Zmarnowana idea - rzecz o drugiej krucjacie

wto, 2 sty 2007, 11:09:00

Autor: Maciej Pasternak

Jak zniweczyć wielką ideę? Bardzo prosto: oddać ją politykom.
W 1144 roku dotąd niepodległe hrabstwo Edessy upadło pod naporem muzułmańskich wojsk. Nie pomogły szczupłe siły krzyżowców z otoczenia ostatnich władców tego państewka. Władca Mossulu (Irak) o imieniu Zengi zdobył ją i zrównał z ziemią. Miasto, będące żywą historią chrześcijaństwa, w którym najprawdopodobniej pierwotnie przechowywano całun turyński, przestało istnieć. Choć odbudowało się, to ono samo i chrześcijaństwo w nim zaczęło umierać. Wraz z masakrą Ormian w 1915 roku muzułmanie zamordowali ostatnich edesskich chrześcijan.

Upadek Edessy wstrząsnął Europą, w której wciąż żywa była legenda I Krucjaty. Młodzi idealiści wciąż wierzyli w te same wartości, które pół wieku wcześniej poprowadziły ich ojców i wujów do Jerozolimy. W dwa lata po zagładzie miasta wyruszyła odsiecz z Europy. Dwa lata w tamtych czasach, to było szybko, jak na taką armię.

O ile jednak pierwsza wyprawa była „ruchem społecznym”, w którym zabrakło znanych nazwisk i osobistości z najwyższych sfer społecznych, o tyle teraz misja ratunkowa stała się elementem gry politycznej. Na czele wyprawy stanęli król Francji Ludwik VII i król Niemiec Konrad III. Każdy chciał na udziale w Krucjacie wygrać swoje interesy polityczne w Europie.




Ludwik, niedoszły ksiądz, człowiek o słabym charakterze i kompleksach związanych prawdopodobnie z impotencją był, jak wszystkie miernoty okrutny i chorobliwie zawzięty. Zanim wyruszył na krucjatę, splądrował w ramach konfliktu ze swoimi baronami sporą część Francji, doprowadzając m.in. do spalenia żywcem ponad tysiąca mieszkańców miasta Vitry.

Z drugiej strony jego panowanie, to tzw. Renesans XII wieczny, rozwój kultury, nauki i sztuki, pojawienie się nowych prądów umysłowych, pierwsze reformy Kościoła.

Konrad, wnuk cesarza Henryka IV, który toczył spór z papieżem Grzegorzem VII (Canossa) był z kolei niemieckim odpowiednikiem swojego francuskiego kolegi. Totalny nieudacznik należał do nielicznych przedstawicieli swego rodu, którym nie udało się sięgnąć po koronę cesarską. Liczył na to, że sukces w wyprawie krzyżowej zapewni mu osiągnięcie tronu.

Przeliczył się. Jego wojska (obaj królowie wędrowali osobno) na „dzień dobry” wpadły na armię turecką, która w jednej bitwie wytłukła 90% wojsk niemieckich.



Ironią jest fakt, że odbyło się to pod Doryleum, blisko Nicei, gdzie uczestnicy pierwszej wyprawy rozgromili siły tureckie. Wojsko Konrada przestało się liczyć w tej wojnie, a jego opinie nie miały kluczowego znaczenia.

Ludwik zresztą też wpadł w zasadzkę, w której omal nie stracił życia. Po przybyciu do Ziemi Świętej odmówił udzielenia pomocy wujowi swej małżonki, Rajmundowi z Poitiers hrabiemu Antiochii w wyprawie przeciw Turkom i razem z Konradem wymusili na królu Jerozolimy, Baldwinie, wyprawę na niezależny i zamieszkały w znacznej części przez chrześcijan Damaszek. Wyprawa, pozbawiona sensu militarnego, zniechęciła do krzyżowców miejscowych chrześcijan, którzy zamiast wyzwolicieli zaczęli w rycerzy widzieć okupantów. Awantura damasceńska skończyła się po 5 (pięciu!) dniach oblężenia. Armie krzyżowców wycofały się tracąc bez sensu tysiące ludzi.

Wodzowie nie wykorzystali też okazji nawiązania współpracy z resztką arabskich władców niechętnie patrzących na tureckich najeźdźców, którzy dla nich byli barbarzyńcami i gotowi byli pomóc w ich rozgromieniu.

Krótko po porażce pod Damaszkiem Francuzi wrócili do domów. Skutkiem wyprawy było zajęcie Damaszku przez syna Zengiego, Nur-ad-Dina, utrata prestiżu krzyżowców, którzy dotąd uważani byli za niepokonanych, wreszcie dla samej Francji porażka oznaczała braki w skarbcu i rozwód królewskiej pary. Królowa Eleonora nie mogła małżonkowi darować tego, że nie udzielił jej wujowi pomocy. Rajmund z Poitiers samotnie stawił czoła Nur-ad-Dinowi, który spod Damaszku ruszył prosto na Antiochię. Nie pomógł mu nawet sojusz z muzułmanami wrogimi Nur-ad-Dinowi. W bitwie pod Inab Rajmund zginął z ręki ojca Saladyna – wodza Saracenów, który zakończy historię krucjat.

Po rozwodzie Eleonora wyszła za Henryka, księcia Anjou, który wkrótce sięgnął po tron Anglii. Ich syn, Ryszard wyruszy na trzecią wyprawę krzyżową, w której zmierzy się z synem mordercy stryjecznego dziadka.

Ryszard Lwie Serce i Saladyn, to największe postacie legendy o krucjatach dla obu stron konfliktu.




Spontaniczny, choć świetnie zorganizowany, ruch społeczny pierwszej krucjaty zapewnił niesamowity sukces, nieporównywalny z niczym w historii. Krzyżowcy biskupa Ademara i Gotfryda z Buillon mimo sporów umieli się porozumieć i ustąpić tym, którzy byli mądrzejsi. Żaden z nich jednak nie robił tu swojej polityki. Poświęcili swoje majątki i swoje życie sprawie ważniejszej, wolności. Jak ci ludzie byli pokorni niech świadczy fakt, że syn Wilhelma Zdobywcy, króla Anglii, uznał zwierzchnictwo nad sobą Gotfryda z Buillon, zaledwie księcia Dolnej Lotaryngii. Sam Gotfryd ukorzył się przed cesarzem Bizancjum, Aleksym I i złożył mu hołd lenny. Hołd wymuszony, gdyż będący warunkiem przewiezienia krzyżowców przez Bosfor (brat Gotfryda, Baldwin, uprościł sobie życie i zwyczajnie zdobył statki niezbędne do podróży). Gotfryd nie przyjął tytułu Króla Jerozolimskiego i tytułował się jedynie Obrońcą Grobu
Świętego.



Tej żarliwości, pokory, ale i mądrości zabrakło wodzom drugiej krucjaty. Upadek Damaszku, klęska Hrabstwa Antiochii i skonfliktowanie z miejscową ludnością zaowocowało klęską całego przedsięwzięcia. Szatańska pycha i polityka zabiły wielką ideę.

Zobacz też:

W imię zasad - inne spojrzenie na pierwszą krucjatę

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20061229110930598