Początki państwowej opieki społecznej

śro, 28 lut 2007, 11:05:40

Autor: Andrzej Orkowski

Pan Pawel Toboła-Pertkiewicz w jednym z ostatnich numerów Najwyższego Czasu! napisał kontrowersyjny jak na nasze socjalne i antyklerykalne czasy, tekst o wyższości powołania do służby cierpiacym nad zawodem pielęgniarki. Autor odwołał się tu do empirii opartej na przykładzie opieki nad jego chorym kolegą, rozciągając ten przykład na całą służbę zdrowia. Ponadto podał kilka przykładów z ostatnich doniesień prasowych o łapownictwie i lekceważeniu obowiązków przez państwowe pielęgniarki.

Jak sądzę, ten tekst wywoła protesty ze strony środowiska i oskarżenia o zbytnie uogólnienie tematu. Osobiście uważam jednak, że wnioski p. Pawła są logiczne i silne. Jakkolwiek zapewne są wśród państwowych pielęgniarek osoby obdarzone powołaniem do służby cierpiącym, które ougólnieniami autora mogłyby poczuć się dotknięte, to jednak nie ulega dla mnie wątpliwości, że ktoś, kto ma powołanie do naśladowania Chrystusa będzie miał silniejszą motywację, bo nie traktuje swojej pracy jak zawód, ale jak służbę. Robi to co robi z przekonaniem i chęcią obdarowywania innych, dzielenia się z bliźnimi sobą, a nie jedynie dla pieniędzy.

Przy okazji tego tekstu warto przypomnieć, że upaństwowienie opieki społecznej, szkolnictwa i służby zdrowia miało swój pocztątek już w czasach rewolucji francuskiej. Przedtem tymi zagadnieniami powszechnie zajmował się Kościół. Zajmował się nimi w sposób zorganizowany i jednocześnie pozbawiony źródła wszelakich problemów, jakie występują w tych dziedzinach dziś, czyli biurokracji i nadzoru ludzi, którzy robią to w pierwszym rzędzie dla pieniędzy, a ewentualnie dopiero potem dla spełnienia swego powołania. Jeśli takowe w ogóle mają.

Ks. Michał Poradowski, przygotowując się do napisania książki pt. Dziedzictwo rewolucji francuskiej, przekopał mnóstwo archiwów i przeczytał masę opracowań, zarówno zwolenników, jak i przeciwników jakobińskiej rewolucji we Francji. Jako że w swojej książce cytuje je obficie, udowadniając, że rewolucja w pierwszym rzędzie była zamachem na Kościół, czyli fundament ówczesnych stosunków społecznych, możemy bez dodatkowego poszukiwania trudno dostępnych zbiorów bibliotecznych, posłużyć się przykładami przez niego użytymi.

Jan Dumont w 1984 r. opublikował ponad pięćsetstronicową książkę pt. La Révolution française ou les prodiges du sacrilége. Ks. Poradowski, streszczając to dzieło, pisze w interesującym nas temacie: autor przypomina także napastliwą propagandę przeciwko Kościołowi, która usiłuje zaprzeczać jego zasługom na polu oświaty i wychowania. Otóż w przededniu rewolucji Kościół we Francji miał prawie w każdej parafii bezpłatną szkołę podstawową (parafii było prawie 37 tysięcy, a bezpłatnych szkół parafialnych ponad 30 tysięcy), utrzymywał ponad 900 szkół średnich, nie licząc seminaryjnych. Niektóre z nich cieszyły się tak wielką sławą poza Francją, że przyciągaly studentów z zagranicy, nawet ze Stanów Zjednoczonych. Wedlug Dumonta, szkoły te dopiero po odebraniu ich Kościolowi przestały być dostępne dla wszystkich i stały się niedostępne dla... biedoty, gdyż zgodnie z oczekiwaniami jakobinów dobro społeczenstwa wymaga, aby wiedza ludu nie przekraczała jego zajęć (La Chalatois).

Skąd Kościół brał na to pieniądze? Oczywiście nie potrzebował pomocy państwa. Inny omawiany przez ks. Michała pisarz, Jan de Viguerie, autor wznowionej w 1986 r. książki pt. Christianisme et Revolution. Cinq Leçons d’historie de la Révolution française dowodzi, że przed rewolucją Kościół jest ekonomicznie niezależny od państwa i utrzymuje się z dóbr własnych, które pochodzą głównie z zapisów testamentowych i różnych fundacji, służących określonym celom charytatywnym lub wychowawczym. Prawie wszystkie szpitale, domy starców i sierot to instytucje Kościoła, a także prawie całe szkolnictwo, nawet wszystkie (dwanaście) szkoły wojskowe (prowadzone przez benedyktynów i oratorianów).

Z dziesiejszego punktu widzenia, bardzo ciekawą pozycją wydaje się książka historyka angielskiego Alana Forresta pt. The French Revolution and the Poor, wydanej w Oksfordzie w roku 1981, który rozważa zjawisko dość powszechnie stosowane w czasach dzisiejszych, czyli manipulowanie statystykami poprzez zmianę kryteriów oceny. Poradowki, omawiając pracę Forresta, pisze: aż do rewolucji Kościół dzięki tym fundacjom (mowa o fundacjach kościelnych zapewniajacym utrzymanie instytucji dobroczynnych, edukacyjnych i leczniczych – przyp. mój) zajmuje się szkolnictwem, jak i dobroczynnością zorganizowaną i zinstytucjonalizowaną: szpitale, domy starców, dla sierot i dla osób nienormalnych. A więc, w ciągu całej historii Francji, wyłącznie Kosciół zajmuje się szkolnictwem i dobroczynnością i tak jest aż do rewolucji. Jednym z haseł rewolucji jest “równość”; ubóstwo w jakiejkolwiek postaci uważane jest za sprzeczne z “równością”. Rządy rewolucyjne polecają zbadanie sytuacji w każdym departamencie: ilu jest ubogich i kim o­ni są. Badania przeprowadzone w 51 departamentach stwierdzają istnienie 1.928.064 “ubogich” na 16.634.466 ludzi; a jest rok 1971, nadto, prawie wszyscy ci “ubodzy” znajdują się w szpitalach i domach dobroczynnych kościelnych. Natychmiast zaczęto wielu z tych “ubogich” katalogować jako “próżniaków” i “włóczęgów”. Szuka się nowego określenia człowieka “ubogiego” i ustala się, iż jest nim tylko osoba niezdolna do pracy, a więc starcy, inwalidzi (czyli ślepcy i ciężko chorzy), a wszystkich innych uważa się za leniuchów i włóczęgów. Po raz pierwszy dochodzi się do wniosku, że opieka nad ubogimi należy do państwa, a nie do Kościoła, na skutek tego następuje konfiskata wszystkich dóbr kościelnych, a więc także i brak środków na utrzymanie owych instytucji dobroczynnych; kiedy są o­ne odebrane Kościołowi, początkowo znajdują się bez środków materialnych. Nadto wiele z tych instytucji pozostaje bez personelu, gdyż ten, jako głównie złożony z zakonnic, w ogóle przestaje istnieć będąc częściowo zlikwidowany fizycznie gilotyną, a częściowo wygnany z kraju.

W celu poprawienia statystyk ubóstwa nie tylko manipuluje się kryteriami, ale także organizuje się obozy koncentracyjne dla włóczęgów oraz – wzorem rządów królewskich – roboty publiczne dla bezrobotnych. Skuteczność tych ostatnich jest jednak wielce wątpliwa ekonomicznie, gdyż koszty utrzymania tych wartsztatów są tak wysokie, że z punku widzenia ekonomicznego nie opłacają się, często są cztery razy większe niż wartość produktu, który zresztą jest kiepski. Stąd też eksperyment trwa tylko jeden rok i kończy się fiaskiem.

Niewesoło wyglądają także statystyki sierot. Według Alana Forresta przed rewolucją, w zakładach prowadzonych przez zakonnice przebywało ich 7.500 (1790 r.). Jakobini nie bardzo wiedzieli co z nimi robić, gdyż po upaństwowieniu instytucji nie miał się kto nimi zajmować, więc po prostu pozbyli się ich mordując w tzw. "masakrze wrześniowej”.

Podsumowując swoją wiedzę na ten temat, ks. Michał Poradowski twierdzi, że skutkiem wymordowania duchownych oraz idącą za tym nacjonalizacją pomocy społecznej i dóbr Kościoła, wyrażonej w tzw. Konstytucji Cywilnej Kleru jest gwałtowny i szalony rozrost biurokracji. Wówczas to własnie rodzi się nowy typ państwa, którgo celem jest nacjonalizacja wszystkiego. Np. przed rewolucją wszystkie państwowe funkcje sprawowali arystokraci, którzy utrzymywali się z własnych dochodów feudalnych, podczas gdy po ich zgilotynowaniu lub wygnaniu trzeba było tę pustkę zapełnić urzędnikami opłacanymi przez państwo

Także całe szkolnictwo i sprawy zdrowia (szpitale, przytułki dla sierot i starców itp.) były także w rękach Kościoła i utrzymywaly się z fundacji – pisze ks. Poradowski. Po upaństwowieniu tych dziedzin z konieczności państwo rewolucyjne musiało zająć się tymi sektorami, a to wymagało ogromnej ilości pracowników, czyli urzędników państwowych. Stąd rozrost państwa jako instytucji i powstanie nowej grupy społecznej – urzędników państwowych, czyli biurokracji. Stało się to nieco później przyczyną tendencji socjalistycznej i totalitarnej, calkowicie odwracając dawną sytuację. Państwo na usługach obywateli (“l’Ancient Régime”) przeksztalca się w instytucję, w której obywatele są na uslugach państwa.

Można by pójść w ocenie skutków rewolucji francuskiej dalej za ks. Michałem, który moim zdaniem skutecznie dowodzi, że następuje w tym czasie także odwrócenie o 180 stopni pojmowania postawy ludzkiej wobec świata. Wystarczy jednak zaznaczyć, że dzięki Deklaracji Praw Człowieka z 1789 r. w miejsce kultu Boga wprowadzony zostaje kult człowieka, który w rezultacie, już w dzisiejszych czasach doprowadził do legitymizacji tzw. roszczeń społecznych i postawienia żądań płacowych ponad poczucie misji i powołanie do slużby. Oczywiście czasy się zmieniają, ale dla mnie nie ulega wątpliwości, że w zawodach takich jak pielęgniarka, lekarz, nauczyciel itp., widać dziś szczególnie szkodliwość rozwiazań zapoczątkowanych przez rewolucję francuską, a polegających na brutalnym wyjęciu omawianych dziedzin spod opieki Kościoła i powierzenie ich państwu.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070228110540940