Lustracja - szkoda tej szansy...

czw, 4 sty 2007, 18:46:47

Autor: Mirosław Miarczyński

Smutny dzień nastał dla polskiego Kościoła i to bez względu na denominację. Wyraził to już ktoś w komentarzu dotyczącym obawy, co działo się w jego kościele. Polskie duchowieństwo, oszczędzane do tej pory i cieszące się ogromnym jak na dzisiejsze czasy autorytetem stanęło w obliczu najpoważniejszej od lat próby. I niestety, próba ta pokazuje jak mało w naszych hierarchach złota...

Można się opowiadać po tej lub innej stronie, można czuć niesmak z powodu wypowiedzi hierarchów (w tym głównego "bohatera" całej tej sprawy) lub z powodu ataku publicystów, a nawet z powodu tego, że IPN w ogóle udostępnił jakiekolwiek dokumenty. Można nie wierzyć nawet dokumentom, rozpaczliwie szukać ich "innej interpretacji". Można zamknąć się w posłuszeństwie lub przeciwnie - zadawać sobie pytania o zasadność tego posłuszeństwa (podobnie jak niegdyś, kilka wieków temu Reformatorzy) skoro pasterze okazują się wilkami. Można przyjąć wiele różnych postaw, z całkowitym zobojętnieniem na sprawy Kościoła włącznie.

A ja czuję żal. W naszym kraju są dziesiątki tysięcy ludzi (z czego część w sutannach), którzy z takich czy innyc powodów byli uwikłani w kontakty ze służbami. Życie dużej części z nich upływa w strachu i wyrzutach sumienia. Boją się opinii bliskich, wyrzucenia z pracy, piętna "kapusia" i osądów wygłaszanych bez wgłębienia się w temat. Właśnie dla tych ludzi przykład biskupa-grzesznika, który wyznaje swój grzech i pokutuje z niego, mogłoby być wspaniałym przykładem. Taka postawa stałaby się kamieniem, pociągającym za sobą lawinę polskiego oczyszczenia, wytrąciłaby też z ręki oręż tym którzy teczkami posługują się jak bronią.

Niestety, oczyszczenia nie ma, są za to próby ucieczki i przerzucenia odpowiedzialności na "niedobrych dziennikarzy". Podobnie jak w poprzednich (dotyczących "zwykłych" księży) sprawach mamy stanowcze zaprzeczenia, a potem - w miarę odkrywania kolejnych faktów - przyznawanie się do kolejnych rzeczy. Pod przymusem.

Na naszych oczach wali się w gruzy autorytet. Nie instytucji, czy jednego człowieka, ale autorytet Kościoła. Nie dlatego, że kilkadziesiąt lat temu ktoś z takich czy innych powodów podjął złą decyzję. Dlatego, że dziś nauczając o grzechu i moralności nadal nie widzi powodu by powiedzieć "zgrzeszyłem", by przyznać się do tego wobec tych których naucza.

My chrześcijanie możemy w tej sytuacji tylko paść na kolana i prosić Boga by ochronił swój Kościół, tak jak obiecał. By w obliczu braku odwagi jego najbardziej eksponowanych pasterzy, dał ją maluczkim - księżom, pastorom i "zwykłym" wierzącym, by wezwał ich do pokuty i oczyszczenia. I jeszcze by nie pozwolił wykorzystać tej trudnej sytuacji (i kolejnych, które na pewno jeszcze nastąpią) do podziałów i osłabiania, a raczej by tragiczne decyzje sprzed kilkudziesięciu lat połączyły ludzi z różnych denominacji nie w "koalicji milczenia" a we wspólnym wyznawaniu grzechów.

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:37)

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070104184647462