Votum separatum do sprawy betanek

czw, 11 paź 2007, 04:44:00

Autor: Maria Czerw

Sprawę betanek wszyscy znają. 60 kobiet okupujących dom w Kazimierzu dolnym. Swój dom, wybudowany od podstaw, wymarzony. Ktoś im go chciał odebrać. Znalazł ku temu dziesiątki pretekstów, zagmatwał sytuacją, oskarżył o zachowania, które nie miały miejsca. Media mu sekundowały. Katolickie społeczeństwo z małymi wyjątkami milczało.


Sekta?

Najważniejszy moduł tego oskarżenia brzmiał: sekta. Zakładamy, że zakonnice były nieposłuszne. Ale nawet w Kościele to za mało, żeby zostać sektą. Kobiety skupione wokół matki Ligockiej wiedziały wszystko. Posądzana o psychomanipulację przełożona niczego przed nimi nie ukrywała, tak jak ma to miejsce w sektach.

Matka Ligocka jest postawną, wykształconą kobietą (pracę magisterską obroniła na KUL - u), która nigdy nie twierdziła, że ma objawienia Ducha świętego, nie zmuszała nikogo do pobytu w Kazimierskiej siedzibie zgromadzenia, nie namawiała nikogo do samobójstwa. Przez kilka kadencji nieskazitelnie pełniła funkcję przełożonej generalnej zgromadzenia. Mimo wyższego wykształcenia ujmowała siostry prostotą. Potrafiła sama doić krowy i rąbać drzewo. Siostry za nią przepadały.

Rodziny betanek podejmowały próby „obalenia informacji, że betanki są sektą, że są w bardzo złej kondycji psychicznej.” Bezskutecznie. Media a za nimi opinia publiczna wydały wyrok na 60 kobiet z Kazimierza. Byłoby to niedopuszczalne w każdym innym kraju Unii Europejskiej, gdzie kwestia wyboru powołania i stylu życia jest traktowana w kategoriach wolności zrzeszania się. Pomówienia są ścigane. A wykorzystywanie męskiej przewagi celem szargania kobiecej godności stygmatyzowane przez opinię publiczną.

Dehumanizacja betanek

Kobietom odcięto media (prąd, gaz, woda; żaden znany mi komornik nie odciął swoim ofiarom prądu i wody, nawet gdy działał w słusznej sprawie), zaczęto nękać je doniesieniami do prokuratury. Przestano o nich mówić siostry, choć swoim stylem życia (ubóstwo, czystość) zasługiwały na ten tytuł niezależnie od relacji z lubelską kurią. (Siostrami nazywamy pielęgniarki, dziewczęta z oazy). Pisano o nich obelżywie.

Wszystkiemu przypatrywała się Kuria lubelska nie protestując przeciwko najbardziej bzdurnym informacjom, które okazywały się kolejnymi falsyfikatami. A wręcz odwrotnie. Komunikaty Kurii wzmagały agresję mediów, które milczenie urzędu arcybiskupiego wobec upokorzeń spotykających betanki odczytywały jako zachętę do dalszego ich nękania.

Kobiety z Betanii zostały odhumanizowane. Nie mówiono o nich inaczej jak tylko o „sekciarkach”, którym ten los się słusznie należy.

Rezydujące w klasztorze siostry były przekonane, że tłem konfliktu z biskupem było odrzucenie jego żądania o przekazanie na rzecz kurii domu, ich domu. Nie różnice doktrynalne, ani specyfika pobożności motywowały zakonnice do nieposłuszeństwa wobec biskupa, lecz poczucie sprawiedliwości. Ich opór, scalenie, dojrzałość (ni słowa skargi na biskupa do mediów) w walce z wytykaną władzy duchownej niesprawiedliwością zasługują na słowa uznania.

Są dziesiątki sposobów na przedłużanie eksmisji w nieskończoność. Będąc jeszcze u władzy siostra generalna Jadwiga mogła przepisać dom na szybko powołaną do życia fundację, mogła użyć prawników i kruczków prawnych.

Nie zrobiła tego. Uważała, że należy powierzyć się Opatrzności Bożej.

Nie wiemy czy Kościół wzorem już wielekroć powielanym nie zrehabilituje matki Ligockiej, bo wyjdą na jaw okoliczności nieznane. Tak już bywało w historii Kościoła np. w przypadku jezuitów, których dotknęła kasata. Eks – zakonnice powinny być przygarnięte, przez któregoś z polskich biskupów bez oglądania się na stuprocentowo negatywnego bohatera tej historii, nie lubiącego kobiet (z Kazimierza) abp. Życińskiego. Bo kobiety te mają prawo do życia duchowego, a nikt nie ma prawa nazywać ich wyboru złym.

Nikt miłujący Kościół nie eskalowałby takiego konfliktu. Trzeba wyjątkowej niedojrzałości, by dopuścić w imię ambicjonalnego uporu do afery bez precedensu: największa grupa kobiet eksmitowana, największa grupa kobiet sekularyzowana, i ewidentnie dyskryminowana .

