Początek listopada

nie, 1 lis 2009, 23:22:26

Autor: krzysztof guzek

 Początek listopada

 

Skaczący „z kwiatka na kwiatek” bohater debiutu reżyserskiego Jerzego Stuhra „Spis cudzołożnic” słyszy na końcu filmu piosenkę śpiewaną przez wszystkie swoje „przyjaciółki”. W piosence tej, będącej dla niego wyrzutem sumienia za rozwiązłe życie, przez wszystkie osoby odmieniany jest czasownik „mijać”,  w sensie „przemijać”. Tak jak mija uroda kobieca, bądź jak niektórzy twierdzą, przemienia się, przemija i zmienia się całe ludzkie życie.

Filozofia uczy, że człowiek jest bytem skończonym, teologia dodaje do tej wizji perspektywę nieskończoności. Człowiek, będący jednością materialnego ciała i duchowej duszy, żyje między doczesnością a wiecznością. Tego pierwszego doświadcza namacalnie, w to drugie musi uwierzyć. Zabieganiu i zaangażowaniu w sprawy ziemskie winno zatem towarzyszyć zabieganie i zaangażowanie w sprawy niebieskie. Te dwie perspektywy ukazuje, niemalże jednocześnie, 1 i 2 listopada. I póki co, ani pogańskie Halloween, ani internetowe wirtualne cmentarze, nie są w stanie wyprzeć tradycji odwiedzania grobów bliskich, modlitwy za zmarłych i religijnej refleksji.

Zestawienie, dzień po dniu, Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, wydaje się celowe i sensowne tak, jak życie łączy się ze śmiercią, a wieczność ze świętością. Chociaż, niejako instynktownie, nasza uwaga w te dni skupia się na zmarłych, to nie można zapomnieć o chrześcijańskim kontekście śmierci, gdzie grób nie jest końcem, lecz początkiem – trampoliną do nowego życia.

Dzień Zaduszny nasuwa refleksje o przemijaniu i śmierci. Te dwie rzeczywistości są podwójnym znakiem: ostrzeżenia i nadziei. Ostrzeżenia, by nie tracić czasu na kłótnie, złośliwości i nienawiść, bo życie bywa nieprzewidywalne i krótkie. Nadziei, że jednak nie wszystko w nas umiera, że czeka nas lepsza przyszłość. Przemijanie może być jak czyściec, już tu na ziemi. To zupełnie naturalne zjawisko z wiekiem tak ogranicza człowieka, że ten robi wszystko, by ograniczyć wpływ tego zjawiska. Mimo usilnych starań medycyny i kosmetologii, nie wykryto jeszcze recepty na długowieczność, ani tym bardziej na wieczność. Dlatego, w myśl zasady: „zmieniaj w sobie to, co możesz zmienić, akceptuj to, czego zmienić nie możesz”, człowiekowi pozostaje akceptacja swojej natury. Śmierć natomiast jest najbardziej osobistym i najbardziej ludzkim doświadczeniem. Śmierć musi „przeżyć” każdy, i jest to moment absolutnej samotności człowieka. To sytuacja najbardziej „graniczna”, posługując się językiem egzystencjalistów.

Wszystkich Świętych z kolei przypomina o tym, że naszym przeznaczeniem nie jest pustka i bezsens, jak twierdzą nihiliści, ani potępienie czy piekło, jak by tego chcieli sataniści, ale zbawienie i zmartwychwstanie. Naszą ziemską misją jest świętość, rozumiana nie tylko jako moralna doskonałość, ale przede wszystkim jako „bycie błogosławionym” – zjednoczonym z Chrystusem. Świętym jest ten, kto pośród życiowych trudności pełni wolę Boga – źródło prawdziwego szczęścia. A do tego potrzebna jest wiara, będąca jednocześnie darem Bożym i odpowiedzią człowieka.

Katolickie uroczystości: Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, to głębokie teologicznie i piękne tradycjami święta, które dotykają tego, co najbardziej ludzkie, a więc śmierci oraz tego, co najbardziej istotne dla wielu religii, a więc życie wieczne. Zestawienie obu świąt ukazuje zbawczą perspektywę życia ludzkiego, obok dramatu śmierci stawiając radość zmartwychwstania. Jako wypełnienie ziemskiego bytowania człowieka proponując świętość - przedsmak stanu zwanego alegorycznie rajem.

 

Krzysztof Guzek,

doktorant Wydziału Teologii UWM

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20091101232225282