Niepokalana

sob, 7 gru 2019, 23:26:00

Autor: Jacek Lehr

Grzech pierworodny nie poprzestając na łagodnym zagięciu konturów ludzkiej natury sięga w głąb człowieka. Boleśnie rani, łamie go i poniża.

Najpierw odczytajmy Maryję i jej Niepokalane poczęcie w trzech kontekstach biblijnych: zmagania ze złem, które przybiera najbardziej złowieszczą postać wroga rodzaju ludzkiego, tęsknoty Boga za doskonałym człowiekiem i rozważmy przeznaczenie Maryi w kontekście wygnania ludzkości z dala od Boga, które skutkuje upadkiem dobrej natury człowieka. Tylko katolicyzm ujmuje te aspekty łącznie.

 

Wobec wroga rodzaju ludzkiego

 

"Bóg stworzył wszystko, by istniało, a w szczególności człowieka na swój obraz. Nie stworzył śmierci, ale weszła ona na świat przez zawiść diabła, jak mówi Księga Mądrości. Szatan, zbuntowany przeciw Bogu Anioł, zwiódł ludzi, skłaniając ich do nieposłuszeństwa. Jest to dramat wolności, który Bóg akceptuje do głębi z miłością, obiecując jednak Syna niewiasty, który zmiażdży głowę starodawnego węża".

Niewiasta z Księgi Rodzaju, której potomstwo miażdży głowę smokowi i ta z Apokalipsy to ta sama "Ewa", nowa i wybrana do ostatecznych zmagań z wrogiem rodzaju ludzkiego.

Pierwszym owocem zbawienia - które renowuje ludzką naturę i przywraca jej utraconą autonomię - jest Maryja.

 

Natura ludzka

 

"Istnienie tego, co Kościół nazywa 'grzechem pierworodnym', jest niestety przygniatającą oczywistością" - mówił ojciec święty Benedykt XVI z okazji modlitwy Anioł Pański. - Wystarczy spojrzeć wokół siebie, a przede wszystkim w własne wnętrze. Doświadczenie zła jest bowiem tak znaczne, że samo się narzuca i nasuwa pytanie: skąd ono pochodzi? Zwłaszcza dla wierzącego ta niewiadoma jest intrygująca: Jeśli Bóg, który jest Dobrem absolutnym, stworzył wszystko, to skąd pochodzi zło? - pytał papież.

Pęknięcie wewnątrz natury było dla naszych protoplastów jak trzęsienie ziemi, nagłe i miażdżące. Grzech pierworodny to tragiczny przełom w walce, a nie stosunkowo łagodne przejście od rajskiej kondycji do ziemskiego padołu, jak zdaje się sugerować myśl wschodnia. Przełom dotknął ludzkość w jej konstytutywnej naturze: - intelekcie, który zagubił się w sprzecznych wariantach poznania, - woli odtąd uległej i bezsilnej, - uczuciach poddanych niskim pragnieniom.

Śmierć, która wdarła się na świat piętnuje ludzką egzystencję od samych narodzin człowieka. Żyjemy w jej cieniu. Rozłam między mężczyzną a kobietą skazuje na wieczną tęsknotę za sobą samym. Pożądanie poddaje niewoli. Chęć dominacji sprowadza rywalizację. Cała reszta, rozmaite przypadłości w rodzaju długowieczności (odnotowanej w Księdze Rodzaju) mogą odpadać od człowieka stopniowo. Trudno za takie rozumienie ontycznej kondycji człowieka winić samych tylko manichejczyków i św. Augustyna. Pismo święte i teologia dostarczają wystarczająco wielu danych, które korespondują z biblijnym opisem upadku.

 

Bóg zachował Maryję

 

Dramat raju nie był jednostronnie apokaliptyczny. W osobie Matki Bożej łaska rozprasza ciemność, nim ta zdążyła dotrzeć do jej serca. W Niepokalanej oglądamy odblask Bożego piękna, które zbawia i przekracza ludzką kondycję naznaczoną grzechem. Niemniej to właśnie Maryja jest pierwszym owocem zbawczej i ponadczasowej misji Jezusa Chrystusa. I to bynajmniej nie jako wypomnienie grzeszności świata. Logos przemawia do niej. Chrystus pierwszy szepcze jej swoje ludzkie słowa. Plan Boży jest czymś konkretnym, a ona Matka Boga jest w centrum tego planu, a nie na jego marginesie.

Człowiek ulepiony palcami Stwórcy jest jego ukochanym obrazem. Gdy go zniszczono chciał pozostawić coś z jego wielkości, upamiętnić akt wszechczasów: gest miłości stwórczej biorący się z odruchu najbardziej skrajnej miłości: ekstazy – potrzeby dzielenia się. "Pełna łaski" i "wolna od grzechu" to dwa krzyżujące się wpisy w jedną osobę dokonane tą samą ręką Boga. Czyż "pełnia łaski" nie jest tu obiektywem - a "wolna od grzechu" to prawie że fotograficzny negatyw? Bóg zachował jej obraz ponad czasem, jak ojciec, który chce mieć fotografię córki przy sobie.

Czym jeszcze może być plan u Boga? Chciałoby się powiedzieć zamysłem. To za mało. Misterium. Nie jako tajemnica, lecz wydarzenie obecne, uobecnione, uwewnętrznione, scalone w interakcji między trzema Osobami Bożymi.

Jeśli Logos był wiecznie u Boga, to wydarzenia z ziemskiej historii Jezusa też legły u podstaw wspólnotowej relacji Boga. A że Boża historia jest historią osób, to Matka Jezusa jest najważniejszą ludzką postacią w całym ciągu wydarzeń i spotkań. Jezus wyrasta z Maryi i u jej boku. Wertykalnie wyrasta z relacji ze swoim Ojcem, który w pewnym zasadniczym punkcie ludzkich dziejów zwraca się z pytaniem do mieszkanki Nazaretu. Zapytuje ją za pośrednictwem posłańca: czy chcesz być matką mojego Syna? Czy chcesz stać się pomostem między niebem a ziemią, boskim i ludzkim? Nie na zasadzie Zbawienia i pojednania, bo rola to Chrystusa, jak zauważamy będąc uwrażliwieni chrystologicznie. Oddanie się Bogu i wybranie kształtuje ontyczny stan Maryi.

"Wybrał sobie matkę, którą stworzył; stworzył matkę, którą wybrał". (św. Augustyn). Wyjątkowością każdego człowieka i samej relacji z Bogiem Maryja dystansuje się do rzeczywistości zmysłowej. Jest niedostępna złu i mowie szatana. Jest zbyt prosta dla niego, żeby ją dostrzegł. Nie każda kobieta nosi Jezusa w sobie. Maryja nie jest więc każdym człowiekiem. Nie jest prorokiem, pokutnicą, świętą, kapłanem ani żoną. Jest Maryją - Matką Boga. To jej jestestwo a nie powołanie.

 

Pełna łaski

 

W Ewangelii św. Łukasza Anioł zwraca się do Maryi: Kecharitomene. Ewangelista włożył w ten zwrot całą treść teologiczną, która obejmuje Niepokalaną. Nakreślił tym samym zasadniczą konstrukcję misterium i odnowy. Bo jeśli pierwszym szczeblem ziemskiego żywota Jezusa jest Ona, to jest to zarazem początek historii zbawienia, takiej jaką kreuje sam Jezus przez swoje wydanie na świat i posłuszeństwo Ojcu.

To nie przypadek, że Maryja u samego progu ziemskich dziejów Jezusa jest pełna łaski. Jest Kecharitomene, bo tylko taką może wpisać się w dramat swojego Syna i w dramat ludzkości złamanej grzechem. To nie Maryja jest treścią zbawienia, ale ona montuje powodowana Duchem świętym tę historię, posłuszna Bogu zakreśla jej granice poczynając Jezusa i żegnając go, rodząc Kościół i walcząc o jego przetrwanie (gdyby nie była przeźroczysta, usunięta z pierwszego planu, by Jezus był na czele, to nie byłaby Niepokalana, absolutnie wolna) i nie zrozumiemy tego polecenia Jezusa u końca jego ziemskiej podróży bez odniesienia do określenia św. Łukasza. Nie zrozumiemy właściwie pełni łaski Maryi bez zdania z Ewangelii św. Jana: oto Matka twoja. Wielkość Maryi poraża. Prawie się nie pojawia na kartach, by zostać zaznaczoną tak ekspresyjnie i nad miarę w paru zdaniach.

Ale co znaczyć może ta klamra? Przypomnijmy sobie św. Jana. On, szczególny świadek, przenosi najbardziej niepokojącą wizję, która towarzyszy ludzkości. Pisze o początku i końcu, Alfie i Omedze. Jeśli pełnia łaski istnieje i przybiera postać kobiety to nie może ona być zamknięta rygorem czasu, ani początkiem, ani końcem. Skoro Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo, to ludzka natura Chrystusa istniała równie silnie w Bożym misterium (obecności, relacyjności) jak sama Maryja, bez której historia ziemska Syna Bożego nie dokonałaby się tak, jak chciał (chce) tego Bóg.

Refleksja nad czasem (jakże de Chardinowska) prowadzi nas do zaskakujących wniosków na temat samego Boga i jego natury. Bóg jednakże uwikłał w swą ponadczasowość nikogo innego poza Marią - Matką Swojego Syna. Zrobił to wyrafinowanie i nie - zwykle. Maria ucina wszelkie ludzkie schematy i prawdopodobne historie. Po prostu dlatego, że od początku do końca towarzyszyła naturze Chrystusa przylegając do niej jak nikt inny.

Jeżeli Maria, Matka naszego Pana dopełniła swym posłuszeństwem Łaski Chrystusa, odpowiedziała ze swojej nicości takim fiat, które z ust istoty niewolnej paść nie mogło do czasu przebłagania Ojca, to jak jej posłuszeństwo ma się do ofiary doskonałej. Bo wszystko wskazywałoby na to, że została ukształtowana w krwi Baranka.

 

Trynitarne zaproszenie dla Maryi

 

Istotą sporu katolicko - prawosławnego i ewangelickiego wcale nie jest uprzedniość Łaski oraz antycypowanie w tajemnicy paschalnej. Lecz relacyjność. Jeśli weźmiemy do rąk kostkę rubika i spojrzymy na nią nie z boku, lecz z przodu ukaże się nam prosta ścianka. Gdy jednak poważymy się na rotację to okaże się, że nie ściana jest w niej najważniejsza, lecz ruch. Tak ma się relacyjność do antycypacji. Nie skupiajmy się na rozważaniu, w którym momencie Maria została dotknięta łaską i czy była to łaska daleko bardziej inna jakościowo. Powróćmy do relacji Jezusa i Maryi, a w konsekwencji do relacji Maryi do Trójcy Przenajświętszej.

Jeśli wszyscy - ewangelicy i prawosławni - rozpoczniemy swoją podróż z Maryją od kontemplacji Trójcy, która ogarnia Maryję całą -  z racji nie dającej się porównać z niczym innym otwartości na Pana - to misterium Maryi ukaże się nam od wewnątrz, poza dyskursem.

 

Katolickie rozumienie Maryi

 

Katolik jest wierzącym, który patrzy na Chrystusa z Maryją. Oddaje się jej zgodnie z poleceniem Pana i bierze ją do siebie zgodnie z poleceniem Pana, by lepiej dostrzec Jezusa. Dlaczego? Bo Matka naszego Pana jest Niepokalana, jest tak czysta, że nie przesłania. Jest tak czysta, że odsłania i odsuwa to co stanowi przeszkodę w naszym spojrzeniu na Jezusa. Wolność w przestrzeni jej osoby udziela się ludzkości nie jako zbawiająca, ale jako rozpraszająca ciemności. Jest to niewiasta, która zwyciężyła smoka, zdemaskowała kłamstwo, zaniosła światło Chrystusa przyzywającym pomocy. Nie jest łaską, ale jej misją jest przecierać ścieżkę Panu, czynić dostęp do Pana, tak jak szatan ten dostęp utrudnia, a bywa, że uniemożliwia. Jest osobą w walce. Bo nigdy nie przestała być pomostem, czyli Matką Jezusa.

Elementy jej misji, cnót, wybraństwa są rozproszone w całej ludzkości jednak żaden z świętych pańskich nie integruje ich tak doskonale jak Maria. Żaden z świętych pańskich nie wysunął się na czoło frontu walki ze złem tak bardzo jak ona. I nikt też nie będzie miał przywileju zmiażdżenia mu głowy. Nikt też nie jest tak wolny i nieprzerwanie wolny. Kecharitomene to już prosta konsekwencja bliskości, która nigdy nie uległa oddaleniu.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20081210222649736