Występ dzieci z In Vitro - czyli między dyskusją a propagandą

śro, 11 mar 2009, 06:20:34

Autor: Mateusz W

Przykładem propagandy z ostatnich dni jest choćby relacjonowany przez jeden z najpotężniejszych serwisów informacyjnych spektakl teatralny z udziałem dzieci poczętych In Vitro. W materiale usłyszeć można wierszyki recytowane przez uśmiechnięte dzieci z rumianymi buźkami – o tym jak są wdzięczne rodzicom, o tym jak są biedne i prześladowane, o tym, że źli ludzie twierdzą, jakoby te dzieci „nie miały duszy”, o tym, że ich miłość do rodziców wszystko przetrwa.

Tym, co utwierdza w przekonaniu o słuszności poglądów jest bezradność argumentacyjna oponentów, świadcząca o pewnej niewydolności intelektualnej głoszonych przez nich racji. Oznaką takiej bezradności jest stosowanie zabiegów propagandowych, nieczystych sztuczek w debacie i próba zdyskredytowania drugiej trony gdy brakuje już merytorycznych argumentów. Świetnym przykładem jest przewalająca się od kilku miesięcy przez media dyskusja o In Vitro. Okazuje się, że zwolennicy ideologii „prawa do dziecka” posuwają się do coraz bardziej wątpliwych moralnie zabiegów – wykorzystują dzieci do szerzenia swojej propagandy.

 

Jaka jest różnica pomiędzy debatą publiczną a propagandą? Debata polega na ścieraniu się argumentów – obie strony dyskursu przedstawiają swoje racje i poglądy, argumentują, podają fakty, wnioski i uzasadnienie swojego stanowiska. Odbiorcy – czyli np. widzowie lub czytelnicy, mając równy dostęp do obydwu stron, mogą poznać racje jednej i drugiej, by wreszcie, na podstawie zgromadzonej wiedzy, podjąć decyzję po czyjej stronie stanąć.

 

Czym jest zatem propaganda? Jest to pewien rodzaj presji na odbiorcę, którą wywiera strona mająca w ręku narzędzia perswazji – np. potężne media. Nie jest ona przekonywaniem opinii społecznej do argumentów i racji merytorycznych, ale próbą zaprogramowania umysłów, aby wyznawały jedynie słuszną prawdę – taką, która odpowiada interesom propagandzistów. Ci, którzy nie mają „siły argumentów” używają „argumentu siły” – w tym wypadku owa siła polega na możliwości wpływania na odbiorcę. Ponieważ propaganda nie ma argumentów, szuka innych sposobów aby zjednać zwolenników. Stosuje np. zasadę – „powtarzaj kłamstwo tak długo aż stanie się prawdą”. Ogólna charakterystyka strategii propagandzistowskiej polega więc na kilku elementach – po pierwsze wymyśleć pewne chodliwe, trafiające do odbiorcy i poruszające hasła i slogany, które będą powtarzane przez wszystkie „autorytety” (np. postacie medialne, aktorów, sportowców, tzw. Intelektualistów) do znudzenia. Po drugie – molestować odbiorców nachalnymi treściami i obrazami nacechowanymi emocjonalnie, żeby osobiście utożsamili się z przedstawicielami „obowiązującej linii”. Następnie zniszczyć przeciwnika – tzn. zaciemnić jego argumenty tak aby opinia publiczna nie miała okazji się nad nimi zastanowić (np. poprzez wyśmianie, sprowadzenie ich do absurdu, przedstawienie w karykaturalny sposób), wreszcie przypięcie łatki samym oponentom – że są zacofani, oszołomy, fanatycy, bezduszni, bez wrażliwości na problemy społeczne, zaślepieni itd…

 

Obserwując dyskusję nad In Vitro można odnieść wrażenie, że niestety z uczciwą debatą nie ma ona nic wspólnego. Przykładem z ostatnich dni jest choćby relacjonowany przez jeden z najpotężniejszych serwisów informacyjnych spektakl teatralny z udziałem dzieci poczętych In Vitro. W materiale usłyszeć można wierszyki recytowane przez uśmiechnięte dzieci z rumianymi buźkami – o tym jak są wdzięczne rodzicom, o tym jak są biedne i prześladowane, o tym, że źli ludzie twierdzą, jakoby te dzieci „nie miały duszy”, o tym, że ich miłość do rodziców wszystko przetrwa. Pojawia się wypowiedź ok. 8 - 9 letniej dziewczynki mówiącej: „ludzie mówią że jestem inna”. Zaraz potem głos oddaje się rodzicom – okazuje się, że jednym z nich jest znany reżyser. Zbulwersowany twierdzi, że katolicy nadają większą wartość embrionowi niż żywemu dziecku (to jedno z tych kłamstw, które powtarzane do znudzenia w końcu stają się powszechnie znaną prawdą). Aby wzmocnić przekaz i nadać mu wyraz konfrontacyjny, zaraz potem twarze „polityków przeciwnych In Vitro” (o dość niskiej popularności – dlaczego akurat ich pokazano?). Następnie obowiązkowo kilka sondaży opinii publicznej – potwierdzające olbrzymie poparcie społeczne. Wreszcie podsumowanie dziennikarza, które choć nie wprost, to nie pozostawia złudzeń kto ma rację.  Mamy więc wszystkie elementy charakteryzujące propagandę.

 

W przytoczonym materiale dziennikarskim właściwie nic nie jest prawdą – argumenty przeciwników są zupełnie wykrzywione i zaciemnione, wszystkie fakty i wypowiedzi preparowane są w ten sposób, aby powstało wrażenie, które pasuje do wizji świata prezentowanej przez jego twórców - mianowicie, że przeciwnicy In Vitro to nienawistni fanatycy religijni, którzy najchętniej spaliliby na stosie te dzieci i ich rodziców. Dotychczas większość debat i informacji na ten temat opierało się na tym, że pokazywano kobiety, które cierpią z powodu bezpłodności, zwierzające się publicznie, że „In Vitro jest ich jedyna szansą”, oraz zbulwersowane postawą katolików i Kościoła. Ten rodzaj manipulacji niektórzy nazywają „szantażowaniem cierpieniem”. Pojawiali się tez uśmiechnięci, szczęśliwi rodzice, trzymający na kolanach swoje pociechy poczęte w laboratorium. Wobec takich „argumentów” wszelkie tłumaczenie okazuje się daremne – odbiorca już wybrał, a właściwie utożsamił się z jedną stroną.

 

Jednak w powyższym przykładzie zwolennicy In Vitro idą o krok dalej – używają (celowo stosuję to słowo) dzieci. Jest oczywiste, że dzieci kochają rodziców, że im wierzą, że powiedzą wszystko co rodzice im każą. Jest też oczywiste, że dzieci nic nie rozumieją, że nie są w stanie pojąc o co właściwie chodzi dorosłym w ich sporach. Są zatem wciągane w ideologiczna wojnę swoich rodziców – wojnę, której nie rozumieją. Używanie dzieci w celu szerzenia propagandy to bardzo brzydki zabieg, stosowany m.in. przez propagandę totalitarnych reżimów – np. polskie dzieci wywiezione na Syberię śpiewały o tym, jak to wujek Stalin sypał im cukierkami. Oczywiście nie porównujemy tych dwóch spraw – ale metoda manipulacja jest tu bardzo podobna. Zaprzęganie dzieci do ideologicznych sporów jest wyjątkowo ohydną zbrodnią dokonaną przez samych rodziców (widać skoro raz potraktowali swoje dziecko instrumentalnie, zamawiając go i „wytwarzając” niemal jak towar w laboratorium, to kolejne takie posunięcia są kwestią czasu).

 

Pocieszające w tym wszystkim jest to, że cała ta propaganda świadczy o zupełnym braku argumentów po stronie zwolenników In Vitro – tak rozpaczliwe i radykalne sposoby przeforsowania swoich poglądów utwierdzają zatem w przekonaniu, że prawda leży gdzie indziej.

 

Mateusz Włodarczyk

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090307085434436