Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Metropolita Hilarion pyta: Czy ekumenizm ma przyszłość?

- Modlitwa o przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa stała się najważniejszym elementem jednoczącym chrześcijańską wspólnotę - mówił metropolita Hilarion z Wołokołamska, przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Patriarchatu Moskiewskiego podczas wykłądu na uniwersytecie w Cambridge.



Drodzy członkowie wydziału, studenci i goście uniwersytetu!

 

Poproszono mnie o wygłoszenie wykładu na temat obecnych relacji między chrześcijanami. Czy ekumenizm ma przyszłość? To pytanie staje się coraz bardziej aktualne i wymaga wszechstronnej analizy.

 

Kiedy Jezus Chrystus założył swój Kościół na ziemi, stanowił on jednorodną grupę uczniów związanych wiarą w Niego jako Boga i Zbawiciela. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus modlił się do Ojca o to, by Jego uczniowie zachowali jedność na wzór jedności Ojca i Syna: „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,21). Następnie dał swym uczniom swoje Ciało i Krew pod postacią chleba i wina nakazując: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22,19). Po Jego Śmierci i Zmartwychwstaniu to właśnie Eucharystia – odtworzenie Ostatniej Wieczerzy modlitwą o przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa – stała się najważniejszym elementem jednoczącym chrześcijańską wspólnotę.

 

Od momentu pojawienia się pierwszego pokolenia chrześcijan wspólnota zaczęła się gwałtownie rozwijać. Kazania apostołów odnosiły nie mniejsze skutki od nauk samego Chrystusa. Jednakże to wśród pogan chrześcijaństwo bardzo szybko zaczęło zyskiwać na popularności. Święty Paweł odegrał kluczową rolę w działalności misyjnej Kościoła. To właśnie on, z charakterystyczną dlań pasją i pewnością siebie, bronił idei uniwersalnej natury chrześcijańskiej misji. On również ukazywał Kościół, w którym „już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyta, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus.” (Kol 3,11). Także u świętego Pawła znajdziemy pierwsze porównanie Kościoła do Ciała: „podobnie wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami.” (Rz 12,5). Głową uniwersalnego Ciała jest sam Chrystus (Ef 5,23).

 

Od pierwszych dni swego istnienia Kościół był świadom bycia jednorodnym organizmem, ale również dostrzegał zagrożenia stojące na drodze do zachowania jedności w świecie materialnym. Kościół powstał jako odwzorowanie wieczności w doczesności, „Królestwo Boże przychodzące w mocy” (Mk 9,1). Zatem Kościół nie był postrzegany po prostu jako stowarzyszenie ludzi, ziemska społeczność na wzór innych społeczności i zrzeszeń. Chrześcijanie widzieli w nim duchową przestrzeń, w której mogli spotkać Boga, gdzie mogli się połączyć z Nim poprzez nierozerwalne więzy miłości, jednocześnie będąc złączeni między sobą tymi samymi więzami. Jedność chrześcijan ma swój nadnaturalny aspekt, dlatego jej zachowanie wymaga specjalnych, nadnaturalnych środków.

 

Od najwcześniejszych wieków chrześcijaństwa jednostki i całe społeczności oddalały się od Kościoła z powodu braku akceptacji dla poszczególnych elementów jego nauczania. Kościół odrzucał ich jako heretyków. Czasami zakładali swoje własne kościoły i wspólnoty. Jednakże w większości przypadków herezje szybko zamierały niczym gałąź odcięta od pnia drzewa, a skupione wokół herezjarchów wspólnoty akolitów szybko się rozpadały i zanikały.

 

Już w Kościele pierwotnym herezje były klasyfikowane według stopnia zagrożenia, jakie stanowiły dla jego istnienia. Ponadto słowo „schizma” weszło do eklezjologicznego leksykonu jako określenie oddzielenia się grupy wiernych od rdzenia Kościoła. Schizmy powstawały z rozmaitych powodów – od osobistych zatargów między hierarchami, przez spory poszczególnych diecezji o zwierzchność nad określonym terytorium, po dyskusje nad terminologiczną naturą poszczególnych aspektów doktryny Kościoła. Podczas gdy schizmy powstałe na gruncie herezji były bezkompromisowo zwalczane, te wyrosłe z innych źródeł były neutralizowane za sprawą dyplomatycznych wysiłków kościelnych hierarchów, niekiedy wspieranych przez władzę świecką.

 

Historia Kościoła zna kilka wielkich schizm, które podzieliły chrześcijaństwo na kilka „rodzin kościołów”.

 

Pierwsza wielka schizma miała miejsce w V wieku podczas IV Soboru Powszechnego w Chalcedonie, kiedy to przyjęto nauczanie o dwoistej naturze Jezusa Chrystusa, boskiej i ludzkiej, z których każda posiadała charakterystyczne dla siebie cechy. Nauczanie to zyskało akceptacji Kościołów wschodnich, które zostały określone przez swych oponentów jako „monofizyci”. Obecnie ta rodzina kościołów składa się z Kościoła Ormiańskiego, Etiopskiego, Syromalabarskiego, Syromalankarskiego i Erytrejskiego i skupia w sobie kilkadziesiąt milionów wyznawców. Kościoły te są zwykle określane jako „przedchalcedońskie” lub „orientalne”, aczkolwiek same nie określają siebie w ten sposób.

 

Następna wielka schizma dokonała się w XI wieku z powodów nie tyle dogmatycznych, co eklezjologiczno-administracyjnych. Jego przyczyną było mające miejsce w 1054 roku zerwanie wspólnoty łączącej kościoły w Rzymie i Konstantynopolu. Stojące za tym zerwaniem przyczyny sięgały głębszych dziejów, jednak to właśnie to wydarzenie doprowadziło do ostatecznego podziału między chrześcijanami ze Wschodu i Zachodu. Konstantynopol uzyskał wsparcie innych wschodnich patriarchatów Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimy, a także od kościoła na Rusi, który wówczas był częścią patriarchatu Konstantynopola. W międzyczasie do sporów eklezjologiczno-administracyjnych doszły poważne różnice teologiczne. Obecnie rodzina kościołów prawosławnych składa się z trzystu milionów wiernych, podczas gdy liczba rzymskich katolików przekracza miliard.

 

Wreszcie, trzecią wielką schizmą w historii chrześcijaństwa była Reformacja, która niebawem będzie obchodzić swą pięćsetną rocznicę. Zapoczątkował ją Marcin Luter, przybijając do wrót kościoła w Witenberdze dziewięćdziesiąt pięć tez, zawierających ostrą krytykę rozmaitych aspektów nauczania i praktyki Kościoła katolickiego. Jej skutkiem było oddalenie się od Kościoła licznych wspólnot kościelnych, a także radykalna reinterpretacja rozlicznych fundamentalnych aspektów katolickiej doktryny i odrzucenie wielu dogmatów. Wkrótce po swym powstaniu Reformacja podzieliła Europę Zachodnią na dwa wrogie obozy. W 1534 roku dotarła na Wyspy Brytyjskie, kiedy to za sprawą inicjatywy króla Henryka VIII Kościół Anglii oddzielił się od Kościoła katolickiego.

 

Późniejszy rozwój trzech kościelnych tradycji – prawosławnej (w tym kościołów orientalnych), katolickiej i protestanckiej (w tym anglikańskiej) – poszedł w rozmaitych kierunkach. Kościół prawosławny zachował doktrynę i strukturę kościelną, którą odziedziczył po wczesnych wiekach chrześcijaństwa, a także bizantyńskiej tradycji pierwszego tysiąclecia. Kościół katolicki dążył do zachowania dogmatów i moralności tradycyjnych dla chrześcijaństwa zachodniego. Różnice między prawosławnymi i katolikami w sferze dogmatycznej mają mniej znaczący charakter od tych, które dzielą katolików i protestantów.

 

Jeśli chodzi o protestantyzm, jego rozwój charakteryzował się głównie podziałem poszczególnych wspólnot na mniejsze części, a także wytworzeniem się zupełnie nowych kierunków na gruncie chrześcijaństwa. Współczesny protestantyzm jest tak wielopłaszczyznowym zjawiskiem, że samo pojęcie protestantyzmu ma bardzo umowny charakter. Wyrzekając się Tradycji Kościoła jako źródła norm w sferze doktrynalnej i moralnej, a także przyjmując zasadę, według której postępowanie według nauki płynącej z Pisma Świętego wystarczy do osiągnięcia zbawienia, protestantyzm wkroczył na grząski grunt swobodnej interpretacji Biblii i wczesnochrześcijańskich praktyk. Pierwotny patos protestantyzmu, zawierający się w idei powrotu do wczesnego Kościoła, przedstawionego na kartach Nowego Testamentu. W późniejszych czasach idea „reformacji” jako ciągłej reformy doktrynalnej i moralnej treści została przyjęta przez rosnącą liczbę społeczności protestanckich.

 

Nadejście XX wieku zwiastowało pojawienie się tak zwanego „ruchu ekumenicznego”, którego pierwotnym celem było odtworzenie utraconej niegdyś jedności chrześcijan. Ruch ten stał się jednym z najważniejszych fenomenów w historii chrześcijaństwa XX wieku. Kościół zawsze był świadom faktu, że obojętność wobec kwestii chrześcijańskiej jedności lub jej odrzucenie jest grzechem przeciwko woli Boga. Już w IV wieku święty Bazyli Wielki powiedział: „Ci, którzy pracują w prawdzie i szczerości wobec Boga muszą doprowadzić do jedności tych, którzy na różne sposoby wprowadzili podziały między sobą”. Kiedy tylko w Kościele zaczęły pojawiać się podziały, podejmowano wysiłki w celu wzmocnienia jedności. Aczkolwiek dopiero w XX wieku poszukiwanie chrześcijańskiej jedności osiągnęło postać systematycznego podejścia i przyjęło formę licznych organizacji, w ramach których dialog pomiędzy różnymi chrześcijańskimi wyznaniami przyjął stały i regularny charakter.

 

Jedną z nich była Światowa Rada Kościołów powstała niedługo po II wojnie światowej. Od jej powstania, kilka pokoleń chrześcijan należących do niegdyś obcych sobie wspólnot odkryło dla siebie wiarę i życie swoich braci i sióstr w Chrystusie. Przezwyciężono wiele uprzedzeń względem innych tradycji chrześcijańskich, lecz jednocześnie to, co dzieli chrześcijan stało się jeszcze bardziej wyraźne i zrozumiałe.

 

Innym ważnym etapem w historii ruchu ekumenicznego był drugi sobór watykański Kościoła Rzymskokatolickiego (od 1962 od 1965 r.), który otworzył największe wyznanie chrześcijańskie na świecie na drogę dialogu z innymi Kościołami i wspólnotami w oparciu o zasadę wzajemnego szacunku. Po soborze Kościół katolicki wszedł w dialog z kościołami prawosławnymi i orientalnymi. Osobnym ważnymi kierunkiem działań Kościoła katolickiego był dialog z Kościołem anglikańskim i rozmaitymi denominacjami protestanckimi. Dialog ten trwa po dzień dzisiejszy.

 

Obecnie, dialog wewnątrzchrześcijański osiągnął fazę, w której pytanie wybrane przeze mnie, jako temat tego wykładu – “Czy ekumenizm ma przyszłość?” – zyskało szczególne znaczenie. Wydaje się, że po wielu latach dialogu można by oczekiwać znacznego zbliżenia stanowisk. A jednak nie doszło do tego, tak samo jak nie doszło do przywrócenia nakazanej przez Boga jedności wśród chrześcijan. Wprost przeciwnie, w chwili obecnej różnice z jednej strony między prawosławnymi a katolikami, a z drugiej różnice w obrębie świata protestanckiego stały się jeszcze poważniejsze niż pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat temu, kiedy ruch ekumeniczny dopiero się narodził.

 

Co więcej, współczesne różnice dotyczą nie tylko kwestii doktrynalnych, do omówienia których powołano specjalne komisje dwustronne. Dziś różnice pojawiają się w sferze moralności – obszarze, który u chrześcijan nie musi zależeć od różnic doktrynalnych. Co spowodowało te rozbieżności? Czy można je przezwyciężyć?

 

Jednym z ważnych wyzwań, jakie cały świat chrześcijański napotkał w ostatnich dziesięcioleciach jest sekularyzm. Ma on długą historię sięgającą czasów rewolucji francuskiej. Jednak dopiero w XX wieku poglądy sekularystyczne zaczęły dominować na wszystkich szczeblach zachodniego społeczeństwa. Idee te, nierozerwalnie związane z filozofią materializmu i ateizmu zdobyły miejsce nie tylko w umysłach filozofów, lecz również polityków. Retoryka wielu polityków i postaci życia społecznego staje się coraz bardziej antychrześcijańska. Wzywają oni do całkowitego wypchnięcia religii z życia publicznego i odrzucenia podstawowych norm moralnych charakterystycznych dla wszystkich tradycji religijnych.

 

Dziś sekularyzm w Europie nabrał charakteru wojującego. Atakuje symbole i przedmioty związane z religią. Jednym z głównych kierunków tej działalności jest obecnie systematyczna destrukcja tradycyjnego rozumienia małżeństwa i rodziny. Bierze się ona ze współczesnego zjawiska jakim jest zrównywanie związków homoseksualnych z tradycyjnym małżeństwem, agresywne propagowanie tego typu związków i przyznawanie parom osób tej samej płci prawa do adopcji i wychowywania dzieci.

 

Podejście do życia ludzkiego, jako niezbywalnej wartości także uległo zmianie. Eutanazja jest legalna w kilku krajach, a możliwość porzucenia życia ze względów medycznych rozważa się także wobec nieletnich. Aborcja – mordowanie dziecka w łonie matki – od dawna jest uznawana za normę i legalna. Sposób życia propagowany wśród młodych: kult konsumpcji, chaos moralny, permisywizm seksualny i fałszywe rozumienie wolności uzasadnia się tym, że każdy człowiek ma rzekomo prawo do osobistego szczęścia.

 

Z perspektywy nauczania biblijnego, wszystko to należy uznać za świadectwo znaczącego kryzysu duchowego współczesnej cywilizacji. Pojęcia dobra i zła stają się coraz bardziej rozmyte w społeczeństwach, które jeszcze do niedawna uznawały się za chrześcijańskie. Człowiek jest coraz bardziej zdezorientowany wobec świata zewnętrznego i bezbronny w konfrontacji z własnymi namiętnościami. Prawa jednostek umieszcza się wyżej niż interes większości społeczeństwa, co prowadzi do wzrostu napięć społecznych.

 

Jaka winna być odpowiedź kościołów chrześcijańskich na te wyzwania? Jest oczywiste, że winna ona opierać się na Boskim Objawieniu, które przekazane nam zostało w Biblii. Pismo jest wspólnym fundamentem, który łączy wszystkie wyznania chrześcijańskie, katolików, prawosławnych i protestantów. Możemy różnić się w podejściach do interpretacji Pisma, ale mamy jedną Biblię, a jej nauki moralne są wyraźne.

 

Jednocześnie widzimy jak niektóre kościoły wolą kierować się innymi kryteriami podchodząc do zagadnień moralnych. Nie teologia, lecz imperatywy społeczne i polityczne wpływająca doktryny moralne, które stają się coraz bardziej odległe od tego, co znajdujemy na kartach Nowego Testamentu w nauczaniu Chrystusa i listach św. Pawła.

 

Coraz trudniej jest mówić o jednym systemie wartości duchowych i moralnych akceptowanym przez wszystkich chrześcijan. Dziś istnieją różne wersje chrześcijaństwa głoszone przez rozmaite wspólnoty. Z tej perspektywy, wszystkich dzisiejszych chrześcijan podzielić można na dwie grupy: tradycyjną i liberalną. Różnice między prawosławnymi a katolikami, czy katolikami a protestantami nie są tak wielkie jak między „tradycjonalistami” a „liberałami”. Niektórzy przywódcy chrześcijańscy uznają, że Kościół powinien być na tyle „inkluzyjny” by uznać alternatywne standardy zachowań i błogosławić im. Tradycjonaliści z kolei, oskarżają liberałów o odrzucenie fundamentalnych i powszechnych norm chrześcijańskich i rozmywanie fundamentów chrześcijańskiej nauki moralnej.

 

Kościół prawosławny uważa, że w sytuacji tej mamy do czynienia nie z archaicznym „tradycjonalizmem” lecz z wiernością boskiemu objawieniu zawartemu w Piśmie, a zatem z autentycznością dobrej nowiny chrześcijaństwa. Jeśli tak zwani liberałowie odrzucają tradycyjne rozumienie norm moralnych, znaczy to, że stoimy przed bardzo poważnym problemem: okazuje się, ze dzielą nas nie tylko sprawy, które z perspektywy świata zewnętrznego mają charakter „techniczny” i odnoszą się tylko do dialogu w gronie chrześcijan. Dziś dzieli nas pogląd na samą istotę świadectwa, które mamy dawać przed światem. Nie mówimy już jednym głosem, nie głosimy już jednej nauki moralnej, nie jesteśmy juz zdolni do wspólnej obrony zasad, na których przez wieku budowano życie wspólnoty chrześcijańskiej.

 

Wszystkie te problem znajdują odbicie w relacjach między kościołem prawosławnym a wspólnotą anglikańską. Chciałbym poświęcić drugą cześć mojego wystąpienia zagadnieniu tych wzajemnych relacji.

 

Od szesnastego wieku, kiedy Kościół anglikański pojawił się jako niezależna tradycja która oddzieliła sie od katolicyzmu, teologowie anglikańscy zwracali swą uwagę w stronę doktryny i praktyki prawosławia. W ciągu wieków nasze relacje rozwijały się pod sztandarem dążeń do zjednoczenia obu kościołów, co inicjowane było w większości wypadków przez stronę anglikańską. O tym jak poważne były te intencje niech świadczy to, że istniejący w latach trzydziestych XIX wieku Ruch Oksfordzki, który za cel stawiał sobie powrót do tradycji starożytnego, niepodzielonego chrześcijaństwa zachęcał anglikanów do poważnych studiów nad prawosławiem.

 

Aż do końca XX wieku po licznych kontaktach uważaliśmy, że głównym warunkiem zjednoczenia dwóch Kościołów musi być zgoda w sferze doktryny. Oba Koscoły uczestniczyły w epokowych wydarzeniach z życia innego.

 

Dialog między Kościołem Prawosławnym a wspólnotą anglikańską zaczął doświadczać poważnych trudności od drugiej połowy XX wieku po decyzji Kościoła Episkopalnego w USA, który w 1976 r. zezwolił na kapłaństwo kobiet. Na posiedzeniu Międzynarodowej komisji ds. anglikańsko-prawosławnego dialogu teologicznego w 1978 r. w Atenach strona prawosławna ogłosiła, że dialog mający na celu osiągnięcie jedności będzie poważnie zagrożony, jeśli ordynowanie kobiet będzie kontynuowane. Tym niemniej pod koniec lat osiemdziesiątych Kościół Episkopalny w USA rozpoczął podnoszenie kobiet do godności biskupiej po raz kolejny podkreślając rozbieżne spojrzenie naszych Kościołów na sprawę sukcesji apostolskiej.

 

W 1993 r. decyzję o udzielaniu święceń kapłańskich kobietom podjął Synod Generalny Kościoła Anglii. Po wprowadzeniu kapłaństwa kobiet nastąpiło ich wprowadzenie do episkopatu. Obecnie dyskusje na ten temat, które dzieliły wspólnotę anglikańską należy uznać za zakończone. Zaledwie kilaka dni temu Kościół Anglii po raz pierwszy mianował kobiet biskupem. Wielu uznało to za znaczące osiągnięcie, inni widzieli w tym powód do wielkiego rozczarowania. Negatywnie wpłynęło to nie tylko na kontakty ekumeniczne Kościoła Anglii, lecz także na sytuację w samej wspólnocie anglikańskiej, której wielu przedstawicieli pozostaje stanowczymi reprezentantami tradycji chrześcijańskiej w sferze moralności i nauczania Kościoła.

 

Pamiętam dobrze gorące dyskusje dotyczące kwestii podnoszenia kobiet do godności biskupiej podczas ostatniej konferencji w Lambeth. Byłem obecny na konferencji w charakterze prawosławnego obserwatora i miałem okazję porozmawiać z wieloma anglikańskimi biskupami, a także wziąć udział w gorących dyskusjach na ten temat. Podczas jednej z takich dyskusji zapytano mnie: „Czy z punktu widzenia Kościoła prawosławnego istnieje zasadnicza różnica między kapłaństwem kobiet i biskupstwem kobiet? Mimo wszystko nie zaniechaliście dialogu z Kościołem anglikańskim po decyzji w sprawie kapłaństwa kobiet, dlaczego jesteście więc zaniepokojeni możliwością biskupstwa kobiet?” Do tej pory nie myślałem na temat kwestii różnicy między tymi dwoma rzeczami, ale kiedy zadano mi bezpośrednio takie pytanie musiałem wymyślić jakąś odpowiedź na poczekaniu.

 

To prawda, odpowiedziałem, że nie zaprzestaliśmy dialogu z Kościołem anglikańskim po wprowadzeniu kapłaństwa kobiet, ale nie dlatego że się z tym zgadzaliśmy. Problem jest taki, że nawet wtedy nie uznawaliśmy legalności anglikańskiej hierarchii. Jednak przez ponad sto lat odbywały się dyskusje między anglikanami i prawosławnymi na temat ewentualnego uznania przez nas anglikańskiej hierarchii. Teraz taka możliwość, nawet teoretyczna, zniknęła. Dlaczego? Ponieważ do tej pory patrzyliśmy na ordynację kobiet do kapłaństwa jako błędne działania poszczególnych biskupów. Teraz kobiety otrzymały prawo stać się biskupami. Dla nas oznacza to bardzo prosty fakt – dyskusja w sprawie uznania anglikańskiej hierarchii jest zamknięta.

 

Z naszego punktu widzenia decyzja Generalnego Synodu Kościoła Anglii aby umożliwić kobietom święcenia biskupie przyszła nie z konieczności teologicznej lub kościelno-praktycznej, ale z determinacji aby podążać za świeckim pojęciem równości płci we wszystkich obszarach życia. To z kolei wiąże się z tym, że kobiety pełnią teraz w społeczeństwie brytyjskim ważniejsze funkcje. Innymi słowy, episkopat kobiet, tak jak kapłaństwo kobiet, jest wynikiem sukcesów ruchu feministycznego, który powstał i rozwinął się w świeckim środowisku, a nie był wynikiem naturalnego rozwoju nauki chrześcijańskiej i porządku kościelnego. Oczywiście nasi anglikańscy oponenci będą próbowali nam powiedzieć coś odwrotnego. Twierdzą oni, że przeciwnie, wprowadzenie episkopatu kobiet został podyktowane interesem Kościoła.

 

Możemy na dłuższą metę wyrzec się wszystkich argumentów w sprawie kapłaństwa i biskupstwa kobiet albo przenieść te argumenty wyłącznie do sfery wewnętrznego dialogu w ramach odpowiednich komisji teologicznych. W kościołach Wspólnoty Anglikańskiej mają miejsce jednakże inne procesy, które powodują wielkie zaniepokojenie i rozczarowanie w środowisku prawosławnym. I nie tylko w prawosławnym: sama wspólnota Anglikańska stała się teraz w wyniku tych procesów podzielona.

 

Mamy na myśli w szczególności uznanie związków osób tej samej płci za małżeństwo – uznanie nie tylko przez prawo świeckie, ale także przez wiele wspólnot anglikańskich. Uznanie tych związków jest uważane nie tylko za dopuszczalny sposób życia, ale również coś normalnego i godnego pochwały, i nie jest przeszkodą w otrzymaniu nie tylko święceń kapłańskich, ale także biskupich, skoro zasługuje na zgodę i błogosławieństwo Kościoła.

 

W 2003 roku otwarty homoseksualista Gene Robinson został podniesiony do godności biskupa Kościoła episkopalnego w USA, a w 2010 roku w Los Angeles stolica biskupia została zajęta przez kobietę żyjącą otwarcie w związku homoseksualnym. W 2009 Generalna Konwencja Kościoła episkopalnego podjęła decyzję nakazującą wyświęcenie homoseksualistów, a w 2012 przyjęła oficjalny tekst liturgicznego błogosławieństwa „małżeństw homoseksualnych” o osobliwym tytule – "Świadectwo i błogosławieństwo przymierza na całe życie". Nie da się pogodzić takich decyzji z przykazaniami Pisma i z tradycyjną moralnością chrześcijańską. Kościół prawosławny potępił wyżej wymienione innowacje jako odstępstwa od norm apostolskiej wiary i zasad Kościoła ustalonych przez Ewangelię i Tradycję Kościoła.

 

We wrześniu 2010 roku zostałem zaproszony przez arcybiskupa Canterbury Rowana Williamsa, by wygłosić przemówienie na tradycyjnym obiedzie Klubu Nicejskiego. Zlekceważyłem zasady etykiety decydując się skorzystać z tej okazji, aby przedstawić w obecności najwyższych rangą hierarchów Kościoła anglikańskiego te zagadnienia we współczesnej praktyce wielu Kościołów anglikańskich, z którymi Kościół prawosławny się nie zgadza, oraz niebezpieczeństwa które praktyki te stwarzają dla dialogu wewnątrzchrześcijańskiego. Wydaje się, że zepsułem apetyt wielu gości, którzy nie spodziewali się takiego prezentu na deser! Z drugiej strony wielu z obecnych podeszło do mnie po obiedzie, aby wyrazić swoją solidarność i porozumienia. To samo miało miejsce kilka lat wcześniej na konferencji w Lambeth, kiedy po moim wystąpieniu podeszli do mnie anglikańscy biskupi, którzy nie zgadzali się z liberalnym kursem swoich zwierzchników.

 

Wybór w marcu 2013 roku na arcybiskupa Canterbury Justina Welby’ego, który mówił o swoim przywiązaniu do tradycyjnych norm moralnych, dał nam powody do nadziei. Na skierowane do niego z okazji jego intronizacji moje pytanie o to, co sądzi o związkach jednopłciowych, arcybiskup odpowiedział: „stanowisko Kościoła w kwestii małżeństwa jest dość jednoznaczne. Jest umocowane w naszych kanonach, a ostatnio potwierdziliśmy, że małżeństwo to związek na całe życie między mężczyzną a kobietą. Nie możemy uznać innych związków niż małżeństwo, ale my, jak Zbawiciel w Swej łasce i miłosierdziu, realizujemy naszą misję wśród ludzi i ich słabości. Jednak moje osobiste przekonanie jest bez zmian: małżeństwo to związek na całe życie między mężczyzną a kobietą”.

 

Cenimy konsekwentną politykę Kościoła Anglii i osobistą pozycję abp. Welby’ego, który wielokrotnie wypowiadał się (w tym w Izbie Lordów) przeciwko prawu, który zrównuje status związków homoseksualnych z tradycyjnym małżeństwem, jak również przeciwko ich błogosławieństwu przez Kościół. Jednak jak wiemy, ów akt prawny został przyjęty przez parlament w zeszłym roku. Jeszcze wcześniej, w 2012 roku, Izba Biskupów Kościoła Anglii powołała grupę roboczą badającą ludzką seksualność w celu zwalczania „homofobii”. Efektem pracy tej grupy był tzw. raport Pillinga, który wezwał do tolerancji wobec przedstawicieli mniejszości seksualnych w Kościele, w tym tych, którzy są duchowieństwem. W styczniu 2014 roku Kolegium Izby Biskupów przestawiło oświadczenie w sprawie raportu Pillinga i zatwierdziło jego treść, ale podkreśliło, że dokument ma charakter zalecenia.

 

Chciałbym podkreślić, że Kościół prawosławny nie jest przeciwny tolerancji w stosunku do osób o nietradycyjnej orientacji seksualnej. Tacy ludzie są wśród wyznawców prawosławia. Pracujemy z nimi duszpastersko, jak w przypadku innych kategorii wiernych, nie narażając ich na ostracyzm, kpiny lub zniewagę. Ale w tym, jak i w innych przypadkach, kategorycznie odmawiamy uznania grzechu za normę i uznania grzesznego zachowania jako godnego pochwały. Uważamy, że wszystkie grzechy są chorobą, która wymaga uzdrowienia.

 

Chciałbym również podkreślić, że przyszłość Kościoła Anglii i możliwości jego kontaktów ekumenicznych zależy na wiele sposobów od dalszego rozwoju wydarzeń w tej dziedzinie. Kościół prawosławny pozostaje lojalny wobec dialogu z Kościołem Anglii, który nie może się już dalej rozwijać w tonacji teologicznej, ale w rejonie oddziaływania na kwestie praktyczne. Chciałoby się mieć nadzieję, że na drodze dialogu nie będą wznoszone przeszkody nie do pokonania.

 

Kościół prawosławny pozostaje otwarty na współpracę z tymi przedstawicielami Kościoła anglikańskiego i świata protestanckiego, którzy zachowują wierność nauczaniu Ewangelii. Tytułem przykładu można wskazać na niedawny wzrost aktywności między Rosyjskim Kościołem Prawosławnym i południowymi baptystami i ewangelikami z USA. Delegacja, której przewodniczyłem na początku listopada 2014 wzięła udział w Rosyjsko-Amerykańskim Forum Przywódców Chrześcijańskich zorganizowanym z inicjatywy Towarzystwa Ewangelickiego Billy’ego Grahama w mieście Charlotte w Karolinie Południowej. Omówiliśmy kwestie moralności, co do której nasze stanowiska są zbieżne i uzgodniliśmy szereg projektów dotyczących współpracy w sferze humanitarnej.

 

Oprócz dialogu teologicznego, Kościół prawosławny nadal rozwija współpracę z wyznaniami protestanckimi w takich sferach jak: pomoc dla ubogich, obrona chrześcijan, którzy znoszą wielkie trudności w różnych częściach świata, zachowanie dziedzictwa chrześcijańskiego, zarządzanie działalnością charytatywną i projektami edukacyjnymi. Kontynuując nasze wzajemne relacje z wyznaniami protestanckimi nie usiłujemy załagodzić lub przemilczeć różnic, jakie istnieją między nami, które budzą wątpliwości co do rzeczywistej możliwości pójścia razem, ale wręcz przeciwnie, staramy się uczciwie i otwarcie je przezwyciężyć.

 

Z mojego punktu widzenia najbardziej obiecujący dzisiaj jest dialog między prawosławiem a Kościołem rzymskokatolickim. Podobnie jak Kościół prawosławny, Kościół katolicki nigdy nie myślał o sobie jako o czymś odrębnym od Tradycji, dąży do nauczania i życia zgodnego z tradycją, która została przekazana nam przez wieki. Znaczna poprawa w stosunkach między naszymi Kościołami widoczna w ostatnich latach jest związana z większą świadomością, że jesteśmy zjednoczeni wspólnym dziedzictwem, dzięki któremu zarówno prawosławni, jak i katolicy mogą i muszą dawać razem światu świadectwo niezmiennych wartości Ewangelii Chrystusa.

 

W tym wystąpieniu nie będę mówił o różnicach doktrynalnych pomiędzy katolicyzmem a prawosławiem, ani o pracy Międzynarodowej Komisji Wspólnej ds. Dialogu Teologicznego pomiędzy Kościołem Katolickim a Kościołami Prawosławnymi. Powiedziałbym, że dziś prawosławni i katolicy stoją przed tymi samymi wyzwaniami, jakie współczesny świat rzucił tradycyjnemu stylowi życia. W tym przypadku nie mamy do czynienia z kwestiami teologicznymi, ale z teraźniejszością i przyszłością ludzkości. To jest dokładnie ta sfera, w której możemy współdziałać bez szkody dla naszej duchowej tożsamości. Innymi słowy, nie będąc jednym Kościołem, pozostając podzielonymi w różnych kwestiach teologicznych i eklezjologicznych, mamy możliwość znalezienia sposobów współdziałania, które pozwolą nam wspólnie odpowiedzieć na wyzwania współczesnego świata.

 

Określiłbym tę formę działania jako „strategiczny sojusz”, pomiędzy Kościołami Prawosławnym i Katolickim, choć słowo „sojusz” może wydawać się niektórym zbyt silne ze względu na skojarzenia z wojenną retoryką. Nie interesują mnie pojęcia, ale ich treść. Nie mówimy o jakiejś formie strukturalnego zjednoczenia, które obecnie jest niemożliwe, ale o tym jak zachowując niezależne i samowystarczalne struktury administracyjne możemy nauczyć się działać jak sojusznicy w stosunkach ze światem zewnętrznym. Głęboko wierzę, że sojusznicze stosunki są koniecznością dla nas wszystkich.

 

Są konieczne szczególnie dla wspólnych działań w obronie chrześcijan przed dyskryminacją, prześladowaniami i przemocą, którym podlegają w wielu krajach, przede wszystkim na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Wydarzenia tzw. „arabskiej wiosny” doprowadziły do nagłej eskalacji przemocy wobec chrześcijan. Bojownicy należący do radykalnych grup z premedytacją rozpoczęli ludobójstwo na ludności chrześcijańskiej na pełną skalę. Na kontrolowanych przez nich terytoriach ekstremiści dążą do całkowitego usunięcia wszelkich śladów obecności chrześcijaństwa. Chrześcijanie są zabijani po prostu za bycie chrześcijanami, bez względu na to do jakiego obrządku przynależą. Mają miejsce gwałty na chrześcijańskich kobietach, dzieci są porywane, a starożytne chrześcijańskie kościoły i klasztory są niszczone.

 

W 2003 w Iraku zaczęła się fala okrutnych morderstw, aktów terroryzmu, porwań i przemocy, która spowodowała masowy eksodus chrześcijan z tego kraju. Latem 2014 bojownicy z tzw. Państwa Islamskiego z nową siłą rozpoczęli niszczenie chrześcijaństwa na zajętych przez nich obszarach północnego Iraku, gdzie większość wiernych należy do Kościołów przedchalcedońskich i syrokatolickich. W rezultacie większość chrześcijan została zmuszona do opuszczenia ziemi swoich przodków – ich liczba w Iraku zmniejszyła się z półtora miliona do mniej niż 200 000, z czego połowa żyje z dziećmi w obozach dla uchodźców. Sytuację w tych obozach można określić jako katastrofę humanitarną. Podczas ostrej zimy w obozach w irackim Kurdystanie wiele dzieci zmarło z powodu hipertermii.

 

W Syrii chrześcijanie znoszą wielkie cierpienia. W tym kraju brutalna zemsta jest wymierzona także przeciwko nim. W ciągu czterech lat trwającego do dziś konfliktu zniszczono ponad sto kościołów, a tysiące wiernych zostało zabitych. Więcej niż czwarta część ludności chrześcijańskiej opuściła Syrię. Ekstremiści całkowicie zniszczyli wyjątkowe chrześcijańskie miasto Maaloula.

 

W ten sposób jesteśmy świadkami planowego wyniszczania chrześcijaństwa na starożytnych biblijnych ziemiach. Ta hańbiąca sytuacja wymaga od chrześcijan zdecydowanych i konkretnych działań w obronie ich cierpiących braci i sióstr.

 

Niestety, możemy mówić nie tylko o krajach, gdzie chrześcijanie stanowią mniejszość, ale też o krajach ze starą i zakorzenioną tradycją chrześcijańską. Niektóre kraje zachodnioeuropejskie próbują ograniczyć przejawy wiary chrześcijańskiej w życiu publicznym argumentując to troską o prawa wyznawców innych religii lub ateistów.

 

Jednym z najbardziej skandalicznych przypadków było zwolnienie pracownicy British Airways Nadii Eweidy z powodu noszenia krzyżyka w pracy. Ta chrześcijanka musiała znieść sześć lat ciągania po sądach dopóki Europejski Trybunał Praw Człowieka nie przyznał jej w końcu racji. Nie jest to przypadek wyjątkowy. W 2012 pracownica lotniska Heathrow, Nohad Halawi, która próbowała przeciwstawić się dyskryminacji okazywanej jej przez muzułmańskich współpracowników i złożyła skargę w tej sprawie i została zwolniona, chociaż pracowała na lotnisku od 13 lat. Brytyjski Sąd Apelacyjny w 2014 stanął po stronie muzułmanów, kiedy podtrzymał decyzję o zwolnieniu kobiety.

 

Problem rozpowszechniających się przejawów dyskryminacji chrześcijan podjęli w końcu członkowie Parlamentu Europejskiego. 29 stycznia 2015 Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy po raz pierwszy uchwaliło rezolucję podkreślającą dyskryminację chrześcijan w Europie. Wcześniej ten problem był pomijany milczeniem przez oficjalne czynniki. Po raz pierwszy Zgromadzenie wskazało, że obrażanie uczuć religijnych chrześcijan i naruszanie ich prawa do swobodnego wyznawania ich wiary jest niewłaściwe.

 

Sytuacja jaka zaistniała wymaga od prawosławnych i katolików wspólnych działań w obronie chrześcijańskiej tożsamości Europy i chrześcijańskich tradycji kultury europejskiej. Do tego sojuszu, mającego na celu ochronę wartości chrześcijańskich w krajach zachodnich, obronę prześladowanych chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce, mogą dołączyć także ci przedstawiciele anglikanizmu i protestantyzmu, którzy nie są obojętni na sytuację, w jakiej znajdują się ich prześladowani bracia. Możemy ponieść porażkę na gruncie dialogu teologicznego, ale będziemy w stanie osiągnąć sukces w sferze praktycznego współdziałania. Są tacy, którzy wierzą w w nasze możliwości przezwyciężenia naszych wewnętrznych różnic i wspólnego działania w powyższych sprawach, których rozwiązanie zależy od teraźniejszości i przyszłości chrześcijaństwa.

 

Czy zatem ekumenizm ma przyszłość? Wolałbym pozostawić to pytanie otwartym. Niech chrześcijanie częściej zadają sobie to pytanie odwołując się do wielkiej odpowiedzialności powierzonej im przez Chrystusa. Zadanie przywrócenia jedności zawsze będzie celem, do którego Kościoły powinny dążyć. Jednak jednocześnie musimy pamiętać, że osiągnięcie jedności nie jest możliwe poprzez odrzucenie fundamentalnych norm moralności chrześcijańskiej, ani poprzez próby dostosowania się do występujących w społeczeństwie prądów i stale zmieniającego się establishmentu, ale może się opierać jedynie na objawionej przez Boga prawdzie odzwierciedlonej na stronach Biblii. Nie mamy innej nauki, ani nie może być innej, „fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus.” (1 Kor 3,11)

 

Źródło: mospat.ru

 

Tłumaczenie: Redakcja bdp.xportal.pl

 



Metropolita Hilarion pyta: Czy ekumenizm ma przyszłość? | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,682 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń