Kard. Nycz puszcza oko do postępowców. Żałosne

czw, 18 gru 2014, 16:13:02

Autor: Marcin Stanowiec

Kościół warszawski wzywa do otwartości na homoseksualistów. Wyobraźmy sobie, że w tym tonie duchowni wypowiadają się o biseksualizmie, poligamistach czy kazirodcach. Na upartego również w związkach pedofilskich znalazłoby się jakieś dobro, które "doktryna miłosierdzia" powinna wychwycić i pielęgnować.

Środowisko Tygodnika Powszechnego ma swojego papieża. Na znaczenie kierunku obranego zaraz po soborze przez progresistów zwraca uwagę warszawski metropolita. (- "Lepiej późno niż wcale" - złośliwie komentowali internauci). Arcybiskup nie chcąc rozminąć się z oczekiwaniami nowej obsady Kurii Rzymskiej dzieli się w szczególnym wywiadzie dla krakowskiego periodyku opiniami, które świeccy z Wiślnej bardzo chcieli usłyszeć i na które czekali parę długich dekad.

 

Czytaj: Wywiad TP z abp. Kazimierzem Nyczem

 

Najwłaściwszym tematem pastoralno-moralnym dialogu liberalnych (akcentujących wolność wyboru) katolików z hierarchią kościelną jest oczywiście homoseksualizm.

- Nie mam nic przeciwko mówieniu o darach, jakie mają do zaoferowania wspólnocie chrześcijańskiej osoby homoseksualne – tłumaczył się stołeczny biskup. Nie widzi on też problemu w tym, żeby rodzice zaprosili na święta partnera swojego homoseksualnego dorosłego dziecka.

Do gejów mamy podchodzić z otwartością, a ta jest niezbędnym warunkiem chrześcijańskiej życzliwości. Dostojnik zapewnia, że stosunek do LGBT będzie się zmieniać w granicach, które nie podważą nauczania Kościoła o małżeństwie. - Czym innym jest odniesienie do tego typu relacji, a czym innym jej akceptacja moralna i prawna – zastrzegał warszawski ordynariusz.



Czytaj: Miłość i odpowiedzialność

 

Niepokoją nie tylko wątki wprowadzane w opozycji do spójnej antropologii chrześcijańskiej, tak dobrze udokumentowanej choćby przez Karola Wojtyłę. W przemyśleniach arcybiskupów Nycza, Schoenborna czy Fortiego brakuje najbardziej podstawowych wskazówek, także tych dotyczących homoseksualizmu.

 

Seks nie miłość. Jednopłciowość to niekomplementarność

Odnosi się wrażenie, że ich refleksja jest niekompletna i realizuje się kosztem centralnych części chrześcijańskiego wykładu o płciowości i miłości, na przykład tej że seksualność jest relatywna zaś absolutna jest tylko miłość, która też jako jedyna jest celowa. Duchowni, do których dołączył kardynał Nycz, pod płaszczykiem miłosierdzia podzielają odwrotne do biblijnego zdanie w praktyce duszpasterskiej: tożsamość ludzka zbudowana jest na celowości seksualnej, a nie na celowości w miłości. Nastąpiła więc podmiana wrażliwej kategorii, jaką jest identyfikacja. Przebrana w kostium autentyczności seksualnej ludzka tożsamość wymusza na duszpasterstwie akceptację współczesnego paradygmatu, który uznaje za niemożliwe oddanie seksualności w dyspozycję odpowiedzialności.

W związkach homoseksualnych trudno dopatrywać się czegoś dobrego, tak jak niczego dobrego nie poszukujemy w związkach poligamicznych, kazirodczych lub biseksualnych. Dając się zwieźć fałszywej wizji miłosierdzia poddajemy się sekwencji, której końcowym rezultatem jest akceptacja homoseksualizmu i utrata woli walki z niedopuszczalnymi naciskami politycznymi. Granica między życzliwością dla homoseksualistów, uznaniem ich związków za pozytywne a przeciwdyskryminacyjnym przedefiniowaniem małżeństwa jest żadna, ponieważ jedyna - moralna - bariera między nimi przebiega wzdłuż sakramentalnego pożycia małżonków. W naturze każdej innej relacji intymnej leży nieuporządkowanie, które dopuszcza do głosu przemoc i pogardę dla płciowej komplementarności.

Jakkolwiek kardynał zwraca uwagę na fakt, że akceptujemy kohabitację naszych dzieci, braci i sióstr to różnica między konkubinatami heteroseksualnymi a homoseksualnymi jest zbyt zasadnicza by ją lekceważyć i pomijać. Chrześcijańscy rodzice warunkują akceptację dla związków swoich dzieci zawarciem  w najbliższej przyszłości (młodzi zasłaniają się problemami ekonomicznymi przy odraczaniu decyzji o ożenku czy zamążpójściu) przymierza małżeńskiego, które dla homoseksualistów jest nieosiągalne i posiadaniem statusu narzeczeństwa, które w przypadku gejów i lesbijek też nie ma miejsca. Różni te związki komplementarność płciowa i wartość prokreacyjna, dlatego są one nieporównywalne.

- Popęd seksualny u człowieka ma naturalną tendencję do przechodzenia w miłość właśnie dlatego, że oba przedmioty różnią się swymi płciowymi właściwościami psycho-fizjologicznymi i są ludźmi – pisał Wojtyła. - A jest on wartościowy jako czynnik wzajemnego uzupełniania się mężczyzny i kobiety w toku całego ich życia.

Zniknięcie różnicy płciowej z definicji normy było efektem nacisku politycznego, nie zaś ewolucji i argumentacji naukowej (Hans Giese 1978). Sytuacja ta powtórzyła się w przypadku orientacji homoseksualnej, różniącej się przecież nie tylko samym obiektem pociągu seksualnego, ale całym wyposażeniem biopsychospołecznym.

Atakowana jest komplementarność płciowa, następnie rodzina. - Nie uratujemy małżeństwa odpuszczając komplementarność płciową oraz godząc się w najmniejszym choćby stopniu na rekognicję partnerstw homoseksualnych czy to w płaszczyźnie towarzyskiej, tzw. ludzkiej, o której zdaje się mówić purpurat czy prawnej - obawiała się znaczna część ojców synodalnych obradujących w październiku w Watykanie.

 

Czytaj: Małżeństwa gejów - nie kosztem związku mężczyzny i kobiety

 

- Ludzie Kościoła – przekonywał dalej kardynał Nycz – nie potrafili mówić do pewnych ludzi i o pewnych ludziach językiem miłości czy podchodzić z postawą otwartości i miłosierdzia. 

 

Otwartość proponowana przez Nycza utwierdza jednak homoseksualistów w bolesnej kondycji uzależnienia od seksualnego nieporządku. Podobnych opinii na 115 stronach najbardziej wnikliwego i poważanego kompendium seksualnego Kościoła "Miłość i odpowiedzialność" nie znajdziemy. Nie ma ich w późniejszym nauczaniu Jana Pawła II, łącznie z autorytatywną i apostolską adhortacją Familiaris Consortio. Zdaniem  papieża Wojtyły mogą być oni szczęśliwi wyłącznie w stanie seksualnej wstrzemięźliwości. Jan Paweł II nigdy nie sugerował pozytywnych treści w związkach gejów, a przecież trudno go posądzać o uprzedzenie do homoseksualistów. Był wierny prawdzie, która z nadprzyrodzoną wnikliwością odrzuca jakąkolwiek asocjację homoseksualizmu z dobrem człowieka. "Popęd seksualny nie stwarza w człowieku gotowych, wykończonych działań, dostarcza tylko niejako tworzywa dla tych działań przez to wszystko, co pod wpływem popędu 'dzieje się' wewnątrz człowieka" – pisał etyk z KUL.

 

Dostrzegać ludzi, nie rozpoznawać homoseksualnych związków

Błąd "postępowych" biskupów polega na zbagatelizowaniu ostrzeżenia zawartego w dokumentach Kongregacji Wiary, aby nie rozpoznawać grup i związków homoseksualnych. - Interesują nas pojedynczy ludzie o skłonnościach homoseksualnych, ale nigdy ich zbiorowe żądania i przywileje – wyraźnie sugerował Ratzinger. Pominięcie tej zasady narusza subtelną konstrukcję płciową wyłaniającą się z Pisma świętego, które nigdy jednopłciowych partnerstw - kobiet lub mężczyzn - nie stawiało w pozytywnym świetle, mimo że była to uznana praktyka w świecie starożytnym a samo Słowo Boże jest miłością.

Kościół argentyński, hiszpański czy brytyjski zmuszony był przenieść linię obrony małżeństwa na poziom definicyjny. Biskupi muszą tam walczyć o czystą definicję małżeństwa, związku kobiety i mężczyzny idąc na złudny kompromis partnerski. Myśleli: jeśli odpuścimy związki, dadzą spokój małżeństwu. Nieprawda. Zaakceptowanie konkubinatów doprowadziło do eskalacji równościowej i posypały się żądania antydyskryminacyjne. Gdyby przywilej rekognicji partnerskiej ograniczyć do małżeństw, nie zaistniałby front antydyskryminacyjny opierający się na przyznaniu przywilejów wszystkim.

 

Czytaj: Komu szkodzą związki partnerskie?

 

Również argumentacji wypracowanej i wyłożonej przekonywająco przez polskich prawników nie wolno zagubić czy przemilczeć.  To wkład lokalnej wspólnoty chrześcijańskiej w zmagania Kościoła powszechnego. - Nie zawsze "życzenia i interes" określonych grup obywateli powinny być przekładane na "roszczenia moralne i zaskarżalne prawa" - całkiem niedawno oponowali pracownicy Biura Analiz Sądu Najwyższego i Prokuratorii Generalnej. Polska stała się przykładem skutecznego oporu, w stylu Jana Pawła II, względem polityki znoszenia granic między zobowiązaniami będącymi wyrazem indywidualizmu a więzami prawdziwej miłości. Nie daliśmy sobie wmówić, że jakakolwiek legislacja związków pozamałżeńskich nie ingeruje w strukturę i uprzywilejowanie małżeńskie. Jesteśmy prawie jedynym krajem w Europie, który zawetował legalizację konkubinatów.

Szkoda że w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego kardynał słowem nie wspomniał o homorewolucji, jaka przetoczyła się przez zachód i o pomysłach na zaradzenie skutkom antropologicznego przewrotu. Nic nie powiedział o naszych narodowych doświadczeniach w tym względzie.

Nie ma najmniejszych podstaw, aby temperaturę w Kościele obniżać do parametrów wymuszanych przez właścicieli mediów. Warto przypomnieć jak otwartość na homoseksualistów widział następca św. Piotra pochodzący z nad Wisły. Można przecież zaproponować Synodowi poświęconemu Rodzinie perspektywę Karola Wojtyły.

 

Czytaj: Uwagi dotyczące projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi

 

 

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20141104021302536