Człowiek nie jest bezużyteczną pasją

pią, 3 lip 2009, 14:45:24

Autor: Jan Schulz

O twórczym sensie niepokoju można mówić zawsze wtedy gdy skłania nas do zastanawiania się czy aby na pewno dobrze wykorzystujemy powierzony nam czas. Wiele ryzykujemy, gdy zagłuszamy w sobie głos podpowiadający nam, że idziemy niewłaściwą drogą. 

Refleksję nad problematyką sensu życia podejmowali nie tylko teologowie, filozofowie, artyści czy pisarze. Zajmowali się nią także psychoterapeuci i lekarze. Jednym z nich był wiedeński psychiatra Viktor Emil Frankl (1905 - 1997).   
Jego zdaniem główną siłą napędową ludzkiego życia jest chęć odkrycia swojego powołania. Stan zadowolenia pojawia się jako konieczny i niezamierzony skutek realizacji tego powołania. Wbrew temu co twierdził Zygmunt Freud (1856 - 1939) głównym motorem ludzkiej aktywności nie jest poszukiwanie przyjemności. Frankl odkrył, że zależy nam przede wszystkim na świadomości, że nasza egzystencja zogniskowana jest wokół jakiegoś istotnego celu. Jest nim mianowicie integralny rozwój osobowości poprzez realizację pełni człowieczeństwa.
Odnajdujemy siebie nie w hedonistycznym używaniu życia, ale zawsze wtedy gdy, podchodzimy do niego zadaniowo chcąc doskonalić siebie i świat, w którym żyjemy. Tylko w ten sposób można się spełnić i odnaleźć trwałą radość życia.
Najważniejsze jest nie to jak długo żyjemy, a raczej to jaką treścią wypełniamy swoją codzienność. Wiedeński psychiatra dostrzegał też rolę cierpienia w rozwoju ludzkiej osoby. Uważał, że niszczący wpływ na człowieka posiada nie tyle samo cierpienie, co poczucie jego bezsensu. 

Poglądy Frankla na temat sensu ludzkiego życia krystalizowały się nie tylko w zaciszu gabinetu lekarskiego lecz także podczas pobytu w obozach koncentracyjnych. W 1942 roku Frankl wraz z rodzicami, bratem i żoną został aresztowany i wywieziony do Auschwitz a potem do Dachau. Zauważył tam, że w  ekstremalnych warunkach obozowych najlepiej radzili sobie ludzie, którzy służyli pomocą innym. Najodporniejsi na ciosy okazali się ci, którzy poświęcali się bliźniemu. Podobne wnioski zawarł w swojej książce pt: "Rytm życia" polski psychiatra Antoni Kępiński, który po II wojnie światowej brał udział w leczeniu byłych więźniów Auschwitz. Piekło obozowej rzeczywistości ujawniało ścisły związek pomiędzy nadzieją, altruizmem i aktywnością a zdolnością do przeżycia. Więzień, który ulegał zwątpieniu bardzo zmniejszał swoją szansę na przetrwanie. Często na drugi dzień już nie żył.

Doświadczenia obozowe utwierdziły Frankla w przekonaniu, że  pełna pomoc psychologiczna powinna uwzględniać duchowy element w człowieku, a więc także jego rozterki egzystencjalne.
Brak zaangażowania w realizację ogólnoludzkich wartości może być źródłem poważnych życiowych kryzysów, których przeróżne rozrywki, alkohol czy sex nie są w stanie zagłuszyć. W swojej książce "Homo patiens" Frankl wyjaśnia to następująco:" Człowiekowi nie chodzi nigdy tylko o samą przyjemność, ale zawsze o jakiś sens. Przyjemność pojawia się każdorazowo sama, a mianowicie wraz z osiągnięciem celu; przyjemność jest skutkiem, ale nie jest celem samym w sobie".

Frankl stanowczo przeciwstawiał się redukowaniu człowieka jedynie do sfery somato-psychicznej. Uważał, że w każdym z nas jest też miejsce na sferę duchową, którą należy wziąść pod uwagę podczas terapii. Twierdził również, że człowiek jest wolny i zawsze ma możliwość wyboru pomiędzy dobrem i złem. 
Wiedeński psychiatra wspominał wreszcie o nadsensie, czyli ostatecznym sensie rzeczywistości. Stanowi on podstawę i dopełnienie indywidualnego sensu życia każdego człowieka. 

Globalny sens świata był przez wielu filozofów kwestionowany. Dotyczy to zwłaszcza myślicieli wywodzących się z nurtu egzystencjalizmu ateistycznego. Jednym z głównych przedstawicieli tego nurtu był Jean Paul Sartre (1905-1980). Filozof ten twierdził, że otaczająca człowieka rzeczywistość jest absurdalna, co oznacza, że nie została przez nikogo zaplanowana. Ateizm Sartre'a miał charakter postulatywny. Filozof ten absolutyzował mianowicie wolność, a ponieważ idea Boga jako stwórcy natury ludzkiej była z tą wolnością nie do pogodzenia, w związku z tym istnienie Boga zostało zanegowane.
Brak planu dotyczy także człowieka, co Sartre ujął lapidarnie, że istnienie poprzedza istotę, dlatego każdy z nas skazany jest na ciągłą kreację swojej istoty, czyli samego siebie i swoich wartości.
Innymi słowy permanentny wybór jest losem każdego z nas. Nikt nas w tym nie wyręczy. Jedyny sposób na to by nie poddać się rozpaczy wynikającej z uświadomienia sobie swojej ludzkiej kondycji to aktywna walka z absurdem.
Zdaniem Sartre'a ludzie wierzący w Boga kierują się tak zwaną złą wiarą czyli rezygnują z odpowiedzialności za swój los poprzez przyjęcie gotowych ról narzuconych im przez religię.
 

Zachęta do aktywności to niewątpliwie pozytywny element filozofii Sartre'a. Za błędne natomiast należy uznać jego koncepcję wolności i arbitralne negowanie na jej podstawie obecności Boga. Człowiek nie ma mocy tworzenia własnej natury i wartości moralnych. Nie posiadamy bowiem władzy nad własnym sumieniem. Zło wyrządzone drugiemu człowiekowi niczym powracająca fala daje o sobie znać i niszczy radość życia.

Sartre znany jest też ze swojego powiedzenia: "Piekło to inni". Trzeba przyznać, że kontakt z drugim człowiekiem potrafi być trudny. Całe życie uczymy się współżycia z innymi. Sartre prezentuje jednak bardzo jednostronne podejście do  relacji międzyludzkich. Filozofia klasyczna stoi na stanowisku, że człowiek jest istotą społeczną. Potwierdza to Sobór Watykański II. W konstytucji Gaudium et Spes czytamy:" Ze społecznej natury człowieka jasno wynika, że istnieje wzajemna zależność pomiędzy rozwojem osoby ludzkiej i wzrostem społeczeństwa. Zasadą bowiem, podmiotem i celem wszystkich instytucji społecznych jest i powinna być osoba ludzka, zwłaszcza, że ze swej natury niewątpliwie wymaga ona życia społecznego. Ponieważ więc życie społeczne nie jest dla człowieka czymś przychodzącym z zewnątrz, rozwija on wszystkie swoje uzdolnienia i może odpowiedzieć na swoje powołanie poprzez spotkania z innymi, wzajemne służenie sobie i dialog z braćmi."
Człowiek nie jest samotną wyspą. Powołany jest do życia we wspólnocie i współtworzenia dobra wspólnego, przy czym właściwie rozumiane dobro wspólne uwzględnia zarówno dobro całej wspólnoty jak i wszystkich poszczególnych jej członków.

Istnienie nadsensu negował też Albert Camus (1913 - 1960). Twierdził mianowicie, że świat posiada jedynie tyle znaczenia ile nada mu każdy indywidualny człowiek. Swoją tezę zobrazował w słynnym eseju pt: "Mit Syzyfa". Camus pokazuje w nim, że los mitologicznego Syzyfa jest metaforą losu każdego z nas. Wszelka ludzka aktywność pozbawiona jest głębszego celu. Wszystko co robimy przypomina wtaczanie głazu pod górę, z której i tak stoczy się w dół.  
Pojawia się wobec tego pytanie co miałoby nas powstrzymać przed popełnieniem samobójstwa? Camus wyjaśnia, że receptą na bezcelowość ludzkich wysiłków nie jest śmierć a właśnie bunt przeciwko niej. Ma się on wyrażać w walce z bezsensem. Fundamentalnego sensu świat jest jednak pozbawiony, z czym należy się zwyczajnie pogodzić.
 

Buntowanie się przeciwko złu i niesprawiedliwości jest jak najbardziej godne pochwały.
Buntować  można się też przeciwko absurdalnej wizji świata, przeciwko zamknięciu człowieka w immanencji widzialnej rzeczywistości.
Już starożytni obserwując otaczający ich świat określili go mianem kosmosu czyli harmonii. Ta z kolei domaga się Twórcy.
Zgoda na absurd oznacza zaprzestanie opartych na rozumie i doświadczeniu poszukiwań nadsensu wszelkich ludzkich działań a w konsekwencji arbitralne odcięcie się od nich. Tym bardziej jest to nieuzasadnione, że z góry przekreśla się sens jakiejkolwiek argumentacji filozoficznej wskazującej na istnienie duchowego elementu w człowieku.
Tymczasem Blaise Pascal (1623 - 1662) snuł bardzo ciekawe refleksje na temat wyjątkowego statusu człowieka we Wszechświecie:"Myśl stanowi wielkość człowieka. Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba by cały Wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą aby go zabić. Ale gdyby nawet Wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera i zna przewagę , którą Wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic." Duchowość człowieka domaga się z kolei duchowego Stwórcy, który nadaje światu sens.

Zarówno Sartre jak i Camus prezentują pesymistyczną wizję człowieka i świata. Instynktownie buntujemy się przeciwko przyrównywaniu naszego życia do losu skazanego Syzyfa, który nadaremnie wtacza kamień pod górę. Wyczuwamy, że nie jest to klimat mentalny odpowiadający godności człowieka. Człowiek bowiem zawsze był skierowany ku wartościom absolutnym. Zawsze poszukiwał i będzie poszukiwał Boga. Potwierdza to powszechność fenomenu religii będącej zjawiskiem uniwersalnym ze względu na czas i przestrzeń.W Boga wierzą ludzie różnych kultur, o różnych profesjach, biedni i bogaci, prości i wykształceni. Gdyby Bóg nie istniał ludzka natura musiałaby być skierowana ku pustce.

Chrześcijaństwo nadaje sens nawet tym momentom ludzkiego życia, wobec których egzystencjalizm ateistyczny rozkłada bezradnie ręce: cierpieniu i śmierci. Dla chrześcijanina życie doczesne jest oczekiwaniem na spotkanie z Bogiem, a nie byciem ku nicości. Wbrew temu co głoszą niektórzy ateiści wiara w życie wieczne nie jest powodem do lekceważenia życia doczesnego a jedynie przydaje mu głębszy wymiar.
Problematykę cierpienia podejmuje zarówno Stary jak i Nowy Testament. Dla przykładu historia Hioba uświadamia nam, że w obliczu cierpienia ludzi sprawiedliwych właściwą jest postawa zaufania Bogu. Musi nam wystarczyć wiara w to, że nasze cierpienie posiada głębsze znaczenie, nawet jeśli go nie znamy, że jest do czegoś potrzebne.
Przed ucieczką od trudów życia przestrzega nas sam Jezus mówiąc :"Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 38).
Poprzez swoje życie i śmierć Chrystus zachęca nas do przyjęcia postawy ufności w bożą opatrzność.
Jezus jest Barankiem Bożym, który pozwolił się przybić do krzyża, mimo, że był bez grzechu. Sens swojej misji wyjaśnia w słowach:"Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45).
W życie każdego z nas wpisane jest cierpienie i śmierć. Bóg, który przybiera ludzka postać, który cierpi i umiera na krzyżu pokazuje, że nie może być inaczej, bo ten świat tak jest po prostu skonstruwany. Daje zarazem panaceum na rozpacz pokazując, że tylko poprzez wiarę w sens krzyża można osiągnąć zbawienie, że należy go nieść powtarzając: Jezu ufam Tobie.


Bibliografia:

1. Ks. Stanisław Kowalczyk, Podstawy światopoglądu chrześcijańskiego,              Warszawa 1979,
2. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań - Warszawa 1990,
3. B. Pascal, Myśli, Warszawa 1952,
4. V.E.Frankl, Homo Patiens, Warszawa 1971,      
5. Sobór Watykański II Konstytucje Dekrety Deklaracje, Pallottinum - Poznań       2002,  
6. A. Camus, Dwa eseje, Warszawa 1991,
7. Antoni Kępinski, Rytm życia, Kraków 1978. 
8. Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii tom 3, Warszawa 2005.
 
       

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


        

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090703144523532