Bóg sie schował? Miałam przyjaciela

wto, 5 lut 2008, 17:54:25

Autor: Bożena Gaworska – Aleksandrowicz

Opowiadała mi, całkiem niedawno, dobra znajoma, o swoim życiu. Opowiadała pewnie po to by uzyskać odpowiedź na pytanie, które nie padło, ale które słyszę: jaki sens, gdzie prawda, co miłość, co Bóg i dlaczego, myślę to chciała powiedzieć, - opuścił ją, pozwolił by to w co wierzyła doprowadziło jedynie do stanu, w którym świat runął jej na głowę. I nie ma jej już takiej jak była, a ja nie umiałam odpowiedzieć, nie umiałam pomóc.


Mówiła: - ” Miałam przyjaciela.

Od zawsze, od kiedy zaczęłam kojarzyć, wiedzieć, widzieć, pojmować, degustować, oceniać, szukać, zgadzać się i nie zgadzać, od zawsze był ten przyjaciel ze mną.

I dziwne, a jednak prawdziwe, i smutne okropnie: nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo drogi, jak bliski, jak bardzo mój jest ten przyjaciel.

Czas, tak czas, brak może raczej czasu, bo natłok wydarzeń, zdarzeń wyzywających do obecności natychmiast bez zastanawiania się, splotów i zbiegów, czas życia, czas na to by wypełnić dobrem, złem ale wypełnić własnym bytem tu i teraz nie pozwolił, może to zbyt prymitywne, ale jednak nie pozwolił dostrzec go, zatroszczyć się o niego, dać mu szansę urzeczywistnienia się, bycia ze mną obok mnie, we mnie.

I choć czułam jego obecność, choć tyle razy kłócił się ze mną ten mój wewnętrzny głos (mówią rozsądku, czy ja wiem), dla mnie, dla innych, dla życia samego, dla Boga i przez Boga, choć go czułam nie zaufałam, nie pozwoliłam mu otoczyć się opieką, nie pozwoliłam by sterem i okrętem był.

Nie pozwoliłam, nie zaufałam bo podpowiadał androny, bo kazał rozpychać się łokciami, kazał siebie przede wszystkim, dla siebie i o siebie troszczyć się.

A ja wymyśliłam sobie świat inny niż ten, który zza okna, który obok, który rzeczywisty, okrutny, bezduszny, małostkowy. I chyba nawet nie ja, chyba ktoś mi w tym pomógł. Przygoda z Bogiem, jego nauka, jego sprawcza moc, piękno dobra, przebaczenia, miłosierdzia, odkupienia, i ta miłość, miłość co wszystko może, wszystko pokona, wszystko zastąpi, co nie jedynie słowem ale czynem i to czynem przechodzącym ludzkie wyobrażenia, to spotkanie z Bogiem nakazało mi zaprzeć się przyjaciela, który mówiąc językami aniołów i ludzi, bez miłości po ludzku jedynie jednak we mnie mówił.

I słuchałam go pół uchem, słuchałam i słyszałam, że brzęczy jedynie, że nie rozumie mnie, nie jest w stanie uczynić dla mnie nic gdyż jedynie ludzkie, puste i na użytek byle egzystencji, byle przetrwania, byle bycia, ale nawet nie w zgodzie samej ze sobą, że tylko na tym ta jego troska polega.

I pytałam Boga, a On odpowiadał, że moja jest racja, że nie ten mój przyjaciel, że żaden to przyjaciel, który podpowiada niszcz w sobie swoje przekonania, niszcz dobro, potrzebę dzielenia się nim, że żaden to przyjaciel, który nakazuje odpłać, nie pozostań dłużna, nie daj się, walcz bronią innych, bo ty, bo twoje, bo tobie należy się, bo powinno być, a skoro nie jest to zdepcz, pogrąż.

I zapełniałam ten czas dany na życie tym co najszlachetniejsze, pokorą, uległością, podporządkowaniem Bożej woli i tłumaczyłam sobie skoro Bóg tak chce widocznie jest w tym jakiś sens. I nie rozumiałam, a ni sensu, ani dlaczego właśnie ja i w imię jakich racji, ale żyłam w zgodzie z własnymi przekonaniami, z tymi, których Bóg mnie nauczył.

A gdy już brakowało sił, gdy odzywał się ludzki pierwiastek pytałam tego mojego przyjaciela co on myśli, radzi, co podpowiada. I jedynie do kłótni dochodziło bo z uporem maniaka podpowiadał nie to co potrafiłabym zrobić.

I gdy już zdeptana przez życie, skłócona z moim przyjacielem na amen, zdeptana przez świat i ludzi, którzy jedynie za słabość, jedynie za dziwactwo, a i takich topornych co to właśnie potrafią, chcą i wiedzą, że jedynie rozpychanie się łokciami, i jedynie ważne co tu i teraz i to dumne ich ja , moje ja najważniejsze, zdeptana przez ludzi co bez skrupułów bez litości wykorzystać jedynie dla własnego spokoju sumienia potrafili.

Gdy już tak zupełnie odarta z resztek godności chciałam powiedzieć dość sobie, dość życiu, dość ideałom i Bogu nawet dość, wtedy nagle mój najbliższy przyjaciel zaniemówił, a pojawił się Prawdziwy.

I pomyślałam, Boże dzięki, dzięki, że moje dość nie jest Twoim dość, dzięki, że jestem ważna dla Ciebie.. Ten podarowany przez Boga Przyjaciel mówił o pięknie, rozumiał jak ja, wartościował, nie zgadzał się, nazywał rzeczy po imieniu, dopingował, nie oceniał, inspirował, budził dziecięce tęsknoty, sprawiał, że to co we mnie moje i jedynie przeze mnie rozumiane stało się rzeczywiste i nie jedynie w kategoriach mrzonek, idei. Utwierdził , że istnieje Boży pierwiastek miłości człowieka do człowieka jedynie dlatego, że ten drugi człowiekiem jest, obrazem Boga samego, że są, są ludzie, którzy nie małostkowi, nie prozaiczni, nie sensaci, nie zadeklarowani jedynie a prawdziwie miłujący i rozumiejący Boże wezwanie do miłości bliźniego, tej miłości co to jedną będąc wśród uczynków miłosierdzia pokonać wszystko może.

I nagle okazało się, że nie ma takich ludzi jak ja, że dobra, szlachetna, że to jedynie strach, że jedynie poraniona dusza moja, ale wartościowa, że nie prawda iż nie ma czystych form miłości, ze potrzebna, ze pomagam, że dzięki Bogu za to, ze jestem, że nie pozwoli mi dłużej marnować życia.

I nagle okazało się, że uwierzyłam, uwierzyłam i euforycznie radośnie w zgodzie z najczystszą formą mojej duszy wezwana przez Boga, nareszcie zauważona pognałam za głosem serca, obiecałam Bogu, ze chcę będę i zrobię wszystko dla przyjaciela, tego Prawdziwego, którego nie wiem i nie rozumiem dlaczego mi przysłał, ale za którego pokochałam i też czuję odpowiedzialność, i że nigdy nie opuszczę w potrzebie, radości i w życiu.

Mój przyjaciel, ten który od zawsze ze mną, zawstydzony , że nie udał mu się stłumić we mnie wyższych uczuć odszedł i nie ma go i nawet już nie wiem czy żal mi, czy gdyby wrócił to może poddałabym się jego twardej retoryce dowodzenia, że życie to tylko życie, ludzie tylko ludzie, a dobro, miłość, wzajemne zaufanie to bajki dla małych dzieci, jeśli ma je kto opowiadać. Nie ma mojego drugiego ja, pewnie i dobrze bo i tak w końcu znów jedynie kłóciłoby się ze mną.

Nie ma też, zaginął, gdzieś za barierą słów, niedopowiedzeń, i nie wiem dlaczego, i nie wiem dlaczego Bóg dał, i dlaczego jak irracjonalnie dał tak jeszcze bardziej irracjonalnie odebrał.

I nie ma już tego, który kłóci się i nie ma tego, który pomaga i Bóg gdzieś zniknął, jakby zabawił się i poszedł sobie i zostałam jedynie ja, sama z sobą na etapie, w którym idealistycznie pojmowane życie przerosło.”

Dziwne, niezrozumiałe są wyroki Boskie, a ja słuchając tej opowieści zastanawiałam się jedynie czy (tu przeczytane gdzieś słowo przychodzi na myśl) „inna” była ta moja znajoma, i co ta inność oznacza skoro nie to co ładunek znaczeniowy niesie.

A może jedynie dziecko, bo jak dziecko snuła wizje, marzyła i szukała. I tylko czas nie zatrzymał się bo czas jak to czas nie ma czasu.

Bożena Gaworska - Aleksandrowicz

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20080204145426732