Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Zmartwychwstanie

Chrześcijańska wiara ogniskuje się na zmartwychwstaniu Jezusa. To jej fundament. Bez tego byłaby ona daremna, jak stwierdza apostoł Paweł (1 Kor 15). Spośród chrześcijańskich argumentów, takich jak: starotestamentowe zapowiedzi o przyjściu Mesjasza, niezwykłe Jego narodziny, mające moc autorytetu nauczanie, wreszcie cuda, zmartwychwstanie jawi się jako najistotniejsze.

Starotestamentowe proroctwa odnoszą się nie tylko do przyjścia Mesjasza. Zapowiedzi Jego przyjścia są wprawdzie bardzo ważnym elementem, ale to tylko część mozaiki całego starotestamentowego przesłania.

Niezwykłość narodzin Jezusa, choć powszechnie znana, prawdziwie zdumiewająca mogła być dla samej Marii. Poza nią nikt prawdy o charakterze poczęcia nie znał. Nawet Józef, do czasu interwencji anioła Pańskiego w jego śnie, traktował brzemienność Marii jako fakt raczej wstydliwy niż niezwykły (Mt 1:19-25). Same narodziny, pomijając skromne okoliczności, miały naturalny charakter. Co ciekawe, ludzie towarzyszący Józefowi i Marii w Betlejem wiedzieli o Jego narodzinach mniej, niż dzisiaj my.

Pasterze i mędrcy ze Wschodu byli wprawdzie świadkami niezwykłych zjawisk, ale nie dotyczyły one samych narodzin tego Dziecka. Nawiedzenia anielskie Marii i Józefa też nie były powszechnie znane. Treść zwiastowania anielskiego i relacje pasterzy o tym, co widzieli na betlejemskich polach, Maria zachowywała i rozważała w swoim sercu (Łk 2:19). Można się domyślać, że Łukasz - przeprowadzając badania przed spisaniem Ewangelii - wydobył te informacje i podał do publicznej wiadomości.

Nauczanie Jezusa było niezwykłe i ma ponadczasowe znaczenie. Jego autorytet mogą wszakże odczuć i docenić tylko ci, którzy szczerze pragną wypełnić Boża wolę (J 7:17). Dla faryzeuszy i uczonych w Piśmie Jezus autorytetem nie był. Mieli problem z odparciem stawianych przez Niego zarzutów, ale traktowali Go nie jak oczekiwanego Mesjasza, lecz jak uciążliwego adwersarza, którego ostatecznie postanowili się pozbyć. Tak jest i dziś. Niewygodne wypowiedzi Jezusa albo się pokrętnie interpretuje, albo odrzuca.

Cuda Jezusa stanowiły wtedy, podobnie jak dziś, niewygodny problem, z którym należało się jakoś uporać. Czyniono to na różne sposoby. Na przykład, jak w przypadku uzdrowienia ślepo narodzonego (J 9), przeprowadzano dochodzenie, ale nie po to, by wyjaśnić okoliczności cudu, lecz by stłumić zainteresowanie. Albo, jak w przypadku Gerazeńczyków (Mk 5:17), wypraszano Jezusa z krainy. Dziś również cuda interpretuje się jako ubarwiony opis naturalnych zjawisk. Gdy rzecz nie daje się wyjaśnić w naturalny sposób, uważa się, że nie miała ona miejsca.

Takie traktowanie cudów znalazło swoją nazwę - naukowe podejście do rzeczywistości. Wprawdzie nie objaśnia to faktów, ale poprawia samopoczucie wyznawcom takiego poglądu. Podobnie założenie, że nigdy nie da się dowieść istnienia lub nieistnienia Boga, w mniemaniu jego zwolenników uwalnia ich z wszelkich dociekań na ten temat. Boże Słowo nie pozostawia cienia wątpliwości, że relacja człowieka z Bogiem opiera się na wierze: "Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy Go szukają" (Hbr 11:6). To samo Słowo Boże jasno też komunikuje: "Niewidzialna jego (Boga) istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę (Rz 1:20).

Nad wszystkimi innymi cudami można przejść do porządku dziennego, ostatecznie mogą one pozostać niewyjaśnioną zagadką. Ale ze zmartwychwstaniem Jezusa tak postąpić się nie da. W tym przypadku chodzi bowiem nie tyle o samo zjawisko, co o nasz stosunek do Zmartwychwstałego. W Biblii opisane są również inne przypadki wskrzeszenia zmarłych: młody człowiek z Nain (Łk 7:11-15), córeczka Jaira (Łk 8,41:42, 49-55), Łazarz (J 11:1-44) czy Tabita (Dz 9:36-41). Oni umarli i zostali przywróceni do życia. Niczego więcej o ich dalszym życiu na kartach Biblii nie zapisano. Możemy więc wnosić, że wszystko potem stanowiło kontynuację ich wcześniejszego życia. Proces starzenia postępował i znowu zmarli.

Nie tak miała się rzecz ze zmartwychwstaniem Jezusa. Jego ciało po zmartwychwstaniu miało materialną postać z rozpoznawalnymi cechami związanymi z męką i śmiercią na krzyżu. Zachowały się znaki ran, przebity bok, ślady po gwoździach (J 20:24-28). Na materialny aspekt Jego zmartwychwstałego ciała wskazywało też to, że jadł i pozwalał się dotykać (Łk 24:36-43, Mt 28:9). Jednak było to ciało na tyle odmienne, że nawet uczniowie rozpoznawali Go dopiero w szczególnych okolicznościach, na przykład dopiero przy łamaniu chleba (Łk 24:13-35). Przy ognisku nad jeziorem Genezaret żaden z uczniów nie śmiał Go zapytać, czy to w istocie On (J 21:4-13).

Mateusz wspomina, że nawet spośród jedenastu uczniów zgromadzonych przy Jezusie w Galilei po Jego zmartwychwstaniu niektórzy powątpiewali (Mt 28:16-17). Jego ciało miało szczególną właściwość pojawiania się i znikania (Łk 24:31 i 36, J:20,19). Apostoł Paweł określa ciało Jezusa po zmartwychwstaniu jako uwielbione (Flp 3:21). W sporze z gnostykami apostoł Jan obstaje, że Jezus przyszedł w ciele (1 J 4:2-3). Nie wdając się w zawiłości tego sporu, warto zauważyć, że gnostycy uważali cielesność za wyłącznie złą. W ich mniemaniu ciało nie mogło mieć jedności z Bogiem. Jan podkreśla więc, że aby nas zbawić Jezus jako Mesjasz przyszedł w ciele. Ale też po prawicy Ojca w niebie Jezus zasiada w ciele (Hbr 12:2). Niewiele jednak wiemy o charakterze tego ciała.

Niewiele też wiemy o samym zjawisku zmartwychwstania Jezusa. Było ono wyjątkowe, unikalne, jedyne w swoim rodzaju. Jak bardzo było to odmienne zjawisko od tego, co uczniowie Jezusa znali, świadczy choćby opis zjawisk mu towarzyszących: Trzęsienie ziemi określone jako wielkie (Mt 28:2). Z opisu biblijnego można wnosić, że miało ono charakter lokalny, ponieważ było związane właśnie ze zmartwychwstaniem Jezusa, a nie z naturalnymi ruchami tektonicznymi.

Anioł Pański odwalił kamień zamykający wejście do grobowca. Była więc użyta wielka siła. Oblicze anioła było jak błyskawica, a szata biała jak śnieg (Mt 28:3). Świadkami tego zjawiska byli tylko trzymający przy grobie straż rzymscy żołnierze (Mt 28:4). Oni z przerażenia stali się jak nieżywi, a przecież nie byli to ludzie lękliwi. Jednak i oni widzieli tylko to, co działo się na zewnątrz wykutego w skale grobowca. Kamień zamykający grobowiec był bowiem opatrzony pieczęcią (Mt 27:66). Nikt nie widział tego, co działo się wtedy we wnętrzu grobowca.

