Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kainowa polityka, a cierpienie

„Nie dziwcie się, bracia, jeżeli świat was nienawidzi.(...), (...)mamy się wzajemnie miłować. Nie jak Kain(...).Każdy, kto nienawidzi brata swego, mordercą jest; a wiecie przecież, że żaden morderca życia wiecznego w sobie nie ma”, tymi słowami można, (w akcie desperacji) spróbować napomnieć tych, których nie wiem dlaczego, elitami władzy zwykliśmy nazywać. To jedynie dygresja- bowiem daleko rozbieżne są pojęcia elita i polityka. Olśniło mnie w drodze do miasta, które odwiedzam, by „podładować akumulatory”, lub rozładować napięcie bądź gdy „mnie najdzie”.



Święto maryjne, szlak do pokonania malowniczy krajobrazowo, tam można wielbić Boga przez sam zachwyt dla tego co nam uczynił. Jadę do Wadowic. Mijam wioski, miasteczka, przystaję przed przejściami dla pieszych by przepuścić ludzi z bukietami kwiatów, ziół najprzeróżniejszych. Radosna, jadę do miasta Papieża- żołnierza Maryi, Wojaka za wiarę. Wszak dwa święta mamy. Ludzie też radośni, będą dziękować, będą prosić, będą przepraszać, ja też będę to czynić i Przyjaciółka moja, która zaufała mym zdolnościom-kierowcy.

Pstryka moje serce zdjęcia, by jak najwięcej utrwalić z tej radości współistnienia człowieka z naturą, Bogiem, Matką Jego. Dusza śpiewa i nagle fałszywy ton, a i obraz zamglony. To radio, znów coś komuś ktoś. Zamiast złości, że zakłócają mi te wieści radość -refleksja, że przecież nie tylko mi, że tym radosnym ludziom, których mijam też zakłócają.

Otwiera moje serce album zdjęć, co widzę. Coś innego niż widziałam wczoraj. Wczoraj byli tam ludzie z pierwszych stron gazet, ze świeczników władzy: butni, agresywni, zawistni ,zacięci w walce o swoje być, byli ludzie z forów netowych: wulgarni, obrzucający siebie i innych błotem, wczoraj byli newsowi sensaci co to dorobią ideę do wszystkiego i jeszcze mnóstwo innych manipulatorów. I widzę ich wszystkich, tych samych, w tym albumie i wszyscy inni, dziś, jacyś. Dziś widzę ludzi cierpiących.

A już myślałam, że obdaruję kwiatami, groby żołnierzy co to „za naszą i waszą ...”,że może jeszcze komuś przywiozę, z Wadowic, zapach kwiatów spod Papieskiego Domu, cóż jednak kwiaty i cóż me słowa gdy „Dzieci moje drogie, nie miłujemy słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą!”

Czynem więc tekst ten, a prawdą -sumienia wszystkich, którym dedykowany.

Zobaczyłam w albumie mojego serca ludzi cierpiących: na niedosyt władzy, na przerost władzy, cierpiących z powodu odrzucenia, z powodu oskarżeń, tych, którzy cierpią by niewinnie oskarżani nie udowodnili manipulacji, niewinni i winni, i tych którzy oszukani, i tych, których wszystko już brzydzi, i swoje cierpienie zobaczyłam, że chcę, a nie potrafię , a nie mam możności by dotrzeć do wszystkich z prawdą jedyną; „mamy się wzajemnie miłować, nie jak Kain(...) każdy kto nienawidzi brata swego(...).

Przypisał nam Bóg, w swoim planie, role nasze, powołanie nasze. Powołał więc również do cierpienia. A już nasze ludzkie stwierdzenia to te, że cierpienie uszlachetnia, że jak mówi Anna Świrszczyńska (poetka, której teksty polecam)” z cierpienia wyszła radość”. Powołał i przydzielił role tu na ziemi, byśmy jedni rolnikami, lekarzami, belframi, górnikami, pijaczkami, kierowcami, prezydentami, ministrami byli. Powiedział też Piłatowi: „nie miałbyś władzy... .

A my, jak to my, ze swoją ludzką ułomnością próbujemy oszukać Boga, a jeśli nie oszukać to wyręczyć Go w Jego opiece nad nami. Stąd władza uderza nam do głowy, stąd wymyślamy nowe i ciągle doskonalsze pomysły na lepsze życie, stąd nie zawahamy się oczernić brata naszego, „umoczyć go”, podłożyć nogę, byle być, byle trwać, byle mieć. Stąd jedni drugim liczymy, zawiścimy, złorzeczymy, a w konsekwencji cierpimy, bo nikt się na nas nie poznał, bo nikt nam nie chce uwierzyć, że nasze jest najlepsze i jedynie słuszne. I nie przyjdzie nam do głowy, mimo logiki studiowanej, mimo intuicji prostego człowieka, że oto może po to masz doświadczyć pijaństwa, tragedii, smaku władzy byś przekonał się, że próbą to jedynie twojego człowieczeństwa, próbą odpowiedzi Bogu na Jego powołanie, na tym miejscu i w tej roli. I cierpimy, bo nie tak. I widzimy, na klęczkach ludzie modlą się gorliwie i proszą, i klęczą politycy i proszą i cierpią bo nie zostali wysłuchani. I nie chcę zadawać pytań, na które odpowiedź nie ja powinnam usłyszeć. Bogu odpowiemy gdy czas przyjdzie, wszyscy, i ja też, czy nie prosiłem o to czego Bóg mi nie przeznaczył, czy nie próbowałem przechytrzyć Go w reżyserowaniu życia i czy cierpienie moje z miłości czy z pychy zrodziło się.

I tak przeglądając ten album cierpiących, cierpiących pewnie ciężko, pomyślałam; o cóż zabiegasz człowieku, po co cierpisz tak okrutnie, zadając ból obusiecznie jeden drugiemu, kim jesteś -powołany do bycia na szczeblu władzy jeśli nie jedynie powołanym tam po to by obnażyć swoje człowieczeństwo, swoją prawdziwą odpowiedź Bogu. Wszak jeden podmuch wiatru, jedna wzburzona fala, jedno silniejsze wstrząśnienie ziemi, błąd w sztuce kierowania pojazdem, diagnoza lekarza wystarczą byś oto miał powód cierpieć prawdziwie.

I pomyślałam: o co zabiegasz i po co ci to;, „nie dziwcie się bracia, jeżeli świat was nienawidzi”, po co wystawiasz na próbę miłosierdzie Boga i czy czasu ci starczy by w kontekście powyższego zdania zadośćuczynić i wrócić jako ten syn marnotrawny.

I to pytanie o sens ludzkiego cierpienia, jako powołanie, odprowadziło mnie na wadowicki rynek. A tam, jak zwykle o pełnej godzinie, przemówił Ten, który prawdziwie cierpiał i pięknie cierpiał i usłyszałam głos, z taśmy, lecz autentyczny, a już teraz z Domu Ojca, „ tu w Wadowicach wszystko się zaczęło...”.Pomyślałam, może spróbuję przybliżyć ludziom sens prawdziwy cierpienia. I może to obudzi w nas:”(...) macie się wzajemnie miłować. Nie jak Kain bratu.” Przypatrzmy się więc powołaniu naszemu do cierpienia.

Czym jest i dlaczego człowiek musi cierpieć?. By znaleźć odpowiedź musimy wspomnieć to, iż jesteśmy dziełem Boga, że jesteśmy wpisani w Boży plan. Wspomnieć, zrozumieć i przede wszystkim zaakceptować owo wpisanie. Tylko wtedy bowiem kiedy zaakceptujemy, tylko wtedy potrafimy spojrzeć na cierpienie jako na powołanie, które dobry Bóg ofiaruje nam jako łaskę.. Cierpienie i ból rodzą optymizm. Czy to możliwe? Możliwe jeśli zrozumiemy, że ból cierpienia to wzrost człowieka.

Kilka lat patrzyłam jak choroba Alzhaimera dzień po dniu pustoszy, zjada mózg, wolę, piękno mojej mamy. Dzień po dniu stawała się uboższa o cząstkę umiejętności. Z przerażeniem obserwowałam jak gubi się, nie rozpoznaje, przestaje umieć, oddala się ode mnie, żyje w swoim (trudno powiedzieć jakim ) świecie. Zdawało mi się, że pewnie jest jej lepiej, ma swój świat, aż do momentu, w którym uświadomiłam sobie, iż to nie tak.

Jakże ona cierpiała. Nikt jej nie rozumiał, nic co wymyśliła nikomu nie podobało się. Wiecznie pouczana, poprawiana, pilnowana na każdym kroku, odarta z samodzielności poddawała się mojej woli wbrew własnej i tylko w jej wzroku mogłam wyczytać pytanie – „ dlaczego mnie nie rozumiesz ?”.

Cierpiała, a ja nie mogłam zrozumieć jej z prostej przyczyny, to czego chciała było nierzeczywiste, niebezpieczne dla niej, nierealne. Cierpiałyśmy obie.

Gdy choroba posunęła się do tego, że nie potrafiła wstać, gdy nie ruszała kończynami, gdy zapomniała co znaczy jeść, gryźć, połykać, gdy zdana została zupełnie na drugiego człowieka zaczęły się poważne kłopoty. Mówiono mi, załatw dom opieki, nie dasz rady, nie masz swojego życia, nie podołasz, nie masz siły, nie potrafisz, tam są fachowcy, nie będziesz gonić między pracą, domem, lekarzem etc. etc.. Nie oddałam, i choć stan taki trwał ponad trzy lata nie zrobiłam tego. A dziś (nie ma jej już w cielesnym wcieleniu), dziś dziękuję Bogu, że mnie wybrał do współuczestniczenia w cierpieniu mojej mamy.

Cierpiała cichutko, uśmiechem lub złością reagowała na różne koło niej zabiegi. Dawałam jej do rąk różaniec, włączałam programy religijne, dokładnie widziałam pustkę, którą choroba czyniła w jej mózgu, gdy przestała reagować na bodźce ze świata, gdy nie ożywiała się na głos Papieża z kasety Video, nie ożywiała się już na żaden głos. Różaniec próbowała jeść, a może go jedynie całowała - nie wiem.

Cierpiała cichutko, ciało odmawiało posłuszeństwa, odleżyny, przykurcze, zdana na łaskę ludzi leżała i czekała na obecność, na dobre słowo, na łyżkę strawy. Płakała jedynie w czasie zabiegów pielęgnacyjnych, w czasie toalety, płakała z bólu.

Jakże serdecznie uśmiechała się do swojego wnuka, który miał dla niej ciepłe, pełne miłości słowo, który również swoją postawą wiele nauczył mnie. Jakże dziś żałuję, że nie do końca rozumiałam piękno jej cierpienia, że stać mnie było na zniecierpliwienie, pośpiech, gorzkie słowo, (dla jej dobra, a jednak pewnie nie tak). Byłam przy niej gdy wydawała ostatni oddech, trzymałam za rękę, czułam jak odchodzi i modliłam się. I dziękowałam Bogu, że mi ją dał i za to, że dzięki jej cierpieniu tak wiele zrozumiałam, tyle się nauczyłam.

Dziś dziękuję Bogu za to, że cierpienie mojej mamy, nauczyło mnie człowieczeństwa. I choć nurtuje mnie tyle pytań, i tyle wątpliwości nie znajduje we mnie odpowiedzi to wierzę, że Bóg dał mi szansę doświadczyć tego co piękne. Doświadczyć Jego miłości.

Wspominam dni gdy bezsilna, bo nie potrafię ulżyć cierpieniu mamy, bo zmęczona, wystraszona, zagubiona płakałam, że mi źle, ze dlaczego?. Pamiętam też te gdy płakałam bo zaczynałam rozumieć jej cierpienie i powoli dojrzewałam do miłości i mam nadzieję, że Bogu wszystkie te łzy były miłe. A dziś, (choć bardzo mi jej brak, takiej bezbronnej, bezsilnej, takiej wokół której reguluję zegarek i jej podporządkowuję swoje życie) dziś cieszę się, bo wierzę, że była to część Boskiego planu wobec mojej mamy i wobec mnie.

Tak - drodzy cierpiący ( fizycznie, moralnie) uwierzcie, mimo nieraz poczucia opuszczenia, strachu, bólu samotności - Wasze cierpienie ma sens, przybliża nas razem do Boga. Wzruszenie, współczucie, podany basen, otarty pot z czoła, a nieraz słowo cierpkie w odruchu bezsilności – bo więcej nie mogę, nie umiem, najzwyklej boję się, to wszystko razem łączy się w sumę ludzkiego cierpienia, w powołanie, które Bóg nam zsyła w zależności od tego co komu przeznaczył. Ale to wszystko ma sens.

Jakże podobni jesteśmy, wy, którzy cierpicie i pragniecie i my, którzy cierpimy bo nas przerasta. Powiedziała mi koleżanka (po śmierci jej mamy), że tyle rachunków nie uregulowanych z mamą zostało i widziałam jak cierpi.

Jakże cierpiał syn po nagłej śmierci swojej mamy (drań, mówiąc prostym językiem, zaniedbywał szkołę, wagarował, był przyczyną wiecznych trosk, nieprzespanych nocy), jakże pięknie ale i tragicznie brzmiały słowa siedemnastolatka „ciociu nie zdążyłem powiedzieć mamie, że ją kocham.” I zmienił się, i wyrósł na ludzi.

Obłożnie chora kobieta, pod opieką córki, modli się gorliwie do Boga o to by wyzwolił jej syna z nałogu pijaństwa. Jeden syn „zapił się na śmierć”, zrujnował życie swoje, żony i syna, drugi podąża tą samą drogą. Franciszka przykuta chorobą do łóżka ofiaruje swoje cierpienie za uleczenie syna z nałogu. Mijają lata, ona modli się, on pije i stacza się. I oto nadchodzi dzień, w którym Rysiek trafia do schroniska, warunek abstynencja, wygrywa z nałogiem, tam odkrywają jego zdolności jako tzw. złotej rączki, on podporządkowuje się prawom panującym w schronisku, odnajduje się w pracach porządkowych, wreszcie zatrudnia go ktoś jako konserwatora w ośrodku wczasowym. Franciszka umiera. Na pogrzebie Rysiek mówi mi, „matula mi wymodliła, jaki byłem głupi, nigdy nie wezmę już kieliszka do ust.” Płacze, wygląda okropnie, lata pijaństwa odcisnęły piętno na jego wizerunku, ale jest piękny. Wymodliła mu to jego „matula”, minęło już pięć lat, mój kuzyn nie pije.

I tu słowo do tych co mienią się mocarzami świata tego, bo dana im została namiastka władzy, do cierpiących za ludzkie ustanawianie prawa, stołki, apanaże, zaszczyty, cierpiących oszukujących i tych co oszukani, pomawiających i pomawianych, obrażających i obrażanych „nie mielibyście władzy gdyby...,”,nie skazujcie siebie, nie skazujcie nas więc na cierpienie, które powołaniem nie jest, co najwyżej Bożym ostrzeżeniem przed tym czego czynić nie należy.

Cóż więcej powiedzieć, cierpienie jest powołaniem, „ziemskie cierpienie ..., (mówi Jan Paweł II to przywiozłam z Wadowic w dniu święta Matki Boskiej Zielnej;) „...kiedy zostaje przyjęte w miłości, upodabnia się do gorzkiej pestki zawierającej ziarno nowego życia, skarb Boskiej chwały, którą człowiek otrzyma w wieczności.” I jako sadzonkę kwiatu miłości wszystkim dedykuję.



Opcje Artykułu

Kainowa polityka, a cierpienie | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Kainowa polityka, a cierpienie
corka pią, 17 sie 2007, 19:11:12

Opieka nad chorym na Alzhaimera  dla najblizszych osob-przerasta czesto ich sily.Wywoluje czesto psychiczna niemoc, obwinnianie sie za stan chorego.

 W tej chorobie czesta towarzyszka jest depresja tych patientow-ktora zapewne Pani odebrala jako cierpienie.Czy to jest mozliwe? czy ja moze zle Pania zrozumialam?.

 

---
Anita Priv

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń