Minął tydzień: LPR powraca; Męczennicy holokaustu, czy historyczna zadość? - dwugłos

sob, 28 lut 2009, 15:16:17

Autor: Teodor Lacher

W "Minął tydzień" refleksja nad konsekwencjami przerysowania tematyki holokaustu i niedocenienia niszczącego charakteru antysemityzmu. Skąd odradzająca się siła LPR?

 

LPR powraca

Z wielkim zdziwieniem media przyjęły sondażowy procent głosów oddanych na LPR. Gdyby wybory odbyły się teraz ugrupowanie Giertycha mogło by znaleźć się w sejmi. Jakie są tego przyczyny?

To Ojciec Rydzyk – choć LPR - owi niechętny - wręczył Giertychowi  prognozowaną legitymację sejmową. Przekonywał słuchaczy, że elity polityczne są hipokrytyczne, nie poparły penalizacji aborcji, choć dysponowały wystarczającą sumą głosów, by przeprowadzić odpowiednie zapisy w konstytucji. Partią, która zachowała ideową spójność była LPR.

Inny czynnik, który odpowiada za przywrócenie narodowców polityce to zdecydowanie w porządkowaniu bałaganu po Urbańskim. Zadłużona TVP zdyskredytowała wizerunek telewizji prawicowej. Gdy TVN uruchamia kolejne kanały tematyczne "nasza" telewizja boryka się z wewnętrznymi trudnościami. Ludzie Giertycha są czyści, nie ciąży na nich żadna afera finansowa i uległość pokusie mamony.

Wreszcie trzeci najpoważniejszy czynnik – stereotyp wrogich sił. Spekulacja na złotym wykazała ponad wszelką wątpliwość, że "żydowski bankier" – jak uważa większość Polaków - chce osiągnąć zysk każdym kosztem. Stara endecka podejrzliwość z gruntu ekonomicznej konkurencji odżyła, tak jak LPR. Kto więc jak nie Giertych obroni nas przed spekulantami? Zbieżność przekonań endeckich i obecnych nie jest przypadkowa. A czy ma realne uzasadnienie to już inna sprawa.

Wniosek płynący z odzyskania politycznej witalności (słupki poparcia rokujące obecność w sejmie) przez partię skazaną na banicję musi budzić niepokój elit. Głównie dlatego, że ta niecywilizowana siła polityczna nie ufa Żydom. A nie ufać Żydom oznacza w naszym kręgu kulturowym prawie to samo co antysemityzm.

Marcin Stanowiec

 

 

Męczennicy doktryny holokaustu

Bawarski sąd skazuje 75-letniego mężczyznę za negowanie holokaustu. Europa grozi uwięzieniem bp. Williamsona. Sądem też grożą Radiu Maryja za polemiki prof. Jana Woleńskiego z "żydowskim punktem widzenia". Michał Cichy wypowiada się o Żydach rekonstruujących rynek prasy w III RP i na reakcję nie musi długo czekać. Kościelny Człowiek Michnika załatwia porachunki w imieniu "gangu" z Czerskiej. Nie przebiera w słowach i kolejny raz wchodzi na szczyty politykierstwa. Abp Życiński to przykład rasowego demagoga. Co się dzieje? Spokojnie, to tylko trzeci etap wdrażania doktryny holokaustu.

 

Najpierw profesjonalnie przygotowani dziennikarze i historycy przypłynęli z Ameryki w konkretnym celu: mieli dokumentować i dokumentować. Byli szkoleni na długie lata przed unicestwieniem swoich braci w Europie.

Bogate amerykańskie żydostwo wyczekiwało, by zerwać dojrzały, pięknie opalony w piecach krematoriów owoc z drzewa śmierci. Nie kiwnęli palcem nawet wtedy, gdy raporty polskich emisariuszy nie pozostawiały już żadnych wątpliwości, że obłąkaniec z Berlina zbyt dosłownie czyści rasę.  Ameryka sfinansowała - poprzez skoligacony z Amsterdamem kapitał - partię Hitlera, dostarczała mu technologii, niegdysiejszego PR (potem dała schronienie propagandystom dyktatora), i – co najważniejsze – medialnego przyzwolenia. Gazety amerykańskie i – wybrany za żydowskie pieniądze prezydent – milczeli. Po drugiej stronie oceanu działało coś identycznie obłąkańczego.

Wobec wschodnioeuropejskich Żydów zawinili ich bogaci amerykańscy pobratymcy – tak to przynajmniej widzi Polański w Pianiście i wielu ocalonych z Holokaustu. I pewnie dlatego klasyczne przerzucenie winy tak często powraca w hałaśliwych freudowskich pomyłkach: polskie obozy śmierci lub bierność Piusa XII. To lepiej brzmi niż: zgermanizowani Żydzi w mundurach SS i Wehrmachtu współpracujący z amerykańskim kapitałem. A było ich sporo i zajmowali eksponowane stanowiska.

Udział Żydów w holokauście zszokował obserwującą z biska proces norymberski Hannę Arendt. Jak - zmieszani rasowo z Żydami -  Eichmann (świetnie posługujący się yiddish), Heydrich, Frank mogli popełnić tak potworne nieludzkie zbrodnie na swoich braciach? – zapytywała w książce "Eichmann w Jerozolimie" oraz w licznych relacjach z procesu norymberskiego.

Gdy etap historycznej konkluzji został zamknięty bezdyskusyjną listą win chrześcijańskiego społeczeństwa, które wykonało dobrze zaplanowaną i zorganizowaną - przez Eichmanna – robotę przyszedł czas sprofitowania holokaustu.

Nie o pieniądze chodzi. Holokaust został sprzężony z pohamowaniem jakiejkolwiek krytyki narodu nadreprezentowanego w kluczowych dziedzinach życia społecznego i politycznego, kulturalnego i ekonomicznego.

Nadreprezentacja oznacza nie tylko przywileje, ale i wzięcie odpowiedzialności za swoje działania, możliwości i wpływy, decyzje i kierunki. Ten obrzydliwy termin (por. getto ławkowe) został odkupiony w perspektywie przemiany feministycznej i kulturowej. Walczymy ustawowo z przemocą większości. Poza globalnymi są większości partykularne, narażone na tę samą pokusę dyskryminowania obcych. Tak konstatujemy, że i Żydzi, muzułmanie, homoseksualiści mogą dyskryminować. Przejście z statusu mniejszości prześladowanej na prześladującą dokonuje się prawie niezauważalnie i wcale nie jest rzadkością.

Pod parasolem holokaustu i szantażu – "zobaczcie do czego prowadzi identyfikowanie"  - działanie dobrze zorganizowanych mniejszości zrzuciło kontrolę społeczną i samo przejęło jej funkcje.

Jest to paradoks, bo w dobie walki o parytety, które mają chronić przed dyktatem większości równowaga sił reprezentowana w mediach i kluczowych społecznie obszarach nie powinna budzić wątpliwości.

Skazany w Niemczach staruszek nie umie i nie chce się bronić. Wysuwa argument o wolności słowa i braku związku między wzywaniem do nienawiści a przekonaniem o słuszności jednych dowodów historycznych a niesłuszności innych. I nawet gdyby wziąć pod uwagę obciążenia historyczne, które gnębią niemiecką tożsamość, to zdrowy rozsądek podpowiada, że karanie za holokaust obraca się na dłuższą metę przeciwko samym Żydom.

W końcu rewizjoniści będą mieć swoich świętych, osadzonych w więzieniu za głoszenie niepoprawnych poglądów. I sympatia przejdzie z poszkodowanych przez nazizm na ofiary doktryny holokaustu i zwalczania antysemityzmu.

A u nas uroczo oburzony hierarcha z Lublina, który nie widzi niczego niestosownego w wysługiwaniu się Michnikowi preferuje mniej skomplikowane wyzwania intelektualne, niż te z którymi postanowiła się zmierzyć Hannach Arendt. Nie brzydzi się też użycia karty żydowskiej w doraźnych rozgrywkach.

 

Marcin Stanowiec

 

Antysemityzm to nie doktryna lecz żywe doświadczenie

To dobrze, że dyskutujemy o antysemityzmie, lecz przesadą jest pomijać w takiej dyskusji cierpienie konkretnych ludzi. Zostało ich już tak niewielu. Dostrzegł ich nareszcie Ekscelencja Williamson.

 

Nigdy nie odbierałem komukolwiek prawa do wolnej debaty. Też uważam, że zjawisko nadreprezentacji uchodzi uwadze mediów, albo gorzej – jest w nich kompletnie pomijane. Co jest niezrozumiałe, bo każde inne dysproporcje, choćby te podjęte przez feministki – jak zauważa Stanowiec – są gorliwie analizowane w kontekście dyskryminacji.

Widzę niepokój uczciwych ludzi wynikający z nadreprezentacji gejów w świecie mody, Żydów w bankowości i mediach, hindusów w drobnym handlu w Londynie, sycylijczyków w obsłudze nowojorskich śmieci.

Czy nie jest to zakamuflowana dyskryminacja wszystkich spoza swojej grupy, którzy mają niewielkie szanse na zostanie śmieciarzami w Nowym Yorku?

Ale co z tym można zrobić, by nie popaść w absurd? Wyrównywać szanse, jak robią to w Norwegii i nakazywać przedsiębiorstwom dobór kobiecej kadry kierowniczej?

Głupota lewicowców znalazłaby naśladowców po stronie prawicy.

Odpowiedzialność? W jakim sensie winimy Żydów za obecny kryzys? Ano w takim, że bankierzy to w 70 procentach Żydzi, i w takim samym dziennikarze, którzy sterowali ekonomią robiąc wystawę z manipulowanego odcinka analiz gospodarki. Ale to nie jest tytuł do oskarżania całego narodu. To tak jakbyśmy chcieli ukarania Indii, za to że większość hinduskich sklepikarzy w Londynie oszukuje na wadze sprzedawanych towarów.

Co sugeruje taka informacja? Nic albo… Czy jej efektem nie jest lub nie ma być nienawiść rasowa?

Nie wnoszę o zakaz takiej refleksji i dyskusji, bo ona i tak poniesie się przez internet, w pubach, czy na korytarzach uniwersyteckich.

Raczej chodzi o to by nie zamykać jej na tak niskim poziomie. Z tej przyczyny, że uproszczenia, które taka internetowa spekulacja niesie są nie tylko krzywdzące, ale i nieprawdziwe. Przecież to Naomi Klein, Chomsky i Finkielstein sformułowali zarzuty wobec korporacjonizmu,  bez których intelektualnie bylibyśmy bezradni wobec ekonomicznej przemocy.

Dlaczego stawiając pytanie o sposoby zapobiegania kłamstwu oświęcimskiemu nie wspomnieć choćby o wrażliwości ocalałych z holokaustu, którym zaprzeczanie zbrodni i jej brutalności jest raną zadaną prosto w serce.

A idąc krok dalej, czemu nie spodziewać się następnych fizycznych przejawów nienawiści pochodzącej z uproszczeń. Czy argument "popatrz do czego to prowadzi" faktycznie jest pozbawiony sensu?

Teodor Lacher

 

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090228151618624