Minął tydzień: papież w Australii; uczelnia z Torunia wkracza w świat mediów; dać wybór

wto, 15 lip 2008, 18:42:50

Autor: Maria Czerw

O rytuale eksponującym zło w Kościele, który przegrywa z entuzjazmem młodzieży pisze Jacek Lehr. Modernizmowi RM poświęca uwagę Marcin Stanowiec. A Maria Czerw polemizuje z arcybiskupem Życińskim, który raczej nie chce mszy tradycyjnej w każdej parafii, o czym marzy nasz papież Benedykt.


Papież w Australii

Organizacja NoToPope („Nie dla Papieża”) organizuje protesty, rozdaje ulotki i prezerwatywy. Młodzież i pozytywne przesłanie Kościoła stanęły w cieniu kilkuset awanturników.

Schemat medialny w relacjach pielgrzymek papieskich do krajów anglosaskich jest niezmienny. Przedstawiciele mediów nie wypytywali ojca świętego o młodzież, szkolnictwo, wyzwania duszpasterskie. Pierwsze strony gazet krzyczały o 150 osobowej demonstracji za proseksualnym choice. Dyżurnym tematem jest też pedofilia. Obiektem ataków mediów w ostatnich dniach stał się wierny nauczaniu stolicy apostolskiej kardynał Pell.

Metropolita Sydney otwarcie opowiada się przeciwko małżeństwom homoseksualnym, badaniom na embrionach, antykoncepcji. Jest przekonywający. Sydney nie ma kłopotów z powołaniami. Ten kościół jest za silny, za mało wątpiący w siebie. Ludzie mediów i organizacje laickie wzięły go więc na celownik.

Kardynał został oskarżony o to, że w 1961 roku, jeszcze jako seminarzysta, napastował seksualnie 12-letniego chłopca. Choć te zarzuty nie zostały potwierdzone media obracają nimi w kontekście innych afer pedofilskich.

Nic nie jest w stanie zgasić entuzjazmu młodzieży, która nie zwraca uwagi na manipulację. Po prostu cieszy się sobą i Chrystusem.

W Kanadzie media też z początku nagłaśniały grupki radykałów i krytykowały pomysł drogi krzyżowej, jako godzący w uczucia niechrześcijan. Nie udało się. Po kilku dniach odnoszący się z rezerwą do katolickich uroczystości Kanadyjczycy przyłączyli się do młodzieży. Gazety musiały zrobić to samo.

Jacek Lehr

Redemptoryści to moderniści

Pewna dziewczyna z WSKSiM, czyli Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej dostała pracę w Regionalnej Telewizji. Ciężko na to pracowała, a szefostwo telewizji nie mogło się nadziwić jej kwalifikacjom – głównie chodzi o praktyki: dziewczyna doskonale radzi sobie z montażem i warsztatem dziennikarskim. Przy tym jest atrakcyjna i błyskotliwa – zaprzeczenie stereotypów, którymi żywi się plankton podpięty pod elity pp (poprawne politycznie). Rzecz wart odnotowania (akces montażystki z Torunia), bo może się stać mainstreamem, za jeszcze parę lat.

W pewnej poprawnej politycznie redakcji odmówiono mi publikacji informacji o tym interesującym wydarzeniu, że absolwenci z Torunia przenikają do państwowej telewizji. Rydzyka promować nie wolno.

Ta sama pozytywna, precyzyjna czy częsta informacja o jakiejś gównianej manifestacji poprawnych politycznie chrześcijan kłaniających się bogowi holokaustu albo demokracji odmienianej przez wszystkie przypadki, ale pozbawionej treści jest z automatu dostępna na pierwszych stronach gazet. Miarę stosuje się więc niejednakową, a to wskazuje na czyste, nie podlegające dyskusji uprzedzenie.

Jestem zwolennikiem wolności słowa, nie absolutnej, ale wolności pluralistycznej, dostrzegającej dobro nawet tam gdzie inni go nie dostrzegają, szanującej człowieka, zwłaszcza chorego i słabszego. Nadto brzydzi mnie podlizywanie się establishmentowi i uległość wobec dyscypliny poprawności politycznej. A zupełną odrazę czuję do ludzi, którzy bezmyślnie powtarzają wykreowane przez ten establishment kalki myślowe nt. moherowych beretów.

Doceniam inteligencję kontekstualną, którą środowisko Radia Maryja ma i potrafi jej używać.

Marcin Król w Dzienniku napisał onegdaj, że środowisko to jest antymodernistyczne. Geotermia, globalizacja mediów, technologia informatyczna, kształcenie studentów stawia to środowisko w rzędzie pierwszej fali modernizacji Polski. Bo modernizm Króla jest już podstarzały, jeśli nie przestarzały, polega głównie na obyczajowym progresizmie a nie potrafi dać decydującej dla zachowania wolności recepty na ekonomiczną i kulturową indywidualność.

Marcin Stanowiec

Czy polscy wierni mają dostęp do liturgii tradycyjnej

W ubiegłym tygodniu przeczytałam notkę o prelekcji abp. Życińskiego dla ruchu Foccolare. Ważne, bo mającej charakter formacji. Arcybiskup – jakże często podkreślający swoje przywiązanie do magisterium papieskiego – skontrował papieskie zamierzenia co do powrotu do tradycji liturgicznej zachodu. Marzenia o co niedzielnej Mszy trydenckiej w każdej parafii są „zupełnie surrealistyczne” – powiedział metropolita.

Zabolało mnie to z trzech bardzo ważnych – moim zdaniem – powodów.

1. Nie ma dwóch opozycyjnych liturgii. Są dwa ryty czerpiące z siebie bezpośrednio, przenikające się aktualnie. Prawdę mówiąc, żeby dobrze przeżyć jedną czy drugą mszę św. – trydencką i posoborową – trzeba w obu uczestniczyć naprzemiennie, pod rząd i nie jeden raz. Trydencka w wielu aspektach bardziej przypomina prawosławną ofiarę, tę która wyłania się z pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa soborów niepodzielonego Kościoła. Kto jej nie poznał nie zrozumie ciągłości tysiącleci obfitującej w liturgii posoborowej. Bo utopią jest twierdzić, że można sięgnąć do czasów apostolskich ignorując tysiące lat dojrzewania chrześcijańskiego.

2. Nie da się przekazać całościowej wizji doktryny katolickiej, bogactwa i mistyki katolickiej stosując cezurę liturgiczną, dzieląc historię Kościoła na pół, od – do.

3. Intencja papieża była wyraźna i wyrażona w stosownych dokumentach.

Kierunek myślenia o liturgii wyznaczony przez abp. Życińskiego jest błędny, bo nie dowartościowuje żadnego, a relatywizuje oba style liturgiczne. A ponieważ praktyka duszpasterska trzyma się liturgii posoborowej, msza tradycyjna po prostu przegrywa z praktyką duszpasterską. Tymczasem realizując ten praktyczny wymiar duszpasterski należałoby dowartościować tradycję i dać wiernym dostęp do oferty tradycjonalistów. Jednym słowem abp zacieśnia ścieżkę wyboru danego wiernym, zamiast ją ubogacić.

Ciężko by mi było przestawić się w tygodniu na długą, poważną mszę. Półgodzinne, posoborowe, w języku narodowym odpowiadają mi. Ale od święta, czemu nie. Skorzystałabym z tak uroczystej, niezwykłej formuły, którą jest Trydent. Co z tego kiedy księża i biskupi boją się mistyki.

Maria Czerw

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20080715184250721