Kobiety, które przyszły do grobu, zastały kamień już odwalony (Mk 16:4). A Piotr i Jan, którzy przybyli tam po kobietach, zobaczyli już tylko prześcieradła, w które zawinięte było ciało Jezusa, oraz chustę z Jego głowy (J 3:3-7). Pozostało więc im tylko stwierdzić, że grób jest pusty.

Niektórzy, próbując opisać zmartwychwstanie Jezusa przy pomocy dziś znanych terminów, używają określeń: wybuch i reakcja jądrowa. Bo wybuch mógłby wywołać miejscowy wstrząs i odwalić kamień, zamykający wejście do grobu. Blask twarzy anioła, przypominający błyskawicę można zaś kojarzyć z reakcją jądrową lub nawet termojądrową. Ale nadal pozostaje zagadką, jak wybuch mógł nie naruszyć prześcieradeł i chusty z głowy Jezusa. To prowadzi nas do kwestii niemożności opisania słowami czegoś zupełnie nam nieznanego i nadzwyczajnego.

Zarówno wtedy, jak i dziś zmartwychwstanie Jezusa pozostaje bowiem zjawiskiem niepojętym. Słownictwo, umożliwiające opisanie czegoś, powstaje w miarę, jak dane zjawisko staje się czymś powszechnym i znanym, gdy nie trzeba już używać określeń "jakby" i porównań do rzeczy znanych. Dla przykładu, dziś łatwo jest wytłumaczyć, co to jest mysz komputerowa, ale sto lat temu byłoby to wręcz niemożliwe.

Zanim więc zjawisko zmartwychwstania stanie się czymś powszechnym (a taki czas nadejdzie!) i będziemy dysponować właściwym ku temu słownictwem, pozostaje nam zadziwić się nad tym jednym przypadkiem i oddać należną cześć i hołd jego Sprawcy. Zmartwychwstanie Jezusa bowiem nie stało się po to, by pozostać na zawsze zadziwiającym zjawiskiem. Stało się jako otwarcie nowej, nieznanej dotąd drogi przeznaczonej dla człowieka przez samego Stwórcę. Dotąd znaliśmy jedynie śmierć i tęsknotę za wiecznością.

Dotąd przypadki wskrzeszenia zmarłych przedłużały jedynie bytowanie człowieka na ziemi. Narodziny i śmierć jest tym, co znamy jako początek i koniec ludzkiego bytu na ziemi. Zmartwychwstanie Jezusa jest pierwowzorem tego, co czeka każdego, kto wiarą Go przyjmuje.

Zadziwiające jest to, że Jezus przyszedł do swoich. Gdy jednak swoi Go nie przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, czyli „swoimi” tym, którzy w Niego wierzą (J 1,11:12).

Zmartwychwstanie Jezusa jest praktycznym przykładem tego, co zawiera się w obietnicach, zawartych na kartach Pisma Świętego: "Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa, który przemieni znikome ciało nasze w postać, podobną do uwielbionego ciała swego, tą mocą, którą też wszystko poddać sobie może" (Flp 3:20-21).

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa daje nam nadzieję, realną nadzieję na życie wieczne, gdzie śmierć już nie panuje. Będzie to życie w ciele z zachowaniem naszej tożsamości, poszerzonej o rzeczy dotąd nieznane. Zadziwiająca to będzie rzeczywistość. Zmartwychwstały Chrystus pokazał, że nasza nadzieja jest tak realna, jak Jego pusty grób. Chrystus powstał z martwych jako pierwszy, a potem każdy, który należy do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia.

„A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli.
Skoro bowiem przyszła przez człowieka śmierć, przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie. Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. A każdy w swoim porządku: jako pierwszy Chrystus, potem ci, którzy są Chrystusowi w czasie jego przyjścia” (1 Kor 15:20-23).

„Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim żyć będziemy, wiedząc, że z martwych wzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad Nim już nie panuje.

Umarłszy bowiem, dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc, żyje dla Boga.

Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego, i nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości”. (Rz 6:8-13)

Bronisław Hury

Artykuł pochodzi z kwartalnika Słowo i Życie i został opublikowany za zgodą redakcji.

