Dlaczego konserwatysta wybiera Msze Św. tyłem do ludzi i w martwym języku?

pon, 7 wrz 2009, 12:17:56

Autor: xxx

Dlaczego konserwatysta wybiera Msze Św. tyłem do ludzi i w martwym języku? Ponieważ wybiera Msze Św. przodem do Pana Boga w języku Kościoła!
Kontrrewolucjonista jako osoba świadoma kryzysu prawdziwej religijności, dostrzegająca zbanalizowanie Majestatu Bożego i odróżniająca sacrum od profanum, znajduje odtrutkę na te problemy w tradycyjnej liturgii. Te dwie postawy - kontrrewolucjonisty i tradycjonalisty - zdają się być ze sobą nierozerwalnie skorelowane, a ich wielopłaszczyznowa kooperacja jest nieodłączną częścią składową prawdziwego konserwatysty.

Tradycyjna liturgia, zwana też nadzwyczajną formą rytu rzymskiego, trydencką, klasyczną, łacińską etc., jest sprawowana według mszału Piusa V promulgowanego bullą Quo Primus z 19 lipa A.D 1570, sięgającego swoimi tradycjami do czasów Grzegorza Wielkiego, a nawet jeszcze wcześniej. Pius V skodyfikował i zunifikował ryty Kościoła rzymskiego zachowując te ryty, które miały więcej niż 200 lat. Dziś na mocy listu apostolskiego mottu proprio „Summorum Pontyficum” z 7 lipca A.D 2007 Benedykta XVI każdy kapłan może sprawować liturgie według tego mszału w wersji z roku 1962. Nowa Msza została promulgowana konstytucja apostolską Missale Romanum 3 kwietnia A.D 1969 będąc nieznacznie zmodernizowaną wersją zaproponowanej przez Komisję ds. realizacji soborowej Konstytucji o liturgii tzw. „Mszy normatywnej” nieprzyjętej przez Synod Biskupi zwołany A.D 1967. Kardynałowie  Ottaviani i Bacci wraz z grupą teologów, liturgistów i duszpasterzy we wrześniu 1969 r. przedstawili Ojcu Świętemu „ Krótką analizę Krytyczną nowego Ordo Missae”, w której z pietyzmem zostały wymienione zagrożenia i uchybienia związane z nowym mszałem.  Niestety analiza ta pozostałą bez echa, na uwagę i docenienie zasługuję postawa dwójki kardynałów - których odpowiedzią na brak reakcji było milczące posłuszeństwo.  Niestety w świadomości ogółu pokutuje dyletanckie przeświadczenie jakoby Novus Ordo miałoby być tym samym rytem Mszy - co klasyczny ryt rzymski, odprawianym jedynie w językach narodowych i versus populum. Niestety NOM (Novus Ordro Missae) nie jest finalnym tworem ewolucji i reform klasycznej liturgii rzymskiej (jest nim ryt z 1965r.), jest natomiast tworem sztucznym nieukonstytuowanym na poprzedzającym go rycie rzymskim, jedynie z nim korespondującym w niektórych aspektach strukturalnych. Mam nadzieje, ze będzie jeszcze okazja do zamieszczenie w serwisie artykułów opisujące piękno nadzwyczajnego rytu rzymskiego, bogactwo jego gestów i modlitw, jego perfekcyjny układ zarówno przestrzenny jak i tekstowy.  Teraz jednak chciałbym zastanowić się dlaczego pierwsze skojarzenie ze „starą mszą”- odprawiana po łacinie ( język nie rozumiały dla ogółu) i tyłem do ludzi, jest odbierane jako deprecjacja tego rytu.  Wielce mnie to dziwi, ponieważ będąc na Mszy św. uczestniczymy w czymś świętym, bierzemy udział w „świętych tajemnicach”  podkreśleniem tej świętości i tajemniczości jest właśnie język sakralny. Uczestnicząc w sacrum wszystko co ma związek z profanum, z życiem codziennym staramy się odstawić na bok, nawet naszą potoczną mowę, dzięki temu mamy świadomość, że jest to coś nie z tego świata, cos cudownego. Biorąc udział w rzeczy najwznioślejszej, a Msza św. jest właśnie takową forma komunikacji z Bogiem, staramy się więc to robić najwznioślej. Wiele kultur wykształciło język obrzędowy, aby w ten sposób podkreślić dostojeństwo misterium, Kościół uczynił toż samo już w pierwszych wiekach. Kapłan odprawiając Msze - która jest publicznym aktem kultu powinien używać oficjalnego języka kościoła - którym jest łacina, podkreśla to powszechność i uniwersalność, jest też wyrazem jedności całego Kościoła. Język martwy ułatwia też zachowanie tej jedności, ponieważ jest odporny na skażenia autentycznej nauki wynikające z niejasności i wieloznaczności języków nieustannie rozwijających się. Łacina de facto jest ułatwieniem dla wiernych, ponieważ wszędzie na świecie mogą czynnie uczestniczyć we Mszy św. tak jak w swojej własnej parafii. Używając mszalika dla wiernych, który jest bardzo prosty w obsłudze, możemy jeszcze lepiej się skoncentrować na poszczególnych tekstach Mszy, skupić się dłużej nad wybranym passusem lub wrócić do niego w dowolnym momencie.   Lekcja, Ewangelia i kazanie są z reguły w języku narodowym. Jeżeli ktoś nie chce nieustannie spoglądać do mszalika, to nauczenie się na pamięć części stałych po łacinie powinno być kwestią kilku dni, nie mówiąc, że nauka kilku łacińskich słówek dla Pana Boga nie powinna być problem. Niektóre modlitwy mszalne są tak trudne, że nie rozumiemy ich nawet w języku ojczystym, i znów z pomocą przychodzi nam genialność rytu klasycznego, który przemawia do nas w sposób niewerbalny gestami, a jeden wyrazisty gest może zastąpić setki słów.  Konkludując: ryt łaciński wyzuty z języka łacińskiego staje się pewnego rodzaju paradoksem, dlatego Sobór Trydencki naucza: „Jeśli ktoś twierdzi, że obrzędy Kościoła rzymskiego, w którym cześć kanonu i słowa konsekracji wymawiane są po cichu, należy potępić; lub że msze można sprawować tylko w języku miejscowym- niech na niego będzie anatema.” (Sobór Trydencki 22, posiedzenie can.9). Zatem pozostaje jeszcze kwestia postawy księdza, który jest zwrócony tyłem do wiernych, otóż kapłan jest wrócony przodem do Pana Boga obecnego w Najświętszym Sakramencie na ołtarzu, lub w tabernakulum. Tradycja ta też wywodzi się z pierwszych wieków gdzie kapłan i wierni (niezależnie gdzie był ołtarz) stali zwróceni ku wschodowi, ponieważ wschód słońca był symbolem Chrystusa zmartwychwstałego (Łk 1, 78) i stamtąd oczekiwano paruzji (Mt 24,27 Dz 1, 11). Wszyscy więc zwracali się w stronę Pana, zachowując pewną gradacje Bóg – kapłan –wierni, która dziś jest zaburzona, w postawie tej uwydatnia się hierarchiczny aspekt służby kapłańskiej i podkreślona zostaje rola kapłana pośrednika. W katakumbach gdzie sprawowano Msze na grobach, które były wnękami w ścianach, kapłan nie miał możliwość stać przodem do wiernych. Ołtarz w formie stołu jest wiec fałszywym „archeologizmem” przed którym przestrzegał Pius XII. Kolejną rzeczą którą implikuje ołtarz – stół, a przed którą przestrzegał wybitny papież jest odłączenie tabernakulum od ołtarza. Nie dość, że nowy ołtarz jest niezwykle trudno wkomponować w architekturę kościołów, i w większości przypadków psuje ich kompozycje i wygląd, to często przenosi się tabernakulum do bocznej kaplicy, usuwając Pana Jezusa z centralnego miejsca w kościele. Tak jak w liturgii centralne miejsce przez obrót kapłana o 180 (odpowiedni znaczek) zajął człowiek, takoż jest i w budowli kościoła gdzie w centrum nie ma już tabernakulum. Jak widać ryt ten ręką bożą skomponowały wieki, dwa wyżej wymienione jego aspekty ,jak i wiele innych o których będzie jeszcze okazja napisać są głęboko osadzone w Świętej Tradycji i sięgają czasów pierwszych wieków chrześcijaństwa więc „przedłużają przeszłość w teraźniejszość”. Mszą tą karmiło się większość świętych, czemu my więc nie mamy się karmić bogactwem gestów, pięknem chorału, misteryjnością języka sakralnego i kanonem który przemawia do nas swoją ciszą?

                                                                                                                                                                           Ad maiorem Dei gloriam

                                                                                                                                                                                  Mateusz A. Wójcik

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090907121756763