Abp Michalik o lustracji

czw, 26 mar 2009, 09:51:17

Autor: Łukasz Godzwoń

W wywiadzie udzielonym Gościowi Niedzielnemu przewodniczący polskiego episkopatu odniósł się do lustracyjnych zarzutów. 

Przedstawiamy fragmenty wywiadu z arcybiskupem.

Jak to się stało, że jedyną grupą w Polsce, która się samozlustrowała, byli biskupi, a teraz są krytykowani, że zrobili to niedobrze?

– Uważaliśmy, że w sytuacji napięcia, które panowało, trzeba zachęcić innych do stawania w prawdzie o sobie. Prawdziwy krok w kierunku oczyszczenia społecznego dokona się wtedy, kiedy wszystkie kategorie ludzi życia publicznego zdołają stanąć w prawdzie i kiedy dawni ideolodzy (i ich współpracownicy) dostrzegną fałsz swojej ideologii.

Tylko że inni nie poszli za tym…
– Nie poszli i mają do tego prawo. Nie chcemy tego od nich wymagać „na siłę”, nie chcemy narzucać, ale i nie wolno zapominać. To, że jesteśmy krytykowani, można różnie tłumaczyć. Często są to zarzuty z nie najwyższej półki. Zacietrzewieni lustratorzy biskupów – wśród nich niekiedy także ludzie wierzący – nie zdają sobie sprawy, że włączyli się w walkę o to, jaka ma być koncepcja Kościoła na dziś i na jutro.

Czego nie dostrzegają?

– Powtarzają zarzuty szesnastowiecznych reformatorów, że w sprawie powoływania pasterzy chcą innego Kościoła niż jest. W doświadczeniu dwóch tysięcy lat Kościół jest zjednoczony z papieżem i trzeba to uszanować. Ambrożego wybrał lud, ale papież go akceptował. Natomiast dziś niektórzy dziennikarze chcą decydować, który biskup jest godny, a który nie.

W tym kontekście jak Ksiądz Arcybiskup ocenia sytuację z ks. Wagnerem, niedoszłym biskupem w Linzu?

– Boleśnie. To jest dowód choroby Kościoła. Przecież jeśli tą metodą poszliby jego zwolennicy, to gdy będzie nominowany kolejny biskup, papież znów musiałby go odwołać, bo tym razem im się na pewno nie spodoba. Ks. Wagner naraził się niektórym, bo jest wierny tradycji Kościoła, wierny papieżowi. Ten przypadek znam wyjątkowo dobrze, bo jeden z naszych profesorów seminaryjnych dojeżdża tam w wakacje z pomocą duszpasterską. Szczerze gratuluję ks. Wagnerowi, że zachował się godnie, z wyczuciem sytuacji. Ale to jest dowód bolesnej choroby Kościoła.

Wróćmy jeszcze do lustracji.

– Zawsze byłem za lustracją biskupów. Pierwszy prosiłem, żeby mnie sprawdzono. Jako że jestem przewodniczącym KEP, moim pierwszym obowiązkiem jest stanąć w prawdzie. Po moich doświadczeniach jestem szczególnie wrażliwy na tę sprawę. Dobrze, że wtedy znaleźli się uczciwi dziennikarze i pomocna telewizja publiczna. Mogłem przedstawić swoją wersję zdarzeń. Znaleźli się tacy, którzy poświęcili parę minut przewodniczącemu, za co jestem im wdzięczny. Ale inni, obrzuceni błotem, czy będą w stanie się obronić? Mój przypadek jest dla mnie szczególnie bolesny, bo o tym, że niby byłem tajnym współpracownikiem, po raz pierwszy dowiedziałem się w Rzymie.

Jakimi drogami ta informacja doszła do Rzymu?

– Mogę się jedynie domyślać. Tu chodzi o coś głębszego. Nie tylko o kąt widzenia. Trzeba powiedzieć jasno: sprawę lustracji na tym etapie uważam za temat zastępczy i należy ją uznać za zamkniętą. Owszem, jeśli wystrzeli bomba wodorowa zamiast atomowej, będziemy budować inne schrony.

 

GN

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090327095118134