Iran i Papież - razem dla pokoju

czw, 28 gru 2006, 03:54:28

Autor: Jacek Lehr

Zaraz po środowej audiencji Benedykt XVI spotkał się z Manouchehrem Mottakim, ministrem spraw zagranicznych Iranu. Przekazał on Papieżowi list od prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Zastrzeżono, że list "nie ma charakteru politycznego". Mówi o "wspólnym nauczaniu proroków chrześcijaństwa i islamu" oraz konieczności wypracowania na jego podstawie nowych relacji zarówno między państwami jak i poszczególnymi ludźmi. Aby stawić czoła istniejącym na świecie niesprawiedliwościom potrzeba "większej współpracy różnych religii" - napisał do papieża prezydent Iranu. Jest to czwarty list prezydenta Iranu do Benedykta XVI.

Irańczycy wyrazili zadowolenie z 50 lat stosunków dyplomatycznych tego kraju ze Stolicą Apostolską. "Benedykt XVI odwzajemniając pozdrowienia dyplomatów irańskich potwierdził rolę, jaką Stolica Święta pragnie spełniać na rzecz pokoju w świecie jako autorytet religijny i moralny: apelując do sumień, aby problemy narodów zawsze rozwiązywano w dialogu, wzajemnym zrozumieniu i na drodze pokoju" - poinformowało radio watykańskie.

Kilka dni temu nuncjusz apostolski w Teheranie, abp Angelo Mottola, przekazał prezydentowi Ahmadineżadowi papieskie orędzie na światowy dzień pokoju. Papież przypomina w nim m.in. tragedię libańską.

"Wszelkie działania wojenne, zmierzające bez żadnej różnicy do zniszczenia całych miast lub też większych połaci kraju z ich mieszkańcami, są zbrodnią przeciw Bogu i samemu człowiekowi, zasługującą na stanowcze i natychmiastowe potępienie" - powoływał się na nauczanie soborowe ojciec święty.

"Nie można dysponować osobą wedle upodobania - przypomina Benedykt XVI w dokumencie na światowy dzień pokoju. Kto cieszy się większą władzą polityczną, technologiczną, ekonomiczną, nie może wykorzystywać jej do naruszania praw innych, będących w mniej szczęśliwym położeniu. Na poszanowaniu praw wszystkich ludzi bowiem buduje się pokój."

Papież upomniał się w swoim orędziu o prawa chrześcijan do swobodnego wyznawania wiary. Nieposzanowanie przez niektóre państwa wolności religijnej, jest "niepokojącą oznaką braku pokoju na świecie".


Komentarz


List Ahmadineżada nadszedł w momencie rosnącego napięcia między Teheranem a wspólnotą międzynarodową w związku z irańskim programem atomowym. Iran, po udanej próbie wzbogacenia uranu dąży do uruchomienia jego produkcji dla celów cywilnych. USA twierdzą, że irański program jest przykrywką dla produkcji broni atomowej, którą na bliskim wschodzie posiada już Izrael.  Rada Bezpieczeństwa nałożyła na Iran sankcje.

"Potęga naszej armii nie zagraża jakiemukolwiek krajowi. Nasza armia niesie posłanie pokoju i bezpieczeństwa (...) zachowuje skromność wobec przyjaciół, natomiast wobec wrogów działać będzie błyskawicznie" - przemawiał niedawno Ahmadineżad na paradzie wojskowej.

Ten scenariusz był do przewidzenia. Z chwilą ataku na Irak, żadne bliskowschodnie państwo nie może się czuć już bezpiecznie. Bezpieczeństwo może zapewnić tylko dobre uzbrojenie - uznali przywódcy bliskowschodni. Ale złowroga spirala zbrojeń została nakręcona dużo wcześniej przez Izrael. Społeczność międzynarodowa jest świadoma, że ta bliskowschodnia potęga posiada uzbrojone głowice jądrowe.

W co więc gra Ahmadineżad nawiązując tak szczególny dialog z przywódcą zachodniego chrześcijaństwa? Czy można wierzyć w jego szczerość? Prezydent Iranu pisze do papieża w trudnym dla siebie czasie. Irańczycy mają poczucie, że we wspólnocie międzynarodowej są równi i równiejsi. Jest to dumny naród o głębokich tradycjach. Papież potępił niedwuznacznie działania Izraela w Libanie. To się musiało spodobać Persom. Papież nie będzie też tolerował podwójnych standardów w polityce międzynarodowej. Jest sprawiedliwy i nie uwikłany w układy. Stolica apostolska zyskała w oczach Irańczyków status męża zaufania. Teraz trzeba modlić się o mądrość dla Benedykta XVI-go, bo być może on zaświeci światło w tunelu trudnego dialogu między zachodem a Iranem i Izraelem. Oba te państwa powinny być rozbrojone z broni, która może przynieść zagładę ludzkości.

Jest jeszcze jeden wątek tej sprawy. List prezydenta Ahmadineżada mówi o "wspólnym nauczaniu proroków chrześcijaństwa i islamu" oraz konieczności wypracowania na jego podstawie nowych relacji zarówno między państwami jak i poszczególnymi ludźmi". Podstawą budowania ładu międzynarodowego nie byłyby już wartości liberalne lecz nauczanie Jezusa (dla muzułmanów jest on czczonym prorokiem) i Mahometa (dla chrześcijan nie jest on autorytetem). Koncepcja dla jednych interesująca, dla innych koszmarna, ale zważywszy potencjał  muzułmanów - przyszłościowa.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20061228035428668