Życie, powołanie, etyka

pon, 16 lip 2007, 12:01:43

Autor: Bożena Gaworska – Aleksandrowicz

Życie. Pięć liter. Pięć, pięćdziesiąt, siedemdziesiąt, więcej mniej lat, pomnożone przez ilość dni w roku dadzą całkiem poważne cyfry, pomnożone przez minuty, sekundy dadzą cyfry jeszcze poważniejsze. Tym poważniejsze, że za każdą kryje się bagaż człowieczego życia. Bóg dał, Bóg upomni się gdy minie czas zapełniania życia według naszego pomysłu. Czy to przypadek, że przychodzimy na świat nadzy, nieporadni, zdani na drugiego człowieka na jego dobrą bądź złą wolę, a gdy czas się skończy znów nadzy, bezwolni, znów zdani na to co z nami, a raczej z naszym ciałem uczynią dobrzy bądź źli ludzie.

W Bożym dziele nie ma przypadków. Największym darem otrzymanym od Boga jest życie, a wraz z nim potrzeba szczęścia, miłości, talenty - to na dzień dobry. Stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, powołał go do życia i wyposażył w narzędzia, które to życie mogą uczynić pięknym, uczynić koszmarnym. Bóg uczynił i to, że nazwał co dobre, nazwał co złe, określił siebie, co więcej umiłował, reszta należy do człowieka. Ta ścieżka, którą jest nasze życie to już nasza sprawa, musimy ją wydeptać sami. I nie jest to łatwe, jest trudne bo wymaga czynu, ale jest piękne gdy prowadzi do Boga. Dał nam Bóg talenty. Co z nimi zrobimy, jak je wykorzystamy, dał i czeka, czas należy do nas. Jest jeden problem nie wiemy ile mamy czasu.

Jest więc życie nam zadane, mamy tą lekcję odrobić w nieokreślonym czasie, mamy ten czas zapełnić, zapełnić dobrem bądź złem. Tyle pewnie definicji dobra i zła ile istnień ludzkich na świecie. Bo przecież mamy swoje talenty i zgodnie z nimi definiujemy te pojęcia według własnego ego. Czy jednak to co dobre według mnie, ciebie, albo co złym nazwę ja, ty, czy to na pewno spodoba się Bogu, czy pochodzi z Jego kanonu praw, czy spójne jest z tym co myśli ktoś obok mnie, a skąd wiesz, że to ty, a skąd wiem, że to ja mamy rację.. Czy myślę o tym troszcząc się o wygody, dominację, gdy rozpycham się łokciami, popycham innych, nie mam czasu, gdy spycham życie do pozycji biologicznych: jeść, posiadać, zabezpieczyć przyszłość, resztę odkładając na później. Potem gdy już wszystko posiądę, potem gdy już zabezpieczę się materialnie, potem zatroszczę się o resztę, wtedy oddam się też modlitwie, odnowię zapomniane kontakty, zacznę bywać, zacznę rozmyślać, a może rekolekcje, a może pielgrzymka, ale to później. Na razie muszę ... . Muszę, tyle muszę, że trudno określić co pierwsze.

Zatrzymać się, może przechadzka po cmentarzu. Może tu odpowiedź co ja tak naprawdę muszę. Może zapytać, nie pytać nawet, poczytać nagrobne tablice. Żył, żyła, pięć, piętnaście, sześćdziesiąt. Tam ludzkie drzemią niedokończone myśli, tam przywalone ziemią niezrealizowane marzenia, zamknięte w ramkach nazwisko imię i daty. Bo dla nich się już skończyło. I jedynie nie wiemy ile ze sobą dobra ile zła zabrali. I tylko nie wiemy czy zdążyli w tym zatroszczeniu o biologię, o doczesność czy zdążyli z tym co my odkładamy na później. A my czy zdążymy, nie wiemy wszak ile mamy czasu.

Ile mamy czasu na życie na miłość, o której Bóg mówi, że ta jest największa. Na tą miłość, która nie jest niespodzianką, na tą, którą się albo żyje na co dzień, albo w ogóle nie zauważa. Ile czasu, ile miłości w nas samych, w naszym stylu życia, ile dajemy w nasz dom rodzinę, by było bezpiecznie by chciało się wracać, by tam na nas czekali, by chcieli odwiedzać, ile miłości w pracy, w gronie znajomych, przyjaciół. Ile miłości w dawaniu, bezinteresownym pomaganiu, w dzieleniu się czasem, karmieniem, pojeniem, laniem balsamu na rany, a może octu. Życie po to nam zostało dane byśmy z niego jak najlepszy zrobili użytek. Byśmy szukali szczęścia, bo jest takim samym zadaniem jak krzyż. Byśmy go jednak nie zmarnowali zapatrzeni w siebie: wymagający, żądający, pazerni, poprawni, grzeczni ale bez serca, zimni wyrafinowani w pogoni za ułudą życia. Ile w nas życia, tej Bożej iskry, nadziei, wiary, dobra.

Dumni i zadowoleni z własnych osiągnięć, zabiegani, sfrustrowani w pogoni za lepszym jutrem, ci, którzy złapali szczęście w przelocie, ci również, którzy niosą swój krzyż upadają się i podnoszą, ci wszyscy, my wszyscy, którzy zapełniamy dany nam czas efektami naszych starań, potu, łez, cierpienia i radości czy pamiętamy w tym wyścigu z czasem o tym, że jesteśmy tu tylko na chwilę. Czy pamiętamy, czy dopuszczamy do siebie ową prawdę, że nic nie ma bez przyczyny, że nic tak naprawdę nie jest naszą zasługą. Czy mówiąc naszym dzieciom, uczcie się bo to wasza przyszłość, bo to preludium waszego dorosłego życia, czy mówiąc to pamiętamy, że nasze doczesne życie to też jedynie preludium, że od tego jak je przeżyjemy zależy nasza wieczność? Strach odpowiadać. Rzeczywistość przerasta.

Nadchodzi kolejna wiosna, jeszcze jedna w naszym życiu. Czas siewu, by wzrastało, potem kwitło, rodziło owoce, karmiło. Będziemy pielęgnować, podlewać, wyglądać kiełków, życie w przyrodzie: niepojęty cud odradzania się, niepojęty cud poczęcia. I za wszystko dziękujemy Ci Boże bo to wszystko nam do życia potrzebne. I w jednym tylko wyręczymy Cię Panie, w imię naszej miłości do człowieka, w imię naszego miłosierdzia, w imię naszej troski o los kobiety, mężczyzny, w trosce o to co może się wydarzyć, w imię obrony godności ludzkiej i niezbywalnego prawa do samostanowienia, z rozdwojoną jaźnią w imię demokracji, poprawimy Twoje prawa, wszak jesteśmy o jakieś dwa tysiące lat dojrzalsi. Nasze prawo pozwoli zabić, ale to jedynie w imię wyższego dobra, wszystko Ci wytłumaczymy, wszystko poprzemy dowodami. Ty sobie Panie tym głowy jednak nie zaprzątaj, tu o płód jedynie chodzi i wierz nam Panie sprawdzono na setki, tysiące, miliony sposobów, że to jeszcze nie życie. A mówimy Ci to nawet my kobiety, a to nam przecież dałeś ten niepojęty cud macierzyństwa, my więc wiemy najlepiej. I uwierz Panie Boże tak jest rozsądniej, prościej, to mniej kosztuje. Ty się Boże znasz na miłości, na przebaczeniu, Ty nam daj pokój, siły, dobra wszelkiego pod dostatkiem, Ty nas jedynie kochaj, resztę załatwimy sami.

„ I patrzą na ciebie ludzie i dziwią się, jak ty się możesz nazywać chrześcijaninem, i słuchają ciebie ludzie, i patrzą na twoje czyny, i podejrzewają, że ty nic z tej Ewangelii nie rozumiesz. A przecież już tyle lat słuchamy, bierzemy i karmimy się Słowem Bożym.{...} Wszystko dobre w naszym życiu zaczyna się od Boga {...}ale ostateczne rozstrzygnięcie zależy od nas.... Wpatruj się w groby twoich ukochanych. Pytaj: (...) Wpatruj się w groby myślicieli, uczonych, polityków, żołnierzy. I pytaj ich w jakiej sprawie życie oddali, o co im chodziło, o co walczyli? I wiedz, że to są pytania również do ciebie, byś sobie odpowiedział, na czym ci naprawdę w życiu zależy” ks. Mieczysław Maliński

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070713172943748