Kardynał Martini zamyka rozdział historii Kościoła posoborowego?

czw, 6 wrz 2012, 19:53:52

Autor: Gość serwisu

3 września pochowano wybitnego dostojnika Kościoła katolickiego. Kojarzony z umiarkowanym skrzydłem progresistowskim kardynał Martini zamyka wstrząsający rozdział historii Kościoła posoborowego.

Emerytowanego arcybiskupa Mediolanu żegnało przez kilka dni ponad 200 tys osób. Trumna z jego ciałem spoczęła pod posadzką po lewej stronie katedry, pod krzyżem św. Karla Boromeusza. Rabin Rzymu 97-letni Elio Toaff w wydanym oświadczeniu napisał, że włoski hierarcha był "jednym z najbardziej światłych głosicieli i zwolenników filozofii dialogu między chrześcijaństwem a judaizmem". W południe w dniu pogrzebu duchowni żydowscy zorganizowali publiczne czytanie Psalmów na placu przed Pałacem Arcybiskupim. Do uroczystości żałobnych przyłączyła się gmina żydowska, ale zabrakło na nich papieża i sekretarza stanu. Biblista nie należał do ulubieńców kurii rzymskiej, którą niejednokrotnie wprawiał w zakłopotanie.

Carlo Maria Martini szukał porozumienia ze światem na poziomie języka i komunikacji. Jego teologia wchodziła w interakcję z nowoczesnością. Pogadanki w Corriere della Serra, czyli odpowiedzi kardynała na pytania stawiane przez czytelników były popisem erudycji i kultury teologicznej. Duchowny w prosty sposób objaśniał najbardziej zawiłe kwestie dotyczące śmierci, dogmatów, liturgii czy seksualności. - Wielu z nas, obserwując wydarzenia ostatnich czasów, wielkie katastrofy naturalne, a także wojny i przejawy nienawiści - pisał - odnosi wrażenie, że zbliża się koniec świata. Ten świat - komentował - któregoś dnia musi się skończyć, zresztą potwierdza to nauka, ponieważ słońce zbliża się do swego nieuchronnego zachodu. Chrześcijanin ma pewność, że Bóg przyjdzie mu z pomocą - twierdził  wierząc, że otoczenie laickie nie jest wrogiem Kościoła, ale jego partnerem w postępie ludzkości. Kardynał tłumaczył braciom w biskupstwie, że rozumne przekonywanie i szanowanie reguł świeckości są gwarantem spokojnej i silnej obecności Kościoła.

Konserwatyści odpowiadali, że to nie wystarczy i punktowali otwartość i elastyczność moralną teologa. Argumenty obu stron jak żywo przypominały polemikę z polskim Tygodnikiem Powszechnym. Podobnie jak w Polsce liberalni posoborowi duchowni stali się w globalnym Kościele mniejszością, z którą nikt się już nie liczy. Martini czuł się osamotniony.

Obrońcy kardynała zwracali uwagę na medialną grę znaczeniem wypowiedzi arcybiskupa. Metropolita Mediolanu dopuszczał stosowanie prezerwatyw w sytuacjach ekstremalnych, gdy jedno z małżonków jest zakażone. Media zaraz ogłaszały, że hierarcha zmienia moralność i dostosowuje ją do woli większości.

Choć dostojnik nie wyjaśniał, dlaczego właśnie gejowskie związki zasługują na rozpoznanie uważał, że państwo nie może ich ignorować i powinno je uznawać. - To nie jest złe, gdy dwie osoby, zamiast tworzyć przypadkowy związek homoseksualny, mają zapewnioną pewną stabilność. W tym sensie państwo mogłoby im sprzyjać - twierdził w wydanej przez siebie książce "Credere e Conoscere" ("Wiara i Wiedza"). Odniesienie w niej do homoseksualizmu można uznać za marginalne. bo cała jej treść była dialogiem z agnostycyzmem, o któym kardynał Shoenborn - w nawiązaniu do dyskusji Martiniego z Umberto Eco - powiedział, że jest arcymistrzowskim wzorem.

"Personalmente ritengo che Dio ci ha creato uomo e donna e che perciò la dottrina morale tradizionale conserva delle buone ragioni su questo punto". To znaczy: Osobiście uważam, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę i dlatego tradycyjna nauka moralna zachowuje słuszność w tym względzie. W przekładach prasy nie włoskojęzycznej zdanie to w ogóle się nie ukazało. Znowu wyszło, że kardynał popiera homoseksualizm, w takim także wydaniu jak parady gejów, które nazywał demonstracjami gejowskiej dumy.

"Kardynałowi chodzi w dużej mierze o niedyskryminowanie ludzi w ich słabości, co jest chyba zrozumiałe w kontekście wiary chrześcijańskiej" - tłumaczą współbrata jezuici. Martini należał do ich zakonu.

"To już było" - mówią krytycy linii obranej przez hierarchę. Otwartość soboru watykańskiego wymiotła wiernych z Kościołów. Brak silnej tożsamości, również moralnej, powoduje, że katolicy dezorientują się i synkretyzują swoją wiarą łącząc ją ze świeckim kultem.

Czy gorliwie akcentującemu chrystologię kardynałowi zależało na zbliżeniu za cenę utraty tożsamości katolickiej? Jaka jest prawda o Carlo Marii Martinim?

"W Kościele różnorodność temperamentu i wrażliwości a także różne odczytanie pilnych wyzwań współczesności wyrażają jego jedność: różnorodność w jedności." - dyplomatycznie żegnano zmarłego purpurata. Kardynał Dionigi Tettamanzi na zakończenie liturgii pogrzebowej w ciepłych słowach zwracał się do zmarłego poprzednika na stolicy ambrozjańskiej: "Kochaliśmy cię!". W uroczystościach uczestniczyli m.in. przedstawiciele włoskiego rządu z premierem Mario Montim, władze Lombardii i Mediolanu.

Wszyscy - przeciwnicy, zirytowani i wielbiciele - podziwiają dziś biblijną duchowość arcybiskupa. Niewątpliwie to ona jest kluczem do powodzenia misji Kościoła. Hierarcha miał rację: odpowiedzi Chrystusa zawarte w Ewangelii pozostają aktualne.

 

Marcin Stanowiec

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20111127195352310