Pozamiatane, w niedzielę po mszy

pon, 22 paź 2007, 20:01:42

Autor: Bożena Gaworska – Aleksandrowicz

I pozamiatane. W niedzielę, po mszy. Wypadałoby rzec koszmar to już historia, umyć ręce (jak to zwykle po robocie, a i trochę tak po piłatowemu) odetchnąć z ulgą i czekać.


Że pozamiatane okazało się o 22.55, 21 października 2007. I pewnie od tej magicznej godziny rozpoczęło się czekanie: na cud, na nowe, na lepsze, normalniejsze i ... tu dylemat. Czy bowiem wiemy na co czekamy, czy wiemy co nam tak naprawdę proponuje zwycięska partia. Obawiam się, że w zgiełku przedwyborczej paplaniny nie zauważyliśmy, iż żadne konkrety, żadne wiążące słowa, z których gdy już nie czekanie, a bieżąca rzeczywistość zaistnieje będzie można rozliczyć, nie padły.

Czy długo jeszcze, a może jak długo Polacy miast głosować na konkrety zmuszani będą do głosowania przeciw, czemuś, komuś, wydaje się pytaniem na dzień dzisiejszy mniej istotnym, sądząc po reakcjach, mnie jednak niepokoi i delikatnie mówiąc denerwuje ta „prawidłowość”.

Wszak naście lat budowania demokracji to żaden okres, znamy te amerykańskie i inne, jednak cywilizacyjnie jesteśmy daleko dalej niż protoplasci, chciałoby się więc wreszcie coś mieć, a choćby punkt odniesienia.

Tymczasem punkt odniesienia jaki proponowali w okresie dwóch lat rządzący znamy, a i tuż po społecznym wecie punktem odniesienia miłościwie nam panujących stało się stwierdzenie, że oto społeczeństwo to kupa bezmózgowców, a delikatniej masa ludzi z rozdwojoną jaźnią. Bo przecież to nie społeczeństwo zwolniło ekipę, wg pana Jarosława to media sprawiły, że wynik jest jaki jest, socjotechniki i inne takie.

Jakoś dziwnie nie przyszło owemu panu do głowy, że społeczeństwo, człowiek najpierw żyje, pracuje, załatwia sprawy, otrzymuje „pensje” i w sklepach uruchamia kalkulatory by obliczyć jakiego rzędu korzyść sprawi zakup o 15 groszy tańszego produktu, chodzi do lekarzy społeczeństwo, do szkół posyła dzieci, do urzędów pracy też chodzi, a jak czasu i siły stanie to może i włącza jakieś tam pudełko, z którego oto płynie ta anty propaganda. I nie znaczy to, że ów człowiek staje w tym momencie obok siebie, nie znaczy, że okrągłe słówka zmieniają cokolwiek w tym co dane mu było w ciągu dnia przeżyć, ani tego z czym jutro znów przyjdzie mu się zmierzyć. I co najwyżej odruch wymiotny powoduje wywód, że Polska stoi, że należy, że oligarchia, że ... nie czas już na to. I jeszcze jednego nie znaczy, tego, że Polacy pasjonują się oglądaniem, czytaniem i śledzeniem prywatnych wojenek w imię bliżej nieokreślonych racji, bo zdecydowana większość społeczeństwa nie ma dostępu do tvn24, nie czyta Urbana, nie czyta w ogóle nic, a żyje jedynie i samo przeżycie jest „rozrywką”, której ponad wystarcza.

Trudno jednak nie odnieść się do opluwania elektoratu, który to po pierwsze wpisał się w „wielki front”, po drugie w opinii wyjątkowego cynika, Kurskiego, winna jawi się być dwu – trzymilionowa grupa „naskórkowego elektoratu, który niewiele wie o polityce i który dał się złapać na socjotechniczne chwyty Platformy”, winna frekwencja, która nie "była taka jak zawsze", gdy do wyborów chodził tylko "elektorat świadomy politycznie". A po trzecie utyskiwania Ziobry na temat tego, że za mało było czasu, „bo nie wystarczy dużo zrobić trzeba jeszcze mieć czas by móc to pokazać” należy ocenić krótko – skandal to i kpina z wyborców.

Panowie my naprawdę nie tylko nie dornowaci jesteśmy, nie wpisujemy się też w żadne fronty, my nie chcemy walczyć, my nie chcemy propagandy i sprawozdań, czas był, były dwa lata i na co komu i po jakiego dodatkowy czas na pokazywanie tego co się niby robi, to przecież tu i teraz się działo, jeszcze dwa dni temu, czas minął, a my jedynie żyć chcemy i chcemy by szanowano naszą opinię, też..

No i zrobiło się, tyle się zrobiło, że utopiliście się w bagnie, które sztuczne zbudowaliście.

Nie obrażajcie więc wyborców, nie próbujcie dalej wmawiać nam, żeśmy durni, że kupimy każdą bzdurę, nie straszcie nas, nie porażajcie, nie tropcie i nie szczujcie, pozwólcie iść, a nie wiecznie stać przed szansą, przestańcie straszyć dziennikarzy, że szefom każecie sprawdzać ich umiejętności, przestańcie nam ubliżać.

I pozamiatane, nie znaczy wcale, że oto już będzie dobrze, ze oto cud się zdarzy. Pozamiatane to znaczy dość agresji, dość marnotrawienia pieniędzy, dość bełkotu, dość monotematycznych konferencji i szczucia, szczucia i jeszcze raz szczucia oraz opluwania wszystkich, którzy inaczej.

I pozamiatane, nie znaczy, że oto naiwność moja każe mi w coś tam wierzyć. Ani naiwność, ani w co bo nikt niczego nie obiecywał. Bo triumfatorzy też nie są z mojej bajki. Bo jeszcze nie znajduję na polskiej scenie politycznej takich co to w bajkę da się wpisać. Ale dobrze, że chociaż tyle.

Ciągle jednak otwarte pozostaje pytanie: kiedy w Polsce nadejdzie czas wyborów między programami, kiedy i czy w ogóle dane nam będzie głosować za, a nie przeciw. Kiedy po przyjściu z lokalu nie trzeba będzie po piłatowemu rąk myć?

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20071022200143413