Biskupi a Karta Praw podstawowych

nie, 25 lis 2007, 02:24:56

Autor: Jacek Lehr

Argumentacja biskupów w sprawie Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej nie jest trafna. Episkopat skupił się na tym czego w Karcie brakuje, a to tylko połowa problemu. Ważniejsze jest czego w Karcie jest za dużo. Obfitość zapisu antydyskryminacyjnego budzi niepokój i obnaża braki w rozumowaniu chrześcijan. Episkopat stanął jako ostatni Mohikanin broniący definicji rodziny antropologicznie spójnej z dobrem osoby, pomimo że tak trudno jest udowodnić związek między jej upośledzeniem a obdarowaniem homoseksualistów jej przywilejami.

W pomieszaniu pojęć i zręcznym ich manipulowaniu można się zagubić.

Art. 22 Karty Praw Podstawowych mówi o równości i niedyskryminacji ze względu na orientację seksualną. To właśnie ten zapis jest koniem trojańskim, który w przyszłości może rozsadzić instytucję rodziny składającej się z mężczyzny, kobiety i dzieci.

Zakazuje się jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na (…) orientację seksualną – pisze ustawodawca paneuropejski. A orientacja seksualna zamieszczona jest tuż obok płci, rasy, koloru skóry lub pochodzenia etnicznego czy społecznego.

Ktoś mógłby pomyśleć, że mamy do czynienia z błogosławionym uniwersalizmem chrześcijańskim. Karta kojarzy wartości humanizmu laickiego z Kazaniem na Górze, gdzie błogosławionymi są dzieci i prześladowani. Ale to tylko pozory, za którymi drzemie wróg rodzaju ludzkiego. Bo owe ewangeliczne dzieci, chcą czy nie chcą muszą być oddane w adopcję parom homoseksualnym. I na nic się zda tłumaczenie, że Karta do takich sytuacji jak ta w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Belgii i Holandii nie doprowadzi. Nie prześladować homoseksualistów to dać im wszystkie prawa małżeństw – konsekwentnie i logicznie egzekwują liberalni doktrynerzy. Prawo do wolności jednych jest więc realizowane kosztem rozwoju drugich.

Prawa małżeńskie i rodzinne zostały podciągnięte pod prawa poszczególnych jednostek. Desygnacja orientacji seksualnej nigdy nie jest aktem grupowym, jest aktem jednostkowym ale została objęta ochroną należną grupom etnicznym i religijnym, które wnoszą pozytywny społecznie potencjał. Najmniejsza zaś próba porównania obu potencjałów zakończy się oskarżeniem o dyskryminację.

Jak więc należy traktować homoseksualistów? Jak niepełnosprawnych? Homoseksualistów od niepełnosprawnych różni to, że nie przyznają się do swoich ułomności, choć empirycznie jest ona dowiedziona. (Odwołuję się do raportów medycznych i psychologicznych, z których dowiadujemy się, że homoseksualna kondycja to nie efekt presji społecznej, ale ryzykownych zachowań tej grupy, dziecięcych traum i powikłań tożsamościowych pochodzących wprost z nadużycia uwarunkowań naturalnych, takich chociażby jak celowość ciała). A wyrównywać szanse można tylko w oparciu o realną diagnozę.

Porządkowanie ideologicznie stygmatyzowanych pojęć należałoby zacząć od definicji dyskryminacji, bo jej pierwotne znaczenie nie odmawia praw i przywilejów i nie prześladuje kogokolwiek. Lęk episkopatu i części środowisk naukowych w przyznaniu się do koniecznego niekiedy zabiegu różnicowania jest typową dla liberalizmu pułapką językową. Myśliciele liberalni wydrenowali pierwotne pojęcia z ich znaczeń i poprzez skuteczność wielokrotnego powtarzania przedefiniowali je. Różnicowanie, które waluuje prawdę zostało obciążone odium prześladowania. Zmieniono też znaczenie równości, która od czasów oświecenia była równością wobec natury. Równość współczesna to już nie bogactwo różnorodności ale relatywizm, wielość prawd, z których żadna nie ma szczególnego znaczenia. Różnicowanie jest warunkiem obiektywizmu. Negując sensowność różnicowania narażamy społeczeństwo na niesprawiedliwość, czyli że nie odda się instytucji małżeństwa tego co się jej należy.

Episkopat obrał taktykę wzmacniania roli naturalnego małżeństwa. Jest to dobra strategia, ale bez pomocniczego wyjaśnienia nietrafna. W imię prawdy o człowieku i jego dobru – należy rozróżniać związki homoseksualne od małżeństw, orientację homoseksualną od heteroseksualnej, bo nie są one sobie równe. Ale stwierdzenie nierówności zostało tak bardzo obciążone, że episkopat po prostu obawia się wskazywać na owe różnice i jego przesłanie staje się w ten sposób niejasne, a nawet robi wrażenie „ciemnego” uporu, który może jedynie wynikać z przywiązania do pewnej obyczajowości. Nie odwołując się do różnic biskupi prowokują podejrzenie o działanie na szkodę społeczeństwa heterogenicznego, które jest – według zwolenników liberalizmu – ich cywilizacyjnym osiągnięciem.

Błędem episkopatu jest mieszanie dowodzenia teologicznego z racjonalnym. Biskupi cytują Benedykta XVI, który przekonuje do prawa naturalnego. Ale chrześcijańskie rozumienie natury porusza się w płaszczyźnie mądrościowej i więcej czerpie z objawienia. Nawet jeśli zgadza się z rozumem i jest rozumem ożywione to jego punkt ciężkości leży po stronie wiary. Zawsze można wtedy odpowiedzieć biskupom: państwo nie ma charakteru wyznaniowego. Obok takiej argumentacji trzeba poszukiwać dobra osoby w płaszczyźnie użyźnionej empirycznie. A Kościół ma ku temu spore możliwości. Odpowiedzialność za godność ludzką, miłość do człowieka są identycznym punktem odniesienia dla wszystkich uczestników gry społecznej. Nikt też nie powie, że nie chce znać prawdy o człowieku, albo, że nie powinna ona mieć charakteru interdyscyplinarnego, jako wspólnej odpowiedzi teologów, etyków i załóżmy psychologów.

Kościół animujący własny potencjał akademicki byłby bardziej wiarygodny i skuteczny. W miejsce nieustannego powoływania się na chrześcijańską moralność lepiej  zainspirować badania socjologiczne nad związkiem pomiędzy upośledzeniem ekonomicznym i mentalnym rodziny a rozciągnięciem przywileju małżeńskiego na homoseksualistów. Dlaczego do tej pory katolickie ośrodki uniwersyteckie nie przygotowały raportu o trudnościach tożsamościowych młodzieży w kontekście coraz bardziej agresywnych propozycji homoseksualnych?

Kościół jest osamotniony, ale jeszcze na tyle silny, że mógłby zawalczyć o prawdę o człowieku i prawdę tę sugestywnie przybliżyć społeczeństwu bez narażania swojego stanowiska na absurdalne posądzenie o ideologizowanie.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20071125022456694