Kościół przy urnach wyborczych

pon, 22 paź 2007, 20:18:50

Autor: Jacek Lehr

Apel biskupów poskutkował. Polacy poszli do wyborów jak nigdy. Jeśli nie wyłącznie dzięki usilnym apelom episkopatu to na pewno, między innymi, dzięki nim. Wysoka frekwencja, jak można się było spodziewać, zadziałała na niekorzyść partii i partyjek prawicowych. W między wyborczym czasie wysłuchałem opinii Petera Greenawaya o Polsce. Wybitny reżyser chwalił łódzką filmówkę, zna oczywiście polskich reżyserów i szpeców od zdjęć filmowych. Ale Polska dla niego to kraj alkoholików, chorych na depresję i samobójców. – Wielki reżyser ma prawo o nas tak sądzić – usłyszałem z telewizora.

Jestem zadowolony z małego kroku ku dojrzałości obywatelskiej tych alkoholików i depresyjnych. Również z postawy Kościoła w okresie przedwyborczym, który zachował daleko idącą wstrzemięźliwość w okazywaniu sympatii politycznych, chociaż nie uważam, że normalne jest gdy duchowni zupełnie się ich wyrzekają.

Zwycięzcom należy pogratulować. Wierzący będą się za nich modlić.

Przegrana prawicy nastręcza Kościołowi trudności

Styl komunikowania się polityków z Kościołem zmieni się. Próbkę nowej wokandy biskupi mogli posmakować w sporze o ocenę z religii. Bronisław Komorowski zarzucał wówczas rządowi zbytnią uległość wobec biskupów.

- Na ile [rząd – ode mnie] może pozwolić Kościołowi, czy potrafi stać na straży jego autonomii jako instytucji, czy umie bronić pozycji państwa wobec Kościoła i czy chce? – pytał Komorowski. - Myślę, że przygoda pana profesora Ryszarda Legutki jako nowego ministra edukacji narodowej, który najpierw zapowiedział wycofanie się podległego mu ministerstwa z rozporządzenia swego poprzednika Romana Giertycha, a potem musiał tego zaniechać, pokazuje, że rząd nie chce i nie potrafi. Że jak przychodzi co do czego, czmycha z obszaru ewentualnego konfliktu, nie stawiając problemu w kategoriach państwa – uważa poseł. Ta przypadłość nie dotyczy notabene tylko tej ekipy. Tym samym została obnażona ogromna słabość władzy państwowej. Uważam, że państwo polskie, a personalnie minister edukacji zachowuje się tak, jakby nie miał obowiązku stania na straży państwowego punktu widzenia na relacje Kościół – państwo – kończy swoją wypowiedź lider PO.

Decyzja o pozostawieniu średniej z ocen z religii nie poruszała relacją państwo – Kościół. Była przejawem przyzwoitego stosunku do osób wierzących, które utrzymują swoimi podatkami system oświatowy. Natomiast Komorowski troskę Kościoła o człowieka postrzega w kategoriach podszytej rywalizacją o człowieka dychotomii: Państwo – Kościół.

Politycy powinni zaakceptować „społeczny wymiar faktu religijnego”, bo „jest to niezbędny warunek kształtowania się i dojrzewania osoby oraz środek prowadzący do zgodnego współżycia społecznego”. W ten sposób przedstawiciel Stolicy Apostolskiej przy forum UNESCO, Prał. Francesco Follo, bronił katolickiej wizji relacji kościelno-państwowych..

Kościół musi się akomodować do nowej sytuacji, w której będzie postrzegany bardziej jako polityczny partner, ważna instytucja społeczna, konkurent do władzy, a nie uczestnik wspólnej troski o ludzką godność i wymiar duchowy. Nie w taki sposób, żeby zniżyć się do konfrontacyjnego tonu imitującego spór polityczny. Tego hierarchowie będą musieli za wszelką cenę uniknąć.

Nie wiadomo też czy Stolica Apostolska będzie mogła liczyć na poparcie nowego polskiego rządu w cywilizacyjnych sporach. A jeśli tak, to na ile szczere i skuteczne to będzie poparcie.

Kościół działał w mniej sprzyjających warunkach politycznych. Ale należy pamiętać, że postkomuniści i prawica podchodzą do Kościoła z pewną estymą. Jedni z powodu swej religijności, drudzy z powodu areligijności i z poczucia winy za nichlubną kartę historyczną.

PO jest spoufalona z Kościołem, dobrze Go zna, zna jego zasady, układy i separuje sakralny schemat Kościoła od jego publicznego zaangażowania. Liderzy PO bez skrępowania wykorzystali społeczną energię Kościoła do zdobycia władzy w tym samym duchu co środowisko Adama Michnika w okresie Solidarności.

David Ost, socjolog amerykański, opisał ten proceder:

„Że chcąc osiągnąć w Polsce sukces wyborczy, nie można tyl­ko potępiać w czambuł Kościoła i uwa­żać kategorii narodu za przestarzałą. Trzeba uczyć się od dawnej michnikow­skiej „lewicy laickiej", która - sięgając do ludzi z tzw. wartościami tradycyjnymi, choćby przez „Kościół, lewica, dialog" - uzyskała szersze poparcie dla swoich liberalno-lewicowych celów i dlatego mo­gła później stanąć na czele ruchu „Soli­darność". (Dziennik, 18.X.07)

Polityczne konsekwencje przegranej prawicy

Dwa pewne wnioski co do prawicy: ze sceny politycznej zniknęły dwie nacjonalistyczne partie, Samoobrona i LPR; utwierdził się nowy model partii prawicowej, wolnej od pryncypiów moralnej oceny. Gdy większość posłów prawicy opowiedziała się za popieranym przez Kościół zapisem do konstytucji o ochronie życia poczętego, jej liderzy - Kaczyńscy odżegnali się od tego zapisu.

Nie mogliśmy głosować na Kaczyńskich z całym przekonaniem – powie katolicki elektorat. – Oddaliśmy więc sprawy swojemu biegowi.

Niewiele dały próby obligowania polityków do zajęcia stanowiska pro-life. Ateizujący Kazimierz Kutz wygrał na Śląsku. Kościół był niejednomyślny w kwestii politycznego lobbingu na rzecz życia i zaczął go za późno i nieśmiało. Hierarchowie nie potrafili odnaleźć się w nurcie cywilizacyjnej debaty i nie umieli postawić pomostów pomiędzy nauką społeczną Kościoła a społeczną praktyką.

Dlaczego PiS oddał władzę? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. W polityce to niezwyczajna sytuacja. Zastanawiające jest na co liczył premier Kaczyński rozpisując wybory. Słusznie czy niesłusznie - zatopił Samoobronę i LPR. Na większość sejmową liczyć nie mógł nawet w najbardziej pomyślnym dla siebie scenariuszu. Zdolności koalicyjnej PiS nie posiadał już u mety tych wyborów.

Jeśli ktoś taki jak Kaczyński wyrzeka się władzy to musiał to zrobić pod naciskiem szerszego układu. A taką siłą dysponują jedynie nasi wierzyciele. Może więc to nie przypadek, że decyzja o wyborach zapadła tuż po wizycie w USA.

O przedwyborczej postawie Kościoła

Kardynał Dziwisz przyjął w tygodniu przedwyborczym szefa Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska, a Telewizja Trwam miała zamiar wyemitować film „Nocna zmiana”, w którym Tusk gra niepochlebną dla demokracji rolę.

W tygodniu przedwyborczym Kościół zaapelował o polityczne zaangażowanie chrześcijan sam deklarując wstrzemięźliwość polityczną, zarazem biskupi wskazali na kandydatów do parlamentu w ten sposób, że podali kryteria, które musi spełnić kandydat, na którego głosuje katolik . Zasada: „Niech katolik głosuje na katolika” odżyła. Czy to źle?

Może warto zacząć od tego, że mało kto zachował dystans w przedwyborczej debacie. Takie autorytety jak Wojciech Kilar i Władysław Bartoszewski zatraciły dystans do polityki. Czy więc duchowni też powinni zaprzeczać pasji politycznej?

Duchowni mają swoje sympatie polityczne i je manifestują. Kuria, duchowieństwo diecezjalne i wierni zazwyczaj wiedzą na kogo głosuje ich biskup. Problem jedynie tkwi w sile owej ekspresji politycznej.

Po wygranej PO

Dla Kościoła nadszedł niełatwy czas. Pamiętamy zażarte dyskusje nt. edukacji seksualnej w szkole, żonglowanie dotacjami na katolickie szkolnictwo,

Ale polski Kościół może wraz ze społeczeństwem przegrać też inną, równie ważna bitwę: o sprawiedliwość społeczną. Gdyż za gładkimi komunałami polityków kryje się absolutna bezradność wobec najsilniejszych graczy. Takie problemy jak stale rosnąca koncentracja mediów (szykuje się sprzedaż „Ruchu”), pożeranie kapitału rozwojowego przez obsługę zadłużenia (za Kaczyńskich polskie zadłużenie wzrosło o 20 mld dolarów a obsługa odsetek od zadłużenia połykała blisko połowę budżetu), brak dużych instytucji finansowych związanych z naszym krajem, które wzięłyby na siebie ryzyko ofensywnej polityki w obliczu różnorakich kryzysów pozostają nie rozwiązane prze kolejne ekipy rządzących.

Polska zawsze zyskiwała na wykształconym, obytym w świecie duchowieństwie. Te wybory ukazały blaski i cienie społecznego zaangażowania Kościoła, bo oto wiejski elektorat nie zdecydował się na masowe zamanifestowanie swojej wizji politycznej, a młodzi emigranci i mieszkańcy miast - czy zostali wystarczająco uodpornieni, przez mądrość Kościoła, na obłudę polityków obiecujących cud i manipulujcych polskimi kompleksami? Obcy, a nawet nienawistny powojennym elitom wzorzec obywatelskiego zachowania duchownych stępił się dzisiaj nie odnajdując odpowiedzi na pytanie jak uprawiać politykę z inspiracji chrześcijańskiej.

I czy polski Kościół, polskie społeczeństwo może zostać usatysfakcjonowane rolą sytych wasali nie swojego kapitału, jaką konsekwentnie szykują nam poprzebierani za wyzwolicieli politycy?


Jacek Lehr

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2007102220185054