Bashobora to nie szaman

sob, 6 lip 2013, 15:13:41

Autor: Maria Czerw

Zapytano mnie, co sądzę o uzdrowicielu Boshabora z Afryki. – Nie jestem uzdrowicielem, jestem kaznodzieją – odpowiada sam zainteresowany.

Jak on się definiuje jest pierwszym krokiem do zdemontowania antyklerykalnych uprzedzeń. Kim jest Ugandyjczyk w koloratce? Przede wszystkim kapłanem z misją od swojego biskupa. To znaczy, że poddaje się władzy Kościoła a jego działania są na bieżąco monitorowane i dokumentowane.

Co do uzdrawiania... Nic z Ewangelii, z roku pierwszego, drugiego i kolejnych po Chrystusie nie dezaktualizuje się. Pan Jezus sam uzdrawiał i czynił cuda. I co może szokować - założyciel chrześcijaństwa twierdził, że po nim jego uczniowie będą, a przynajmniej są w stanie czynić większe cuda, niż on sam. Apostołowie wkładali ręce na głowy chorych i ich uzdrawiali, są świadectwa, że wskrzeszali umarłych, połykali trucizny a te im nie szkodziły.

Czy o cuda chodzi? Na pewno nie. Szatan również je czyni. W innych religiach spotykamy się z rzetelnie potwierdzonymi działaniami nadnaturalnymi.

Dla Kościoła cud jest jednym z wielu, nie najważniejszych, znaków obecności Bożej, który nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy towarzyszy mu doskonałość w praktykowaniu trzech cnót: wiary, nadziei i miłości.

Można, zatem, być świętym bez cudów, ale na pewno nie można być chrześcijaninem bez miłości i współczucia.

Obserwując ścieżkę duchową księdza z Ugandy, jego troskę o ubogich i szacunek dla każdego człowieka, wydaje mi się, że w jego zyciu miłość odgrywa najważniejszą rolę. Z miłości do Pana Boga wypływają kolejne jego charyzmaty, w tym posługa pokrzepiania ludzi. Ta hierarchia wartości sprawia, że na spotkaniach z nim stawiają się dziesiątki tysięcy ludzi.

Jak on się definiuje jest pierwszym krokiem do zdemontowania antyklerykalnych uprzedzeń. Kim jest Ugandyjczyk w koloratce? Przede wszystkim kapłanem z misją od swojego biskupa. To znaczy, że poddaje się on władzy Kościoła a jego działania są na bieżąco monitorowane i dokumentowane.

Co do uzdrawiania... Nic z Ewangelii, z roku pierwszego, drugiego i kolejnych po Chrystusie nie dezaktualizuje się. Pan Jezus sam uzdrawiał i czynił cuda. I co może szokować - założyciel chrześcijaństwa twierdził, że po nim jego uczniowie będą, a przynajmniej są w stanie czynić większe cuda, niż on sam. Apostołowie wkładali ręce na głowy chorych i ich uzdrawiali, są świadectwa, że wskrzeszali umarłych, połykali trucizny a te im nie szkodziły.

Czy o cuda chodzi? Na pewno nie. Szatan również je czyni. W innych religiach spotykamy się z rzetelnie potwierdzonymi działaniami nadnaturalnymi.

Dla Kościoła cud jest jednym z wielu, nie najważniejszych, znaków obecności Bożej, który nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy towarzyszy mu doskonałość w praktykowaniu trzech cnót: wiary, nadziei i miłości.

Można, zatem, być świętym bez cudów, ale na pewno nie można być chrześcijaninem bez miłości i współczucia.

Obserwując ścieżkę duchową księdza z Ugandy, jego troskę o ubogich i szacunek dla każdego człowieka, wydaje mi się, że w jego zyciu miłość odgrywa najważniejszą rolę. Z miłości do Pana Boga wypływają kolejne jego charyzmaty, w tym posługa pokrzepiania ludzi. Ta hierarchia wartości sprawia, że na spotkaniach z nim stawiają się dziesiątki tysięcy ludzi.

Obok księdza Bashobory stoi  pewnie i z godnością abp Henryk Hoser. Kościół nie boi się posądzenia o uzdrawianie mocą Ducha św. Kościół nie wstydzi się Jezusa tak wtedy za czasów apostolskich jak teraz. Duch święty towarzyszy Kościołowi. Co niedziela wyznajemy to w Credo.

 

 

Foto: http://www.ojciecjohnbashobora.pl/

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2013070615134159