Zabobon w imię rozumu

wto, 8 maj 2007, 13:29:00

Autor: Maciej Pasternak

W każdym razie definiuję ..zabobon" w następujący sposób: wierzenie, które jest
(l) oczywiście w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to
(2) uważane za na pewno prawdziwe.

o. prof. Józef Innocenty Maria Bochenski „Sto zabobonów”

U progu czasów nowożytnych ludzie szczycący się tym, że wierzyli w to, co dyktował rozum poparli taki właśnie zabobon: teorię, o której w chwili ogłoszenia wiadomo było, że jest błędna. Następne kilkaset lat poświęcono na takie jej korygowanie, aby wreszcie zgodziła się z rzeczywistością. W praktyce aż do połowy XX wieku stosowano teorię jej przeciwną. Obecnie, podważona i właściwie zastąpiona przez teorię względności nie ma większego zastosowania. Mimo to uważana jest za wielkie odkrycie w historii nauki.

Mowa o… teorii Kopernika.

Wiara rozumu

- Należy wierzyć nie dlatego, że Bóg tak powiedział, ale dlatego, że rozum tak dyktuje – oświadczył w połowie XII wieku Piotr Abelard idąc za myślą Arystotelesa i rzucając wyzwanie idealistycznej doktrynie ówczesnego Kościoła Katolickiego.

W teologii katolickiej obowiązywała wówczas doktryna augustyńska. Odwołująca się do pojęć platonizmu i mocno osadzona w Piśmie Świętym dość dobrze opisywała myśl chrześcijańską, a szczególnie odpowiadała dysonansowi między idealistycznym światem wiary a całkiem przyziemnym światem dnia codziennego. Odwołanie do platońskiego podziału na byty i zjawiska odpowiadało chrześcijańskiemu podziałowi na świat duchowy i materialny.

Odkrycie w okresie wypraw krzyżowych dzieł Arystotelesa spowodowało jednak zamieszanie. „Amicus Plato, sed magis amica veritas” miał rzec ten filozof, tyle że po grecku i wywrócił na drugą stronę całą doktrynę Platona tworząc doktrynę materializmu. Różnica w podejściu obydwu szkół sprowadzała się do tego, że Platon, a za nim Augustyn opisywali stan niejako postulowany, wynikający z rozumowych analiz, podczas gdy Arystoteles, a za nim Abelard odwoływali się do tego, co poznawalne rozumowo, co wynika z bezpośrednich obserwacji, co można zmierzyć i zważyć.
W XII wieku nikt nie wiedział, że czas podważy większość, o ile nie wszystkie wnioski Arystotelesa i przyzna rację idealizmowi Platona. W XII wieku postulat Abelarda wydawał się całkiem sensowny.

Kościół miał do wyboru dwie możliwości:
1. zignorować stanowisko Abelarda w oparciu o tezę, którą pięć wieków później sformułuje Immanuel Kant, że sprawy ducha i sprawy materii to różne sfery i nie można ich łączyć,
2. podjąć próbę wykazania, słuszności doktryny w oparciu o postulat Abelarda, innymi słowy wykazać, że rozum dyktuje wierzyć w to, co Bóg powiedział.

W pierwszym odruchu wybrano pierwszą opcję ignorując nową koncepcję. W stosunku do Abelarda zastosowano uprzykrzanie życia i szykany zmuszając go do wycofania się z życia publicznego, „żeby nie gadał oczywistych głupot i nie ośmieszał Kościoła”. Nie podjęto jednak żadnych prób rzetelnej polemiki z jego poglądami. Wkrótce jednak pojawił się ktoś usiłujący zrealizować możliwość drugą, Tomasz z Akwinu. Jego Summa Teologiae była próbą odpowiedzi na postulat Abelarda. W efekcie nastąpiła eksplozja nauki w średniowiecznej Europie nazywana dwunastowiecznym renesansem (znacznie bogatszym i bujniej się rozwijającym, niż renesans XVI-wieczny).

Z drugiej jednak strony nauka dotąd przez Kościół traktowana z pewnym lekceważeniem jako sfera tego świata, stała się częścią obowiązującego światopoglądu. Zadaniem naukowców stało się dostarczanie argumentów popierających nauczanie Kościoła.

Tymczasem następcom Abelarda, wyznawcom wiary w rozum, doktryna Akwinaty nie wystarczała. Wręcz przeciwnie, Kościół traktujący naukę jako oręż w dziele ewangelizacji był dla nich przeciwnikiem i zagrożeniem. Dążyli więc do oddzielenia nauki od dogmatyki. Pojawiło się pojęcie nauk wyzwolonych, którym określano dziedziny nie mające bezpośredniego przełożenia na teologię. Skoro te nauki były wyzwolone, to oczywistym jest, że dziedziny podporządkowane teologii znajdują się w „umysłowej niewoli”. Stąd już blisko do krytykowania choćby metodologii scholastycznej jako kostycznej i nieprzydatnej. To, że scholastyka uczyła reżimu myślowego i logiki, nie miało znaczenia.

Pole boju zostało wyznaczone. Potrzebna była nośna idea, wokół której można by zewrzeć szeregi.


Wstrzymał Słońce?

Idea heliocentryczna nie była w astronomii niczym nowym. Co więcej, właściwie to była pierwsza. Sformułował ją Arystarch z Samos w III wieku pne. Stworzony przez niego model był bardzo bliski rzeczywistości. Miał tylko jedną wadę: prowadzone w oparciu o niego obliczenia dawały błędny wynik.

Racjonalna decyzja musiała w tej sytuacji być jedna: odrzucenie. Przewagę uzyskała koncepcja przeciwna, stworzona przez Klaudiusza Ptolemeusza, a wywodząca się wprost od pitagorejczyków. Koncepcja ta, mająca za sobą autorytet największej szkoły matematycznej starożytności, a także kilku sławnych matematyków i filozofów (w tym Platona i Arystotelesa), a także sprawdzalna „naocznie” zdobyła sobie wyłączność na kilka wieków. Co gorsza dla heliocentryzmu, model Ptolemejski potwierdzał się nie tylko w „życiu codziennym”, ale także w bardzo precyzyjnych obliczeniach wymaganych do nawigacji. Aż do połowy XX wieku, do wprowadzenia radionawigacji i nawigacji satelitarnej, wszystkie urządzenia nawigacyjne opierały się na założeniu ruchu planet i Słońca wokół Ziemi. Od wieku XIX dodawano tylko słowo „pozornego”, co w istocie niczego nie zmieniało. Kwadrant i sekstans do dziś opierają się na geocentryzmie.

Te kwestie były doskonale znane w wieku XV, kiedy Mikołaj Kopernik studiował astronomię. W Akademii Krakowskiej wspominano o teorii heliocentrycznej jako o błędnej, opartej na spekulacjach, nie popartej żadnym dowodem. Z punktu widzenia postulatu Abelarda, że należy wierzyć w to, co rozum dyktuje, teoria heliocentryczna nie wytrzymywała krytyki. Jedyną sensowną, znajdującą potwierdzenie zarówno w obliczeniach, jak i w zastosowaniu praktycznym była teoria geocentryczna. Rozum nakazywał wierzyć, że to Słońce krąży wokół Ziemi.

Kopernik spróbował zmierzyć się z tym problemem. Po co? Na pewno dlatego, że było to wyzwanie intelektualne. Poza tym, model ptolemejski był dość skomplikowany. Aby opisać ruch planet po nieboskłonie starożytni astronomowie wprowadzili dodatkowe miniorbitki, tzw. epicykle. Po orbicie okołoziemskiej(deferencie) miała poruszać się oś innej, mniejszej orbity, po której poruszała się sama planeta. Dzięki temu dość skutecznie tłumaczono m.in. niejednostajność ruchu planet, które przesuwają się ze zmienną prędkością.

Kopernik szukał modelu prostszego i heliocentryczny wydawał się do tego nadawać. Niestety, obliczenia Kopernika nie sprawdziły się. Astronom, poddany cały czas antycznej matematyce, nie dopuszczał do głowy myśli, że torem ruchu planet może nie być doskonały okrąg, tylko jakaś dziwna paraboidalna figura.

Pierwsze obliczenia, w których wykluczono epicykle, były prawdziwą klęską. Błąd jaki dawał model heliocentryczny nie dał się porównać z żadnym uchybieniem spotykanym przy zastosowaniu systemu geocentrycznego. Niestety, kolejne korekty, przywrócenie epicykli itp. nie zmieniły tej sytuacji. Model heliocentryczny dawał mniej dokładne wyniki, niż model ptolemejski. Zgodnie ze wszystkim regułami obowiązującego wtedy arystotelejskiego wnioskowania teoria Kopernika była więc fałszywa. Przekonanie to wzmacniane było przez fakt, że właśnie krótko przed ogłoszeniem „De revolutionibus” marynarze stosujący kwadrant i geocentryczną astronomię dopłynęli do Indii Zachodnich i opłynęli świat.


Zabobon w imię rozumu

W historii znany jest opór środowisk naukowych przeciw nowym koncepcjom. Teorii pływów kontynentów wielu geologów nie uznaje do dziś, choć najskuteczniej wyjaśnia zjawisko trzęsienia Ziemi i pozwala dokonywać precyzyjnych obliczeń. Podobnie w XIX wieku niechętnie patrzono na odkrycia Pasteura. Nie inaczej było w średniowieczu i starożytności. Znany jest przypadek wyśmiania przez starożytnych jednego z paradoksów Zenona z Elei, który twierdził, że ruch nie istnieje. Po wysłuchaniu wykładu jeden z jego słuchaczy wbiegł na podium i zaczął kręcić się w kółko pokazując naocznie, że Zenon się myli.

To właśnie niedopracowanie teorii i lęk przed ośmieszeniem się, a nie rzekomy strach przed inkwizycją kazały Kopernikowi wstrzymywać się z publikacją dzieła. W końcu nie był byle kim, ale jednym z liczących się dygnitarzy ówczesnego Kościoła i luminarzem świata nauki (dwa odkryte przezeń prawa w ekonomii i matematyce obowiązują do dziś). Tymczasem pospólstwo, do którego wyciekły informacje o koncepcji Kopernika, szydziło z niego przez wiele lat.

Na publikację Kopernik zgodził się dopiero wtedy, kiedy za namową Andrzeja Osiandera poprzedził dzieło przedmową informującą, że jest to hipoteza. Twierdzeniem naukowym teoria Kopernika nigdy nie była i być nie mogła. Słońce nadal poruszało się po nieboskłonie pozwalając żeglarzom precyzyjnie namierzać położenie i odkrywać nowe lądy.

Trzeba było stu lat, by teoria heliocentryczna zbliżyła się do rzeczywistości dzięki pracy Tycho de Brache i Jana Keplera. Pełny sukces uzyskała dopiero dzięki odkryciom Izaaka Newtona pod koniec XVII wieku. Tyle, że model Newtona różni się zasadniczo od modelu Kopernika zarówno pod względem torów orbit, jak i pod względem prędkości orbitowania planet. Po kolejnych 150 latach całą koncepcję podważył Albert Einstein wykazując, że uznanie co orbituje wokół czego jest zależne od punktu odniesienia. Teoria heliocentryczna jest słuszna tylko dla obserwatora stojącego na Słońcu. Dla obserwatora stojącego na Marsie obie teorie są błędne, a w istocie w przestrzeni kosmicznej, gdzie nie ma stałych punktów odniesienia, wszystko wiruje wokół wszystkiego. Jeśli ciało A orbituje wokół ciała B, to ciało B orbituje z tą samą prędkością wokół ciała A. W istocie więc obie teorie są tak samo prawdziwe i tak samo fałszywe.

W istocie więc, spór nie miał sensu. Ale na to, by do tego dojść trzeba było 400 lat z okładem. W połowie wieku XVI, kiedy w Norymberdze ukazuje się „De revolutionibus” rozum dyktował, żeby teorię Kopernika odrzucić. Kto wypowiadał się inaczej zdawał się ulegać zabobonom i czczym spekulacjom.

c.d.n.

Warto też przeczytać http://pl.wikipedia.org/wiki/Heliocentryzm

 

ciąg dalszy:

Zabobon w imię rozumu cz. 2

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070508132916198