Uroki życia małżeńskiego, czyli jak zostać świętym

czw, 28 gru 2006, 15:20:07

Autor: Maciej Pasternak

Siadłem właśnie, by napisać dwa słowa o urokach życia małżeńskiego. W końcu w Wigilię minęło pół roku od kiedy jesteśmy oficjalnie małżeństwem. Uruchomiłem Worda, palce zawisły nad klawiaturą…

- Miniuuuuuu! Wylej mi wodę! – rozległ się z łazienki głos małżonki walczącej z praniem. Wstaję więc i idę do łazienki, wylać wodę z miski. Wracam do biurka, siadam…

- Miniuuuuuu! Zanim usiadłeś zrobisz malutką kanapeczkę? – dobiega głos z łazienki. Wzdycham, ale sam tego chciałem.
- Zrobię – odpowiadam. – A z czym chcesz?
- Z czym zrobisz – uśmiecha się słodko małżonka. – Najlepiej z wędzonką od papcia, ogóreczkiem i papryczką pociętą w paseczki. I zrób dobrej herbatki. Najlepiej owocowej. Ogórki są w szafce.
Zostawiam kompa włączonego i idę do kuchni. Przy okazji robię kolację psom. Po pół godzinie siadam do komputera…

- Miniuuuuuuu!....
Już wiem, czemu w Kościele Rzymsko-Katolickim nauczają, że małżeństwo prowadzi do świętości!

Z Asią związani jesteśmy prawie 13 lat. Trochę to historia jak z Harlequina. Miłość od pierwszego wejrzenia, potem dziwne koleje, pomyłki, inne związki, w końcu spotkanie i dwunastoletni okres „wiecznego narzeczeństwa”, które z powodów różnych wciąż nie mogło przekształcić się w pełne małżeństwo. W zasadzie w związku tym doznaliśmy wszystkiego, czego z takim zniecierpliwieniem oczekują młodzi. Traktowaliśmy się i byliśmy traktowani jak stare małżeństwo. A mimo to jeden czerwcowy dzień wszystko zmienił.

Zmiana nastąpiła na każdym odcinku naszego życia. Zauważyliśmy to już w noc poślubną,, kiedy stwierdziliśmy, że tak „to” nam jeszcze nigdy nie wychodziło. Kolejne odkrycia przychodziły stopniowo. Fakt, nie zawsze jest lekko, a czasem jest wręcz ciężko. Ale mimo to jest lepiej, niż było…

Jedną z podstawowych rzeczy, jakie daje małżeństwo jest otwarcie się na drugiego człowieka. Śmiesznie to brzmi. Instruktor harcerski, działający na terenie Kościoła, dostępny dla podopiecznych o każdej chwili dnia i nocy mówi, że dzięki małżeństwu otworzył się na drugiego człowieka. Ale tak właśnie jest.

Jako kawaler, nawet udzielający się społecznie, sam decydowałem kiedy, co i gdzie będę robił. Teraz każda decyzja jest wcześniej konsultowana.

- Mogę umówić się w tym terminie, ale najpierw muszę skonsultować to z małżonką – brzmi najczęstsza odpowiedź.

Przestałem żyć sam, żyć dla siebie. Zacząłem żyć z kimś. Rytmu mojego dnia nie wyznaczają już zachcianki i fanaberie, ale wspólne potrzeby. I nie dlatego nie gram do rana Heroes of the Might and Magic, że Asia mi na to nie pozwoli, ale dlatego, że czułbym się niezręcznie ze świadomością, że ona może to odczuć jako przedkładanie gry nad nią.

Asi też małżeństwo służy. Rok temu jej zdrowie było w takim zawirowaniu, że bałem się, czy przetrwa rok. Obecnie uspokoiło się pod każdym względem.

Aśka śmieje się ze mnie, że po ślubie dostałem schizy na porządki. Jak przedtem mogłem mieć w zlewie „przegląd tygodnia”, a odkurzałem raz na dwa tygodnie, tak teraz odkurzacz pracuje prawie codziennie, a ja rzadko idę spać mając świadomość, że w zlewie są gary. A najlepiej odpoczywam eksperymentując z zawartością garów. Zbieram się właśnie na walkę z gulaszem.

Spoglądam na siebie sprzed ślubu i teraz. Hm… Chyba rzeczywiście sporządniałem.

- Miniuuuuuuu! – rozlega się znowu głos ślubnej.

W każdym razie na pewno zapracowuję na świętość ratując resztę ludzkości przed kaprysami mojego Szczęścia.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20061228152007458