Filozofia starszej pani

pon, 20 sie 2007, 08:18:21

Autor: Bożena Gaworska – Aleksandrowicz

Jak wielkie rzeczy Bóg nam uczynił dając jako narzędzie ( na usługę naszego rozwoju i dorastania do pełni człowieczeństwa) zdolność myślenia. Jedynie On bowiem, jeden, wie co wie. Zauważmy, że zesłał na ziemię Syna Swego by powiedział nam kim jest, dlaczego tak, a nie inaczej mamy postępować i czego oczekiwać możemy, a nie używał Syn słów:  ja myślę, że królestwo oglądać będziecie pod warunkiem..., czy - myślę, że Bogu będzie miłe to czy inne. Mówił natomiast: „zaprawdę powiadam wam, to wiedzcie”, a mówiąc „wiedzcie, czyńcie” On wiedział.

Nam zostawił naukę swoją i dał wolną wolę, a więc myślenie bo tylko tak, tylko myśląc możemy dokonywać wyborów.

Ani apostołowie nie mówili: - myślę, że trzeba czynić tak bo..., a to z tej przyczyny, że łaską Ducha Świętego posiedli znajomość Bożej prawdy. Nam natomiast do zgłębiania tej prawdy dał Bóg narzędzie w postaci myślenia.

Ilekroć jednak słyszę gdy ktoś nazywając jakiś fakt mówi: -myślę , że coś, następnie toczy wywód stwierdzający, że to coś jest właśnie takie jak przedstawia, to zastanawiam się co jest faktem, czy to, że jeszcze myśli właśnie, czy stwierdza co już ustalił.

Myślenie, sądzę, ma początek w dziele stworzenia, ale po jego ukończeniu, jako doskonałe, dla Boga nie podlega już wartościowaniu, więc myśleniu. Bóg raz pomyślał by stworzyć, co uczynił i uczynił doskonałe. Zapoczątkował więc myślenie i przekazał je człowiekowi by ten mógł doskonałość oną kontemplować.

Ma więc myślenie początek ale nie ma końca. Czy zatem mówiąc -myślę, że- i przemycając w tym stwierdzeniu jakąś swoją już ustaloną teorię, której poparcia oczekujemy, nie opowiadamy głupot. Myślenie, jest przecież procesem ciągłym, jest aktem niedokonanym. Mówiąc -myślę, że: on kłamie, myślę, że oni kradną, myślę, że jutro spadnie deszcz nie udowadniamy, że coś jest lub nie lub będzie. Mówiąc myślę, daję przecież dowód na to, że jeszcze nie wiem. Gdybym wiedział, rzekłbym -stwierdzam, uważam, że ... .

Bo przecież jeśli dopiero myślę to skąd już wiem co jest na końcu. „Myślę więc jestem” nie jest tożsame z myślę to wiem.

Nadużywamy więc i wypaczamy, chyba, znaczenie pojęcia myślę do zawierania w jego znaczeniu tego, że już coś wiem. Pierwsza lepsza debata, dyskusja (gdy rzeczy spornych dotyczy) sprowadza się do tego, że dyskutujący podpierają się owym -ja myślę, co podważone ( a przecież nie podważamy tego, że ktoś w ogóle myśli), przez inne -a ja myślę, nie prowadzi do procesu wspólnego myślenia nad dyskutowanym problemem, a do kłótni raczej i nie o tym czy myślimy, a o tym, że strona nie ma racji w stwierdzaniu jakiejś swojej prawdy.

Skaczą więc sobie ludzie do oczu, obrzucają się kalumniami, wydają sądy i osądy zaczynając od wstępu -myślę, i nie zdają sobie sprawy z tego, że już tym wstępem zaprzeczają, iż wiedzą czego chcą dowieść.

Ostatnie wydarzenia polityczne pokazują jak na dłoni, że nikt nic nie wie . Wszelkie „rozmowy, „dialogi”, „monologi”, czyli bełkot coraz częściej wygląda tak, że „dyskutujący” zaczyna swój wywód od mądrego i kulturalnego –ja myślę, a dalej już słowotok, którego przerwać nie sposób, a z którego nic nie wynika. I przyznaję mam wtedy ochotę krzyknąć: -idź stąd, a wrócisz gdy produkt twego myślenia będzie zdefiniowany i przyjmie postać stwierdzenia, sądu..

Boimy się jak widać własnych sądów, dlatego zamiast – wiem, stwierdzam, uważam, mówić wolimy asekuracyjnie – myślę, bo to otwiera niejako furtkę pomyłce, albo uzupełnieniu o dowody, których pewnie byśmy dostarczyli na dalszym etapie myślenia. I choć jest nielogiczne to może jednak dobrze o nas świadczy.

Bo prawdą jest to, że -myślę o czymś, nie zaś to: -myślę, że. Zwrot -myślę, że będę oglądał niebo mówi o tym o czym myślę, reszta nie jest jednak do udowodnienia (przynajmniej jeszcze nie i nie tu) . -Myślę, że, może więc być wyrażeniem naszych oczekiwań, nie może natomiast być gwarantem i pewnikiem czegoś co próbujemy przemycić.

Czy to znaczy, że nie mamy myśleć, albo czy nie mamy dzielić się tą wiedzą o sobie, że w ogóle myślimy. Ależ nie, myślmy i to jak najwięcej, rozmawiajmy o tym o czym myślimy, nie zamieniajmy jedynie zabarwienia semantycznego słowa myślę i nie używajmy go jako zamiennika słów, które mają znaczenie stricte opiniujące, stwierdzające.

Doskonałe jest narzędzie, w które Bóg nas wyposażył, bo ciągle pozwala szukać, odkrywać, ciągle do czegoś dążyć i ciągle nic nie wiedzieć.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20070818201821297