Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Księdzu Sowie wolno więcej

Wszystko ma swoją cenę. Także pożytek z księdza Sowy. Dzielenie właściwe polityce odbiera chrześcijańskiemu uniwersalizmowi, który odbija się w misji kapłańskiej, wiarygodność. Pora przerwać dwustandardy w relacjach duchownych do polityki.



Pozycja księdza Sowy jest wyjątkowa. Ma swój program w TVN Biznes i Świat, zasiada w Radzie Nadzorczej Krakchemii, współpracował z Ryszardem Petru i cieszy się przyjaźnią wielu celebrytów z świata kultury, biznesu i polityki (jego brat Marek pełnił funkcję marszałka województwa małopolskiego z ramienia PO). Ale najcenniejszym jego kapitałem jest kapłaństwo i żeby je ratować i uszanować ksiądz Sowa powinien dostać zakaz celebrowania eksponowanych świeckich funkcji i bezwarunkowo do takiego zakazu się dostosować.

W telewizji za pozwoleniem

Kolejnym powodem, dla zahamowania jego świeckiej aktywności, jest wiarygodność Kościoła.

To właśnie ksiądz Sowa był najżarliwszym krytykiem politycznej aktywności duchownych, którą definiuje się jako utożsamianie się z konkretną opcją polityczną. Dziś sam jest ikoną takiego zaangażowania, które w jego przypadku przybrało groteskową wielkość. Ten przykład pokazuje, że podkreślane min. przez abp. Gądeckiego zobligowanie do neutralności, obejmujące nawet samych biskupów, odnosi się tylko do tych duchownych, którzy sympatyzują z prawicą.

 

Czytaj więcej: Episkopatu ślepy pęd owczego stada http://www.kosciol.pl/article.php/20141222013317525

 

Reakcja nuncjusza Migliorego na zapowiedź przystąpienia duchownych katolickich do apolitycznego "Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów" (to po tym pochodzie Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zniosła blokadę na multipleksie dla jedynego katolickiego nadawcy) była wręcz histeryczna. Podobny protest gromadził różne siły społeczne w Salwadorze. Na czele opozycji stanął wtedy wyniesiony na ołtarze abp Romero.

Inkardynowany do krakowskiej archidecezji prezbiter ostentacyjnie partycypuje - w blasku fleszy przez nikogo nie niepokojony, a na pewno nie przez nuncjaturę - w stricte politycznym show oglądanym przez setki tysięcy odbiorców telewizji, ku ich zgorszeniu i dezorientacji.

W grudniu ubiegłego roku ksiądz Sowa siedmiokrotnie zabierał głos jako ekspert od polityki w czołowych programach publicystycznych stacji, która biskupów w tym samym miesiącu grudniu obłożyła skandaliczną etykietą "wrogowie ludzkości", ponieważ bronili tożsamości i godności dzieci poczynanych metodą in vitro. Dokument nakręcony w stylistyce czarnej stalinowskiej propagandy - obficie egzemplifikowany wyrwanymi z kontekstu cytatami z homilii obu ostatnich przewodniczących episkopatu - ksiądz Sowa, "czynną" obecnością w TVN, na bezprecedensową skalę uwierzytelniał w oczach opinii publicznej. 

Problem polityczny księdza Sowy obrazuje zakłopotanie Pawła Lisickiego i Piotra Gabryela zaproszonych tuż przed Bożym Narodzeniem przez Andrzeja Mozorowskiego jako klasyczna strona sporu. Musieli skonfrontować własny punkt widzenia nie tylko w płaszczyźnie racjonalności porządku politycznego. Naprzeciw zasiadł ksiądz reprezentujący rzymskokatolicki porządek moralny i etyczny, który stanowi inspirację dla myślenia społecznego, choć obcy jest jako inspiracja jemu samemu i panu Morozowskiemu.

Rażąca jest politologiczna niekompetencja księdza Sowy i ta infantylna nuta zadowolenia z promocji, którą ma być ulokowanie w "gwiazdorskiej" obsłudze kanałów informacyjnych. Duchowny powtarza nachalnie odbijane w ścianach TVN 24 banały zaś autorytet osoby dobrze zorientowanej eklezjalnie trwoni. Bynajmniej nie chodzi o to, czy jego serce bije po prawej czy lewej stronie. Powinno bić na ołtarzu.

Miał wygrać Komorowski

Tuż po wyborach prezydenckich kapłan dzieli się z telewidzami depresyjnym nastrojem: "Dół, poczucie porażki. Nieporównywalne z porażką Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w 2005 r. Bo Tusk przegrał w ostrej walce. A o prezydencie Komorowskim byłem przekonany, że wygra. Zaskoczenie. Szok".

Ks. Sowa uważa, że to PiS jest winne, wszystkiemu. "PiS-owska dzicz" sięgająca po totalitaryzm: "hmmm....a może jeden naród, jeden rząd, jedna telewizja?"  - insynuuje na facebooku.

Kieruje impertynenckie uwagi do premier naszego rządu: "Wolałbym żeby mówiła wyłącznie w imieniu swoim i swoich wyborców i np. mnie do tej propagandy nie mieszała". Kaczyńskiemu sugeruje obsesję.

Ksiądz Sowa nie zauważył oczywiście, że Platforma Obywatelska, której hurtem odpuszcza grzechy, wyrzuciła niemal wszystkich prawicowych publicystów z mediów publicznych, kupiła sobie dziennik "Rzeczpospolitą", wkroczyła w kulisy redakcji Wprost, inwigilowała dziennikarzy itd.

 

Czytaj więcej: Dziękujemy Opatrzności, nie Bolkowi http://www.kosciol.pl/article.php/20080621022215941?query=nycz

 

To już nie poparcie czy sprzeciw kieruje sympatiami księdza Sowy lecz fanatyzm i brak kultury politycznej.

Nie ma co oczekiwać obiektywizmu od polityka w koloratce. Sympatycy duchownego chcą po prostu uczestniczyć w jego fascynującej misji kapłańskiej bez wikłania ich w inną przygodę.

Niezlaicyzowany ksiądz, niesklerykalizowany polityk

Kapelan TVN-u, który chrzci dzieci rozwodnikom to oczywiście kapitalny pomysł ewangelizacyjny. Dotrzeć do tego środowiska i zaistnieć w nim dłużej jest nie lada sztuką. Nikt jak ksiądz Sowa nie potrafi odeprzeć ataków na Kościół, wyjaśnić Kościół laikom i antyklerykałom, zwłaszcze gdy ta medialna egzegeza odbiega czasami od tonu politycznie poprawnego. Ale też nikt nie jest bardziej żałosny od księdza Sowy w zabieganiu o względy i akceptację oligarchicznego towarzystwa, do którego jako obcy przywędrował z pakietem konformistycznych opinii.

Ksiądz Sowa wmawia sobie, że nie ma alternatywy dla trzeszczącego w posadach ładu geopolitycznego. Identyfikowanie się z przebrzmiałym, upadającym na naszych oczach projektem wizerunkowej demokracji (jak mówią o niej arcybiskupi Hoser i Gądecki), której ojciec święty Jan Paweł II przeciwstawiał demokrację wartości jest w perspektywie sprawiedliwości społecznej niewybaczalnym błędem. Magisterium ostatnich papieży nie oszczędzało żadnego projektu politycznego: bezkompromisowo i bez wyjątku konfrontowało kapitalizm, demokrację liberalną czy socjalizm z kanonem ewangelicznych błogosławieństw.

Biskupi nie mogą pozostać chwili dłużej zakładnikami chlubnych korzyści, które okupują zbyt drogo. Decyzja księdza kardynała Dziwisza, którego jurysdykcji podlega ksiądz Sowa może mieć charakter braterski. Zwierzchnik kapłana wcześniej czy później odniesie się do publicznej obecności podległego mu prezbitera w polityce i mediach. Lepiej wcześniej. Póki kapłańska tożsamość "Kazika" całkiem się nie ulotniła. Byłaby to za wysoka cena za akcję duszpasterską w TVN. Nawet pożyteczne budowanie pomostu między Kościołem a szerzącym demoralizację medium ma swoje granice.



Księdzu Sowie wolno więcej | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,482 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń