Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kościół i młodzież uwięzieni w aktach "Bolka"

Starsza pani, wdowa po Kiszczaku, wdzięcznie przewróciła do góry nogami myślenie o kompromisie w Magdalence, w który, z wszystkimi jego plusami i minusami, wrośli przedstawiciele polskiego episkopatu. Czy Kościół odważy się przejść na stronę antysystemu?



Episkopat z różnych pobudek wikłał się w kontrowersyjne osiągnięcia III-j Rzeczpospolitej. Obalenie komunizmu i wolna Polska przysłoniły hierarchii katolickiej patologie systemu, który do spółki z wolnym rynkiem okradał kraj nie tylko z apanaży ekonomicznych. Traciliśmy przez "system" duszę. Kościół polski czeka trudny test lustracyjnej szczerości w innym, szerszym niż dotychczasowy znaczeniu.

 

Kościół winien to jest młodzieży

Polacy pozostawiają za sobą argumentację generała Czesława Kiszczaka i Donalda Tuska, że należy chronić bohatera narodowego i takie "postępowanie, które nie naruszy interesu Polski, bo legenda Wałęsy to był wielki atut Polski na arenie międzynarodowej" i przekonują się wolno do bezkompromisowej postawy historyków z IPN oraz ich "warsztatu prawdy".

Duchowni stają przed wyborem którejś z dwóch narracji. Grozi im pozostanie na przystanku okupowanym przez elitę przecierającą ze zdumienia oczy na widok rozczarowania demokracją liberalną (przecież to najdoskonalszy ustrój). Bez opuszczenia, przez Kościół, stacji "III Rzeczpospolita" i przesiadki do pociągu, w którym podróżuje młodzież antysystemowa, część pokolenia utraci mentalny kontakt ze swoimi duszpasterzami i cierpiącym na deficyt wiarygodności katolickim etosem społecznym

Polski katolicyzm ulegał pokusie permanentnego i pompatycznego celebrowania chwalebnej chwili wyzwolenia z pęt komunizmu, której podporządkowywał diagnozę współczesnych, znacznie groźniejszych niewoli. Radość z rezultatów ustrojowej przemiany przyćmiła straszliwość zależności fundowanych przez absolutyzmy konsekwentnie zastępujące faszyzm i komunizm, jeśli weźmiemy pod uwagę kąt zmiany antropologicznej, najistotniejszej w perspektywie biblijnej konfrontacji dobra i zła. Narracja wolności i postępu, łącznie z płaskim rozumieniem modernizacji, które pomija nierówności społeczne, była bardzo bliska temu, co o sukcesie Balcerowicza, Mazowieckiego, Buzka i Krzaklewskiego myślała i mówiła lewica laicka, a także "poczciwcy", których autorytetowi zaufali diecezjalni ordynariusze jak prof. Zoll  czy wpływowi dziennikarze z Tygodnika Powszechnego.

 

Czytaj więcej: Dziękujemy Opatrzności, nie Bolkowi http://www.kosciol.pl/article.php/20080621022215941?query=nycz

 

Pycha posolidarnościowych elit sprowadziła na Polskę poważne błędy w przekształcaniu gospodarki i ustroju politycznego, które zwlokły wszystkie brudy antyspołecznego kapitalizmu. Praktyka Służby Bezpieczeństwa, zasady brutalnej balcerowiczowskiej transformacji i obciążone interesami nie znających ojczyzny korporacji sukcesy III-j Rzeczpospolitej skleiły się w Magdalence z międzynarodowym totalitaryzmem, nowym systemem, któremu w ostatnich wyborach rzuciła wyzwanie młodzież, a którego mechanizmów i przejawów biskupi chyba nie rozumieją.

Refleksja w trudnym zagadnieniu przeorientowywania się świata nie jest łatwa. Ze względów historycznych dystans do jednobiegunowego projektu atlantyckiego wydaje się w Polsce nie do zaakceptowania. A z pakietem atlantyckim i wizją wspaniałej Ameryki nabijamy się na haczyk hegemonii podporządkowującej niezależne państwa wszechwładnym rynkom finansowym, z którymi i nam przychodzi się ścierać, jako jedyną obecnie siłą zdeterminowaną w dążeniu do globalnej, jednobiegunowej zwierzchności.

Kościół nadąża za tą dynamiką selektywnie, z okazji jednej czy drugiej. Pierwsze bolesne zderzenia ranią go i alarmują na froncie społecznej moralności. Demoralizowanie młodzieży, atakowanie trwałości małżeńskiej, wdrażanie prawa do aborcji i emancypacja gejów z żelazną konsekwencją wcielane są w politykę społeczną przez oligarchiczny (integrujący własność mediów i spekulację) kapitał, który dysponuje wyjątkowymi środkami nacisku na wszystkich szczeblach prawa.

