Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Zabobon w imię rozumu

W każdym razie definiuję ..zabobon" w następujący sposób: wierzenie, które jest
(l) oczywiście w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to
(2) uważane za na pewno prawdziwe.

o. prof. Józef Innocenty Maria Bochenski „Sto zabobonów”

U progu czasów nowożytnych ludzie szczycący się tym, że wierzyli w to, co dyktował rozum poparli taki właśnie zabobon: teorię, o której w chwili ogłoszenia wiadomo było, że jest błędna. Następne kilkaset lat poświęcono na takie jej korygowanie, aby wreszcie zgodziła się z rzeczywistością. W praktyce aż do połowy XX wieku stosowano teorię jej przeciwną. Obecnie, podważona i właściwie zastąpiona przez teorię względności nie ma większego zastosowania. Mimo to uważana jest za wielkie odkrycie w historii nauki.

Mowa o… teorii Kopernika.


Wiara rozumu

- Należy wierzyć nie dlatego, że Bóg tak powiedział, ale dlatego, że rozum tak dyktuje – oświadczył w połowie XII wieku Piotr Abelard idąc za myślą Arystotelesa i rzucając wyzwanie idealistycznej doktrynie ówczesnego Kościoła Katolickiego.

W teologii katolickiej obowiązywała wówczas doktryna augustyńska. Odwołująca się do pojęć platonizmu i mocno osadzona w Piśmie Świętym dość dobrze opisywała myśl chrześcijańską, a szczególnie odpowiadała dysonansowi między idealistycznym światem wiary a całkiem przyziemnym światem dnia codziennego. Odwołanie do platońskiego podziału na byty i zjawiska odpowiadało chrześcijańskiemu podziałowi na świat duchowy i materialny.

Odkrycie w okresie wypraw krzyżowych dzieł Arystotelesa spowodowało jednak zamieszanie. „Amicus Plato, sed magis amica veritas” miał rzec ten filozof, tyle że po grecku i wywrócił na drugą stronę całą doktrynę Platona tworząc doktrynę materializmu. Różnica w podejściu obydwu szkół sprowadzała się do tego, że Platon, a za nim Augustyn opisywali stan niejako postulowany, wynikający z rozumowych analiz, podczas gdy Arystoteles, a za nim Abelard odwoływali się do tego, co poznawalne rozumowo, co wynika z bezpośrednich obserwacji, co można zmierzyć i zważyć.
W XII wieku nikt nie wiedział, że czas podważy większość, o ile nie wszystkie wnioski Arystotelesa i przyzna rację idealizmowi Platona. W XII wieku postulat Abelarda wydawał się całkiem sensowny.

Kościół miał do wyboru dwie możliwości:
1. zignorować stanowisko Abelarda w oparciu o tezę, którą pięć wieków później sformułuje Immanuel Kant, że sprawy ducha i sprawy materii to różne sfery i nie można ich łączyć,
2. podjąć próbę wykazania, słuszności doktryny w oparciu o postulat Abelarda, innymi słowy wykazać, że rozum dyktuje wierzyć w to, co Bóg powiedział.

W pierwszym odruchu wybrano pierwszą opcję ignorując nową koncepcję. W stosunku do Abelarda zastosowano uprzykrzanie życia i szykany zmuszając go do wycofania się z życia publicznego, „żeby nie gadał oczywistych głupot i nie ośmieszał Kościoła”. Nie podjęto jednak żadnych prób rzetelnej polemiki z jego poglądami. Wkrótce jednak pojawił się ktoś usiłujący zrealizować możliwość drugą, Tomasz z Akwinu. Jego Summa Teologiae była próbą odpowiedzi na postulat Abelarda. W efekcie nastąpiła eksplozja nauki w średniowiecznej Europie nazywana dwunastowiecznym renesansem (znacznie bogatszym i bujniej się rozwijającym, niż renesans XVI-wieczny).

Z drugiej jednak strony nauka dotąd przez Kościół traktowana z pewnym lekceważeniem jako sfera tego świata, stała się częścią obowiązującego światopoglądu. Zadaniem naukowców stało się dostarczanie argumentów popierających nauczanie Kościoła.

Tymczasem następcom Abelarda, wyznawcom wiary w rozum, doktryna Akwinaty nie wystarczała. Wręcz przeciwnie, Kościół traktujący naukę jako oręż w dziele ewangelizacji był dla nich przeciwnikiem i zagrożeniem. Dążyli więc do oddzielenia nauki od dogmatyki. Pojawiło się pojęcie nauk wyzwolonych, którym określano dziedziny nie mające bezpośredniego przełożenia na teologię. Skoro te nauki były wyzwolone, to oczywistym jest, że dziedziny podporządkowane teologii znajdują się w „umysłowej niewoli”. Stąd już blisko do krytykowania choćby metodologii scholastycznej jako kostycznej i nieprzydatnej. To, że scholastyka uczyła reżimu myślowego i logiki, nie miało znaczenia.

Pole boju zostało wyznaczone. Potrzebna była nośna idea, wokół której można by zewrzeć szeregi.


Wstrzymał Słońce?

Idea heliocentryczna nie była w astronomii niczym nowym. Co więcej, właściwie to była pierwsza. Sformułował ją Arystarch z Samos w III wieku pne. Stworzony przez niego model był bardzo bliski rzeczywistości. Miał tylko jedną wadę: prowadzone w oparciu o niego obliczenia dawały błędny wynik.

Racjonalna decyzja musiała w tej sytuacji być jedna: odrzucenie. Przewagę uzyskała koncepcja przeciwna, stworzona przez Klaudiusza Ptolemeusza, a wywodząca się wprost od pitagorejczyków. Koncepcja ta, mająca za sobą autorytet największej szkoły matematycznej starożytności, a także kilku sławnych matematyków i filozofów (w tym Platona i Arystotelesa), a także sprawdzalna „naocznie” zdobyła sobie wyłączność na kilka wieków. Co gorsza dla heliocentryzmu, model Ptolemejski potwierdzał się nie tylko w „życiu codziennym”, ale także w bardzo precyzyjnych obliczeniach wymaganych do nawigacji. Aż do połowy XX wieku, do wprowadzenia radionawigacji i nawigacji satelitarnej, wszystkie urządzenia nawigacyjne opierały się na założeniu ruchu planet i Słońca wokół Ziemi. Od wieku XIX dodawano tylko słowo „pozornego”, co w istocie niczego nie zmieniało. Kwadrant i sekstans do dziś opierają się na geocentryzmie.

Te kwestie były doskonale znane w wieku XV, kiedy Mikołaj Kopernik studiował astronomię. W Akademii Krakowskiej wspominano o teorii heliocentrycznej jako o błędnej, opartej na spekulacjach, nie popartej żadnym dowodem. Z punktu widzenia postulatu Abelarda, że należy wierzyć w to, co rozum dyktuje, teoria heliocentryczna nie wytrzymywała krytyki. Jedyną sensowną, znajdującą potwierdzenie zarówno w obliczeniach, jak i w zastosowaniu praktycznym była teoria geocentryczna. Rozum nakazywał wierzyć, że to Słońce krąży wokół Ziemi.

Kopernik spróbował zmierzyć się z tym problemem. Po co? Na pewno dlatego, że było to wyzwanie intelektualne. Poza tym, model ptolemejski był dość skomplikowany. Aby opisać ruch planet po nieboskłonie starożytni astronomowie wprowadzili dodatkowe miniorbitki, tzw. epicykle. Po orbicie okołoziemskiej(deferencie) miała poruszać się oś innej, mniejszej orbity, po której poruszała się sama planeta. Dzięki temu dość skutecznie tłumaczono m.in. niejednostajność ruchu planet, które przesuwają się ze zmienną prędkością.

Kopernik szukał modelu prostszego i heliocentryczny wydawał się do tego nadawać. Niestety, obliczenia Kopernika nie sprawdziły się. Astronom, poddany cały czas antycznej matematyce, nie dopuszczał do głowy myśli, że torem ruchu planet może nie być doskonały okrąg, tylko jakaś dziwna paraboidalna figura.

Pierwsze obliczenia, w których wykluczono epicykle, były prawdziwą klęską. Błąd jaki dawał model heliocentryczny nie dał się porównać z żadnym uchybieniem spotykanym przy zastosowaniu systemu geocentrycznego. Niestety, kolejne korekty, przywrócenie epicykli itp. nie zmieniły tej sytuacji. Model heliocentryczny dawał mniej dokładne wyniki, niż model ptolemejski. Zgodnie ze wszystkim regułami obowiązującego wtedy arystotelejskiego wnioskowania teoria Kopernika była więc fałszywa. Przekonanie to wzmacniane było przez fakt, że właśnie krótko przed ogłoszeniem „De revolutionibus” marynarze stosujący kwadrant i geocentryczną astronomię dopłynęli do Indii Zachodnich i opłynęli świat.


Zabobon w imię rozumu

W historii znany jest opór środowisk naukowych przeciw nowym koncepcjom. Teorii pływów kontynentów wielu geologów nie uznaje do dziś, choć najskuteczniej wyjaśnia zjawisko trzęsienia Ziemi i pozwala dokonywać precyzyjnych obliczeń. Podobnie w XIX wieku niechętnie patrzono na odkrycia Pasteura. Nie inaczej było w średniowieczu i starożytności. Znany jest przypadek wyśmiania przez starożytnych jednego z paradoksów Zenona z Elei, który twierdził, że ruch nie istnieje. Po wysłuchaniu wykładu jeden z jego słuchaczy wbiegł na podium i zaczął kręcić się w kółko pokazując naocznie, że Zenon się myli.

To właśnie niedopracowanie teorii i lęk przed ośmieszeniem się, a nie rzekomy strach przed inkwizycją kazały Kopernikowi wstrzymywać się z publikacją dzieła. W końcu nie był byle kim, ale jednym z liczących się dygnitarzy ówczesnego Kościoła i luminarzem świata nauki (dwa odkryte przezeń prawa w ekonomii i matematyce obowiązują do dziś). Tymczasem pospólstwo, do którego wyciekły informacje o koncepcji Kopernika, szydziło z niego przez wiele lat.

Na publikację Kopernik zgodził się dopiero wtedy, kiedy za namową Andrzeja Osiandera poprzedził dzieło przedmową informującą, że jest to hipoteza. Twierdzeniem naukowym teoria Kopernika nigdy nie była i być nie mogła. Słońce nadal poruszało się po nieboskłonie pozwalając żeglarzom precyzyjnie namierzać położenie i odkrywać nowe lądy.

Trzeba było stu lat, by teoria heliocentryczna zbliżyła się do rzeczywistości dzięki pracy Tycho de Brache i Jana Keplera. Pełny sukces uzyskała dopiero dzięki odkryciom Izaaka Newtona pod koniec XVII wieku. Tyle, że model Newtona różni się zasadniczo od modelu Kopernika zarówno pod względem torów orbit, jak i pod względem prędkości orbitowania planet. Po kolejnych 150 latach całą koncepcję podważył Albert Einstein wykazując, że uznanie co orbituje wokół czego jest zależne od punktu odniesienia. Teoria heliocentryczna jest słuszna tylko dla obserwatora stojącego na Słońcu. Dla obserwatora stojącego na Marsie obie teorie są błędne, a w istocie w przestrzeni kosmicznej, gdzie nie ma stałych punktów odniesienia, wszystko wiruje wokół wszystkiego. Jeśli ciało A orbituje wokół ciała B, to ciało B orbituje z tą samą prędkością wokół ciała A. W istocie więc obie teorie są tak samo prawdziwe i tak samo fałszywe.

W istocie więc, spór nie miał sensu. Ale na to, by do tego dojść trzeba było 400 lat z okładem. W połowie wieku XVI, kiedy w Norymberdze ukazuje się „De revolutionibus” rozum dyktował, żeby teorię Kopernika odrzucić. Kto wypowiadał się inaczej zdawał się ulegać zabobonom i czczym spekulacjom.

c.d.n.

Warto też przeczytać http://pl.wikipedia.org/wiki/Heliocentryzm

 

ciąg dalszy:

Zabobon w imię rozumu cz. 2



Opcje Artykułu

Zabobon w imię rozumu | 16 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
medieval_man wto, 8 maj 2007, 15:26:50
Maćku, ciekawe jest to, co piszesz, aczkolwiek przyczepić się można do pobieżnosci analizy (a właściwie jej braku), do wielu nieścisłości w przytaczaniu faktów, do zbyt pobieżnego wypowiadania opinii, słowem do rysowania obrazu może porywającego i uwodzacego, ale nie w pełni prawdziwego.

Abelard nie rzucał wyzwania idealistycznej doktrynie ówczesnego Kościoła Katolickiego. Nawet ówczesny Kościół trudno oskarżyć o idealizm filozoficzny.,

Pewnie miałes na mysli, że Abelard jako jeden z pierwszych filozofów przchodził od platońskiego sposobu filozofowania obecnego jeszcze zywo w szkole w Chartres do arystolesowskiej metody.

Ale nawet w szkole chartryjskiej platonizm zmierzał do naturalizmu, jaki uważał iż poznanie natury ma nas prowadzić, jak za rękę(physica manuductio), ku poznaniu Stwórcy.

Zresztą szkoła w Chartres i tak w wykładzie sztuk trivium opierała się na gramatyce Donata i Pryscjana, retoryce Cycerona oraz na "logice starej" Arystotelesa. Jak widzisz, Abelard nie był pionierem.

Dalej piszesz, że Różnica w podejściu obydwu szkół sprowadzała się do tego, że Platon, a za nim Augustyn opisywali stan niejako postulowany, wynikający z rozumowych analiz, podczas gdy Arystoteles, a za nim Abelard odwoływali się do tego, co poznawalne rozumowo, co wynika z bezpośrednich obserwacji, co można zmierzyć i zważyć.

Dla mnie to mniej więcej to samo.

W XII wieku nikt nie wiedział, że czas podważy większość, o ile nie wszystkie wnioski Arystotelesa i przyzna rację idealizmowi Platona.

Doprawdy?

W stosunku do Abelarda zastosowano uprzykrzanie życia i szykany zmuszając go do wycofania się z życia publicznego, „żeby nie gadał oczywistych głupot i nie ośmieszał Kościoła”.

A nie wiesz, że Abelard rzeczywiście czasami gadał i wypisywał głupoty i ze rzetelnie z nim dyskutowano i wykazywano błędy?

Tyle co do tła. Co do samego Kopernika i jego teorii.

Rzeczywiście ogłosił swoje dzieło jako teorię i dobrze zrobił, bo nie potrafił teorii tej udowodnoć. Okazał się sensowniejszym naukowcem od takiego Giordano Bruno, który z kolei swoje teorie głosił jako pewniki.

W połowie wieku XVI, kiedy w Norymberdze ukazuje się „De revolutionibus” rozum dyktował, żeby teorię Kopernika odrzucić. Kto wypowiadał się inaczej zdawał się ulegać zabobonom i czczym spekulacjom.

Wydaje mi się, że było odwrotnie: własnie rozum dyktował, żeby teorię - hipotezę Kopernika przyjąć. Ludzie wykształceni zdawali sobie sprawę z tego, że ziemia nie jest płaska, ze słońce znajduje sie w centrum (ich) wszechświata. To zmysły wskazywały na coś innego. Kto ulegał świadectwu zmysłów uwazany był przez wykształcone elity XII-XV wieku za prostaczka ulegajacego zabobonom

czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy

---
Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii, rozumienia, które wychodzą poza klasyczną fundamentalistyczną interpretację

 
  • Andrzej wto, 8 maj 2007, 16:55:09
  • ags śro, 9 maj 2007, 15:10:13
mateusz wto, 8 maj 2007, 19:24:03
Pomińmy teorię względności, która pełna jest paradoksów (bliźnięta) i skupmy się na czasach Kopernika. Wydaje mi się, że nie ma się co skupiać na jego błędzie w kształcie orbit planet. Kopernik nie był przywiązany do ich kształtu. Dla Kopernika podstawą była zmiana środka. Z Ziemi na Słońce. I pod pod tym względem miał więcej racji niż oponenci. Nasza fizyka opiera się w większości na teoriach. Teorie Newtona, itd. Nie można podchodzić tak, że wszystkie one są nieprawdziwe. Każda z nich była najlepsza w danym czasie. Bo pozwalała posuwać się nauce dalej. A według tego, co zrozumiałem z artykułu, powinniśmy wszystkie je uznać za zabobony. Teraz w XX i XXI wieku mamy TEORIĘ ewolucji. To jest dopiero gratka (zabobon). Teoria pełna dziur i bez ŻADNYCH dowodów (nie mamy pojęcia jak jeden gatunek może przechodzić w inny, nie ma żadnych żywych ani kopalnych przykładów form przejściowych). A mimo to - wg mnie - powinniśmy puki co ją przyjąć. Puty - puki nie znajdziemy prawdziwszej. Tak jak z dawną teorią Newtona.

---
Mateusz

 
Obcy wto, 8 maj 2007, 23:59:28
Maćku. Lepiej już pisuj o wyprawach krzyżowych, bo z fizyką jesteś, zdaje się, lekko na bakier.

1. Teoria względności nie zastąpiła "teorii" Kopernika. Pierwsza jest teorią grawitacji, a druga czysto matematycznym modelem ruchu planet i Słońca.

2. "Uznanie co orbituje wokół czego jest zależne od punktu odniesienia" już u Newtona, a teoria Einsteina do tej akurat kwestii nie wniosła niczego nowego.

3. Spór miał sens. Model heliocentryczny, dzięki swej prostocie, pozwolił na odkrycie praw Keplera i Newtona. Oczywiście, obaj wymienieni uczeni poradziliby sobie pewnie i bez Kopernika, ale jego praca wyznaczyła kierunek badań, prawdopodobnie ułatwiła im zadanie.

4. Nie każda teoria sprzeczna z danymi obserwacyjnymi, lub nawet wewnętrznie sprzeczna, jest od razu do wyrzucenia. Model Kopernika miał oczywiste i powszechnie (na miarę epoki) znane wady, miał jednak podstawową zaletę - piękną prostotę, która do co bardziej twórczych umysłów przemawiała silniej niż precyzja ptolemejskiego potworka.

5. "Teoria Newtona potknęła się na zjawisku falowym, konkretnie na zjawiskach optycznych". Mylisz dwie zupełnie różne teorie Newtona! Mechanika Newtona nie potknęła się na zjawiskach optycznych, lecz na elektromagnetycznych.

6. "z zastrzeżeniami sprawdza się w mechanice kwantowej" - z bardzo poważnymi zastrzeżeniami, począwszy od tego, że w mechanice kwantowej nie ma grawitacji.

7. "odchodzimy od istoty problemu, a ten tkwi w obłudzie i pokrętności środowisk mieniących się racjonalistycznymi, które gdy jest im to potrzebne potrafią posługiwać się zabobonami" - których środowisk? pewnych środowisk? Tak, na pewno istnieją takie środowiska, tylko które z nich masz w tej chwili na myśli?

8. "Zabobonem jest wiara w teorię, o której wiadomo, że jest fałszywa" - OK. Możesz więc uważać ogólną teorię względności i tzw. model standardowy za zabobony. Twój problem.

---
Sztuczna inteligencja zawsze przegra z prawdziwą głupotą

 
  • Obcy śro, 9 maj 2007, 17:04:30
  • Obcy czw, 10 maj 2007, 17:41:25

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń