Protoplaści Jezusa?

śro, 21 lut 2007, 10:26:07

Autor: Michał

Pewne postacie z dziejów antycznej kultury mają wiele cech wspólnych z Jezusem Chrystusem. Porównuje się go do Ozyrysa, Mitry, Dawida, Apolla czy Orfeusza. Jak wyraźne są ewentualne analogie ? Czy podobieństwa są wystarczająco duże, aby zaryzykować twierdzenie, że wyzej wymienine postacie są pewnego rodzaju "protoplastami" osoby Jezusa Chrystusa ? Jak ustosunkował sie do faktu tychże podobieńśtw Kościół ?

Istnieje pogląd, ze historia o Jezusie Chrystusie jest mitem skonstruowanym na podstawie wcześniejszych opowieści o cierpiących bogach zbawcach. W 1909 r. profesor filozofii Artur Drews wydał książkę "Die Christus Mythe", w której przedstawił teorię, że zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to nic innego jak kolejna idea cierpiącego Boga odkupiciela, obecna powszechnie w starożytności (takimi bogami byli np. Prometeusz, Mitra, Dumuzi/Tammuz, Attis czy Adonis względnie także Ozyrys lub Dionizos).

Pogląd ten zyskał pewną popularność wśród religioznawców. Najbardziej radykalni wyciągali wniosek, że Jezus nigdy nie istniał ". Możemy np przeczytać stwierdzenia, ze "Jezus w wersji serwowanej przez ewangelistów jest świetnie scalonym zbiorem wierzeń z różnych części świata". Inni przyjmowali, że nawet jeśli żył kiedyś człowiek o imieniu Jezus, który faktycznie został stracony jako przestępca na krzyżu, to cała opowieść o zmartwychwstaniu jest już zapożyczona z mitów. Ewangelie w tym ujęciu byłyb adaptacją pradawnego mitu, archetypu charakterystycznego dla wszystkich pogańskich religii misteryjnych - mitu o corocznym umieraniu i odradzaniu się "człowieka-boga. Takim bogiembył np. Tammuz - babiloński syn boga wody - Enkiego/Ea, jeden z najstarszych corocznie umierających i odradzających się bóstw. Tammuz to odpowiednik starożytnego, najpierw sumeryjskiego, potem babilońskiego boga wegetacji Dumuziego, zamkniętego w nieustającym cyklu śmierci i narodzin, jest więc bóstwem wegetacji roślin i urodzaju, odpowiedzialne za zmiany pór roku w przyrodzie, opiekun stad; ukochany bogini Isztar, przedstawiany jako młodzieniec z kłosami w ręku lub u ramion. W Księdze Ezechiela, w 8 rozdziale prorok jest oprowadzany i zapoznawany z grzechami Izraela. W pewnym momencie tajemnicza postać zaprowadza go do pomieszczenia, gdzie "kobiety [...] opłakiwały Tammuza". Sumeryjski mit mówił bowiem o bogini miłości Isztar do młodzieńca Tammuza, który zawsze jesienią umierał, a wiosną odradzał się.

Podobieństwo do tego mitu można zauważyć w greckim micie o Adonisie, który był synem cypryjskiego króla Kinyrysa i jego córki Mirry (lub Smyrny). Nikt z ludzi a nawet żaden z bogów nie dorównywał mu urodą, toteż zakochała się w nim sama bogini miłości i piękna- Afrodyta. Pewnego razu podczas polowania na dzika zranione zwierzę zaatakowało go i rozszarpało. Gdy Afrodyta dowiedziała się o tym, ogarnął ją bezgraniczny żal. Przeklęła fatum, które jest silniejsze nawet od bogów, i z płaczem padła na kolana przed Zeusem, prosząc go, aby przynajmniej na pewien czas zwrócił jej ukochanego. Władca Olimpu zlitował się nad nią i poprosił swego brata Hadesa- boga świata podziemnego- żeby zawsze na wiosnę wypuszczał Adonisa ze swego ponurego królestwa na Ziemię. Adonis zostawał więc pół roku w zaświatach, a pół roku żył z Afrodytą na Ziemi. W tym czasie cała przyroda się cieszyła i przyodziewała w zieleń i kwiaty,a pogrążała się w smutku gdy Adonis wracał do królestwa zmarłych.

Margaret Starbird, autorka książki "Maria Magdalena i święty Graal" uważa nawet, że sceny namaszczenia w Betanii, męczeńskiej śmierci Jezusa, zmartwychwstania i spotkania przy grobie układają się w mityczny wzór hieros gamos, świętych zaślubin, a Jezus i Maria Magdalena są dla autorki kolejną ze świętych par jak Izyda i Ozyrys, Innana i Dumuzi, Isztar i Tammuz, Afrodyta i Adonis. Autorka pisze na przykład: "W niektórych rytuałach, po torturach króla grzebano, po czym zwykle po trzech dniach zmartwychwstawał. W skład liturgicznej poezji wchodzą lamenty Innany z powodu śmierci Dumuziego. Bogini szuka boga, który znikł, a po jego powrocie wyraża radość. Ta część rozpowszechnionego mitu o oblubieńcu z kultów pogańskich jest powtórzona w Ewangelii św. Jana".

Inny pogański bóg, którego uważa się za "protoptyp" Jezusa to Dionizos, który miał być synem boga Zeusa i śmiertelniczki Semele. Jeden z tytułów Dionizosa, boga wina to "pęd winorośli". Tematem popularnych w starożytności misteriów dionizyjskich był mit o śmierci Dionizosa, kóry podczas zabawy, został napadnięty przez tytanów. Przemienił się w byka, ale mimo to został przez nich doścignięty i rozerwany na strzępy. Atena uratowała jednak jego serce i przyniosła je Zeusowi. Zeus połknął je i urodził nowego syna, nowego Dionizosa, w którym odżył ten rozerwany przez tytanów. Misteria dionizyjskie były więc dwuetapowe: obchodzono święto zabójstwa Dionizosa przez tytanów i święto przywrócenia go do życia. Uważano, że Dionizos sam się przy pojawia podczas tych misteriów. Przez obfitość wina i głośną muzykę wprawiano się w stany ekstatyczne. Chciano wyjść "poza siebie", popaść w "ekstazę" i, jak wierzono, oderwać się od własnego życia, by otrzymać udział w umieraniu Boga i w jego powracaniu do życia.

Claude-Brigitte Carcenac-Pujol i Llogari Pujol zdobyli rozgłos dzięki książce "Jezus, 3000 lat przed Chrystusem. Faraon zwany Jezusem". W książce tej dowodzą, iż życie Jezusa opisane przez ewangelistów jest repliką wcześniejszych o 3000 lat pism egipskich mówiących o faraonie. W starożytnym Egipcie faraona uważano za syna boga, był człowiekiem, a zarazem bogiem jak Jezus. Autorzy wynajdują wiele naciąganych analogii. Modlitwa "Ojcze nasz" jest np. wg Pujolego prawie jednakowa z "Modlitwą ślepca", która znajduje się w tekście egipskim z 1000 roku przed Chrystusem. W mitologii egipskiej Set chce zabić Horusa jako dziecko, Jego matka Izyda ucieka więc z nim, co ma być rzekomo wzorem opowieści o ucieczce do Egiptu przed siepaczami Heroda. Llogari Pujol twierdzi też, że Jan, pisząc o cudzie w Kanie Galilejskiej skopiował opowieść egipską, gdyż na grobie egipskim w Paheri (1500 lat przed Chrystusem) przedstawione jest rzekomo zamienienie wody w wino przez faraona.

Przede wszystkim jednak autorzy doszukują się analogii między Znartwychwstałym Jezusem a zmartwychwstającym Ozyrysem. Według mitu Ozyrys został zabity przez swojego brata Seta (który go poćwiartował na 14 części). Izyda znalazła i poskładała wszystkie części ciała Ozyrysa za wyjątkiem członka. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie Set wrzucił zwłoki brata (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). szakalogłowy bóg Anubis (po egipsku Anup) zabalsamował zwłoki, a Izyda przy pomocy zaklęć magicznych przywróciła swego męża do życia, nie na ziemi, lecz w Państwie Umarłych, ożywiony przez Izydę Ozyrys nie mógł bowiem żyć na ziemi.

W religii egipskiej Ozyrys, bóg zboża, umierający co roku, pozwalał Egipcjanom żywić się swoim ciałem (chlebem). W "Tekstach z piramid" zwany jest także "panem wina". Według Llogari Pujola chrześcijańska eucharystia i wiara w zmartwychwstanie jest więc prostym zapożyczeniem z religii egipskiej. Karlheinz Deschner w książce "I znowu zapiał kur", za pomocą różnych paralel pomiędzy mitraizmem a chrześcijaństwem, próbował z kolei dowodzić, że chrześcijaństwo zaczerpnęło swe najważniejsze wierzenia, koncepcje i obrzędy od mitraizmu. Znakomitą polemikę z tym poglądem można znaleźć w artykule Janusza Lewandowskiego( na stronie: http://apologetyka.katolik.net.pl/content/view/882/68 ).

Tłumaczenie wiary w zmartwychwstanie np. analogiami z elementami wierzeń w kultach misteryjnych nie jest niczym nowym. Już ojcowie Koscioła dostrzegali, że występujący w różnych kultach młody bóg, umierający i powracający do życia (np. Dumuzi/Tammuz, Attis czy Adonis względnie także Ozyrys lub Dionizos) może kojarzyć się z Jezusem Chrystusem. Czy więc prawdą może być, ze nasza wiara to pogańskie mity przetworzone przez autorów Ewangelii? Czy wczesnochrześcijańskie wierzenia o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa mają jakieś korzenie w pogańskich mitach o umierającym i powstającym do życia bogu, uosabiającym odradzająca się przyrodę?

Ten temat jest rozległy i mógłby być przedmiotem obszernej monografii. Przede wszystkim jestem glęboko przekonany, że lektura mitów o odradzających się bogach i świadectw o Zmartwychwstaniu Jezusa, pokazuje dobitnie, że istnieje zasadnicza różnica między wiarą chrzescijan w Zmartwychwstanie Chrystusa, a wiarą związaną z różnymi kultami misteryjnymi w czasach, gdy rodziło się chrześcijaństwo. Śmierć Jezusa Chrystusa różni się od śmierci owych bogów w kilku istotnych punktach. Biblista Ronald H. Nash podaje następujące różnice:

  1. Pogańscy bogowie-zbawiciele nie umierali za kogoś innego, dlatego śmierć Boga-człowieka w miejsce człowieka jest czymś unikalnym.
  2. Chrystus umarł za grzechy, jak żaden z pogańskich bogów.
  3. Jezus umarł raz na zawsze (Hbr7, 27; 9, 25-28; 10, 10-14), podczas gdy bogowie czczeni w misteriach umierali corocznie.
  4. Ozyrys, Attis czy Adonis ponieśli śmierć w wyniku różnych okoliczności, natomiast Jezus złożył swe życie dobrowolnie.
  5. Śmierć Jezusa jest wydarzeniem historycznym, natomiast śmierć bogów-zbawców jest tylko mitycznym dramatem - alegorią odradzającej się przyrody.