Arcybiskup wykazał się brakiem wrażliwości. Bo w imię miłości można było ten dom zostawić jego mieszkankom, które niczego złego nie robiły. Po prostu się tam modliły. Chęć zdominowania buntowniczek za wszelką cenę, podszyta neurotyczną dumą zaowocować może nie tyle zdyscyplinowaniem kobiecych szeregów Kościoła, co protestem wobec męskiego szowinizmu. Najgorszym zaś owocem tej sytuacji będzie nieufność do swoich pasterzy zasiana w armii sióstr zakonnych. Nieposzanowanie wieczystych profesek - najbardziej stabilnego statusu kościelnego - stało się faktem.

Opatrzność o nie zadba. Nie mam co do tego wątpliwości. Abp. Życińskiemu nie dane będzie zagospodarować domu w Kazimierzu dolnym z pominięciem zgromadzenia betańskiego, jak planowała to kuria przed konfliktem. Czarna legenda o metodach stosowanych przez abp. Życińskiego pozostanie ubogacona o następne, z przykrością odkrywane szczegóły. Smutne.

Maria Czerw


PS. Fragmenty relacji z eksmisji opracowane w oparciu o lubelską Gazetę Wyborczą

Ewa Stepowicz - Lizut, radca prawny zakonu betanek. Powiedziała, że czynności eksmisyjne zmierzają już ku końcowi. Potem zgodnie z prawem ona przejmie dom od komornika. Cały klasztor jest w bardzo dobrym stanie i zakonnice mogą wprowadzić się tam bezzwłocznie. Dodała, że zaskoczył ją bardzo spokojny przebieg eksmisji.

Wiadomo, że w domu jest czysto i schludnie, czyli siostry dbały o porządek.

Według słów Wójtowicza teraz policjantki swobodnie rozmawiają z siostrami, a nawet wymieniają się... przepisami na budyń.

W domu pozostanie zapewne jedna zakonnica w podeszłym wieku. Ona akurat nie brała udziału w "buncie" siostry Ligockiej i Kościół nie wykluczył jej ze zgromadzenia, więc ma prawo przebywać w domu. Chodzi tu także o jej wiek i o to, że wymaga stałej opieki.

Wśród oczekujących pod klasztorem ludzi jest grupa rodziców byłych betanek. Reagują na dziennikarzy i na rozwój sytuacji bardzo nerwowo. Jednak obecnym na miejscu dziennikarzom "Gazety" udało się porozmawiać z jednym z ojców. On akurat jest bardzo spokojny. Jego córka ma 26 lat, skończyła KUL, w środku jest od dwóch lat. Jej ojciec miał z córką stały kontakt. Zapewnia, że córka mówiła mu, że w razie eksmisji byłe betanki nie będą robić żadnych dramatycznych gestów. Podobnie mówiła w czerwcu, gdy jedna z gazet sugerowała, że siostry szykują się do samobójstw.

Mariusz Sokołowski z KGP informuje, że wszystko przebiega bez żadnych trudności. Byłe siostry są pogodne i nie przejawiają żadnej agresji. Nadal śpiewają, a w tym czasie komornik poinformował je o nakazie opuszczenia budynku.

Na miejscu pojawiła się Mariola Popiółkowska, przedstawicielka Stowarzyszenia Pomocy Eksmisyjnej. Powiedziała dziennikarzom, że jej stowarzyszenie zajmuje się pomocą osobom, których dotyczy eksmisja, które są zagrożone wylądowaniem "na bruku".

Co ciekawe Popiółkowska przyznała, że Stowarzyszenie miało kontakt z siostrą Jadwigą Ligocką, która przewodzi zbuntowanym betankom. Odmówiła jednak podania szczegółów na ten temat. Powiedziała jedynie, że uważa, iż można było osiągnąć wiele więcej mediacją w konflikcie, a nie przez rozwiązanie siłowe.

Zainstalujemy dodatkowe kamery. Policja nigdy nie prowadziła takiej akcji, dlatego nagrania będą przeanalizowane przez techników kryminalistycznych - mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji. Sokołowski zapowiada, że wśród policjantów, którzy będą zabezpieczać eksmisję będzie dużo kobiet.

Nic nie widać, bo dom betanek, jak i całą okolicę spowija gęsta mgła - mówi Paweł Reszka, dziennikarz lubelskiej "Gazety", który jest na miejscu. Dodaje, że wokół domu zakonnego na razie jest dużo więcej dziennikarzy niż policji.

Choć wokół zaczynają krążyć gapie. Prawdopodobnie to rodziny sióstr, które są zamknięte w domu.

Na razie panuje nastrój oczekiwania. Za nieco ponad półtora godziny zacznie się eksmisja.

Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

Betanki kontra Biskup

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20071011044456331