Kiosk Kosciol.pl - Słowo i Życie





Opcje Artykułu

Zmartwychwstanie | 23 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Zmartwychwstanie
pawelll pią, 6 kwi 2007, 08:19:16
Wielki Piątek jest w kościołach protestanckich najważniejszym świętem roku. Dzień TEN (Wielki Piątek) jest w Kościele katolickim również dniem upamiętniającym mękę i śmierć Chrystusa na krzyżu. Centrum liturgii wielkopiątkowej to uroczysta adoracja Krzyża – adoracja Syna Bożego, który oddał życie za zbawienie wszystkich ludzi.
W tym Dniu wszyscy chrześcijanie rozważają tajemnicę śmierci Pana Jezusa Chrystusa, I List do Koryntian 1:23 "My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo".
Ten Dzień obchodzony jest jako ustawowo wolny od pracy w większości państw Unii Europejskiej np. Good Friday w Anglii, w Niemczech czy też Hiszpanii. W Polsce dzień ten wolnym nie jest, przez naszego ustawodawce traktowany jest jako zwykły dzień pracy.

Zwracam się do wszystkich chrześcijan, którzy uważają, iż Dzień ten powinien być szczególnie obchodzony w Polsce, która mieni się w opinii międzynarodowej jako ostoja wiary chrześcijańskiej, aby przez nacisk na naszych parlamentarzystów spowodowali by Wielki Piątek był dniem ustawowo wolnym od pracy,

Były premier Jerzy Buzek, który zajmował się tym problemem zwrócił również uwagę, iż aby nie zwiększać całkowitej liczby dni wolnych od pracy, można usunąć Poniedziałek Wielkanocny z listy dni ustawowo wolnym od pracy.

Pozdrawiam  CJ

---
Nauczyliśmy się fruwać niczym ptaki na niebie, pływać jak ryby w morzach, ale nie nauczyliśmy się tej prostej sztuki, by żyć ze sobą jak bracia. Matin Luther Ki

 
Zmartwychwstanie
greesha pon, 9 kwi 2007, 17:15:26
oświećcie mnie, jak to możliwe, że takiemu cudownemu wydarzeniu poświęcono w Piśmie Świętym raptem parę linijek?

---
Kochajmy się...

 
Zmartwychwstanie
krystyna pon, 9 kwi 2007, 17:44:45
Tez tak uwazam , ze Wielki Piatek powinien byc dniem wolnym od pracy czyli swiateczny zreszta w Kanadzie tak jest , w dniu tym dokonalo sie zbawienie calej ludzkosci , jestem praktykujaca katoliczka i uwazam , ze tak powinno byc, mozna wtedy spokojnie uczestniczyc w liturgii Wielkiego tygodnia. W poniedzialek w Kanadzie szkoly maja wolne i rzadowe instytucje , a tak wszyscy wracaja do pracy.W Polsce smigus dyngus wiec co wlasciwie swietujemy tego dnia. ? Odpowiedz na drugi wpis , tych kilka zdan wystarczy aby  pojac prawde , ze Jezus Chrystus prawdziwie Zmartchwystal jako pierwszy a potem my za Nim , tak jak nam to obiecal. Czytaj Pismo Swiete dokladnie a zrozumiesz wszystko. Pismo Swiete zawiera wiele proroctw , ze zostanie umeczony i trzeciego dnia powstanie z martwych.
 
Zmartwychwstanie
montsegur wto, 10 kwi 2007, 06:48:21

"W sporze z gnostykami apostoł Jan obstaje, że Jezus przyszedł w ciele (1 J 4:2-3). Nie wdając się w zawiłości tego sporu, warto zauważyć, że gnostycy uważali cielesność za wyłącznie złą. W ich mniemaniu ciało nie mogło mieć jedności z Bogiem."

Zwykła bzdura. Może Autorka oświeci nas co do tego, że gnostycy uważali cielesność za "wyłącznie złą"? Jako pierwszy z rozkoszą przeczytam takie wyjaśnienie. Co do ciała nie mogącego mieć łączności z Bogiem, to też naciągane, ale przynajmniej wiemy, że tak pisał apostoł Paweł. Zadnego "sporu z gnostykami" autor "Jana" nie miał, jego ewangelia jest tak gnostycka, że to gnostycy jako pierwsi napisali komentarze do niej. I tę ewangelię szczególnie sobie cenili. Nawet przypisyali nieraz jej autorstwo gnostykowi Kerinthosowi. Czego z pewnością by nie próbowali robić, gdyby stanowiła ona jakąkolwiek "polemikę" z gnostycyzmem.

Cheers!!!

 
Zmartwychwstanie
Oless pią, 13 kwi 2007, 10:34:24
Autorka artykułu:
>>""W sporze z gnostykami apostoł Jan obstaje, że Jezus przyszedł w ciele (1 J 4:2-3)."

Montsegur:
>"Zadnego "sporu z gnostykami" autor "Jana" nie miał, jego ewangelia jest tak gnostycka, że to gnostycy jako pierwsi napisali komentarze do niej."

Podany cytat biblijny pochodzi oczywiście z 1 listu Jana ktory jak najbardziej jest polemiką z gostycyzmem - w osobie Kerynta żyjącego w I wieku ktory wymyślał że Chrystus nie przyszedł w ciele, ani nie umarł na krzyżu ale że enigmatyczny "eon Chrystusa" zstąpił na człowieka Jezusa z Nazaretu podczas chrztu i opuścił go przed meką. Tym samym ewangelia Jana jest częściowo także polemiką z takimi tezami Kerynta np. w słowach:

"Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, (34) tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. (35) Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. (36) Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. (37) I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili. "

Ewangelia Jana nie jest rownież w żadnym razie ewangelią gnostyczną, nie należy mylić jej ze stylem gnostykow tylko dlatego że autor używa języka bardziej uduchowionego. w ten sposob nalezałoby za gnostyckie dzieło uznać "Wędrowkę pielgrzyma" John'a Bunyan'a. W ewangelii Jana wystepuje także pewien styl (odwoływanie sie do pojęć światła,ciemności), język charakterystyczny także dla dzieł gnostykow (i dlatego tak bardzo ich interesowała) ale jest to słownistwo charakterystyczne dla całej literatury żydowskiej z tamtego okresu, np. esseńskiej - rownie dobrze więc możnaby cudować że ewangelia Jana jest ewangelią esseńską (w rzeczywistości jest po prostu żydowska).
Język Jezusa z ewangelii Jana choć pełen metafor nigdy nie zawiera tak gorolotnych przeności jak te w ewangeliach gnostycznych np. w ew. Tomasza czytamy:
""Szczęśliwy lew, którego zje człowiek. I lew stanie się człowiekiem."
ktore można wręcz uznać za pachnące nonsensem. Nigdy rownież Jezus w czwartej ewangelii nie odwołuje się do specyficznych doktryn gnostycyzmu.

Samo pochodzenie gnostycyzmu jest przedchrześcijańskie, zaś zapożyczenia z chrześcijaństwa tudzież proby ustanowienia gnostycznej jego wersji brały się z popularności i szybkiego rozrostu chrześcijańskiej wiary, gnostycyzm jako nurt synkretyczny w sposob naturalny musiał zainteresować się tak pokaźną, nową religią.

---
"..taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.."
 
Oless sob, 14 kwi 2007, 18:00:27
Rafamaelu z braku czasu odpowiem na wasze posty po macoszemu.
Podział który wspominasz na początku wyodrębniający gnozę jako postawę mistyczno-religijną od dualistycznego gnostycyzmu II wieku jest sensowny i moja wcześniejsza wypowiedź doskonale wpisuje się w takie rozróżnienie.
Właśnie biorąc pod uwagę gnozę w znaczeniu szerszym nie należy się dziwić że we wczesnym chrześcijaństwie występowały ELEMENTY gnostyczne - zadna bowiem religia nie rozwija się w separacji od społeczno-religijnego tła - ani nic dziwnego w tym że autorzy chrześcijańscy także czerpią z języka religijnego tamtych czasów chociaż wykorzystują go na tyle na ile jest on komplementarny z ich własnymi prawdami wiary. Podobnie w średniowiecznym katolicyzmie występowały elementy mistyczne - co nie znaczy że upraszczanie katolicyzmu do mistycyzmu albo wczesnego chrześcijaństwa do religii gnozy jest poprawne. Bo zdecydowanie nie jest.
Należy na to uważać bo ostatnio kilku badaczy w sposób niewłaściwy rozkłada akcenty opisując początki chrześcijaństwa i tym samym tworzą w głowach nieświadomych czytelników bałagan poprzez przepisywanie historii na nowo (tak wydaje się stało się z montsegur'em).
Na to zgody być nie może choć według dzisiejszej politycznej poprawności należy akceptować historyczny relatywizm.


W znaczeniu ogólnym, zanim dotrzemy do żydowskiej kabały, gnoza wystepowała m.in. w kultach: orfizm, egipski ezoteryzm, zaratustryzm, religie hetycka i celtycka, ostatecznie filozofia pitagorejska i platońska. Wszystkie te nurty zawierały elementy gnostyczne, np. nacisk na osobiste "oświecenie", "wiedzę".


Zatem gnostycy byli spadkobiercami wielu różnych doktryn religijnych. Natomiast sami "wypracowali" specyficzne doktryny które służą klasyfikacji danego wierzenia do nurtu gnostycyzmu. I tak mamy silny dualizm pomiędzy światem duchowym a złym światem materialnym, dualizm "dobrego" Boga przeciwstawionego "złemu" stwórcy Jahwe, którego krytykowali za brutalne postepowanie opisane na kartach Starego Testamentu albo nazywanego Demiurgiem - stworcą niedoskonałego świata.


Z powyzszego dokładnie widać że taki gnostycyzm nigdy nie mógł być współtwórcą chrześcijaństwa. Pierwsi chrześcijanie, nawróceni Żydzi, upatrujący w Jezusie oczekiwanego i przewidzianego przez proroków Mesjasza a jednocześnie pilnie wypełniający nakazów Tory nigdy nie mogliby sprzeciwić sie ideii dobrego Boga Stwórcy opisanego na stronach Starego Testamentu. Dla nich żydowskie pisma biblijne były niewzruszonym fundamentem, jest historycznie nieprawdopodobne że zawracaliby sobie głowę antystarotestamentowymi pomysłami gnostyków czy ich uduchowionym, odrealnionymi koncepcjami.


Najstarsze pisma chrześcijańskie, składające się na Nowy Testament, jak listy Pawła czy księgi historyczne, w ani jednym miejscu nie poruszają rozważań nad takimi zagadnieniami jakie głównie interesowały gnostyków. Nie ma w nich ani zachęty do samozbawienia ani panteistycznych pouczeń,za to jest jasno podkreślone zbawienie przez wiarę w Jezusa Mesjasza dostepne dla każdego człowieka.
Dlatego twoja opinia że gnoza stanowiła rdzeń chrześcijaństwa jest błędna. Jest wynikiem złego rozłożenia akcentów.
Jest nie do pomyślenia utożsamianie gnostycyzmu z prachrześcijaństwem, gnostycyzm odnosił sukcesy tylko na rubiezach chrześcijaństwa, na prowincji jak np. w Egipcie ale z pierwotnym judeochrześcijaństwem nie miał wiele wspólnego. W II wieku gnostycyzm silnie wpłynął na malejące liczebnie wspolnoty judeochrześcijańskie zresztą izolujące się od poganochrześcijaństwa nie bez winy tego drugiego. Stąd np. ebionici zostali ostatecznie wchłonięci przez gnostyckie grupy.


Większość gnostyków przejawiała skajnie ascetyczną postwę wobec seksu czy małżeństwa co stało w sprzeczności z nauka chrześcijańską. Jakby na przekór tej większości istniały również idee w tym nurcie jawnie zachecające do grzechu, np. Epifanes nauczał że stosunki pozamałżeńskie sa oparte na bożym prawie, co także trudno uznać za naukę do pogodzenia z chrześcijańska promocją czystości małżeństwa.
Kainici perwersyjnie oddawali cześć Kainowi, ofici czcili węża za to że przyniósł Adamowi i Ewie "wiedzę". W podobną gnostycką modę wpisuje się zapewne ew. Judasza.


Nic dziwnego że takie herezje były zwalczane z cała surowością przez chrześcijaństwo głównego nurtu. Aż do XIX wieku nasza wiedza o gnostykach opierała sie wyłącznie na pismach autorów chrześcijańskich z ktorych należy wymienić Ireneusza, Hipolita, Tertuliana, Orygenes'a, Epifaniusza. Odkrycia gnostyckich źródeł w XX wieku pozwoliło na sięgnięcie do oryginalnych dokumentów tej grupy religijnej, dzięki czemu przekonaliśmy że opisy ich wierzeń były dokładne.

Żałuję że nie mogę skomentować więcej.

---
"..taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.."
 
  • Raf nie, 15 kwi 2007, 13:03:04
  • Raf nie, 15 kwi 2007, 13:10:15
  • Raf pon, 16 kwi 2007, 11:24:49
  • Raf pon, 16 kwi 2007, 11:56:04
Zmartwychwstanie
montsegur pon, 16 kwi 2007, 02:47:51
Ja natomiast "upieram się", że gnostycyzm współtworzył chrześcijaństwo i że Pomazaniec osobiście jak najbardziej pasuje do takiego obrazu jego początków. Fakt,  że chrześcijaństwo ma korzenie żydowskie niczego tu nie zmienia. Cóż to: nie było żydowskich gnostyków i to jeszcze przed Pomazańcem? Od kiedy to żydowskie pochodzenie czegokolwiek stanowi "dowód" przeciwko gnostycyzmowi? To pytanie do Olessa, dla którego żydowski charakter ewangelii "Kata Ioannen" zdaje się być wystarczającym "argumentem" przeciw gnostycznemu charakterowi tego utworu.

Warto też ostrzec przeciw posługiwaniu się uwagami typu "większość gnostyków była skrajnie ascetyczna". Na Miłość Boską, przecież my nawet nie wiemy ilu było wtedy gnostyków! Na podstawie jakich to "danych statystycznych" zatem opierasz, Drogi Olessie, swoją uwagę odnośnie tego, jaka była większość tych, których policzyć nie sposób?

Cheers!!!
 
Zmartwychwstanie
Oless pon, 16 kwi 2007, 14:20:27
>"Ja natomiast "upieram się", że gnostycyzm współtworzył chrześcijaństwo... Od kiedy to żydowskie pochodzenie czegokolwiek stanowi "dowód" przeciwko gnostycyzmowi? To pytanie do Olessa, dla którego żydowski charakter ewangelii "Kata Ioannen" zdaje się być wystarczającym "argumentem" przeciw gnostycznemu charakterowi tego utworu."

Błędnie odczytujesz to co napisałem. Wystarczającym i ostatecznym argumentem przeciw gnostycyzmowi ewangelii Jana jest fakt że jej głowny wydzwięk nie jest gnostycki (jak np. Ewangelii Tomasza).
Jeżeli zdefiniuje się gnostycyzm w standardowy sposob to żadne z pism chrześcijańskich I wieku, niezaleznie czy to będą Ewangelie, listy Pawła czy inne pisma zawarte w NT nie mogą być uznane za wspołtworzone w znacznym stopniu przez gnostyckie doktryny.

Przykłady jakie podaje dobrze przygotowany w temacie Rafamael, są bardzo ciekawe ale i nieadekwatne, jeżeli nastepujące wyobrażenia należy uznać za gnostyckie: "zstąpienia Chrystusa (Ef 4, 9), walki Chrystusa na krzyżu ze Zwierzchnościami i Mocami (Kol 2, 15)[chociaż zwycięstwo w tym tekście odbyło sie raczej przez krzyż a nie poprzez "walkę na krzyżu"], wywyższenia Chrystusa ponad wszystkie niebiosa (Ef 1, 21; 4, 10; Flp 2, 10)." to nawet ja jestem gnostykiem :D

Natomiast opinia o poglądach większości gnostykow nie bierze sie ze statystyk, tylko jest żywcem wzięta z wypowiedzi prof. Yamauchi'ego, a opiera sie na tym że większość zachowanych dzieł gnostykow oraz ich opis u Ojcow Kościoła prezentuje właśnie taki obraz ich nauczycieli - skrajnych ascetow.

---
"..taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.."
 
Usynowienie czy preegzystencja
Oless pon, 16 kwi 2007, 15:33:04
>"Co najważniejsze jednak doketyzm nie jest właściwy tylko gnostycyzmowi. 1 forma, o której wspomniałem, była silnie zakorzeniona w pierwotnym chrześcijaństwie, w formie znanej jako adopcjonizm. Adolf von Harnack w swojej "Historii dogmatu" zauważa, iż w prachrześcijaństwie uważano Jezusa głównie za:

1) wybraną przez Boga istotę ludzką, wyposażoną w Ducha Bożego, która zostaje u kresu swego życia usynowiona (czyli adpotowana) i umieszczona po jego prawicy;

2) za niebiańską istotę duchową, bądź najwyższą po Bogu taką istotę (za wręcz drugiego Boga, stanowiącego jedność z Ojcem), która wypełniła na ziemi określoną misję i powróciła do nieba.

Drugą opcję można odnaleźć zwłaszcza u pierwszych Ojców Kościoła (Justyn, Ireneusz, Tertulian)."


Nie ma zadnych dowodow że w pierwotnym chrześcijaństwie z I wieku znaczną rolę odgrywał gnostycki koncept czegoś na wzor "eonu Chrystusa" jak w doketyzmie o ktorym wzmiankowałem (mowa o tej jego odmianie z ktorą polemizuje 1 list Jana oraz czwarta ewangelia - odmianie ktora głosiła odłączenie sie owego "eonu" od Jezusa, syna Marii przed męką - czysto gnostyckie wyobrażenia )

Chrześcijańskie pisma NT mowią o Jezusie zawsze jako o człowieku, a jednocześnie Synu Bożym. Można było polemizować czy Mesjasz wypełniając swoją misję został usynowiony poprzez jej spełnienie czy też był odwiecznym Synem Bożym, ale takie dywagacje toczane są nawet dzisiaj w niektorych protestanckich środowiskach.

Wydaje się że druga opcja, ktorą można uznać za ortodoksyjną, dominowała nie tylko u Ojcow głownego nurtu chrześcijaństwa z II wieku, ale znacznie wczesniej, np. autor listu do Żydow,napisanego przed upadkiem świątyni, ktorego treść sugeruje że adresaci znali także esseńskie pojęcia religijne, zaczyna swoj list pisząc:
"Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, PRZEZ KTOREGO TAKŻE WSZECHŚWIAT STWORZYŁ."

Co ciekawe, az do IV wieku zachował się w swym podstawowym zdaje się trzonie nurt Nazarejczykow, wywodzących się z pierwszych judeochrześcijan, ktorego wierzenia pokazuja że judeochrześcijanie nie mieli problemu z nazywaniem Jezusa Synem Bożym (jak np. ebionici) chociaż nie uważali go za Boga (nie porzucili silnego monoteizmu).

"Nazarejczycy nie różnią się w jakiś zasadniczy sposób od Żydów, skoro praktykują zwyczaj i doktrynę przepisaną przez żydowską Torę, oprócz tego, że wierzą w Mesjasza. Wierzą oni w zmartwychwstanie umarłych i w to, że wszechświat został stworzony przez Boga. Głoszą, że Bóg jest jeden, i że Jezus, Chrystus, jest Jego synem." ( Epifaniusz z Salaminy)

---
"..taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.."
 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń