KAI manipuluje przy seksedukacji

pią, 24 lip 2009, 11:54:29

Autor: Maria Czerw

"Adela lekko zachorowała pogrzeb w czwartek". Tak mniej więcej można spuentować wymowę depeszy KAI z dnia 22 lipca. Możemy już spodziewać się wyjątkowo agresywnego lobbingu na rzecz seks-edukacji. Z całą pewnością pogorszy ona jakość relacji międzypłciowych. Umocowanie nowego przedmiotu szkolnego może się skończyć prawdziwą katastrofą duszpasterstwa młodzieży. 

Gdyby minister Hall nie sprzyjała permisywnej edukacji seksualnej nie wydzielałaby jej jako osobnego przedmiotu i odwróciłaby kolejność rzeczy: niech rodzice najpierw zapiszą swoje pociechy na lekcje o seksie – jeśli chcą.

Polscy rodzice będą mieli dylemat: pozostawić czy wypisać swoje dzieci z lekcji seks edukacji. Media już prężą muskuły do walki o ich pro-seksualną orientację. Czy Kościół zabierze głos?

Po pierwsze bulwersuje fakt w jaki sposób odwrócono kolejność rzeczy, po to by niszowe zajęcia uczynić powszechnymi. Wybór dany rodzicom jest schowany pod tzw. pierwsze zaangażowanie. To prosta manipulacja rodem z handlu telewizorami. Nazywamy ją regułą zaangażowania i techniką stopy w drzwiach. Sprzedawcy wiedzą, że szansa na dokonanie zakupu rośnie wraz z jakimkolwiek zaangażowaniem klienta: przekazujemy mu więc informację, że wygrał coś na loterii i został wciągnięty na listę oczekujących na tańszy zakup.

Wybór powinien być wolny od tego rodzaju presji: najpierw lista chętnych a potem organizujemy zajęcia. Lub tak jak w przypadku etyki i katechezy: co wybierasz? Lekcje prorodzinne czy seks-edukację. Czy ministerstwo z góry zakłada, że wypisy z seksedukacji będą miały charakter wyjątkowy?

Seksedukacja zaprzeczy nie tylko wysiłkowi na rzecz czystości przedmałżeńskiej: nauczyciele od seksu będą rzecznikami nastolatków, którzy zostali sprowokowani do podjęcia zachowań homoseksualnych. W amerykańskich szkołach obecność seksedukatorów i psychologów genderowych podbiła odsetek zorientowanych homoseksualnie uczniów o kilka procent.

Gdyby zdezorientowani rodzice powierzyli swoje pociechy edukatorom seksualnym może to okazać się klęską Kościoła i całych pokoleń, które honorowały płciową wizję Wojtyły. KAI usypia czujność episkopatu: to sukces – przekonują katoliccy redaktorzy: rodzice będą mogli wypisać swoje pociechy z tych zajęć.

Autorzy cenionego przez Kościół podręcznika "Zanim wybierzesz" cieszą się z danej rodzicom możliwości odmowy udziału ich dzieci w lekcjach z edukacji seksualnej ("Adela lekko zachorowała"). KAI zasłoniła tą – oderwaną od całości zagadnienia – wypowiedzią palące problemy, które stają przed Kościołem ("pogrzeb w czwartek").

Problem polega na tym, że ministerstwo funduje dzieciom dwa kolidujące i wykluczające się ze sobą programy edukacyjne w obrębie tej samej szkoły i tego samego wychowania. Jeden oparty na czysto freudowskich paradygmatach, które człowieka opisują jako seksualne zwierzę, drugi zaś zakłada, że możemy kierować swoimi popędami podporządkowując je miłości interpersonalnej.

Mamy do czynienia z nowym przedmiotem "edukacja seksualna", którego treści programowe i podręcznikowe oraz prowadzenie przejdzie pod kontrolę progresywnego i zamkniętego w sobie segmentu seksuologii.

Całkowicie koliduje to z dotychczasową praktyką i antropologią chrześcijańską. Życie seksualne rozpatrywane było w polskich szkołach w kontekście rodzinnym, uczuciowym i interpersonalnym.

Po nowelizacji ustawy o ochronie płodu ludzkiego w 1998 roku zniknął przedmiot „wiedza o życiu seksualnym człowieka” i wprowadzono zgodnie z życzeniem rodziców i akceptacją ministra Mirosława Handke nowe treści programowe. Zostały one opracowane przez 17-osobowy zespół opiniodawczo-doradczy, które mają charakter prorodzinny. Treści te stanowią podstawę programową kształcenia ogólnego w zreformowanej szkole. Stały się bazą do tworzenia obecnych programów, podręczników i pomocy dydaktycznych, zarówno dla uczniów jak i nauczycieli. Zajęcia „wychowania do życia w rodzinie” pozytywnie wpisały się w szkolny system kształcenia i wychowania.

Poświadczają to statystyki. Jest u nas mniej ciąż nastolatek, zakażeń drogą płciową. Młodzież później rozpoczyna życie seksualne.

Badania amerykańskie pokazują, że – fundowane od września – równoczesne nauczanie o wstrzemięźliwości seksualnej i użyciu antykoncepcji przynosi efekt wzajemnego zniesienia argumentacji. Wtedy poziom ciąż u nastolatek pozostaje ten sam, niepokojąco wysoki, jak ilość zakażeń drogą płciową.

W polskiej praktyce akcent kładziony jest na abstynencję seksualną i metody naturalne regulacji poczęć. Antykoncepcja jest omawiana z uczniami z uwzględnieniem wszystkich jej wad.

Rezultat: wskaźniki aborcji wśród nieletnich są u nas tak niskie, że nie mieszczą się nawet w dolnych granicach dokładności statystycznej a wskaźniki sumaryczne aborcji u kobiet w wieku reprodukcyjnym są w Polsce 200 do 600 razy niższe niż u kobiet w porównywanych krajach zachodnich. w zakresie chorób przenoszonych drogą płciową: kiły, rzeżączki, chlamydiozy oraz HIV/AIDS sytuacja w Polsce jest zdecydowanie najlepsza; a niektóre wskaźniki zachorowalności mamy nawet 300 razy niższe niż w krajach zachodnich.

Ten stan rzeczy chce zmienić minister Hall wprowadzając dwie sprzeczne treściowo linie programowe w polskiej szkole: na seksedukacji młodzież będzie się już uczyła zupełnie innej wizji człowieka.

Lobbing zaczął się od ataku. Na wychowanie do życia w rodzinie spadła buńczuczna krytyka. Wśród znanych tytułów nie znalazł się ani jeden, który podniósłby pozytywne statystyki polskich nastolatków a tym bardziej powiązaną z nią strategię edukacyjną.

Doszło do takiego absurdu, że poważne dzienniki cytowały raport – popełniających rażące błędy w przekazie wiedzy seksualnej – młodocianych edukatorów Ponton, z którego można było wynieść wrażenie, że Polska szkoła znajduje się u progu XIX wieku. Nie były to jednak poważne, naukowe badania, a wycinkowa korespondencja, która absolutnie nie spełniała kryteriów badawczych.

Wspierani m.in. przez dziennik Rzeczpospolita edukatorzy zamierzają uczyć o seksualności człowieka akcentując prawo do wolności seksualnej i antykoncepcji. Rekomendują ich czołowi seksuologowie i Towarzystwo Rozwoju Rodziny.

O postawie dziennikarzy KAI trudno powiedzieć, że jest fair wobec Kościoła. Przecież mogli wyakcentować, że edukacja seksualna będzie osobnym przedmiotem zinfiltrowanym przez zorientowaną na laicką antropologię seksuologię i opozycyjnym do treści funkcjonujących teraz.

Większość z katolickich inteligentów czytała Miłość i odpowiedzialność Karola Wojtyły. Czy w ojczyźnie tego autora dojdzie do kolejnej rewolucji seksualnej?

 

28 lipca 2009 - tekst artykułu zmieniony na życzenie autorki

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090723204129123