Warto to raz jeszcze podkreślić: Wiara paschalna apostołów, za którą gotowi byli oddać życie, opierała się na historycznym doświadczeniu odkrycia pustego grobu i spotkaniu Zmartwychwstałego. W NT przytacza się listy świadków godnych wiary, ponadto Zmartwychwstanie jako fakt historyczny stoi w centrum całej kerygmy apostolskiej (por. mowy w Dziejach Apostolskich). Kulty misteryjne wyrażają natomiast odkupienie w sposób naturalistyczny: bóstwo umiera wraz z corocznym zamieraniem przyrody i odradza się podczas wiosennych obchodów rytualnych.

Podobieństwa między kultami misteryjnymi i chrześcijaństwem są często przez krytyków chrześcijaństwa wyolbrzymiane. Wynikają z podobnej terminologii, ale gdy przyjrzymy się szczegółom śmierci i powstania do życia Ozyrysa, Adonisa czy Attisa, odnosząc to do zmartwychwstanie Jezusa, można dostrzec różnice w samym sednie, w fundamencie wiary Paschalenej chrześcijan. Różnice między antycznymi misteriami a chrześcijańską liturgią dotyczą samego fundamnetu. Tam jest tylko mit; tutaj rzeczywistość historyczna, gdzie podstawą jest Jezus Chrystus, który został zamęczony pod Poncjuszem Piłatem, i który umarł. Tam jest tylko personifikacja procesów zachodzących w przyrodzie, corocznego powrotu życia na wiosnę; nikt nie myślał o tym, że bóstwo, np Dionizos zrobił cokolwiek dla zbawienia ludzi. Tu jest dzieło Bożej łaski i Bożej miłości dla odkupienia ludzi. Tam wszystko pozostaje raczej naturalne i zmysłowe, w zasadzie nie ma postawionych żadnych moralnych wymagań. Tutaj wymaga się nowego życia, także nowego życia w sferze obyczajów.

W książce Dogmat Chrystusa Ericha Fromma czytamy: "Na pewno idea umierającego Mesjasza, a nawet umierającego Boga nie była w świadomości ludowej czymś zupełnie nowym. W Księdze Izajasza (53) mówi się o takim cierpiącym słudze Boga. (...) Idea umierającego Boga stała się znana ludowi z zupełnie innego źródła, a mianowicie, bliskowschodnich kultów i mitów (Ozyrys, Attis i Adonis). Los człowieka znajduje swój prototyp w męce boga, który cierpi na ziemi, umiera i ponownie powstaje. Ten bóg pozwoli cieszyć się błogosławioną nieśmiertelnością wszystkim tym, którzy dołączają doń w miastach albo nawet identyfikują się z nim. Być może istniały także żydowskie ezoteryczne tradycje umierającego Boga lub Mesjasza, ale wszyscy ci poprzednicy nie mogą tłumaczyć niezwykłego wpływu, jaki nauka o ukrzyżowanym i cierpiącym Zbawcy wywarła bezpośrednio na żydowskie, a później i pogańskie masy".

Mimo fundamentalnych różnic w rozumieniu zmartwychwstania, skojarzenia Jezusa z bogami misteryjnymi mogły się rodzić i rodziły się już w początkach chrzescijaństwa.

Pewne podobieństwo Jezusa do Mitry, Adonisa czy Ozyrysa, budziło niepokój np. Tertuliana (ok. 150-ok. 220), który widział w tym działanie demonów, małpujacych prawdę Ewangelii. Uważał że wszystko poza chrześcijaństwem jest szkodliwe i bluźniercze. Teolog ten miał tak radykalne poglądy, że doprowadziło go to do zerwania z Kościołem, gdyż po kilku latach przynależności do niego, zaczął uważać Kościół za zbyt liberalny i zbyt otwarty na filozofię pogańska, przystąpił więc do sekty montanistów.

Zupełnie inne podejście miał jeden z pierwszych apologetów - Justyn (ok. 100-167). Odwoływał się on do doktryny o Logosie preegzystującym w czasach Starego Testamentu (praeparatio evangelica biblica), który objawił ziarna prawdy o sobie (Logos spermatikos) niektórym filozofom (praeparatio evangelica filosofica), natomiast w pełni objawił się dopiero w osobie Jezusa z Nazaretu, Mesjasza, Syna Bożego. Logos spermatikos, czyli "Słowo rozsiane", jest jedną z tych genialnych intuicji Justyna, dzięki której był zdolny znaleźć wspólny język z filozofią swego czasu. Ponadto kategoria ta, która po raz pierwszy pojawia się właśnie w pismach Justyna, stała się podstawą refleksji teologicznej Kościoła różnych epok (czasami niestety zapomnianej) o ziarnach prawdy obecnych w innych religiach i kulturach.

W naszych czasach idea ta powróciła wraz z nauczaniem Soboru Watykańskiego II. Istotą tej koncepcji jest przekonanie, że od początku istnienia wszechświata ziarna prawdy zostały rozsiane przez boski Logos wśród wszystkich ludzi i w ten sposób wszyscy w różnym stopniu odkrywają prawdę i w różnym stopniu mają udział w boskim Logosie. Dzięki Objawieniu się całego Logosu w osobie Chrystusa pełnię prawdy o Bogu i człowieku oraz pełne uczestnictwo w mocy boskiego Logosu mają oczywiście tylko chrześcijanie. Natomiast zarówno objawienie starotestamentowe, jak też filozofia są tylko częściowym odkryciem prawdy.

Choć Logos spermatikos jest oryginalną koncepcją Justyna, to została ona zainspirowana trzema różnymi tradycjami: filozoficznymi tradycjami neoplatonizmu i stoicyzmu, judaizmem hellenistycznym, zwłaszcza nauką Filona Aleksandryjskiego o bytach pośrednich między Bogiem i ludźmi, oraz oczywiście wcześniejszą tradycją chrześcijańską, zwłaszcza dotyczącą zdolności naturalnego poznania Boga (Rz 1-2). Kategoria Logos spermatikos pozwoliła Justynowi nie tylko dostrzec ziarna prawdy w innych tradycjach religijnych i filozoficznych, ale uzupełniona o koncepcję Logosu pełnego (można by ją określić jako Logos totus), okazała się również kluczowa w prezentacji chrześcijaństwa jako jedynej i najpełniejszej ze wszystkich filozofii. Widziane w takiej perspektywie chrześcijaństwo jest nauką uniwersalną, pełnią takiego poznania prawdy, której wszyscy inni poszukują niejako po omacku.

Taka optyka była i nadal pozostaje podstawą misyjnego zaangażowania chrześcijan w głoszenie Ewangelii wszystkim ludziom. Dla Justyna pełnia prawdy znajdowała się tylko w chrześcijaństwie, zaś w pozostałych religiach czy kulturach obecne były jedynie ziarna Logosu (semina Verbi), elementy prawdy. Na podstawie nauki o Logosie rozsianym Justyn opracował również swoją teologię historii zbawienia. Według apologety istnieje tylko jedna historia zbawienia ludzkości, zarówno Żydów, Greków, jak i barbarzyńców, i jest ona historią świętą, gdyż kieruje nią Bóg objawiający się na różne sposoby, a ostatecznie w osobie swojego Syna. Ponieważ to właśnie w historii dokonuje się zbawienie człowieka, każdy jest zaproszony do prowadzenia życia zgodnie z zasadami Logosu, które mogą być poznane poprzez wiarę, jak w przypadku chrześcijan, albo za pomocą naturalnego światła rozumu ludzkiego. Zbawczy plan Boga jest więc propozycją dla wszystkich ludzi.

Do Żydów Bóg przemawiał przez proroków, do pogan poprzez prawdę "objawienia naturalnego", przeznaczoną do odkrycia rozumem, natomiast do wszystkich poprzez Ewangelię swego wcielonego Syna. Warto postawic sobie pytanie, czy Bóg, który się objawił w tradycji hebrajskiej i w Jezusie Chrystusie, zawarł również z "poganami" jakąś formę zbawczego "przymierza", tak że i oni mogą być nazywani "ludami Boga", "ludami Boga przymierza". Z problemem przynależności "innych" do historii zbawienia i ich związku przymierza z Bogiem żywym łączy się problem objawienia Boga ludziom poprzez historię "wiele razy i na wiele sposobów", nim objawił się "ostatecznie w tych dniach ... przez Syna" (Hbr 1, 1-2). Autor listu do Hebrajczyków miał na myśli objawienia Boga przez proroków tradycji hebrajskiej, Jacques Dupuis w książce "Chrześcijaństwo i religie" stawia jednak pytanie, czy nie należy poszerzyć perspektywy otwartej przez tekst na całość historii ludzkości. Jeśli w plan Bożych przymierzy i w historię zbawienia są włączone wszystkie narody, to czyż nie należałoby wnioskować, że w jakiś sposób, niechby nawet wstępny i niepełny, Bóg objawił się w ich historii przez słowa objawiające i zbawcze gesty?

Czy można przyjąć, że w innych tradycjach religijnych, w pamięci zapisanej w ich świętych księgach jak też w ich żywej praktyce religijnej, mamy do czynienia ze śladami słów Boga i gestów zbawczych, "różnym obliczem Boskości", które można odkryć, wydobyć i uhonorować. Jacques Dupois stawia kontrowersyjną tezę, że działalność Ducha Świętego dosięga wyznawców innych religii za pośrednictwem ich tradycji. Jest to szokujące stwierdzenie. Czy niebiblijne Księgi mogą pośredniczyć w działalności Ducha w życiu religijnym ich wyznawców? W jaki sposób ją wspomagają i ułatwiają doświadczenie religijne? W jaki sposób wzywają wyznawców tych religii do posłuszeństwa wierze, która zbawia? Czy jest rzeczą możliwą, by teologia zebrała w Świętych Księgach innych tradycji religijnych żniwo autentycznego objawienia Bożego - prawdziwe Słowo Boga skierowane do ludzi? Jeśli w innych tradycjach religijnych istnieje prawdziwe, choć niepełne, pośrednictwo tajemnicy, wynika z tego, ze mogą one służyć jako "drogi" czy "ścieżki" zbawienia swoim członkom.

Taka działalność innych tradycji religijnych w porządku zbawienia powinna oczywiście, patrząc na to z chrześcijańskiego punktu widzenia, zawsze być umieszczana w globalnym planie Boga wobec ludzkości, który swój szczyt znajduje w Wydarzeniu Jezusa Chrystusa. Bóg, choć wypowiedział swoje ostateczne Słowo w Jezusie Chrystusie, choć mówił przez proroków Starego Testamentu, wypowiedział początkowe lub zarodkowe słowa do ludzi przez proroków innych narodów - słowa, których ślady można odnaleźć w Księgach Świętych światowych tradycji religijnych. Słowo ostateczne nie wyklucza innych słów: wprost przeciwnie, zakłada je. Nie możemy powiedzieć, że pierwszym słowem było słowo zapisane w Starym Testamencie. Nie: to właśnie ten dokument zaświadcza, że Bóg przemawiał do narodów wcześniej, nim zwrócił się do Izraela. Gwarancją tego są przymierza Boga z Adamem i z Noem i zażyłość w obu przypadkach, z jaką Bóg odnosi się do ludzi. Święte Księgi narodów reprezentują więc, razem ze Starym i Nowym Testamentem, różne sposoby i formy, w jakich Bóg zwraca się do ludzi w ciągłym procesie Bożego samoobjawienia skierowanego do nich. "Ziarna Słowa" zawarte w wierzeniach innych religii są słowami zarodkowymi i początkowymi Boga, w których jest też obecny wpływ Ducha.

Wpływ Ducha jest powszechny. Rozciąga się na słowa kierowane przez Boga do ludzkości w każdym okresie Jego samoobjawienia. To św. Tomasz z Akwinu napisał cytując Ambrozjastera: Omne verum a quocumque dicatur a Spiritu Sancto est ("Każda prawda, niezależnie przez kogo powiedziana, pochodzi od Ducha Świętego") (S.T., I, II, 109, 1, ad 1). Każda prawda pochodzi od Boga, który jest Prawdą, i winna być jako taka szanowana, niezależnie od tego, jakim kanałem do nas dociera. Słowa Boga i objawienia Bożego nie należy pojmować jak monolitu, lecz jako rzeczywistość zróżnicowaną i kompleksową. I tu wracam do zasadniczej kwestii. Oto teza, kórą chcę zaproponować: Może pogańskie intuicje na temat umierającego bóstwa, występujące w kulturach całego świata, to maska pod którą Jedyny Bóg ukrywał się od początku? Być może prawda jest rozrzucona w wielu mitach po całym świecie, a nie tylko w Biblii. Czy pogańskie mity mogły zapowiadać wcielenie? Clive Staples Lewis (autor "Opowieści z Narnii") w eseju "Mit stał się faktem", napisał: "Istotę chrześcijaństwa stanowi mit, który jest również faktem. Stary mit o umierającym Bogu, nie przestając być mitem, schodzi z nieba legendy i wyobraźni na ziemię historii. Wydarza się w określonym dniu, w konkretnym miejscu". Archetyp umierającego boga staje się prawdą, staje się rzeczywistym i historycznym wydarzeniem.

W powieści Marguerite Steedman "Ucieczka do Avalonu" jednym z bohaterów jest wierny sługa i przyjaciel Józefa z Arymatei - Grek Filon, który został w młodości wtajemniczony w misteria dionizyjskie. Gdy poznaje on Jezusa, zaczyna widzieć w nim urzeczywistnienie swojej wiary. Dostrzega pewną analogię symboliki używanej przez Jezusa z atrybutami łączonymi z Dionizosem. Wszystko to naprowadza go na przekonanie, ze Jezus jest Bogiem i ostatecznie ten człowiek, nie będący Zydem i nie znający religii żydowskiej, wcześniej niż wielu Żydów, oczekujących na przyjście Mesjasza, staje sie wyznawcą Jezusa Chrystusa.

Według Lewisa pogańskie mity o umierającym i wracającym do życia bóstwie, odzwierciedlają tęsknotę wszczepioną przez Boga, aby przygotować ludzkość na Wcielenie. Te pogańskie intuicje są oczywiście niedokończone i niepełne, posługują się alegorią i myśleniem mitycznym, zapowiadają jednak najlepszą opowieść - Dobrą Nowinę, że Jedyny prawdziwy Bóg, naprawdę stał się człowiekiem, umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, a potem, pokonawszy śmierć, zmartwychwstał. Lewis zastanawiał się nawet, czy niektórym współczesnym ludziom nie należy przedstawić najpierw przedchrześcijańskich, pogańskich intuicji, aby przygotować ich odpowiednio na przyjęcie Ewangelii.

Również Odo Casela twierdzi , że misteria pogańskie były szkołą, przygotowaniem dla chrześcijaństwa, podobnie jak takim przygotowaniem był Stary Testament. To, czego pogaństwo szukało i oczekiwało w misteriach, a nawet o wiele więcej, przyniosło z sobą chrześcijaństwo. To właśnie i jeszcze wiele więcej zawiera w sobie chrześcijańska liturgia. Czego szukali bowiem poganie w misteriach o odradzających się bogach? Przedstawiali w dramatach misteryjnych życie i cierpienie bóstwa, aby samemu otrzymać udział w nieśmiertelnym życiu bogów i w ten sposób znaleźć zbawienie. A to właśnie przyniosło chrześcijaństwo.


Roman Zając

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070129232607667