prześladowani za wiarę

pią, 15 maj 2009, 00:30:41

Autor: Angelika Mojeścik

Walka o wiarę, dyskryminacja na tle religijnym, wyśmiewanie się z poglądów religijnych – gdy myślimy w tych kategoriach przed oczami mamy daleką Azję, Afrykę no może jakieś grupy rasistowskie czy satanistyczne… Ale czy na pewno te hasła wiążą się tylko z tak odległymi dla nas "prądami”/"stronami"?

 

Moja mała Abi miała dziś kolejny dzień tzw.: „work experience” – po Polsku możemy nazwać to praktykami. Do „pracy” załapała się w Kościele Protestanckim tzw. Vineyard Chruch jako opiekunka do dzieci w żłobku, który jest prowadzony przez ludzi z tego Kościoła.

 

Z samego początku jako dziecko z rodziny nie wierzącej, ale posiadającej korzenie Ortodoksyjnie-męczące (dziadkowie) – była pełna wątpliwości i niechęci co do praktyk w tymże miejscu. Na szczęście już po pierwszym dniu wróciła pełna energii i siły do dalszego poznawania swojej pracy oraz ludzi z nią związanych. Jak można było się spodziewać, nie skończyło się tylko na godzinach pracy. Dołączyła do grupy młodzieżowej z tego Kościoła, zaczęła razem z nimi chodzić na spotkania modlitewne oraz odwiedzać domy starców (też prowadzone, przez tą wspólnotę).

 

Mimo to, wciąż nie była pewna swojej wiary, jak i istnienia samego Boga.

Aż do dziś… gdy wychodziła z kolejnego spotkania grupy młodzieżowej, miała łzy w oczach. Spojrzała na czekającego na nią Ojca i wykrzyknęła – TATO JA WIERZĘ!

 

Ojciec spojrzał się z drwiącym uśmiechem i krzyknął ironicznie w odpowiedzi: Alleluja!

 

Abi była na tyle szczęśliwa, że nie zauważyła jak bardzo wyśmiewcze to było. Nadal ciągnęła z zapałem – Tato mogę chodzić do nich co niedzielę!?

 

Ojciec przestał się śmiać i już ze złością powiedział – chyba tylko z mamą, bo ja nie będę rezygnował z golfu! A twojej mamie się to przyda, może odzyska rozum, przestanie grać lesbijkę i wróci do mnie.

 

Abigail nagle strasznie posmutniała, zrozumiała, że pod nogami ma wiele kłód. Powiedziała tylko szeptem: Rozumiem…. Gdybym nie była przykuta do wózka to jeździłabym autobusem by  nie narażać was na takie wyrzeczenia.

 

Ojciec dumny jak nigdy zamilkł wciąż z tym wrednym uśmiechem na Twarzy, postawił na swoim – wciąż jest mężczyzną…

 

Abigail spojrzała z miłością na swoją młodszą siostrę, która siedziała koło ojca w samochodzie:

- Modliłam się za Ciebie, bo tak bardzo cię kocham!

 

W życiu nie widziałam takiej złości w 9 -latce. „Nie potrzebuje Twojej modlitwy! Mam ją gdzieś! Wypchaj się nią!” – słowa Lucy były jak pociski trafiające w sam środek serca szczęśliwej Abigail.

 

Łzy radości w jej oczach, natychmiast zmieniły swoje znaczenie…

 

„Jesteś irytująca i nieznośna” – usłyszała od swojej siostry na koniec.

„Ja tylko wierzę” – szepnęła Abs odwracając się w kierunku szyby.

 

Lucy razem z ojcem dumni ze swojego „zwycięstwa” nad naiwnością Abigail; siedzieli na pierwszych siedzeniach.

 

Przytuliłam do siebie Abs… nie wiedziałam co powiedzieć.

Nigdy nie myślałam o tym jak „lucky I am”, ja nie musiałam walczyć z rodziną o swoją wiarę – Jezus zawsze był obok, wspólnoty młodzieżowe jak na tacy – korzystałam ile mogłam, ale teraz widzę jak bardzo nie doceniałam…

 

Anglia – niby kraj w którym wolność rządzi – a jednak nie…

Marzenia, wierzenia, miłość – młodych ludzi depcze się na wszelakie sposoby – z zazdrości? z przekory? z czego?

 

I niech mi jeszcze raz ktoś powie, że ateiści dają wybór…

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090515003041259