Minął tydzień: prezydencka Chanuka; media milczą o Życińskim; co z tą telewizją

pon, 22 gru 2008, 11:39:24

Autor: Maria Czerw

Chanuka to pretekst do antysemickiej "interiady"? Zejście ze świata siostry Jadwigi, byłej betanki, zostało odnotowane bodajże jedynie przez Tygodnik Niedziela. Tak samo cicho media potraktowały fakt domniemanej współpracy  abp. Życińskiego. W telewizji LPR-owska rewolucja. Czy były obóz polityczny, jeszcze bardziej skłócony zdoła wybronić telewizję publiczną przed prywatyzacją?

Prezydencka Chanuka

Lech Kaczyński zapalił chanukową świeczkę. Ze skupieniem i zadowoleniem, bardzo cierpliwie słuchał przydługiego śpiewu rabina Michaela Schudricha. Parę prezydencką przywitał Piotr Kadlcik z warszawskiej gminy. "Chanuka to nie tylko lampki, drejdle i zabawa. To również święto upamiętniające tych, którzy byli gotowi poświęcić swoje życie w obronie swojej tożsamości, swojej wiary, swojego państwa" – powiedział.

W internecie zaroiło się od złośliwych komentarzy. Kaczyński to nie Polak - ktoś napisał. Nie uhonorował rzezi wołyńskiej i wstrzymał ekshumację w Jedwabnem. Można było Grossowi udowodnić nieprawdę.

A po kim on jest Żyd? – pytała niejaka Kasia. Po obu rodzicach – odpowiedział zeźlony Ziutek. Prostuję: po matce, więc jest prawdziwszym Żydem, niż Tusk, który jest po dziadku.

Czy Polacy są wyobcowani z wielokulturowej mozaiki, czy może faktycznie są antysemiccy i reagują irytacją na rozwlekłą korespondencję TVN-u, też żydowskiego po Walterze i Lauderze… Już sam nie wiem. A może to ta przysłowiowa polska zawiść. Ja się po prostu cieszę, że jakiś naród się odnajduje.

Polacy nie odrobili lekcji pokory. Przyjdzie im się pogodzić z faktem, że Sarkozy jest Żydem, Tymoszenko półżydówką, a inny polityk ożeniony z żydówką, że 6 na 7 najbogatszych Rosjan to Żydzi, a ulubiony klub sportowy Anglii jest w ręku Żyda, tak samo jak większość banków. Polacy muszą się z tym pogodzić, jak z faktem, że pada deszcz.

Jednego bym tylko nie chciał. Żeby ktoś przyszedł na Chanukę ze strachu lub z pychy.

Teodor Lacher

 

Święta czy heretyczka?

O byłej przełożonej betanek tygodnik Niedziela napisał, jak pisze się o zbrodniarzach lub podejrzanych: Jadwiga L. Nie zasługiwała na publikację swojego nazwiska, krótką notkę biograficzną, nakreślenie zasług dla zgromadzenia, informację o KUL-owskim wykształceniu, heroizmie (media nie usłyszały od niej słowa skargi na miejscowego biskupa, z którym popadła w konflikt).

W zamian Niedzielne dossier zaopatrzyło czytelników w całą serię oszczerczych wiadomości na temat s. Ligockiej, którymi media syciły nas bezwzględnie jeszcze pół roku temu. Obraz zbuntowanej zakonnicy pasuje jak ulał do banalnej formuły kościółkowego czasopisemka.

Zasłużony tygodnik mógł się postarać o bardziej pogłębiony przekaz konfliktu, zasług i cieni siostry Jadwigi. Prawda o tej postaci jest dużo bardziej złożona.

Tak czy owak, śmierć zakonnicy dopełniła przedziwnej dramaturgii jej życia. Odchorowała napaść mediów, kurialnych urzędników i prokuratury. Na przesłuchanie sądowe już nie zdążyła.

Należało jej się – powiedzą po przeczytaniu notki w Niedzieli niektórzy katolicy. Ci, którzy ją znali będą przekonani, że spotkała ją niesprawiedliwość.

Maria Czerw

 

„Abp Józef Życiński to jednak TW Filozof”

Tak przynajmniej uważa ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Dr Sławomir Cenckiewicz – powiadamia nawiedzających swój blog Zaleski - w najnowszej publikacji “Sprawa Lecha Wałęsy” na stronach 343 i 353 jako pierwszy historyk ujawniania, że w latach 1977-1990 ks. Józef Życiński przez Wydział IV SB w Częstochowie był zarejestrowany jako tajny współpracownik o ps. “Filozof”.

Autor pracy naukowej podaje także numery akt i nazwiska oficerów prowadzących oraz nazwę i adres lokalu konspiracyjnego, przeznaczonego na spotkania ze wspomnianym TW – pisze ks. Isakowicz - Zaleski.

Kościelna komisja historyczna milczy w tej sprawie, choć wie o tym od dwóch lat – dziwi się. Sam o tym informowałem w styczniu 2007 r. przewodniczącego Episkopatu Polski, ale dostałem tylko jednozdaniową odpowiedź. O sprawie od dwóch lat wie także ode mnie ks. kard. Stanisław Dziwisz, który z tego między innego powodu publicznie domaga się “betonowania akt IPN na 50 lat”.

Cóż, rewelacje księdza Zaleskiego okazywały się prawdziwe, ale nie przywiązywałabym do nich większej wagi, niż na to zasługują, bo ludzi nie można skracać do rozmiaru błędów, które popełnili.

Budzi mój niepokój co innego. Abp Życiński korzysta z parasola ochronnego mediów. Gdyby to był inny hierarcha, słyszelibyśmy od rana do nocy napastliwych publicystów – dosłownie – mieszających z błotem "zdrajcę". I śmierć schorowanej siostry Ligockiej - zdroworozsądkowo - stawiałaby Życińskiego w złym świetle mediów. Zakonnica odchorowała agresywną postawę arcybiskupa.

Dlaczego media faworyzują Życińskiego, są wybiórcze?

Maria Czerw

 

Co z tą telewizją?

Co z ta Polską zapytywał T. Lis. Bywało, że serwował gotowce – skróty prowadzące do z góry założonych tez. Nie dawał równych szans zapraszanym i nie zapraszanym adwersarzom. I tak w jednym z ostatnich swoich programów o in vitro, bez skrupułów ripostował przeciwników pozaustrojowego zapłodnienia wywiadem z parami, które zdecydowały się uciec do tej metody. Dla przeciwwagi zabrakło obecności – w jego programie – par, które podjęły heroiczną decyzję o rezygnacji z in vitro na rzecz adopcji.

Tomasz Lis i jego rozwydrzona, choć piękna żona zażądali bezwzględnie odprawy, która przekracza najśmielsze marzenia polskich przeciętniaków. Gdyby autentycznie chcieli naprawy Polski zrezygnowaliby z tak niebotycznych żądań finansowych, bo lepiej pozostać porządnym i skromnym człowiekiem, niż niemoralnym i bogatym.

Czy konflikt z Lisami jest tłem dla niezrozumiałych ruchów w publicznej telewizji? Raczej marnym pretekstem. Bo Lisowi tak do Farfała, jak Naszemu Dziennikowi do Gazety Wyborczej. W sytuacji, gdy ostatni bastion publicznego dialogu i debaty zagrożony jest niebezpieczeństwem prywatyzacji (od kiedy to media w rękach prywatnych właścicieli są obiektywne?) rozłam po prawej stronie jest najmniej pożądany. Czy nie jest to jakaś prowokacja, której celem jest rozłożenie na obie łopatki oporu wobec zakusów komercyjnych mediów? Jeśli nie, to mamy do czynienia z najzwyczajniejszą głupotą i swawolą, albo zagrobową zemstą martwych politycznie person.

Bez prezydenckiego veta dla deregulacji mediów publicznych Piotr Farfał nie obroni niezależności Woronicza. Czyżby chciał zostać grabarzem misji publicznej?

Marcin Stanowiec

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20081222113922941