Awantura o politykę w Kościele

śro, 17 sie 2011, 18:06:48

Autor: Maria Czerw

Tego jeszcze nie było. Eksponowany dostojnik kościelny kłóci się z "niszowym" dziennikarzem. O co? O politykę.

Teza, że Kościół jest apolityczny brzmi tak jakby mówiono, że księża są aseksualni. Nie ma co się oszukiwać: biskupi mają swoje sympatie polityczne, a wierni i kapłani ich diecezji doskonale je znają. Jednak każdy tu udaje, że jest nie zainteresowany tym kto wygra w następnych wyborach.

 

Szkiełko powiększające przykłada się do polityków w zależności od chemii panującej w kurii. Jeśli są to pierwiastki wiążące wcale nie subtelnymi nićmi przyjaźni z PO, dostaje się PiS-owi za szerzenie nienawiści i rozbijanie polskiej jedności (bardziej mitologicznej niż prawdziwej). Za co biskupi krytykują partię D. Tuska doskonale wszyscy wiedzą. Wczoraj na Jasnej Górze popisał się antypeowską retoryką abp A. Dzięga ze Szczecina. - Suwerenny naród nie może być klientem ani petentem we własnym kraju, a instytucje państwowe powinny służyć nie jakiejś formie państwa, ale państwu według woli narodu - mówił hierarcha.


W Kościele hierarchicznym panowała do niedawna pewna równowaga.Jedni będąc za PiS-em dokładali Tuskowi tyle samo co inni, którzy paskudzili PO. Jedni i drudzy udawali, że nie są za żadną z tych sił politycznych, ale nie podoba im się co robi przeciwnik partii, którą wyżej oceniali. Tej hipokryzji było mało. Jedni drugim zaczęli zarzucać wtrącanie się do polityki. Kościelni konserwatyści liberałom, a liberałowie konserwatystom.


Gdy księdzu Sowie (TVN Religia) wypsnęło się, że PiS to banda psychopatów podniosło się larum nie mniejsze, niż to, które sam ksiądz Sowa bez ustanku podnosi w mediach przeciwko ojcu Rydzykowi. Z tą różnicą, że ten ostatni nawet już nie zaprzecza, że do polityki się nie wtrąca, bo albo jest tak bezczelny i cyniczny albo tak autentyczny i pokorny. Punkt krytyczny ten spór osiągnął w polemice ks. Kardynała Dziwisza z red. Tomaszem Terlikowskim. 


Zarzuty Terlikowskiego niedorzeczne


"Wiele razy przypominałem, również ustami rzecznika prasowego, że Kościół nie łączy swej misji z żadną partią polityczną." - pisze metropolita krakowski w specjalnym oświadczeniu. Ale deklaracje a czyny to dwie różne sprawy.


Ksiądz kardynał w ciągu ostatnich lat, tuż przed ciszą wyborczą przyjmował u siebie - w świetle jupiterów - kandydatów PO, choćby Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego, a jednocześnie odmawiał takich spotkań innym politykom - wypomina ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Gdy krakowski lider PO, Ireneusz Raś, został usunięty ze zgromadzenia Rycerzy Kolumba za poparcie udzielone ustawie wymierzonej w małżeństwo, kardynał Dziwisz zrobił to co komunistyczni kacykowie: doprowadził do likwidacji całej organizacji. Brat "księdza sekretarza" przestał mieć problem. Nie mogła go wyrzucić organizacja kościelna, której nie ma.


Poseł Raś wykluczony


Szara strefa politycznego zaangażowania Kościoła - lubienie nielubienie - wypłynęła w związku z relacjami z braćmi Kaczyńskimi. Nie mieli się ku sobie kardynał i bracia od samej nominacji tego pierwszego na stolicę krakowską. Z list PO startują krewni kardynała, a jego osobisty sekretarz jest bratem tego samego polityka, dla którego zlikwidowano cały zakon.
Koncertowe wystąpienia osłabiające PiS a wzmacniające PO w wykonaniu świętej pamięci abp. Życińskiego przejdą do historii zaangażowania politycznego Kościoła. Ale naprawdę niebezpieczny jest sojusz ołtarz i tronu zawarty w Warszawie przez abp. Nycza. Tamtejszy Kościół jest sowicie nagradzany przez panią burmistrz Hannę Gronkiewicz - Waltz. Społeczeństwo może jednak w przyszłości połączyć postać metropolity warszawskiego z nieobliczalną polityką dłużną liderki PO, która nieprzyzwoicie uposaża siebie i współpracowników w dobie kryzysu bez cienia krytyki wyczulonego rzekomo na dobro wspólne hierarchy. Warszawa wyprzedaje swoje srebra rodowe, żeby uchwycić resztki równowagi ekonomicznej. Z czego będą spłacać odsetki następne pokolenia? Rażące jest również posłuszeństwo Kościoła w sprawie krzyża. Metropolita, choć w pełni świadomy niesprawiedliwości związanej z odłożeniem sprawy pomnika smoleńskiego ad acta, bez słowa sprzeciwu wykonywał histeryczne polecenia warszawskiego ratusza.


Zaangażowanie po stronie Kaczyńskich, jest o tyle mniej ryzykowne dla Kościoła, że ludzie prawicy z reguły wypadają lepiej jako gospodarze kraju i lokalnych społeczności.

 

Naukę społeczną Kościoła można interpretować bardzo szeroko. Można podawać wiele przykładów zaangażowania politycznego, które dekorowano walką o prawa człowieka, równość społeczną, albo wolność. Wychodziło to całkiem zgrabnie. Rzecz jest nierozstrzygalna, bo wszystko zależy od intencji hierarchów. Kierują się dobrem wspólnym czy potrzebą wpływu? Kondycja liberalnego społeczeństwa w swojej istocie wcale nie musi odbiegać od warunków, które narzuca pierwszy lepszy totalitaryzm zważywszy na naturalną podatność demokracji na zepsucie - przekonuje środowisko Radia Maryja i trudno odmówić mu, choć częściowo, racji. O społecznym sukcesie Kościoła będzie decydować nie to jak duchowni angażują się w politykę, ale czy angażują się trafnie, z wyczuciem społecznych nastrojów, dołączając do obozu zwycięzców. Bo jeżeli uda się biskupom wytypować wygranych, to Watykan pozytywnie przepisze ich historię politycznego zaangażowania.


Czy poparcie dla PO, które oburza Frondę nie jest dużo rozsądniejsze? Jaki poziom debaty i współpracy proponuje Kaczyński? Ten poziom metropolici Nycz i Dziwisz odbierają jako deklasację polityki. Mają wiele racji. Polacy dużo chętniej zagłosowaliby na prawicową partię niż na Jarosława Kaczyńskiego. Należy również pamiętać, że to sztab małopolski PO zapewnia Kościołowi kontrolę nad ważnymi etycznymi debatami. I choć Donald Tusk raz po raz wyrywa się do przodu w stronę rozwiązań liberalnych (aborcja, związki partnerskie, in vitro) to posłowie z Małopolski skutecznie wiążą jego inicjatywy w kluczowych sejmowych głosowaniach.


Kardynał Dziwisz, choć sam zarzuca Frondzie niezrównoważenie, reaguje bardzo emocjonalnie. Nadał znaczenie jednej z wielu opinii, do których dziennikarz ma prawo. Jako mądry i zdystansowany człowiek mógł na głos powiedzieć: w tym i w tym może ma pan rację.


Tak naprawdę obu stronom sporu brakuje równowagi i spokoju potrzebnego do zbalansowania stosunku Kościoła do polityki.


Kościół musi się też nauczyć żyć z mediami katolików. Obok mainstreamowych tub Kościoła coraz większe znaczenie nabierają nielaurkowe i nie czołobitne ośrodki myśli i informacji katolików świeckich. W nich nie tylko się politykuje, ale i otwarcie rozmawia o Kościele w odmiennym, niż w kontrolowanych przez hierarchów tygodnikach i radiach, tonie.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20110817180648823