Zwierzchnicy lokalnych wspólnot nie mają odwagi pójść za encyklikami społecznymi swoich papieży, którzy zgodnie i wyraźnie demokrację liberalną separowali od demokracji fundowanej przez chrześcijański system wartości. Demokracja nie jest neutralna, ma jeden albo drugi fundament, podobnie jak modele ekonomiczne, które mogą absolutyzować zysk lub go relatywizować przedkładając wypychane z pola widzenia dobro wspólne.

Podobny lęk blokuje Kościół przed objęciem pozycji antysystemu, który hierarchom kojarzy się bardziej z anarchią niż promocją społecznej gospodarki rynkowej i zasługującym na wsparcie buntem młodych przeciwko jak najszerzej ujętej manipulacji ze strony elit, w tym etycznej. Nikt gorliwiej, od plutokracji, nie promuje moralnej dowolności.

Zanim część ludzi Kościoła zaapeluje o niepamięć uważając na własne "nieszkodzące" nikomu uwikłania, warto się zastanowić, na ile realnie, mniej lub bardziej nadpsute fundamenty polskiej demokracji po roku 1989, ustrukturowały i zasklepiły stosunki społeczne w Polsce, do której aspirują tracące już nadzieję kolejne pokolenia. Czy nie jest tak, że dla nich nie ma tu miejsca, ponieważ ktoś im to miejsce urządził, zajmuje i kontroluje?

 

Lustracja w Kościele

Przywołanie sprawy "Bolka" sprowokuje pytania o agentów w Kościele, bo nimi zawsze zasłania się Adam Michnik, nieformalny lider integrystycznego (stwarzającego tylko pozory dialogizmu) laicyzmu uaktywniając autorytety w sutannie (np. bp Pieronek) potępiające lustrację.

Wątek uwikłania duchownych w taki czy inny sposób powróci, tak jak powróci bilans solidarnościowy w rachunkach pozostawionych przez III Rzeczpospolitą.

Po pierwsze nie można świeckiej lustracji nakładać na kościelną. Ten błąd popełnili konserwatyści nie przyjmując do wiadomości, że cała instytucja kościelna pozostawała ofiarą systemu a jej autonomię trzeba respektować także w takim aspekcie jak wewnętrzne rozliczenia. Kurie biskupie jakby przymykały oczy na uwikłanie szeregowych duszpasterzy (nie mówiąc o tych stojących wysoko w hierarchii), ponieważ bardziej akcentowano indywidualną odpowiedzialność i sumienie, aniżeli rozwiązania bazujące na rozstrzygnięciach instytucjonalnych, ciążących ku rozliczaniu w wymiarze prawnym niż samorozliczaniu w wymiarze moralnym. Faktycznie księża częściej ugrywali coś dla wspólnoty wiernych w kontaktach z komunistami, niż jej szkodzili.

Po drugie duchowni nie uwłaszczali się na transfmormacji, jak część środowisk solidarnościowych (przykładem służy baza solidarnościowej prasy przemieniona w komerycjne wydawnictwo), co najwyżej odzyskiwali utracone mienie.

Kościół nie ma też nic wspólnego z oddaniem pola rekinom finansowym, masakrującym po 90. roku ustrój gospodarczy.



Michnik szkodzi

Demaskacja Wałęsy, której tak skrzętnie zapobiegano na wszelkich możliwych poziomach, z medialnym na czele, sugeruje, że wielu czołowych działaczy tamtego okresu mogło być protegowanymi aparatu partyjnego a zwłaszcza liderzy KOR. To Adamowi Michnikowi towarzyszyły każdorazowo kamery przy kolejnych aresztowaniach. Koledzy Adama Michnika do czasów Gomułki, który ubzdurał sobie wprowadzenie do kierownictwa partii etnicznych Polaków, byli zagorzałymi marksistami, czasami obrzydliwymi z uwagi na dokonania, za które nigdy nie przeprosili, jak Baumann i Kuroń. Zbieżność biograficzna była regułą rekrutacyjną KOR, która nie ominęła Antoniego Macierewicza.

Specjalizujące się w podważaniu narodowego etosu AK, Powstania Warszawskiego i wielu innych, środowisko Gazety Wyborczej powinno być zainteresowane dekonstrukcją mitu Wałęsy. Mity jednak są dwojakie. Tych cementujących system delegitymizować nie wolno.

O konflikcie KOR – "zwykli" Polacy słychać było w podziemiu od początku lat 80. - Lewica laicka, pochodzenia żydowskiego, chce rządzić "Solidarnością" – rozpisywano się w prasie podziemnej. Z fragmentów nagrań wyemitowanych przez TVP Info wynika, że liderem strony opozycyjnej nie był Lech Wałęsa. Wydaje się, że kluczową rolę w kontaktach ze stroną rządową odgrywa Adam Michnik. Nie ma rewolucji spontanicznych a ich bohaterowie są konstruowani. Przemówienie Polaka w kongresie amerykańskim było rozpisane przez inteligentów udzielających mu protekcji, którzy o Wałęsie i do niego mówili, że bez nich nie znaczyłby nic. Bohater zgadzał się z nimi do czasu zmagań o prezydenturę, kiedy to rzucił wyzwanie Mazowieckiemu i zrobił to samo, co Michnik i Krzysztof Kozłowski: wyciagnął z archiwów państwowych niewygodne teczki.

(Pojawia się pytanie, wobec kogo Wałęsa był dyspozycyjny. Grupa skupiona wokół Adama Michnika zręcznie rozbroiła komunistów i już od drugiej połowy lat 70-ch zagospodarowała Wałęsę, tym łatwiej, że wiedza o jego współpracy z SB była raczej znana ścisłemu kierownictwu KOR, którego ludzie byli wybitnymi ideologami marksizmu, znali więc na wylot praktyczną stronę komunizmu i "towarzyszy". Nad prostym robotnikiem wykreowanym na przywódcę związku zawodowego parasol roztaczały więc dwie główne siły, które sądziły, że mają kontrolę nad procesem nadchodzącej społecznej emancypacji. Zapewne dzięki temu przekonaniu doszło do scedowania władzy przez jedną z nich. Jednak korzyści które odnieśli komuniści - gwarancja bezpieczeństwa, udział w prywatyzacjach intratnych przedsiębiorstw itp. - były drobnym ułamkiem tego, co dała transformacja zachodnim korporacjom i ludziom KOR, późniejszej Unii Wolności, późniejszej Platformie Obywatelskiej. Niewidzianym w Magdalence zwycięzcą był George Soros i kręgi, które reprezentował.)

- Michnik, łajdaku: idź do TVN i na żywo, na kolanach przeproś Polaków za ćwierćwiecze najpodlejszego, antypolskiego kłamstwa. Potem oddaj GW. - napisał na Twitterze Krzysztof Wyszkowski, legendarny działacz opozycji w PRL, inwigilowany przez SB. 

Czy episkopat będzie miał odwagę przyznać historyczną rację wszystkim tym "wariatom", których odsądzano dla wygody od czci i wiary? Odbieramy od nich ważną lekcję. Wyszkowski, który broni żony Czesława Kiszczaka, bo jest obiektywny, mówi o odzyskaniu podmiotowości przez naród polski po ujawnieniu przez nią akt "Bolka". O tę podmiotowość dalej toczy się spór, w którym sam Wałęsa jest tłem.

 

Mit Wałęsy

Księża biskupi nie zgodzą się na deptanie autorytetów w bogoojczyźnianej opowieści traktowanych jak relikwie. Nic bardziej nie spaja narodu i katolicyzmu niż robotnik z wpiętą w klapę marynarki Matką Bożą, witany w Watykanie przez papieża, niesiony na rękach tłumów w pochodzie zwycięstwa, który obalił mury ateistycznego reżymu. - W takiego Wałęsę nie wolno zwątpić, bo czym będziemy bez świętości – myśli wielu kapłanów.

Prawda jest taka, że czcimy noszoną dumnie przez Wałęsę Czarną Madonnę, ale nie jego samego. Ludzkie dzieje podlegają dekonstrukcji.

Rewizja mitu Wałęsy w niczym nie powinna naruszyć jasnych kart jego życia. Kościół przyjmie prawdopodobnie do wiadomości cienie tego życiorysu bez utraty trwałej połowy bohaterstwa przywódcy Solidarności, którego wielu z nas idealizowało, ponieważ nie docenialiśmy kontekstu, a zwłaszcza lekceważyliśmy środowiska dążące do przejęcia kontroli na biegiem wydarzeń następujących po erozji bloku komunistycznego.

Szef Solidarności był wygodnym figurantem, instruowanym przez stojących w cieniu decydentów z KOR (do spółki z prowadzącymi go - o ile teczki z domu Kiszczaka są autentyczne - urzędnikami z "bezpieki", ale ze słabnącą siłą), którzy z czasem uformowali rząd i narzucili Polsce najgorszą z możliwych wersji kapitalizmu prywatyzując co się da i premiując drapieżne korporacje. Te w "dowód wdzięczności" zrobiły z Polski półkolonię, kraj montażowni i nierównych szans, zadłużony, jak na swoje możliwości (!), po uszy.

To jest spójna i logiczna historia. Musimy się liczyć a może i pogodzić z jej wersją podręcznikową, uczoną w przyszłości w szkołach.

 

Prawda

Wrócę do "osobistego" doświadczenia Kościoła, równie a może bardziej bolesnego. Przejdziemy do Francji, gdzie dynamicznie rozwija się wspólnota św. Jana. Jej ojciec założyciel został oskarżony przez kilka kobiet o molestowanie, co prawda w wersji soft, nienachalne, co nie znaczy, że mniej destrukcyjne dla psychiki kobiet. Ich oświadczenia skolekcjonowały kurie biskupie z szczególnie niechętnie nastawionych do dominikanina diecezji.

Kontekst jest posoborowy. Ojcu Marie Dominique Philippe zarzuca się konszachty z lefebrystami. On sam mówi: moje kontakty z abp. Lefebvre to był akt miłosierdzia. - Nie miał gdzie spać w Genewie. Znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Wszyscy odwrócili się od niego. Ale ja nigdy nie byłem w Econe, siedzibie seminaryjnej nowopowstającego bractwa, o co mnie posądzano - tłumaczył.

Na ojca słano do Rzymu donosy, w tym pięć zeznań z diecezji objętych jurysdykcją arcysoborowych hierarchów, którzy obsesyjnie tępili wszelkie przywiązanie do przedsoborowej dyscypliny i filozofii św. Tomasza. Oświadczenia kobiet są ekstremalnie schematyczne, jakby pisane pod dyktando, niemal tą samą ręką. Wyjawiono je 40 lat później od rzekomego zajścia, kiedy ojciec Philippe już nie żył i nie zdołał odnieść się już do ich treści. Kilka tygodni wcześniej jego wspólnotę zaszantażowano - podczas wizytacji kanonicznej (bardzo poważnej kontroli) - unicestwieniem. Z zarządu kontemplacyjnej gałęzi sióstr zdjęto najstarszą współpracownicę założyciela. Postawiony pod ścianą przełożony generalny zgromadzenia publicznie ogłosił istnienie przekazanych przez kurie listów. Przyznał, w imię prawdy, że ich treść jest spójna i w zasadzie wydał wyrok na założyciela wspólnoty. Zakon braci św. Jana oszczędzono.

Ojciec Philippe nie mógł jednak bronić się z za grobu a żadnej konfrontacji, weryfikacji, jakiegoś śledztwa poziomem odpowiadającego jakości świeckiego dochodzenia, nikt nie przeprowadził. Infamia dosięgła nie tylko osoby pokutującego przez kilkadziesiąt lat zakonnego życia starca. Jakie reperkusje cały ten skandal wywołał w tożsamości młodych adeptów zakonu, nikt nie jest w stanie oszacować. A czy ktoś się tym przejmował?

Stała się jednak gorsza rzecz. Tak popularny na całym świecie filozof, teolog i rekolekcjonista przestał być drukowany. Jego filozofia, pozascholastyczna, genialnie nawiązująca do Tomasza i Arystotelesa, skuteczna jak brzytwa w konfrontacjach z liberalizmem i "postmoderną" przestała być przekazywana na taką skalę, na jaką zasługiwała a na jaką jest to konieczne w dobie zmagań kulturowych, które decydują o powrocie lub odejściu od Kościoła: ojciec Philippe jest niezastąpiony na polu filozoficznym, które odżywia teologię i oczyszcza mentalność chrześcijańską z deprawacji kulturowej.

Waga dramatu, jak ten opisany, jest nie mniejsza niż epicki los przywódcy Solidarności. Historycy, którzy rozpracowują trudne lata zmagań z komunizmem, biorą na siebie odpowiedzialność nie tylko za poprawne metodologicznie ustalenia. Odpowiadają też za kształt ich komunikacji, która nie wypłukałaby pokładów dobra z takich "hagiografii" jak wałęsowa.

 

**

 

Obecnej ekipie rządowej chodzi o to, że bez odblokowania zamka historycznego mitologia narosła na porozumieniu okrągłostołowym pląta całemu społeczeństwu nogi, nie dopuszcza otwarcia następnego rozdziału, który nieuchronnie powinien już nastać wraz z nowymi modelami gospodarczymi i stosunków społecznych. Także trójpodziału władzy, bo jak trzeźwo zauważa Kornel Morawiecki obok tych tradycjnych wyrośli nowi suwereni: rynki finansowe i media. Nie rewizjonizm, porachunki za doznane społeczne krzywdy czy ogólnie przeszłość są najważniejsze, ale możliwe perspektywy uwolnienia się od chorych układów i ustanowienie nowych, konstruktywnych relacji wewnętrznych.

Zawsze młody Duchem świętym Kościół nie powinien się bać odpieczętować bram nowego, być może lepszego świata kolejnym pokoleniom. One na to czekają, bo bohaterem jest cały naród.

 

 



Kościół i młodzież uwięzieni w aktach "Bolka" | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,600 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń