Tysiące kontra miliony - Marsz Równości idzie dalej

pią, 18 maj 2007, 07:05:14

Autor: Jacek Lehr

Demonstracje zwolenników rodziny i przeciwników małżeństw gejowskich gromadzą miliony uczestników. Marsze równości to tysiące ludzi. (Dokładnie demonstracja włoskich gejów zgromadziła 80 tysięcy osób, a obrońców tradycyjnego małżeństwa było grubo ponad milion). Sama nazwa demonstracji homoseksualistów i jej formuła mówi za siebie: zrównać i przemaszerować. Zrównać tę różnicę statystyczną i zadeptać wszelkie inne różnice - między etosem heteroseksualnym a inklinacją homoseksualną.

Równość i różnice?

Sama argumentacja przeciwko prawom gejów opiera się na nierównym traktowaniu homoseksualizmu i heteroseksualizmu. Wykazując nierówność możemy wykazać szkodliwość. Zrównanie tego, co jest nierówne, różne oznacza usunięcie pewnych wartości i potencjału mężczyzny, kobiety i rodziny. To jak przejechanie walcem po ogrodzie pełnym kwiatów. To, co różni mężczyznę od homoseksualisty i związek heteroseksualny od homoseksualnego zostaje wyrzucone poza nawias zainteresowania społecznego i uznane za bezwartościowe. Trzeba się zastanowić co to jest? Co tak naprawdę bardzo drażni gejów, czego sami nie posiadają i co być może jest zagrożeniem dla autorów popkultury i nowej cywilizacji.

Środowiska gejowskie dążą do zrównania małżeństw heteroseksualnych i par homoseksualnych w odniesieniu do orientacji seksualnej. Media powielają tezę, rzekomo naukową, iż homoseksualizm jest orientacją, taką samą jak biseksualizm i heteroseksualizm.

Homoseksualizm nie jest jednak taką samą orientacją – już na poziomie definicji orientacji. Orientacja heteroseksualna zawiera w sobie komplementarność fizyczną i psychiczną. W orientacji heteroseksualnej panuje zgodność pomiędzy pociągiem płciowym a wyposażeniem biologicznym osoby oraz psychicznym. Orientacja heteroseksualna wkracza w rytm prokreacji, najistotniejszy dla życia społecznego. Jest też konstytutywna dla relacjonowania się społecznego. (Relacyjność heteroseksualna jest uznawana za jedyną dojrzałą i konstruktywną dla osobowości.)

Orientacja w odniesieniu do homoseksualizmu jest terminem niejednoznacznym i wybrakowanym. Niebezpiecznie byłoby posługiwać się nim bez znajomości kontekstu i różnic pomiędzy jedną a drugą orientacją.

Charakter orientacji homoseksualnej stawia ją za orientacją heteroseksualną, nie przed i nie na równi. I na tej prawdzie opiera się argumentacja Kościoła i nauki. Bowiem osiągnięcia naukowe potwierdzają tezę, iż homoseksualizm jest niedojrzałością osoby, brakiem w relacjonowaniu się do siebie i otoczenia oraz bezpłodnością. Homoseksualiści nie mogą mieć dzieci, tak jak pary heteroseksualne, ani nie mogą wychować dzieci do relacji heteroseksualnych, tak jak pary heteroseksualne. Nie mogą też współżyć tak jak pary heteroseksualne, bowiem uniemożliwia im to anatomia. Anatomia też uniemożliwia im przybranie ról płciowych, konieczne dla jedności małżonków. Pary homoseksualne przejawiają dowiedzioną empirycznie podatność na rozpad (np. trzykrotnie wyższa przemoc domowa). Byłoby więc intelektualnym zakłamaniem traktowanie par jednopłciowych, jak dwupłciowych.

Społeczeństwo powinno być żywotnie zainteresowane w zastrzeżeniu małżeństwa i przywilejów małżeńskich tylko dla par jednopłciowych, bowiem one są predestynowane i najbardziej kompetentne do wychowania potomstwa i zapewnienia właściwego rozwoju dzieciom i młodzieży. A strategia pokoleniowa jest najbardziej doniosłą i twórczą dla społeczeństwa.

Obdarzenie tymi samymi przywilejami jednych i drugich sprawi, że trwałe, heteroseksualne związki stracą na swojej atrakcyjności. Modniej (zmiana mentalna) i wygodniej (zrównanie to punkty ekonomiczne dla bezdzietnych singli) będzie być gejem.

To, że pary homoseksualne nie dorównują parom heteroseksualnym, nie tylko dlatego, że są inne, ale że po prostu nie mają tak bogatego wyposażenia socjalnego, psychicznego i anatomicznego jak pary heteroseksualne to jest tylko część argumentacji przeciwko równouprawnieniu.

Przy okazji zadeptuje się inne różnice: między demokracją wartości promowaną przez polskiego papieża a demokracją wolności bezsensownej, ideologicznej, między mężczyzną a kobietą w ich osobowościowym kolorycie. Aktywność homoseksualna degraduje wiele cech osobowościowych charakterystycznych dla mężczyzny. Jest to problem przemilczany, ale jakże istotny dla wielu młodych ludzi, którzy z racji ideologii hedonistycznej (człowieka stanowi przyjemność, albo tyle jesteś człowiekiem ile zaznasz przyjemności) podejmują współżycie homoseksualne.

Chodzi też o metodę

Publicysta wyborczej, Paweł Szczerkowski przyznaje: demonstracja zwolenników klasycznej rodziny zgromadziła – niespodziewanie – ponad milion ludzi. Obok zgromadziło się trzy tysiące zwolenników praw gejów. Ale… - zastrzega publicysta - sondaże wykazują, że większość społeczeństwa jest za małżeństwami gejów, ale projekt Prodiego nie jest aż tak radykalny jak projekt Zapatero, ale z ustawy DICO mogłoby skorzystać ponad pół miliona par heteroseksualnych i kilkaset tysięcy związków gejów i lesbijek. Bo Jest poczucie, że państwo zaniedbało rodzinę, i na tych nastrojach zagrał Kościół, by przyciągnąć Włochów na demonstrację. Jeszcze jedno ale dziennikarza Wyborczej: Na dłuższą metę i tak wygrają geje.

Warto odpowiedzieć na te liczne ale: najwięcej jest ludzi, którzy mają wątpliwości. Przez odpowiednio postawione pytania można wymóc na nich wybór opcji nikomu nie szkodźmy. Zabieg Wyborczej ma na celu – na przekór faktom - wzbudzenie w czytelniku poczucia, że większość jest za. Chwyt z batalii aborcyjnej w USA. Oczywiście to, co centrowe też bardziej przekonuje. Twardych zwolenników jednej lub drugiej opcji jest znikoma ilość. Najwięcej jest wahających się i neutralnych obywateli, którzy nie mają wyrobionego zdania i chętnie opowiedzą się za większością lub za autorytetami.

Z punktu widzenia psychologii społecznej Włosi i Polacy znajdują się w fazie strukturującej opinię na temat zmiany stosunku do homoseksualistów. Ten etap jest więc momentem decydującym dla sukcesywnego zastosowania technik wpływu społecznego. Ważne jest sprowokowanie ich do zajęcia minimalnej postawy pro gejowskiej. Może to być wyraz współczucia dla gejów, sympatii lub oburzenia na rzeczywisty lub sfingowany akt dyskryminacji wobec gejów. Nieznaczny krok w stronę eksponujących się gejów może zaważyć na zajęciu merytorycznego stanowiska wobec ustaw prawnych.

Potem nastąpi usztywnienie zajętego stanowiska i będziemy dobierać takie informacje, które są zgodne z naszymi wcześniejszymi postawami.

Tak więc młodzi Hiszpanie, powodowani fascynacją Almadovarem - lub inaczej sprowokowani do wykazania solidarności z gejami, którym jest ciężko, bo nie mogą się żenić w ratuszu - będą jeszcze bardziej za nimi po dokonaniu zmian ustawowych. A Polacy, którzy przeżyli napór ideologiczny posługujący się tezą mój brzuch, mój wybór będą jeszcze bardziej za życiem, gdy ostatecznie wygrali zwolennicy penalizacji aborcji. Idziemy z prądem, idziemy na skróty, chętnie oddajemy decyzje bardziej kompetentnym (np. rozstrzygnięciom prawnym).

Taka jest natura przetwarzania informacji.

Wolna debata czy socjotechnika?

Jest jasne, że we współczesnym świecie walka o prawdę nie toczy się na poziomie uczciwej debaty lecz metodami wpływu społecznego. Organizacje katolickie zostały zmuszone do nauczenia się odpowiadania tą samą bronią, bowiem na dyskusję merytoryczną nie ma miejsca. Media, które za nią odpowiadają są tak dalece stronnicze, że uczciwe postawienie na szali argumentów jednej i drugiej strony jest niemożliwe.

Debata oparta o reguły wpływu społecznego nigdy nie będzie wolną i mądrą. Nie chodzi w niej o odkrycie prawdy, tylko o przekonanie społeczeństwa do swoich racji.

Dla rzeczników ślepej wolności jest ona logiczna sama w sobie – pisałem niedawno śledząc niepokój papieża co do koncentracji mediów. Konkurencja wybiera co najwyżej tych najszlachetniejszych, a polaryzacja idei wyłania te słuszne. Nie dopuszczają myśli, że posługiwanie się lobbingiem i technikami komunikacji społecznej nagradza nie prawdę, lecz socjotechniczną sprawność. W dobie, gdy ludzkie oblicze jest tak potwornie kaleczone, zwolennicy „systemu” troszczą się jedynie o to, by niepokój, debata, pytania i wątpliwości nie nabrały zbyt poważnego charakteru.

Uczestnicy Marszu Równości wyraźnie obawiają się wolnego dyskursu. Wybrali socjotechnikę.

Czy mamy prawo nie godzić się na manipulację młodym pokoleniem Polaków? Czy mamy prawo bronić nasze dzieci przed degeneracją wolności, rozpadem więzi, narażeniem na hedonizm i cynizm uczuciowy? Społeczeństwo, które nie odpowie sobie na te pytania prawdopodobnie odwraca się od przyszłości.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070518070514865