Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Do braci ateistów

Artykuł „Pułapka ateizmu” wywołał niemały odzew ze strony ateistów. Krytykę, z jaką się spotkałem, można sprowadzić do trojakiej argumentacji: 1) Jestem nieukiem i dlatego wierzę w Boga. Ludziom wykształconym religia nie jest potrzebna. Wystarczy nauka. 2) Ludzie sami z siebie wiedzą, co jest złe, a co dobre. Bóg nie jest potrzebny, aby ludzi oświecać. 3) Poglądów podważających ateizm nie wolno głosić nawet w czasopismach religijnych, gdyż obraża to delikatne uczucia ateistów. A autora ukarać.



 Religia nie jest potrzebna, wystarczy nauka

 
Nie wystarczy. Nauka to zbiór wiedzy z przeróżnych dziedzin, nieustannie weryfikowany i rozwijany. Wiedza naukowa jest moralnie obojętna, nie jest ani dobra, ani zła. Odkrycia naukowe pozwalają manipulować światem materialnym, ale to od człowieka zależy, jak zostanie wykorzystana ta wiedza. Silnik spalinowy może poruszać samochody albo czołgi, reakcje jądrowe mogą dostarczać energii lub służyć ludobójstwu.
Nikt też nie jest w stanie opanować zmieniającej się wiedzy naukowej i „żyć w zgodzie z nią”. Kto, licząc, pamięta o twierdzeniach limitacyjnych Gödla? Kto, mówiąc, pamięta o skolemizacji języka? Kto, zakochując się, pamięta o gospodarce hormonalnej swojego organizmu? Czy profesor języka staro-cerkiewno-słowiańskiego wie coś na temat radioastronomii, a radioastronom o historii partyzantki na Lubelszczyźnie?
Próba życia w zgodzie z nauką, jaką opisałem powyżej, byłaby komiczna. Nauka nie jest w stanie zastąpić religii, nie ma nawet takich aspiracji. Religia służy ugruntowaniu człowieka w tym, co niezmienne, co przekracza codzienność, co podtrzymuje wszelkie istnienie — w Bogu. Moi adwersarze, jak sądzę, rozumieją to dobrze i mówiąc „wystarczy nauka”, nie mają na myśli nauki sensu stricte, lecz pewną filozofię życia, pewien sposób postrzegania siebie i świata na co dzień, zwany przez nich światopoglądem „naukowym”. Taką filozofię konsekwentnie rozwija wyrastający na papieża ateizmu profesor Richard Dawkins. Przyjrzyjmy się zatem jej bliżej.
Zanim zdążył popełnić kabotyńskie i pełne logicznych błędów dziełko Bóg urojony, profesor Dawkins napisał kilka książek, w których przedstawił swoje poglądy jasno i rzeczowo, a zawarte w nich obserwacje i symulacje komputerowe są naukowo wartościowe i weryfikowalne. Nie trzeba tych poglądów podzielać, ale da się je przeczytać. Te książki to m.in. Samolubny gen i Fenotyp rozszerzony. Do bezdyskusyjnego wkładu profesora Dawkinsa w naukę należy opisanie i zdefiniowanie przez niego tzw. memów1. Są to jednostki informacji, które dążą do powielania się przez naśladownictwo. Konkurują o naszą uwagę — pełno ich w internecie, bibliotekach, telewizji. Mogą być informacją użyteczną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, albo kompletnym chłamem, który rozsiewa się jak wirus. Nasze mózgi są w istocie wypełnione tym chłamem po brzegi i są od niego uzależnione.
