"Między niebem a ziemią": red. Drwal cenzuruje

śro, 4 lut 2009, 14:29:06

Autor: Jacek Lehr

Od pojawienia się wątku holokaustu było to już inne spotkanie: arbitralne, jednostronne. Michał Barcikowski, ks. prof. Henryk Stawniak  próbują coś wyjaśniać. – Rozdzielmy ekskomunikę od poglądów biskupów – proponuje kanonista. Prowadzący naburmusza się, marszczy czoło i nie dopuszcza do głosu ani Barcikowskiego, ani księdza. Zostawia miejsce tylko dla histerycznej tyrady, która już wcześniej padła pod adresem Watykanu z ust żydowskiego ministra ds. religii. 

Makowski stylizuje – jak większość mediów - inkluzję Williamsona na moralną degrengoladę. W domyśle wrodzone Watykanowi uprzedzenie do Żydów. Barcikowski oponuje. – Przechodzimy do następnego tematu – urywa dziennikarz.  Czemu w mediach katolickich punkt widzenia strony żydowskiej, transnarodowych korporacji czy stronników relatywizmu bioetycznego przysłania lub zastępuje katolicki?

Czemu programu nie prowadzi - przewyższający inteligencją, wyczuciem Kościoła, kulturą bycia - Michał Barcikowski? Przypuszczam, że to z jego opinią identyfikuje się katolicka większość - duchowieństwo i świeccy. Dlaczego znikoma mniejszość - tak jak w świecie, któremu narzucany jest liberalny komentarz - trzyma monopol na ostatnie zdanie w mediach katolickich?

Do tej pory kierownik programów katolickich w telewizji nie zaprosił posła Piechę, który przygotował najbliższy wskazaniom episkopatu projekt nt. in vitro. Długo można by wyliczać przykłady obstrukcji w mediach episkopatu.

Ponieważ rzecz dotyczy "niuansów i chwil" biskupi nie rejestrują ich dwuznaczności. Ta sytuacja musi się zmienić, bo cena za udane zarządzanie informacją katolicką jest zbyt wysoka. Kościół przegrywa kolejne debaty, bo nie ma oddanych sobie ludzi w polu społecznej komunikacji, na przecięciu się czasów i spraw osiągających najwyższą temperaturę sporu.

Mają za zadanie stanąć po stronie Kościoła wtedy, gdy ważą się losy ustaw, klaruje się opinia społeczna, Kościół jest niesłusznie atakowany. Ale część dziennikarzy, która wkradła się do mediów katolickich właśnie wtedy opuszcza biskupów i Kościół przyjmując - za swój - punkt widzenia laicki, żydowski lub korporacyjny.

W mediach firmowanych przez episkopat nie wypracowano przejrzystych zasad kadrowej polityki. To poważny błąd, który legitymizuje wypychanie stanowiska katolickiego z horyzontu odbiorcy.

Jakiś biskup, czyli Życiński rekomenduje ludzi z unilateralnie zorientowanego zasobnika. Będą profesjonalni, ale wygłaszają opinie nie reprezentatywne dla całości episkopatu. Poglądy Życińskiego to więcej niż drobny – porównując nakład Tygodnika Powszechnego do  Niedzieli i Gościa Niedzielnego – ułamek z szerokiej palety zapatrywań.

Nie jest to sytuacja normalna, ani spontaniczna, gdy dziennikarze reprezentujący Kościół wobec społeczeństwa mają tak arbitralne i homogeniczne - bywa że opozycyjne do większości episkopatu i stolicy apostolskiej - poglądy.

Ich opinie są zgodne z nauczaniem Kościoła do czasu. Bo w najgorętszych konfontacjach skręcają w bok mijając się z intencjami Watykanu. Graniczą na przykład z poparciem dla ataku Izraela na Gazę, materialnym rozumieniem wybraństwa Żydów,  nie identyfikującą wartości organizacją społeczeństwa, czy też ekonomią forującą zysk, przed człowiekiem.

Te poglądy przekładają się na – trudną do zweryfikowania - medialną ekspresję: dobór tematów, sposób ich ekspozycji, źródła cytowań (np. w KAI dominuje GW) stawianych akcentów, czy - jak w przypadku dynamiki w dyskusji nt. lefebrystów - cenzurę wypowiedzi.

Minął rok: ekumenizm; wojna, polityka i Kościół; media w Kościele

Między ziemią a niebem - 01.02.2009

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090204142906594