolności, czy środków, za mało, aby posłużyć się nimi ad maiorem Dei gloriam (łac., na większą chwałę Bożą). Ale nie możemy popadać w pesymizm i uczucie niemożności, jak to było z uczniami. Jeżeli oddamy siebie w ręce Chrystusa, to uczyni On z nami i przez nas daleko więcej, niż zdolni bylibyśmy nawet przypuszczać – tak jak przy rozmnożeniu chlebów i ryb.

„Jedli wszyscy do sytości. i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatków z ryb” (Mk 6,42-43). Żaden ówczesny Żyd nie podróżował bez kosza. Kosze te były robione z wikliny w kształcie dzbana, szerokie u dołu i zwężające się w części górnej. Wśród Rzymian krążyły nawet na ten temat dowcipy. Możliwe, że wspomniane dwanaście koszów były własnością dwunastu apostołów i że to oni właśnie pozbierali wszystkie okruszyny chleba i resztki ryb. W zbieraniu najdrobniejszych ułomków wyraża się głęboki szacunek człowieka wschodu do jedzenia. W czasach, gdy miliony ludzi umiera z głodu, marnowanie pożywienia, wyrzucanie do pojemników ze śmieciami - jest zbrodnią. W dawnej Polsce panował bardzo ewangeliczny zwyczaj – gdy przez nieuwagę upadł komuś kawałek chleba na ziemię, podnoszono go i całowano.

„A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę” (J 6,14-15).

Była to ostatnia rzecz, jakiej Jezus mógł sobie życzyć. Tę drogę do zdobycia władzy, Zbawiciel odrzucił ostatecznie i raz na zawsze podczas kuszenia na pustyni. Mistrz widzi reakcję tłumu, odchodzi na górę. Galileę uważano za krainę bardzo skłonną do rewolucji. Gdyby ten zryw tłumu nie został opanowany, mogłoby dojść do poważnych rozruchów, które doprowadziłyby do nieszczęść. To wyjaśnia zachowanie Chrystusa.

Jezus kroczy po jeziorze (J 6,16-21; Mt 14,22-33; Mk 6,45-52).

Ten fragment umieszczony jest w Biblii bezpośrednio po cudownym rozmnożeniu chleba. Mateuszową perykopę ewangeliczną można podzielić na trzy części: modlitwa na górze (w. 22-23); łodź na wzburzonym morzu i chodzenie po wodzie (w. 24-31); wyznanie synostwa Bożego (w. 32-33).

„Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy” (w. 22). Nie chciał, żeby uczniom udzielił się nacjonalistyczny zryw związany z rozmnożeniem chleba, zebranych ludzi, dlatego odsyła co prędzej ich na drugą stronę jeziora. Gdy poradził sobie z tłumami wszedł samotnie na górę by się modlić. Góra jest miejscem, gdzie doświadcza się w sposób szczególny bliskości Boga. Modlitwa na górze różni się od modlitwy przy chlebach – tamta publiczna, ta prywatna, intymna. Modlitwa Jezusa w samotności wyrażała najgłębszą Jego istotę i wspólnotę życia z Ojcem. Wokół Jezusa nakumolowało się bardzo dużo problemów: wrogość, zatwardziałość Żydów; niepokojąca podejrzliwość Heroda Antypasa; rozentuzjowany tłum, który chce zrobić Go królem. Ten wieczór przygniatał swymi problemami myśli i serce Jezusa, dlatego potrzebuje rozmowy z Ojcem.

 Piękny obraz – Jezus w ciemności nocy, przy pełni księżyca (był to okres Paschy, przypadający na pełnię księżyca), piękny górski krajobraz, zjednoczenie z Bogiem. W czasach Nowego Testamentu noc trwała od godziny 6 wieczorem do 6 rano. Była podzielona na cztery tzw. straże: od północy dwie straże (od 6 do 9 i od 9 do 12) i dwie straże do rana (od 12 do 3 i od 3 do 6). Około godziny trzeciej nad ranem Jezus spojrzał ze zbocza góry na jezioro. Z tego miejsca widać było okolice w promieniu ok. 6 km. Wiatr był silny i Jezus widział łódź i załogę walczącą z falami, żeby dostać się do brzegu po drugiej stronie (w. 24).

 Gdy Jezus postrzega swych apostołów w opresji, odsuwa na bok własne problemy. Czas modlitwy dobiega końca, teraz jest czas na działanie. Przyjaciele potrzebują go, musi więc iść: „(…) przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (w. 25-27).

„Ja jestem” – prawdopodobnie nawiązanie do objawienia się Boga Mojżeszowi „Mojżesz zaś rzekł Bogu: Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć? Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was»” (Wj 3,13-14). „Ja jestem” Bogiem, który ratuje, wyzwala, zbawia. W krótkim „Ja jestem” zostało powiedziane wszystko. Uczniowie wychowani w tradycji Starego Testamentu z pewnością wiedzieli, Kto tak o sobie mówi.

„Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” (w. 28). Piotr zwraca się do Mistrza „Panie”. Wynika z tego, że dobrze zrozumiał powiedzenie Chrystusa „Ja jestem”. Tytułem „Panie” – „Kyrios”, Septuaginta określała samego Boga.

„A On rzekł: Przyjdź” (w. 29). Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po jeziorze, tak jak Jezus, doszedł do swego Mistrza. Dla tego, kto wierzy „nic nie jest niemożliwe” (Mt 17,20). Zdarzało się ludziom realizować zamierzenia uznane przez wielu za niemożliwe, stawały się one czymś realnym, jeśli człowiek uwierzył, że niemożliwość stać się może rzeczywistością osiągalną. Ci, o których mówimy potem w zdumieniu, iż dokonali czynów określanych jako nadludzkie – są właśnie tymi, którzy potrafili uwierzyć, że niemożliwość stać się może rzeczywistością.

Nagle do serca Piotra wkradło się zwątpienie i lęk. Zaczął tonąć, ale nawet w tej chwili wiedział, do kogo ma się zwrócić o pomoc „Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” (w. 31). W tych słowach widać wyrzut. Jak można chwiać się i wątpić w bliskości Jezusa? Jezus określił Piotra mianem człowieka małej wiary. Na dobrą sprawę jest rzeczą raczej bardzo wątpliwą, czy ktokolwiek z nas postawiony w sytuacji Piotra odważyłby się w ogóle wytknąć nogę poza burdę łodzi. A jeśli już - byłby to co najwyżej płochliwy ruch człowieka badającego koniuszkiem palców temperaturę wody. Przy nas, wiara Piotra z pewnością jest ogromna. „Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył” (w. 32). Kiedy Jezus jest blisko, burza się ucisza, w miejsce trwogi przychodzi pokój, niemożliwe staje się możliwe, znosi się rzeczy nie do zniesienia, człowiek staje w sytuacjach kryzysowych i nie załamuje się. Chodzić z Jezusem, to także panować nam burzą.

„Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały” (Mk 6,51-52). Nawet po tak niesamowitym cudzie niewiele jeszcze rozumieli. Jako grzesznicy, mamy naturalną skłonność do grzechu. Ciężej jest nam skłonić się ku Bogu, który jest dobrocią, niż czynić źle. Bez względu na to, co Bóg czyni dla nas i jak wielkie objawienie ofiarności Chrystusa otrzymaliśmy. Jeśli nie strzeżemy naszych dusz, nie pielęgnujemy wiary, nasze serca – jak ewangelicznych uczniów – mogą ulec otępieniniu. Naturalnym kierunkiem, w którym dąży nasza natura, jest kierunek ku grzechowi – ku śmierci. Jedynie przez codzienne uchwycenie się Bożej dłoni możemy powstrzymać się przed stopniowym upadaniem.

Opis cudu kończy się uroczystym wyznaniem wiary apostołów w synostwo Boże Jezusa: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (w. 33). Sama obecność Jezusa w łodzi ucisza rozszalałe żywioły. Rozmnożenie chleba na miejscu pustynnym, tajemnicze chodzenie po wodzie, tytuł „Ja jestem” i uratowanie Piotra oświetliły nagle uczniów i poznali, kto jest pośród nich: Syn Boży.

„Przyszedł, stąpając po falach. Tak samo, panuje nad wezbranymi falami życia. Chrześcijanie, czego się lękacie?” (św. Augustyn).


Drugie rozmnożenie chleba (Mt 15,32-39; Mk 8,1-10)


Wcześniej Jezus także dokonał rozmnożenia chleba w Galilei, teraz czyni to po raz drugi w jednym z miast Dekapolu (kraina syryjska obejmująca dziesięć miast), na południowy wschód od Jeziora Galilejskiego.

„W owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Nim i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka” (w. 1-3) Dostrzegamy współczucie i zrozumienie dla ludzi. Chrystus żyje problemami słuchaczy, przy konfrontacji z chorą duszą albo cierpiącym ciałem, Jego pierwszym odruchem była chęć pomocy. Często mamy w sobie skłonność do nie udzielania pomocy. Cechą człowieka jest unikanie kłopotów, a takie mogą powstać przy pomaganiu. Zbawiciel uczy nas innego zachowania – jeśli tylko mamy sposobność podać rękę, mamy obowiązek do uczynić. „Odpowiedzieli uczniowie: Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?” (w. 4).

Uczniowie znów okazują niewiarę w moc Jezusa. Przecież byli świadkami, jak dzięki Chrystusowi wystarczyły niewielkie ilości jedzenia do nakarmienia pięcio -tysięcznego tłumu w Betsaidzie. Analogicznie teraz powinni od razu przynieść Mistrzowi wszystko, co mieli, by uczynił podobnie jak wcześniej. Ale czy przyczyna tkwi tylko w niewierze? Istnieje jedna różnica między tamtym głodnym tłumem, a tym opisanym w tej perykopie. Ci, których Mesjasz poprzednio nakarmił byli Żydami, natomiast ludzie tu obecni są poganami. Wydaje się, że zachowanie uczniów miało swoje źródło w uprzedzeniach skierowanych przeciwko poganom, które były głęboko zakorzenione w ich sercach.

Następnie Jezus zapytawszy się ile mają pożywienia, dowiedział się, że 7 chlebów i kilka tyb. Wziął ten pokarm, pobłogosławił i nakazał kłaść przed każdym z tłumu. „Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów” (w. 8). Dziwne jest to, że użyte tu słowo do określenia kosza, różni się od zastosowanego przy opisie pierwszego rozmnożenia chleba. Użyte tam greckie słowo kophinos (Mk 6,44) oznacza kosz, w którym Żyd nosił żywność. W tym tekście ewangelicznym autor używa słowa sphuris, określającego kosz z pokrywą, w którym spuszczono Pawła przez mur Damaszku (Dz 9,25). Tego rodzaju koszów używali poganie.

A nakarmionych było zaś: „czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił” (w. 9).
 
Dla apostołów zdumiewające i niespodziewane nie było to, że Jezus potrafił dokonać rozmnożenia, ale że uczynił to dla pogan. Ich postawa wskazuje na uprzedzenie, które może udaremnić pozytywny wpływ Ewangelii w naszym życiu.

Zastanawiające jest, dlaczego zgromadził się tak wielki, czterotysięczny tłum pogan? Bez wątpienia uzdrowienie głuchoniemego w Dekapolu (Mk 7,31-37) pomogło wzbudzić zainteresowanie Jezusem ludzi, ale czy tylko to? Niektórzy bibliści czynią niezwykle ciekawą sugestię. W Mk 5,1-20 czytamy, jak Jezus uzdrowił opętanego przez demona. W trakcie tego incydentu, demony błagały Jezusa, aby sobie odszedł. Uzdrowiony natomiast pragnął iść za Jezusem, lecz Mistrz odesłał go do rodziny, aby mógł opowiadać, jak wielkie rzeczy uczynił mu Pan. „Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili” (Mk 5,20). Czy jest możliwe, żeby część tego tłumu zgromadziła się w wyniku misjonarskiej działalności owego uleczonego? Czy mamy tu przebłysk tego, co może zrobić dla Chrystusa świadectwo jednego człowieka? Myślę, że ta hipoteza jest dość prawdopodobna, zapewne tamtego dnia w Dekapolu, wśród tłumu wielu było takich, którzy znaleźli się dlatego, że usłyszeli od uzdrowionego o tym, co Jezus dla niego uczynił.