Memy, wcześniej definiowane jako „instrukcje kulturowe”, dopiero po opublikowaniu Samolubnego genu stały się przedmiotem badań. Rozwinęła się nauka nazwana memetyką. Richard Brodie2 odkrył, że wiele z nich jest rozsiewanych celowo, jak wirusy komputerowe, a filozof Colin Wilson3 w sfabularyzowanej wersji przedstawił je jako pasożyty umysłu, których pozbycie się powinno być celem człowieka. Nikt przecież nie zniesie sytuacji, w której jego psychiczną energią żywią się informatyczne glisty.
Do memów wrócimy pod koniec artykułu. Tymczasem zwrócenie na nie uwagi było niezbędne dla zrozumienia filozofii głoszonej przez papieża ateizmu. Obraz świata, jaki oferuje swoim zwolennikom Dawkins, w skrócie przedstawia się tak: Przez wieczność wędrują geny. Geny są wieczne. Kiedyś istniały samodzielnie, ale konkurencja zmusiła je do chowania się w zbudowanych przez siebie maszynach przetrwania. Zbudowane i zaprogramowane przez geny maszyny, np. ludzie, pełnią podrzędną rolę w materialistycznej filozofii Dawkinsa, są wehikułami przetrwania dla genów, do tego umierającymi, podczas gdy geny są nieśmiertelne. Człowiek to „maszyna genowa”, ludzkie myśli zaś to memy. Memy dążą do nieśmiertelności, a my sami budujemy im bardziej przyjazne środowisko niż nasze głowy — komputery i internet.
Kim zatem jest człowiek? Na to pytanie odpowiada Susan Blackmore, wierna uczennica Dawkinsa, w książce Maszyna memowa — zatytułowanej tak na cześć „maszyny genowej”. Książka zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń. Gorzej jest z wnioskami. Okazuje się, że wypchany memami człowiek nie posiada wolnej woli, jest automatem poruszanym przez wirusy umysłu, którymi się zakaził. Tak naprawdę naukowo nie daje się odkryć żadnej osobowości, żadnego „ja”. Samowiedza to narzędzie, które wyewoluowało, aby przewidywać zachowania innych maszyn memowych. Mózg jest pobudzony raz tu, raz tam. Żadne „ja” nie istnieje — włącznie z autorką Maszyny memowej.
W tym miejscu autorka zaczyna buntować się przeciwko własnym wnioskom. Aż się chce krzyczeć, że właśnie teraz jest najlepszy moment, aby otworzyć się na Boga. Kiedy się staje wobec paradoksów, odczuwa się bezradność. Niestety, fanatyczny ateizm twórcy memetyki wiąże ręce jego uczennicy. Wcześniej Boga uznała za mema, a spod tyranii memów chce się wyzwolić. Susan Blackmore, ta, której z punktu widzenia nauki nie ma, nie tylko chce być, ale i ocalić swoją wolną wolę. Skoro papież Dawkins zakazał wiary w Boga, profesor Blackmore ucieka w buddyzm. Jakaśreligia jest jej niezbędna. Nauka nie wystarcza nawet najgorliwszym ateistom. Końcowe fragmenty Maszyny memowej czyta się jak sutrę Pradżniaparamitę. Zdziwiłbym się, gdyby profesor Blackmore nie modliła się już do Awalokiteśwary w walce z pasożytami własnego umysłu.
A wszystko dlatego, że Richard Dawkins myli porządki ontologiczne, porządki istnienia. Bowiem inaczej istnieje porządek materialny, w skład którego wchodzą m.in. nasze ciała, inaczej porządek formalny — domena twierdzeń i relacji matematycznych, a jeszcze inaczej porządek duchowy, w którym istnieją osoby i relacje między nimi, w tym osoba Boga. Gdyby upojony odkryciami zoologicznymi Richard Dawkins nie próbował tłumaczyć nimi wszystkiego, nie zabrnąłby w swój operetkowy ateizm.
Nikt nie zna Boga, tylko Duch Boży, nikt nie zna człowieka tylko duch ludzki, który mieszka w nim — stwierdził święty Paweł4. Wiedział, co mówi.
 
Precz z Bogiem, sami wiemy, co dobre
 
Nie wiemy. Jedynie nam się wydaje. Wielkie cięgi zebrałem od krytyków za zaliczenie w poczet ateistów Adolfa Hitlera. Podobno był katolikiem. Ale czy i ateiści nie figurują czasem w księgach parafialnych jako przykładni katolicy? Czy wpisany gdzieś formalnie, czy nie — Hitler był ateistą, a chrześcijaństwo uważał za zakaźną chorobę porównywalną z syfilisem. Ubiegł zresztą tu Dawkinsa, który jest podobnego zdania. Obu panów łączy coś jeszcze — są „naprawiaczami” świata, a takim nigdy nie jest po drodze z Bogiem. Poprawiają świat po swojemu, zgodnie z własnym, „naukowym” rozumieniem tego, co złe i dobre. Rozpoczynają od ataku na Boga. Jego wina leży w tym, że dał nam doskonałe normy postępowania, których wystarczy się po prostu trzymać. Co więcej, Bóg oferuje nam samego siebie, swoją pomoc, bezwarunkową miłość. Dlatego najlepszym sposobem naprawiania świata byłoby przypominanie ludziom o Bogu i Jego charakterze. Oczywiście dla rozsadzanych ambicją „naprawiaczy” to za mało. Kontakt z Bogiem stanowi przecież zagrożenie dla ich działań. Ich rewolucje kończą się zawsze milionami trupów, potwornymi nieszczęściami. Ludzie, odrzuciwszy Boga, przestają się liczyć z innymi ludźmi, ich genialny cel uświęca wszelkie środki. Robespierre, Marks, Lenin, Stalin, Hitler, Pol-Pot... Czy współczesny papież ateizmu również należy do owych „naprawiaczy” świata? Tak.
Wizja świata według Dawkinsa jest skrajnie pesymistyczna. To wędrujące przez nieskończoność geny i memy oraz śmiertelny, odrzucany po zużyciu wehikuł, którym się posługują — człowiek. Samowiedza, czyli to, czym wydaje się nam, że jesteśmy, to tylko fragment wyposażenia tego wehikułu. Wewnętrzne oko5. Obserwując własne reakcje, wehikuł może lepiej przewidywać reakcje innych wehikułów. Przy tym istnienie wewnętrznego oka jest czystą hipotezą, a naukowo nie da się żadnego „ja” wytropić. Tu, jeden jedyny raz, Dawkins zdradza swój „naukowy” światopogląd i wbrew nauce uznaje, że skoro czuje, że jest, to widocznie jest. I z tego faktu wyciąga daleko idące wnioski.
Raz uznawszy, że jest, i stwierdziwszy jednocześnie, że to istnienie nie jest niczym więcej niż byciem zabawką bezdusznych genów i memów, Dawkins postanawia się zbuntować. Przypomnijmy, że jest on wiodącym ewolucjonistą. Dlatego jego bunt polega na tym, aby wyzwolić się spod bezdusznej tyranii, chwycić ewolucję za pysk i pokierować nią dla własnych, ludzkich, egoistycznych celów. I w tym zakresie Dawkins przypomina innego „naprawiacza” — Hitlera, który również chciał pokierować ewolucją i wyhodować rasę nadludzi. To podobieństwo nie powinno dziwić. Obaj panowie to darwiniści. Dawkins jest co prawda gruntownie wykształcony, a Hitler był kompletnym nieukiem, ale jak widać obu łączy skłonność do stawiania skrajnych tez i wiara w możliwość pokierowania przez człowieka ewolucją.
Aby jednak Richard Dawkins mógł rozpocząć swoją krucjatę, musi sprawić, aby ludzie przyjęli za punkt wyjściowy jego skrajnie pesymistyczny obraz świata. Obraz ten nie daje się pogodzić z wizją chrześcijańską, dlatego Dawkins tak fanatycznie zwalcza religię. Usunięcie wiary w Boga jest dla niego taką samą koniecznością, jaką było dla Lenina czy Hitlera. W jednym z przypisów do jubileuszowego wydania Samolubnego genu papież ateizmu z lubością cytuje list czytelnika, który skarży się, że po przeczytaniu tej książki utracił wiarę w Boga, wiele lat leczył się psychiatrycznie, ale wciąż nie odzyskał wiary w sens życia.
Biada temu, kto zgorszy jednego z maluczkich — mówił Jezus. Lepiej byłoby panu Dawkinsowi uwiązać sobie kamień młyński u szyi i rzucić się w morze6.
Ale może jestem niesprawiedliwy? Porównuję Dawkinsa do Lenina i Hitlera. Oni byli ludobójcami, a Dawkins przecież jeszcze nikogo nie zabił... Ależ zabił! Choćby autora listu, którym tak się chlubi. Trzeba się bać morderców, ale jeszcze bardziej tych, którzy mogą doprowadzić do zatracenia duszy — ostrzegał Mistrz z Nazaretu7. Śmierć fizyczna jest straszna, ale śmierć duchowa jest jeszcze gorsza. A Richard Dawkins stara się zabijać ludzi duchowo. Chciałby widzieć ulice pełne duchowych zombi.
 
Publiczna krytyka ateizmu powinna być karalna
 
Teoria memów wydaje się być bez zarzutu. Nie ulega wątpliwości, że zachowania, informacje, melodie, obrazy przenoszą się przez naśladownictwo, a te, które drażnią szczególnie naszą ciekawość, rozprzestrzeniają się na kształt epidemii. Człowiek ma mózg zapchany memami, a do tego jest od nich uzależniony. Otaczają nas telewizory, odtwarzacze, radia, tabloidy, internet...
Wierny swojej postawie papież ateizmu nie wartościuje memów — skoro odrzuca wszelką duchowość, odrzuca także dobro i zło. Dzieli je więc na takie, które się skuteczniej rozprzestrzeniają, i na takie, które są w tym gorsze. Na pierwszy rzut oka widać jednak, że są memy, które pełnią funkcję instrukcji kulturowych w rozumieniu antropologa Cloacka8 — to język, sztuka, nauka, prawo. Ale mamy też memy-śmieci, które sączą się, niestety, z mediów atakujących człowieka dzień i noc. Memy te nie niosą z sobą żadnej wartości, są typowymi wirusami komputerowymi, których jedynym celem jest rozprzestrzenianie się i zaśmiecanie naszych mózgów. Twórcy reklam, spece od newsów, kreatorzy wizerunku, politycy, agenci gwiazd i gwiazdek toczą między sobą wojnę na wirusy. Puszczenie w obieg najbardziej zakaźnego wirusa daje im bowiem wymierne korzyści finansowe. Tylko że tak jak wirusy komputerowe uszkadzają i komputery, i użyteczne oprogramowanie, tak wirusy umysłu uszkadzają ludzkie zachowania.
Zapchany śmieciami mózg potrafi przyswajać tyko prostą papkę, wszelka refleksja staje się dla niego niedostępna. Taki człowiek staje się rzeczywiście martwą duchowo „maszyną memową”, która tak przeraziła Susan Blackmore. Nie ma on już wolnej woli, lecz staje się pacynką kierowaną przez memy. Uwolnienie się z tego stanu wymaga niesamowitego wysiłku, a po przekroczeniu punktu krytycznego nie jest już możliwe. Człowiek nieodwołalnie duchowo umiera.
Dla komputerów stworzono programy antywirusowe. Szkoda, że nie ma takich dla ludzi. Ejże! Czy na pewno nie ma? „Bez przestanku się módlcie” — zaleca święty Paweł9. ­„Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą”10.
Żyjący w IV wieku Ewagriusz z Pontu11 stwierdza, że zło jest pasożytem umysłu. Demon podsuwa myśl-wirusa, aby zakłócić funkcjonowanie całego życia duchowego człowieka. W społeczności ludzkiej pasożytnicze myśli są rozsiewane za pośrednictwem jednostek duchowo najsłabszych i stopniowo zarażają całą grupę. Jakie jest na to lekarstwo? Takie jak u świętego Pawła: modlitwa, kontakt z Bogiem, koncentrowanie się na duchowym pierwiastku istnienia. Jednym słowem, religia to program antywirusowy dla człowieka. Utrzymując kontakt z Bogiem, jesteśmy uodpornieni na zakażenie memami-śmieciami. Każda modlitwa jest skanowaniem mózgu w poszukiwaniu wirusów, które zdołały się tam zagnieździć.
Przedstawiając Boga jako wirusa umysłu, Dawkins bezczelnie wmawia nam, że białe jest czarne. Kontakt z Bogiem jest czysto duchową relacją dwóch osób. To jedyna aktywność człowieka wolna od memów. Obrzędy odprawiane wspólnie przez wierzących to nic innego jak mur obronny wzniesiony wokół tego osobistego doświadczenia. Człowiek zostawiony samemu sobie, pozbawiony obrzędów jest bardziej podatny na atak pasożytów.
I oto dlaczego należy zakazać krytyki ateizmu. Jest przecież jeszcze tyle wirusów-śmieci, które można rozpowszechnić, tylu ludzi, którzy wciąż nie są duchowo martwi i mogą jeszcze nawiązać kontakt z Bogiem. Ateiści przygotowują ofensywę — chcą zabronić ludziom używania programów antywirusowych, zabronić wolności.
 
Uszanujcie naukę
 
Dla światopoglądu naukowego najważniejsze jest formułowanie hipotez i ich eksperymentalna weryfikacja. Proponuję więc ateistom, aby zweryfikowali „hipotezę Boga” w sposób naukowy. Boga nie znajdziecie w świecie materialnym. Należy On do porządku duchowego. Jedynym sposobem poznania Go jest nawiązanie osobistej relacji. Dlatego odezwijcie się do Boga. Zaproście Go na rozmowę, poproście, aby dał wam się poznać. Jeśli Boga nie ma, nic nie stracicie. A jeśli jest?
 
Marek Błaszkowski, Znaki Czasu
 
Przypisy: 1 Richard Dawkins, Samolubny gen, Wyd. Prószyński i S-ka 2008. 2 Richard Brodie, Wirus umysłu, Wyd. TeTa 1997. 3 Colin Wilson, Pasożyty umysłu, Wyd. Rebis 1990. 4 Zob. 1 Kor 2,11 5 Nicholas Humphrey, The Inner Eye, Londyn 1986. 6 Zob. Mt 18,6-7. 7 Zob. Mt 10,28. 8 F.T. Cloack, Is a cultural ethnology possible?, „Human Ecology” 3, za: Susan Blackmore, Maszyna memowa, Wyd. Rebis 2002. 9 1 Tes 5,17. 10 1 Kor 10,31. Zob. też Kol 3,17. Podobnych zaleceń co św. Paweł udziela Bhagavatgita. Księga ta nawiązuje do istnienia osobowego Boga. Specjalne techniki antywirusowe, pozwalające odzyskać duchową wolność, wypracował buddyzm zen. 11 Gabriel Bung, Ewagriusz z Pontu, Wydawnictwo Benedyktynów 1998.
 

 

 



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20090408005624104

No trackback comments for this entry.
Do braci ateistów | 15 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
reguly śro, 8 kwi 2009, 11:49:38

> 1) Jestem nieukiem i dlatego wierzę w Boga. Ludziom wykształconym religia nie jest potrzebna. Wystarczy nauka.

Ludzie wyksztaleceni nie odrzucaja istneienia lub niestnienia czegos / kogos z gory... Analogicznie tylko ludzie niewyksztaleceni lub wrecz ograniczeni generlaizuja w ten sposob wszystkie religie (tak jakby je wszystkie poznali), niejako sugerujac ze wszystkie one stac musza zaraz w opozoycji do nauki... musza te neuke i jej osiagniecia negowac - a to totalna bzdura. Osobiscie natomiast do sprawy podchodzac posiadam wyksztalecenie wyzsze, w sumie cztery zawody wyuczone w tym jeden wykonywany a mimo to wierze w Bogow, Boga Najwyzszego, a bedac rodzimowierczym panteista w niczym mi to jednoczesnie nie przeszkadza w zaakceptowaniu osiagniec obecnej nauki czego i wszystkim tego rodzaju (uzywajacej podobnej argumenstacji jak zacytowana wyzej) tzw. ateistom zycze...

---
Świętowit Widzi Więcej Bo Ma Cztery Twarze

 
  • Reguly śro, 8 kwi 2009, 11:54:29
  • Reguly śro, 8 kwi 2009, 11:58:25
  • Reguly śro, 8 kwi 2009, 12:00:24
  • Reguly śro, 8 kwi 2009, 17:28:26
  • Reguly śro, 8 kwi 2009, 12:03:48
medieval_man śro, 8 kwi 2009, 12:05:49

z  zasad publikacji:

Pojedynczy komentarz nie moze być dłuższy niż 2000 znaków (ze spacjami). Niedopuszczalne jest również zamieszczanie przez tę samą osobę kilku komentarzy składających się na jeden. W przypadku chęci napisania dłuższej polemiki do danego artykułu, użytkownik może skorzystać z możliwości przesłania artykułu do działu "Polemiki"

Miło, że piszez merytorycznie, reguly, ale jakieś zasady obowiązują?

---
Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii, rozumienia, które wychodzą poza klasyczną fundamentalistyczną interpretację

 
  • Reguly śro, 8 kwi 2009, 12:08:12
reguly śro, 8 kwi 2009, 12:06:17

Szkoda ze

> Marek Błaszkowski, Znaki Czasu

nie zaznajomil sie z komentami do swego pierwotnego arta zamieszczonymi na tym portalu...

---
Świętowit Widzi Więcej Bo Ma Cztery Twarze

 
BLyy czw, 9 kwi 2009, 03:32:14

Wielkie cięgi zebrałem od krytyków za zaliczenie w poczet ateistów Adolfa Hitlera. Podobno był katolikiem. Ale czy i ateiści nie figurują czasem w księgach parafialnych jako przykładni katolicy? Czy wpisany gdzieś formalnie, czy nie — Hitler był ateistą, a chrześcijaństwo uważał za zakaźną chorobę porównywalną z syfilisem.

Sprawa ateizmu czy katolicyzmu Hitlera jest sprawą mocno kontrowersyjną. Należy wspomnieć, że Hitler nie tylko chciał stworzyć dominującą rasę ludzi, ale także wszystko co germańskie było dla niego najlepsze, dlatego Hitler prędzej był wyznawcą wierzeń starożytnych German, niż ateistą czy katolikiem. Tak samo można sobie zadać pytanie, co zepsuło Stalina skoro był w seminarium i skończył je z wyróżnieniem?

Ludzie, odrzuciwszy Boga, przestają się liczyć z innymi ludźmi, ich genialny cel uświęca wszelkie środki. Robespierre, Marks, Lenin, Stalin, Hitler, Pol-Pot.

Właśnie, że człowiek czy wierzący czy ateista nie przestaje się liczyć z innymi ludźmi. Bo choćby jest takie coś jak altruizm który jest w każdym człowieku, niezależnie od wiary bądź niewiary. Pomijam rozmowę na temat ewolucji, w której też jest psychologiczne aspekt, jak choćby pochodzenie altruizmu.

Porównuję Dawkinsa do Lenina i Hitlera. Oni byli ludobójcami,

A kościół jako tako nie był też ludobójcą?

---
"Prawda was wyzwoli." J 8,32

 
  • Bartosz czw, 9 kwi 2009, 03:34:18
  • Bartosz czw, 9 kwi 2009, 03:41:22
  • Reguly czw, 9 kwi 2009, 10:26:37

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń