Abp Gocłowski i polityka

wto, 30 paź 2007, 10:21:49

Autor: Marcin Stanowiec

Metropolita gdański udzielił wywiadu dziennikowi „Dziennik”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie tryumfalny ton wypowiedzi abp. Gocłowskiego, jakże kontrastujący z pokorą i polityczną dyskrecją Kościoła, o którą sam bohater wywiadu toczył boje przypisując przekroczenie misji kościelnej duchownym konfratrom.

Rozumowanie abp. nie pozostawia wątpliwości: wtrącanie się Kościoła do polityki to popieranie PiS-u; poparcie udzielane PO jest apolityczne. To nie jedyny brak konsekwencji w myśleniu gdańskiego hierarchy. Stojąc jak upiorny cień za kościelną aferą wszechczasów kreuje medialnie swój autorytet. Ale za jaką cenę? By ratować archidiecezję od dalszych upokorzeń zmuszony był uzależnić się od banków i polityków.

W jednym miejscu identyfikuje się z programem PiS ("Hasła Prawa i Sprawiedliwości były pozytywne”), w drugim zachwala wybór Polaków głosujących na PO, która ma przecież całkowicie odmienne założenia.

Biskup postrzega przełom lat 90-ch jednostronnie. Nie zauważa uwikłania polskiej suwerenności w kompromis ze spadkobiercami komunizmu i jakże nierówny start w rzeczywistość kapitalizmu. Ślepy jest na korupcję elit i zdławienie polskiej klasy średniej. Zachwyt biskupa nad wolnością nie gaśnie nawet przy niepokojach Jana Pawła II, o jakość demokracji penetrowanej przez niezwyciężone grupy lobbingowe.

Z wywiadu wyłania się obraz Polski spłaszczony i naiwny. Wszystko będzie dobrze pod rządami jednej, właściwej partii.

Nie dziwiłbym się, gdyby biskup miał tyle samo lat, co młodzi ludzie emigrujący do Anglii. Nie pamiętają oni obietnic o cudzie, które dawała jedynie słuszna partia robotnicza. Nie są aż tak bystrzy, żeby wyłowić wpadki Tuska, które dosadnie ilustrują poziom jego kompetencji. Jak np. ta, gdy opowiadał kompletne bzdury o podatkach w Irlandii, kraju przywoływanym w tej kampanii, jak libretto mydlanej opery.

Przeoczenia i niepamięci biskupa sięgają jeszcze dalej. Dosłownie jak w bajce Andersena ludzi, którzy na to nie zasługują drapuje w kostium moralistów, a polityków, którzy apele Kościoła o poszanowanie życia ludzkiego potraktowali serio kwalifikuje jako wiarołomców. („Ci, którzy powołują się na korzenie chrześcijańskie, niech idą do spowiedzi”). Gocłowski nie dosłyszy deklaracji partyjnych liderów PO, którzy stawiają na indywidualny wybór człowieka w kwestii handlu w niedziele, aborcji, pornografii itd.

Arcybiskup nie dociera do splotu różnic, które gnębią liberalizm i chrześcijaństwo. Jego ambicje nie sięgają tak daleko. Wystarcza mu rola autorytetu wypromowanego przez media. Można się więc spodziewać, że T. Gocłowski nadal będzie zadowalał medialne spółki firmując wiarygodność ich globalistycznego przesłania, a do historii przejdzie, jako wasal dwóch panów zadłużony po uszy z powodu swej lekkomyślności.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20071030102149816