Punkt widzenia

sob, 8 mar 2008, 12:25:00

Autor: Włodek Tasak

Jest takie powiedzenie: „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Wiemy dobrze, że nasz pogląd na daną sprawę będzie zależał od tego, jaką pozycję zajmujemy w danym sporze. Punkt widzenia rodziców i dziecka na daną, dotyczącą ich sprawę będzie często zupełnie inny. Punkt widzenia pracownika i jego szefa na to, co dotyczy ich obu, będzie zwykle zupełnie odmienny.

Kiedy patrzymy na sytuację w otaczającym nas świecie, obserwujemy ją oczami dziennikarzy czy polityków, którzy ją komentują. To oni narzucają nam ocenę danego zjawiska – swoją drogą, często takiego, które mało nas bezpośrednio dotyczy. W tym momencie nasz punkt widzenia na dany problem zależy od „punktu siedzenia” osoby, która nas o tym informuje. Przekazuje nam więc nie tyle ocenę zjawiska zgodną z naszym interesem, ile z własnym. Zaszczepia nam własne lęki, swoją krytykę, osobiste wnioski, które niekoniecznie muszą być tożsame z naszymi własnymi. Dlaczego? Ano dlatego, że w mediach czy w miejscu pracy (które również jest dla nas ważnym źródłem kształtowania opinii) spotykamy się z reguły z poglądami, które są wynikiem świeckiego (czyli w tym przypadku niewywiedzionego z biblijnych przekonań) poglądu na świat. Skutek takiego obcowania z obiegiem informacji i poglądów jest też taki, że z czasem my sami na dany temat zaczynamy prezentować punkt widzenia obcy naszej tożsamości, właściwy zaś tym, od których większość naszej wiedzy czerpiemy.

Dla każdego historyka jedną z podstawowych umiejętności, jakie musi posiadać w pracy naukowej, jest tzw. krytyka źródeł. Kiedy biorę do ręki dokument, relację świadka wydarzeń, sprawozdanie z jakiegoś wydarzenia, nie mogę z góry zakładać, że owe źródło prezentuje obiektywny i bezstronny przekaz wiedzy na dany temat. Przeciwnie, muszę założyć, że autor owego źródła może się mylić (co więcej - może mieć intencję wprowadzenia mnie w błąd). Dlatego porównuję jego opinię z innymi, szukając możliwie pełnego obrazu wydarzeń.

Kiedy czytam tekst dziennikarski, w którym autor pisze na kontrowersyjny temat – dla mnie, jako chrześcijanina, może to być na przykład jednostronna afirmacja homoseksualizmu – zwracam uwagę, w jaki sposób dziennikarz ów próbuje przekonać mnie do swoich poglądów. W ten sposób bronię się przed nieświadomym przejmowaniem cudzych poglądów wbrew moim własnym przekonaniom.

Oto inny przykład. Wśród ekonomistów popularny jest pogląd, że im częściej ludzie mówią o niebezpieczeństwie kryzysu, tym szybciej i pewniej on się pojawi. Są nawet tacy analitycy, którzy śledzą, ile razy w mediach to słowo się pojawiło w danym okresie, aby wyciągać na tej podstawie wnioski na temat nieuchronności kryzysu. Po prostu ludzie przyzwyczajają się do świadomości, że musi on nadejść, więc w sferze finansów i konsumpcji zachowują się tak, że go przyspieszają.

Jak to się przekłada na sferę wiary i religii? Na temat chrześcijaństwa w mediach nie znajdziemy zbyt pochlebnych ocen i opisów. Za to chętnie dziennikarze wychwycą i nagłośnią (lub wymyślą) skandal z udziałem jakiegoś kaznodziei czy ewangelisty. Czytając i słysząc (oraz... powtarzając) złe opinie, sami zaczynamy myśleć, że chrześcijaństwo w zdecydowanej większości jest nic nie warte, pełne afer, skandali i niekompetencji.

Z drugiej zaś strony, kiedy będzie mowa na temat tolerancji (1),otrzymamy taki obraz tego zjawiska, który może sprawić, że zaczniemy się zastanawiać, czy mamy w ogóle prawo głosić komuś Ewangelię. Przecież już samo to, że myślimy, iż ma on jakiś poważny brak w swoich przekonaniach i zachowaniach, świadczy o tym, że uważamy go za gorszego od siebie! W tej batalii jesteśmy bez szans, przynajmniej dopóty, dopóki uważamy, że Jezus jest jedyną drogą.

Nie nawołuję do wyrzucenia telewizorów, odcięcia się od Internetu, przestania kupowania gazet. To niemądre. Chcę jedynie, byśmy pamiętali, że kiedy czytamy i oglądamy – szczególnie kiedy dotyczy to sfery naszych przekonań i wartości – wystawiamy się na proces przeciągania nas na swoją stronę przez wcale nie bezinteresowny świat mediów. Kogo chcesz słuchać? Komu chcesz wierzyć?

1 Rozumianej jednak współcześnie, jako postawa aprobująca wszelkie prezentowane zachowania i przekonania jako równorzędne z moimi.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20080308122516831