Obfity połów (J 21,1-8; Łk 5,1-11).


Jezus głosił słowo Boże w synagogach znajdujących się w wielu palestyńskich miastach. „Z łodzi nauczał tłumy (…)” (w. 3) lub stojąc nad brzegiem Genezaret.

Pewnego dnia, po skończeniu nauczania, Chrystus kazał Szymonowi: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” Polecenie to musiało wywołać zdziwienie doświadczonego rybaka. Dzień nie jest dogodną porą do łowienia ryb, a ponadto przez ostatnią noc nic nie złowiono. „Są pewne sposoby łowienia, zawsze używane w nocy. Jest to piękny widok. Z płonącymi pochodniami łodzie suną po połyskującym morzu, ludzie stoją wpatrzeni uważnie dopóki nie dojrzą swej ofiary, wtedy szybko, jak błyskawica rzucają swą sieć lub ciskają harpunem. Często można widzieć, jak zmęczeni rybacy w ponurym nastroju przebywają rano do przystani, trudząc się całą noc na próżno” („Kraj i Księga” W. M. Thomson). Szymon jednak ufał Jezusowi, był Mu posłuszny: „na Twoje słowo zarzucę sieci” (w. 5). „Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały” (w. 6-7).

Uczeń zareagował bardzo żywo, dobrze zrozumiał, że taki połów nie jest czymś naturalnym. „Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (w. 8). Dobrze wiedział, co oddziela go od Chrystusa. Świadomy jest, że jest tylko zwykłym, grzesznym człowiekiem. Boi się mocy Bożej, która tak blisko niego się objawiła. „Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił” (w. 10). Mistrz uspokaja go, ale równocześnie uświadamia, że połów ryb był tylko obrazem tej pracy, jaką Szymon odtąd będzie spełniał.

Choć nowi uczniowie jeszcze nie rozumieli nowego powołania, to jednak posłuszni wezwaniu Jezusa zaraz poszli za Nim. Akt ten był związany z niełatwą decyzją – pozostawili wszystko: pracę, dom, rodzinę… „I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim” (w. 11).

W tej perykopie ewangelicznej Jezus powołał zarówno Szymona, jak i jego towarzyszy na swych uczniów. Wola Jezusa była tu elementem decydującym. Charakterystyczną cechą tego powołania, a równocześnie ścisłego związku przyszłych uczniów z Nim, zapoczątkowanego w tym momencie, była trwałość. Jezus powoływał nie na przejściowy okres, ale na całe życie.


Podsumowanie.


W obydwóch rozmnożenia chleba widzimy symbol nadejścia chleba Bożego zarówno dla Żydów, jak i dla pogan. Jeżeli zestawilibyśmy obok siebie te dwa wydarzenia, to na ich tle pojawia się sugestia, że Chrystus przyszedł, by zaspokoić duchowy głód zarówno Żydów, jak i pogan, że w Nim, Bóg prawdziwie otwiera Swe ramiona dla zadośćuczynienia każdej żyjącej istoty ludzkiej.

„Gdy na morzu, wielka burza, Jezus ze mną w łodzi jest” – mówi oazowa piosenka. Ważne jest, byśmy na rozszalałych wodach życia, płynęli łodzią wraz z Jezusem. Gdy tylko będziemy Go o to prosić, przyniesie pokój i nadzieje. Chrystus potrafi dojść nawet do najbardziej oddalonego od brzegu prawości grzesznika – tak jak doszedł do apostołów krocząc po jeziorze. Musimy w naszym życiu zaufać Zbawicielowi – niczym Szymon – zarzucić sieci i zebrać ogromny plon.



Jezus łamie prawa natury. | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy



EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 9,834 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń