Chrześcijański instynkt, czyli błogosławieni prześladowani
W mediach anglojęzycznych już od dawna czytam o prześladowaniach w Indiach, Iraku i Wietnamie (o czym u nas względnie cicho). Okropności i absurdalne reakcje (albo ich brak) władz tych krajów mrożą krew w żyłach. Aż by się chciało ucieszyć, że się żyje w tej spokojnej krainie zwanej Europą...
Tyle tylko, że nie mogę otrząsnąć się ze słów Jezusa: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy z Mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie(!), albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.” Przemyśliwując wszerz i wzdłuż, w głąb i wzwyż, dochodzę wciąż do tych samych wniosków: mają źle, naprawdę źle. Ale mają lepiej, niż my. Tracą majątki, bezpieczeństwo, czasem tracą nawet życie, ale zachowują wiarę. A u nas? Odwrotnie.
Więc stokroć bardziej mrożą mi
krew w żyłach kolejne poczynania Kościoła Anglikańskiego, które stawiają tęże
wspólnotę na skraju rozłamu. Zasmucam się także koniecznością wydania
instrukcji odnośnie oficjalnego wystąpienia z Kościoła Katolickiego, która była
podyktowana skalą tego zjawiska. Kiedy czytam, że chrześcijanie opuszczają
Mosul, żeby nie opuścić wiary, to mi po prostu wstyd, bo przypominam sobie
tych, którzy w imię ludzkiej mądrości i niezależności dryfują coraz dalej od
Nauki Kościoła. Znów przychodzi mi na myśl scena z Ewangelii Łukaszowej: „Nie
płaczcie nade mną. Płaczcie raczej nad sobą...” i serdecznie współczuję
Cyprianowi i Korneliuszowi, którzy musza smutno kiwać głowami nad europejskim
chrześcijaństwem, które straciło instynkt.
Rzucając tylko okiem na historię Kościoła, muszę stwierdzić, że kiedy kończyły się okresy prześladowań, zaczynały się czasy miernoty. Różnie na to można patrzeć, ale zawsze niebezpieczne dla wiary było to, kiedy opłacało się być chrześcijaninem, lub – co gorsza – bycie np. w zgodzie z Papieżem oznaczało posiadanie „dobrych pleców” w polityce międzynarodowej. Kiedy zaś fakt chrztu wymagał nie lada odwagi i zdecydowanie nie przynosił żadnych korzyści, chrześcijanie samym istnieniem byli świadkami i – jak św. Ignacy z Antiochii – byli w stanie, sami idąc na męczeństwo, umacniać w wierze innych.
Można zaraz podnieść protest: że masochizm, że cierpiętnictwo... Tylko, że Jezus bynajmniej nie teoretyzował, mówiąc: „Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą”. W bycie chrześcijaninem naturalnie jest wpisane bycie znakiem sprzeciwu. Co gorsza, jeśli się takim nie jest, to zły znak. Inna sprawa, że trzeba uważać, żeby powodem prześladowania była rzeczywiście tylko wierność Jezusowi Chrystusowi...
Osobiście mam wielki szacunek i podziwiam Kościoły doznające prześladowań. Bardziej im zazdroszczę, niż się użalam. Oczywiście, wolałabym, aby żyli w pokoju i bezpieczeństwie, ale inny tekst wierci mi wtedy dziurę w brzuchu: „będzie to dla was sposobność do dawania świadectwa”. Czyli, że nie jest to ślepy los, pech i niekontrolowany szał Złego. Wszechmocny Bóg przez Mękę Śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa potrafi wydobyć naszych braci z morza śmierci tak, że „włos z głowy im nie spadnie” – nawet, jeśli stracą życie.
Jeszcze jedno na obronę moich wywrotowych uczuć. Jest w chrześcijaństwie św. Pawła pewna taka desperacja: Nie ma on złudzeń, że upatrywanie w śmierci zjednoczonej ze śmiercią Chrystusa życia wiecznego jest szaleństwem i głupotą dla każdego myślącego człowieka. Zawierzenie Chrystusowi przypomina u niego bieg po linie nad przepaścią. Jeśli zachowujesz perspektywę wiary, wszystko wychodzi ci na chwałę, jeśliby zaś dla ciebie Chrystus naprawdę nie zmartwychwstał, „bylibyśmy ze wszystkich najbardziej godni pożałowania”.
Wszystko zależy więc od tego, czy celem życia jest żyć, czy raczej „dla mnie bowiem żyć, to Chrystus”...
Modlę się gorąco za chrześcijan w Indiach, Iraku, Chinach i Wietnamie. O pokój, wolność i o męstwo. Ale także modlę się, żeby ci, którzy cierpią, stali się zasiewem chrześcijaństwa, tak jak dawno temu inni męczennicy wpadli w ziemię, z której potem my wyrośliśmy... I żebyśmy z nich brali wzór.


> tak jak dawno temu inni męczennicy wpadli w ziemię, z której potem my wyrośliśmy...
Kto tu wowczas onegdaj kogo meczyl i przesladowal...
---
Świętowit Widzi Więcej Bo Ma Cztery Twarze