Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 2)

Puszczanie oka do legislacji homoseksualnych, a potem biadolenie nad rozlanym mlekiem, gdy instytucja jednopłciowego małżeństwa stała się faktem, to celowa i powtarzalna taktyka pewnych - możemy się domyśleć skorumpowanych - duchownych.



Podwójna gra. Krokodyle łzy

 

Przedstawiona argumentacja lewego skrzydła w Kościele nie wskazuje jeszcze na wagę pomocy udzielonej przez duchownych katolickich w przeprowadzeniu projektu legislacyjnego na rzecz osób homoseksualnych. Ważne jest, jakiego sposobu użyto dla skutecznego wsparcia liberalnego programu społecznego i moralnego.

 

Cechy taktyki liberalnych duchownych to:

 

1.  Rozwodnienie nauki kościelnej, usprzecznienie jej i uniespójnienie. Otwarcie tej nauki na wiele interpretacji.

2.  Dostosowywanie komunikatów do adresatów. Konserwatywni adresaci otrzymywali konserwatywne komunikaty. Liberalni liberalne.

3.  Celowanie w krytyczne zwroty publicznej polemiki, w których liberalne stanowisko biskupów katolickich przechylało opinię społeczną w kierunku agendy prohomoseksualnej.

 

Brak spójności w prezentacie nauczania kościelnego, dwutorowej, adresowanej do polityków katolickich, którzy wyciągali najczęściej wniosek, że nie będą bardziej – nomen omen – papiescy niż sam papież a potem kierowanej do konserwatywnych katolików, w zupełnie innym tonie, troski o losy rodziny zaprowadza anarchię i rozregulowuje katolicką tożsamość tak, że opór wobec legislacji postrzegany bywa jako coś wstecznego nie tylko w dziedzinie ideologicznej, ale także moralnej i teologicznej. Albo ten opór odpala spóźniony. Wyrwane z kontekstu (?) zdanie Franciszka: "Kimże ja jestem, by sądzić gejów", było w Irlandii jednym ze sloganów majowego referendum, które redefiniowało małżeństwo i do dziś jest przywoływane jako argument w obronie rzekomych praw społeczności gejowskiej.

 

Identycznie jak papież, który znalazł czas dla milionowego ruchu oporu dopiero po zawiązaniu legislacji, czyli za późno zachował się - lobbujący wcześniej na synodzie za związkami gejów - abp Forte, najbardziej poważany przez następcę św. Piotra doradca w sprawach włoskich i prawdopodobny następca kard. Bagnasco w funkcji przewodniczącego episkopatu.

 

Metropolita Abruzji wpłynął na władze potężnej wspólnoty Focolari, by nie angażowała się w "Family Day" będący postrachem lewicowych legislatorów. Gdy sprawa sprzeciwu upadła, związki przeforsowano Forte wylał krokodyle łzy na łamach dziennika "Corriere della Sera" i wyłożył bardzo sensową apologię rodziny, co nasuwa przypuszczenie o pewnym wyrachowaniu w jego postępowaniu. Duchowny zdradził, że obawia się, że na nadchodzącym posiedzeniu plenarnym biskupi włoscy będą go obwiniali za stworzenie wrażenia, iż Kościół oczekuje prawnych ułatwień dla współżyjących homoseksualistów. Zabezpieczył się więc ujmującym sprzeciwem wobec legalizacji związków jednopłciowych. - Chodzi o wizję społeczeństwa - tłumaczył sekretarz specjalny Synodu Biskupów dla rodziny. Pojawiła się nowa instytucja prawna, która grozi wykorzystaniem jej wobec rodziny. A rodzina nie jest jakimś elementem jednym z wielu, ale podstawową komórką społeczeństwa – mówił. - Wprawdzie uchwalona wczoraj ustawa nie wspomina o prawie par homoseksualnych do adopcji dzieci, to jednak może z czasem do tego prowadzić - ostrzegał. - "Jedną rzeczą jest prawo homoseksualistów np. do dziedziczenia a zupełnie czym innym coś, co może być w pewnym stopniu zastosowane wobec rodziny. Oto wielkie pytanie: czy regulować prawa czy tworzyć nową instytucja prawną, podobną do rodziny?" - dywagował włoski teolog. Zaznaczył, że problemem jest brak debaty, która pomogłaby dokładnie rozróżnić niektóre sprawy i uniknąć przenoszenia pewnych idei na rodzinę, aby jej nie dewaluować. Jeśli się o tym nie dyskutuje, istnieje ryzyko, że przeforsuje się coś, co może być podobne do rodziny i ją osłabi - powtarzał obawy kontrlokutora, abp. Bagnasco. Arcybiskup Forte zgadzał się, że wielkim wyzwaniem jest obecnie pomoc rodzinie i wspieranie jej w obliczu takich problemów jak kryzys gospodarczy czy "przerażający spadek przyrostu naturalnego". - Rodzina jest osłabiona, przede wszystkim materialnie, ale także w wymiarze kulturalnym i społecznym i jeśli zrówna się ją z inną instytucją, to te już i tak szczupłe środki pomocy zostaną nieuchronnie jeszcze bardziej uszczuplone - twierdził włoski hierarcha w rozmowie z dziennikiem. - Niezależnie od szacunku należnego każdej osobie nie może być zrównania związków osób tej samej płci z rodziną, a Kościół zawsze głosi Ewangelię rodziny jako podstawowej instytucji życia ludzkiego - przypomniał hierarcha.

 

Za wybór dostosowawczej etyki seksualnej w Kościele, oprócz niemieckich hierarchów, odpowiada min. właśnie Bruno Forte – trudny do zidentyfikowania, kluczący, wydający sprzeczne oświadczenia, pozostawiający zawsze szerokie pole do interpretacji, podobnie jak papież i jego liberalny team. Z wypowiedzi arcybiskupa wynika jednak, że czyni on różnicę między instytucjonalizacją związków gejów i lesbijek a nadawaniem im poszczególnych praw. Jeśli tak, to znowu stajemy przed dylematem niszczącej małżeństwo imitacji oraz przed dyskryminacją innych związków, niemałżeńskich pozostając bez odpowiedzi, z jakiego tytułu seksualność gejów ma charakter wyjątkowy i powinna być identyfikowana przez prawodawców. Forte bardzo wcześnie, co ustawia go w awangardzie "zmiany", zaczął lobbować na rzecz cywilno-prawnych przywilejów dla LGBT, na długo przed zgromadzeniem biskupów, ale to w związku z synodem ujawniono dążenie ordynariusza Abruzji do zaprowadzenia totalnej inkluzji, które na inne okoliczności kamuflował. Po której stronie jest? Retorycznie po obu. Skutecznie po jednej. 

  

Dedykowany rodzinie synod o ... homoseksualizmie. Kulisy

 

Kościół mniejszościowy - katakumbowy, na który tak chętnie powoływali się zachodni metropolici, nigdy nie wnosił "pozytywnego wkładu gejów i lesbijek" w etos chrześcijański i społeczny. Nie możemy sobie nawet wyobrazić św. Piotra albo ojców Kościoła jak piszą listy, w których wzywają do poszanowania osób nieheteroseksualnych, choć było ich niemało w czasach wczesnego imperium rzymskiego a sam homoseksualizm był niejednoznacznie traktowany: pasywni mężczyźni, którzy byli penetrowani żyli w pogardzie i nosili etykietę informującą o ich zniewieścieniu.

 

Nadzwyczajne Zgromadzenie Biskupów dedykowane rodzinie po raz pierwszy w historii wyniosło LGBT jako zdefiniowaną społecznie grupę z określonymi potrzebami zbiorowego życia przeprowadzając tym samym między związkami komplementarnymi i niekomplementarnymi płciowo analogię praktyczną, społeczną. Praktyczna analogia przejawia się w rozpoznawaniu, identyfikowaniu i warunkowaniu przywilejami społecznymi par i grup homoseksualnych, co legitymizuje przewrót antropologiczny i wzmacnia postawy homoseksualne. Kościół nigdy wcześniej tak o homoseksualistach nie deliberował. Nigdy wcześniej, zanim formuła równościowa nie została wprzęgnięta przez neoliberalną arystokrację w projektowanie nowej klasy społecznej. Udział biskupów w przeprojektowaniu biblijnej antropologii jest najbardziej haniebną kolaboracją i przemyślaną teologicznie współpracą z tą oligarchiczną, imperialną władzą wszechczasów.

 

Tuż po pierwszej sesji synodu biskupów w 2014 roku wybuchł skandal, za sprawą którego do opinii publicznej dotarła wiedza o tym, kto faktycznie odpowiada za redakcję kontrowersyjnego ustępu o homoseksualizmie. Kilka akapitów, które nie przeszły głosami większości kwalifikowanej (2/3 wszystkich głosów) pojawiły się w tzw. Positio, dokumencie posynodalnym o charakterze roboczym, o tyle ważnym, że zawężał on tematykę kolejnej sesji synodu.

 

Jak to się stało?

 

Węgierski kardynał Peter Erdo, wyjaśnił "Radiu Watykańskiemu", że dokument wyszedł spod ręki 16 hierarchów, którzy starali się dokonać syntezy tego, co mówili podczas dotychczasowych obrad Synodu biskupi a za passus Relatio post disceptationem dotyczący homoseksualistów odpowiada osobiście arcybiskup Bruno Forte, który z inicjatywy Ojca Świętego Franciszka jest sekretarzem specjalnym Synodu. Powierzenie tego stanowiska Fortiemu musiało być celowym zabiegiem. Papież znał poglądy arcybiskupa na Komunię świętą dla rozwodników i na temat homoseksualistów.

 

Zespół przygotowujący Relatio post disceptationem miał dostęp do zdecydowanie większej ilości tekstów biskupów niż te, które wygłoszono na Synodzie. Wiele z nich wygłaszano bowiem w wersji skróconej, co oznacza, że Positio zostało oparte na szerszej bazie źródłowej, niż była dostępna dla wszystkich zgromadzonych Ojców Synodu. Wobec tego nie było wiadomo, czy passus o homoseksualistach umieszczony w Positio odpowiada poglądom ojców synodu, czy nie.

 

Wersja angielska tłumaczenia Relatio, które wywołało taką burzę, nie zawierała "powitania" homoseksualistów we wspólnocie Kościoła, a "powitanie" zamieniono na "posługę" dla homoseksualistów (ang. welcoming zmieniono na providing). Dokonano także kilku innych retuszy. Na synodzie mówiono o ćwiczeniu się w wierności w homoseksualnych związkach i podnoszono ich pozytywne aspekty. Ostatecznie punkt o gejach i lesbijkach zyskał niewystarczającą aprobatę 118 uczestników obrad przy 62 głosach sprzeciwu, ale te akurat zapisy jako aneks na specjalne życzenie ojca świętego trafiły do Positio.

 

Dwie Analogie

 

Oba dokumenty posynodalne wykładały dotychczasowe stanowisko J. Bergoglio i liberalnych hierarchów, że "nie istnieje żadna podstawa, by upodabniać te dwa typy partnerstw lub stwierdzić analogie, nawet odległe, między związkami homoseksualnymi a Bożym planem wobec małżeństwa i rodziny". Przełożono natomiast akcent ze sprawiedliwej dyskryminacji na unikanie niesprawiedliwej dyskryminacji. Należy unikać wobec homoseksualistów wszelkiej "niesprawiedliwej dyskryminacji" – pouczały kolejne edycje posynodalnych podsumowań. Mniej więcej w tym samym kształcie papież odniósł się do homoseksualizmu w adhortacji Amoris Laetitia. I ten właśnie kształt refleksji po- i synodalnej otwarł furtkę dla nowej, przeciwstawnej do przedsynodalnych dokumentów kościelnych interpretacji. Znaczy to, że niedopełniono adekwatnego dla zapalnego stanu tkanki społecznej wykładu o zagrażającej i dzielącej biskupstwa i społeczeństwa na całym świecie legislacji homoseksualnej.

  

W koniunkcji z papieskimi wskazówkami "nie mnie ich oceniać" oraz charakterystycznym rysem pobłażliwości w teologii miłosierdzia według Franciszka brak precyzji w akapicie o homoseksualistach daje przewidywalny rezultat szerokiego rozumienia niesprawiedliwej dyskryminacji, które uwzględnia "różne utrudnienia i ciężkie położenie związków gejowskich i lesbijskich". Interpretacji fragmentu o niedyskryminowaniu homoseksualistów nie można oderwać od postulatu społeczeństwa inkluzywnego i otwartego, który przyświeca obecnemu pontyfikatowi.

 

Homoseksualny efekt Franciszka ilustrują dwa zdarzenia. Zachętą do poszukiwania nowych "rytuałów religijnych" dla gejów i lesbijek oraz błogosławienia powtórnych małżeństw jest wydanie książki bp. Johana Bonny’ego z Antwerpii i Rogera Burggraeve'a, emerytowanego profesora teologii moralnej z Katolickiego Uniwersytetu w Löwen. W pracy pod tytułem "Mag ik? Dank je. Sorry. Vrijmoedige dialoog over relaties, huwelik en gezin” (Czy mogę? Dziękuję. Przepraszam. Swobodny dialog o związkach, małżeństwie i rodzinie) duchowni stawiają pytanie: "Czy wszyscy musimy być wciskani w ten sam model? Czy nie powinniśmy rozwinąć różne rytuały, w których uznalibyśmy z kościelnej i religijnej perspektywy życiowej rzeczywistość między homoseksualistami?". Autorzy sugerują chrześcijański wymiar związków jednopłciowych przy czym zwyczajowo zastrzegają, śladem papieża oraz liberalnych hierarchów, wyjątkowy charakter małżeństwa: nowe rytuały religijne i błogosławieństwo nie są powtórzeniem czy też zamiennikiem sakramentalnego związku mężczyzny i kobiety, który był i pozostaje wyjątkowy.

 

Inny przykład. W połowie marca 2015 r. zmarł były niemiecki wicekanclerz i minister spraw zagranicznych, Guido Westerwelle, który pozostawał w partnerstwie z młodszym od siebie mężczyzną. Polityk liberalnej FDP od lat chorował na raka. Uhonorowano go pogrzebową uroczystością w katolickiej bazylice św. Apostołów w Kolonii. Kazanie wygłosił katolicki ksiądz z Berlina, Karl Jüsten, przewodniczący Biura Katolickiego, instytucji episkopatu ds. kontaktów z politykami. Dziennikarz Giuseppe Nardi na łamach portalu Katholisches.info w związku z tym wydarzeniem pytał: "Czy Kościół, nieważne jakiego wyznania, jest tylko przedsiębiorstwem świadczącym usługi, które można zamawiać wedle woli na osobiste potrzeby? Czy przedstawiciele Kościoła chcą wykorzystać śmierć Westerwellego do faktycznego uznania homoseksualizmu przez Kościół katolicki?". - Kościoły w Niemczech przestają być postrzegane jako Dom Boży - ostrzegał publicysta.

 

Westerwelle ujawnił się jako praktykujący homoseksualista w 2004 roku, podczas przyjęcia zorganizowanego z okazji 50. urodzin Angeli Merkel. Zjawił się na nim ze swoim partnerem, w obecności kardynała Karla Lehmanna. W sześć lat później Westerwelle wszedł ze swoim partnerem w oficjalny związek partnerski. Sprawa nabrała wielkiego rozgłosu, bo Westerwelle był w tym okresie wicekanclerzem i ministrem spraw zagranicznych. - "Jego zachowanie można ocenić jako skuteczne lobbowanie na rzecz homoseksualizmu" – pisze Nardi. Wygłoszone słowo na pożegnalnym nabożeństwie było nie tylko pochwałą Westerwellego. Jak pisał dziennikarz ks. Jüsten zwracał się bezpośrednio do obecnego w kościele partnera zmarłego polityka, oczywiście nie po to, by napiętnować zdrożność związków homoseksualnych. "Rozdźwięk między homoseksualizmem Westerwellego a Kościołem katolickim nikogo nie zainteresował ani nikomu nie przeszkadzał. Nawet przedstawicielom Kościoła" – dziwił się. W ocenie publicysty istnieje duże prawdopodobieństwo, że wysokie czynniki kościelne w Niemczech chciały wykorzystać pogrzeb polityka do zamanifestowania nieformalnej akceptacji dla związków jednopłciowych.

 

Bez dokonania bardziej szczegółowych rozróżnień w mechanizmach dyskryminowania zarówno papieska adhortacja, jak jej synodalne zapowiedzi, są jałowe i pogłębiają chaos w chrześcijańskiej reakcji na lansowanie seksualności pozamałżeńskiej i zaprowadzanie jej w horyzoncie publicznej etyki. 

 

Równoległa do oficjalnej kościelnej wykładni "nowa" ocena związków homoseksualnych oznacza wszystko to, co podnosili czołowi biskupi z krajów, w których zalegalizowano - za ich radą, pomocą, wsparciem czy zaniechaniem potępienia – związki homoseksualne, także w regionie Buenos Aires. Przeważającą zmianą było w tej sekwencji rozpoznanie homoseksualistów jako grupy, przed czym przestrzegał prefekt Ratzinger, ponieważ wtedy dopiero, jako grupa rozpoznana, rozmaite lobby mogło zacząć budować warunki antydyskryminacyjne i przeobrażać je w przywileje dla homoseksualistów zestawione w rachunku: analogia teologiczna - nie, ale umocowana na antydyskryminacji prawna i moralna analogia – tak.

 

Jak działa analogia społeczna i prawna przeprowadzona w liberalnej praktyce duszpasterskiej?

 

1. Nieuwzględniona granica między sprawiedliwą a niesprawiedliwą dyskryminacją, łatwa do zdefiniowania (przywileje należą się małżeństwu) zostaje rozmyta i przekazana do uznaniowego rozeznania przez lokalnych biskupów. Jest to zabieg anarchizujący tak pojęciowość, jak koordynację katolickiego protestu – i obniżenie jego ewangelicznej rangi: znaku sprzeciwu.

2. Wymowa papieskiego tekstu dyktowanego synodalną fiksacją na tym co nieregularne i odbiegające od normy sugeruje, że osoby homoseksualne wyróżniane są jako grupa społeczna a nie jednostki, co ma daleko idące następstwa.

3. Następuje odgraniczenie Bożego planu wobec małżeństwa i rodziny od ludzkiej autonomii prawodawczej: przyzwolenie - w imię laickiego, niesklerykalizowanego modelu państwa - na organizację społeczną wolną od Dekalogu, "jakby Bóg nie istniał".

 

Podobieństwo z małżeństwem, choćby niejasne i niepełne zestawione z prawdziwym twierdzeniem, że małżeństwo jest wyjątkowe i nieporównywalne pod żadnym względem ma za podstawę błędny sylogizm społeczny: jeśli zestawiamy twierdzenie prawdziwe i fałszywe całe wnioskowanie okazuje się fałszywe a w świadomości i mentalności społecznej uwaga przekierowana na związki homoseksualne rozkłada tożsamość małżeńską.

 

Wartość logiczna sumy twierdzeń:

- małżeństwo jest wyjątkowe i niepodobne do niczego innego (nie ma związku podobnego do małżeństwa),

- wzajemne przywiązanie i miłość osób homoseksualnych oraz ich opieka nad dziećmi zasługują na społeczne uznanie

jest zerowa. Taki jest nieunikniony efekt tego równania. Małżeństwo jednak – na przekór dawanym gwarancjom - nie jest wyjątkowe, skoro miłość osób homoseksualnych i ich opieka nad dziećmi zasługują na takie samo uznanie społeczne i duszpasterskie – doktrynalne, ponieważ fenomen miłości i rodzicielstwa jest ten sam i stoi ponad komplementarnością płciową. - W pewnych aspektach (jakie są to elementy i jakie panują relacje między nimi nikt nie wyjaśnia) rodzicielstwo par jednopłciowych i miłość w związkach homoseksualnych są tożsame z miłością i rodzicielstwem małżonków zatem powinny zostać zauważone przez Kościół - można wnioskować.

 

Odwracając żądanie Barbary Hendricks (niemiecka SPD) Jorge Bergoglio kilkanaście lat temu wyrażając poparcie dla instytucjonalizacji związków homoseksualnych wszedł wraz ze swoim południowoamerykańskim Kościołem na ryzykowną ścieżkę "fałszywego równouprawnienia", na której parom i rodzinom jednopłciowym przypisano wybrane bliżej niesprecyzowane cechy małżeństwa, "ułatwienia", "udogodnienia". Zachodząca w ludzkim umyśle konieczność domknięcia poznawczego i logicznej równowagi przeciągnęły społeczeństwa na stronę " równouprawnienia prawdziwego", spójnego, racjonalnego i bezkompromisowego. Jeżeli kardynał łudził się, że zatrzyma pochód unifikacji seksualnej, różnicowania ludzi ze względu na orientację seksualną, to się przeliczył. Pochód w ogóle by nie wyruszył, gdyby nie ukryta za obietnicami bez pokrycia analogia.

 

Zaniechanie oceny moralnej. Polityka

 

Stosunek Kościoła do polityki znajduje bezpośredni wyraz w prawodawstwie dotyczącym LGBT. Walka papieża Franciszka z nieobecnym wrogiem, wrogiem który odpadł już w przemianach cywilizacyjnych pierwszej połowy 20-go wieku – klerykalizacją życia społecznego wywołała uboczny skutek: zahamowanie lub wycofanie moralnej oceny polityków i politycznych pomysłów, zwłaszcza bioetycznych.

 

Być może na wypadek (chodzi o zbieżność czasową) gdyby jacyś duchowni chcieli podnieść kwestię sprawiedliwej dyskryminacji gejów w prawodawstwie, papież wydał kilka silnych oświadczeń zakazujących wtrącania się ordynariuszy miejsca w sferę świecką. Zakaz dotyczył tych działań, które byłyby w szczególności sanacją porządku politycznego przez ocenę moralną a oświadczenie Franciszka zbiegło się z poruszeniem episkopatu Włoch przez inicjatywę ustawodawczą lewicy. W pouczeniu papieskim nadanym bezpośrednio do biskupów Ameryki łacińskiej w sprawie klerykalizacji sfery politycznej znalazła się delikatna korekta ostrych zapowiedzi włoskich biskupów, którzy chcą obalić cywilno-prawne związki w ogólnonarodowym referendum. Franciszek wypracował kolejny dwustandard swojego pontyfikatu: na celowniku jego krytyki nie znaleźli się biskupi z krajów, w których pozytywna rekomendacja cywilnoprawnej instytucji partnerstw homoseksualnych Kościoła i przywołana wartość analogii moralnej i prawnej między małżeństwem a jednopłciowym partnerstwem dała taki efekt, że zalegalizowano cudzołóstwo i seks pozamałżeński w wersji najbardziej bezbożnej i nienaturalnej.

 

Filozofia polityczna Franciszka opiera się na założeniu, że Kościół może się wypowiadać na tematy ogólne, ale nie szczegółowe. Schody zaczynają się wtedy, gdy musimy określić, co dla kogo jest szczegółem, jakimś konkretnym rozwiązaniem a co ogólną (moralną) zasadą. I tak dla barwnej postaci włoskiego episkopatu sekretarza Nunzio Galantino barierą nie jest poparcie sorosowskiej imigracyjnej polityki mieszania kultur, osłabiania tożsamości Europy i kaleczenia Bliskiego Wschodu (o ile więcej uwagi skupionej na imigrantach w Europie, o tyle mniej pokoju w Syrii). O przeciwnikach Sorosa i lobby proimigranckiego mówił: istnieje polityka uprawiana kosztem innych, polityka populistów dyktowana przez liderów pozbawionych skrupułów. (Populiści, najczęściej odważnie wyrażający poparcie dla zakazu aborcji i związków homoseksualnych, są ulubionym chłopcem do bicia dla odważnych liberalnych hierarchów, którzy sekundują całej masie lewicy. Odwagi brakuje temu Kościołowi jedynie w relacji do protagonistów demoralizacji). Delegat Franciszka źle natomiast postrzega inicjatywy, których celem jest wywieranie na rząd presji w sprawie aborcji czy homoseksualizmu. W jednym z wywiadów tłumaczył: "Nie identyfikuję się z twarzami bez wyrazu osób, które odmawiają różaniec przed klinikami, w których praktykuje się przerywanie ciąży, ale z tymi młodymi ludźmi, którzy sprzeciwiają się tej praktyce i walczą na rzecz jakości życia osób, na rzecz prawa do zdrowia i pracy" (Quotidiano Nazionale, 12 V 2014 r). Michał Barcikowski z kwartalnika Chirstianitas retorycznie pytał: "Czy ktoś wyobraża sobie, by jakikolwiek współpracownik Piusa XII odcinał się publicznie od katolików ratujących zagrożonych Zagładą Żydów i przeciwstawiał ich tym katolikom, którzy toczą ogólną walkę o świat bez uprzedzeń rasowych? Jak można przeciwstawiać jedno drugiemu?". Inne pytanie które stawiał: Czy abp Nunzio Galantino to Kościół "poturbowany […] bo wyszedł na ulice", czy raczej Kościół "chory z powodu wygody z przywiązania do własnego bezpieczeństwa"?

 

Na zakończenie transformacji, której Franciszek poddał włoską Konferencję Episkopatu watykanista Alberto Melloni pisał: "Stosunki między włoskim Kościołem a światem polityki już nie będą takie jak kiedyś. Konferencja episkopatu włoskiego (CEI), którą kieruje Galantino jest inna niż w czasach Ruiniego. Zabiera publicznie i jasno głos w kwestiach ogólnych".

 

Frakcja Ruiniego (Camillo Ruini, wikariusz generalny Rzymu do 2008 roku) nie piętnuje prawicy za jej sceptycyzm wobec multikulturalizmu, przez co niekomfortowo znajduje się ze swoją oceną moralną polityki pomiędzy subiektywnymi opiniami papieża - i dyscypliną instytucjonalną, którą on narzuca, choćby przez władanie nominacjami biskupimi - a ciągłością doktrynalną i tradycją Kościoła, który z dużą rezerwą odnosił się do przemian społecznych determinowanych interesem wielkich mocarstw. Przecież to Stalin w 20. wieku odrywał od korzeni i przenosił arbitralnie całe narody w obce im kulturowo środowisko. W historycznym i aktualnym modelu migracji przemoc przez zaniechanie pokoju oraz bezmyślne i nieperspektywiczne interwencje militarne były narzędziem polityki społecznej.

 

Proijekt imigracyjny (bez łączenia go z pomocą uchodźcom) to sensu stricto polityka. Aborcja i homoseksualizm są z perspektywy Kościoła wrażliwym obszarem moralnym. Wciskanie treści moralnej w nieadekwatne ramy i odwrócone proporcje - zdaniem Galantino "upominanie za aborcję i homoseksualizm jest nachalnym wtrącaniem się do polityki" - kreuje podwójne standardy, niekonsekwencję i szerzy chaos pojęciowy. Również w takim politycznym kontekście papież Franciszek sytuacyjnie stygmatyzuje poglądy i działania konserwatywnych duchownych. Zakrawa to na manipulację. Jak pisze M. Barcikowski "wielkiego wsparcia (znów: niezależnie od intencji Papieża) doznaje Kościół 'chory z powodu […] wygody z przywiązania do własnego bezpieczeństwa", taki który nie ma ochoty i siły do stawienia czoła duchowi świata.

 

W wywiadzie dla jezuickiego pisma "La Civiltà Cattolica" (19 IX 2013 r.) papież stanowczo twierdził:

 

"Nie możemy zatrzymywać się tylko nad kwestiami związanymi z aborcją, małżeństwami homoseksualnymi i używaniem środków antykoncepcyjnych. […] Nauczanie dogmatyczne i moralne nie są równoważne. Duszpasterstwo nie powinno obsesyjnie skupiać się na przekazywaniu i narzucaniu wielu niepowiązanych ze sobą doktryn. Głoszenie misyjne musi koncentrować się na tym, co podstawowe, co daje natchnienie i bardziej pociąga, na tym, co rozgrzewa serce, jak uczniów w drodze do Emaus. Musimy więc znaleźć nową równowagę, inaczej konstrukcja nauki moralnej Kościoła może runąć jak domek z kart, może utracić swą świeżość i zapach Ewangelii. Propozycja ewangeliczna musi być prostsza, głębsza, musi promieniować i dopiero z tej propozycji wynikają wskazania moralne."

 

- Pomińmy to, że są to wskazówki duszpasterskie dla duszpasterzy, a nie program dla ludzi świeckich, którzy w budowaniu koalicji ludzi dobrej woli na rzecz sprawiedliwości siłą rzeczy będą i muszą odwoływać się raczej do wspólnego fundamentu obiektywnej normy moralnej - analizuje Barcikowski. - Ten skądinąd pełen prawdy i mądrości fragment został oczywiście zmanipulowany przez sprzyjające przemysłowi aborcyjnemu media. Tyle tylko że można to było przewidzieć. Nie można w sytuacji, w której sprawa znajduje się na ostrzu noża, w której decydują się losy konkretnych ustaw, a często wręcz konkretnych istnień ludzkich, wdawać się publicznie w tak zniuansowane rozważania. Oczywiste było, że nie staną się one dla duszpasterzy przede wszystkim wezwaniem, by ukazywać nadprzyrodzone źródła norm moralnych i oświetlać ich sens światłem Objawienia. Należało się spodziewać, że staną się raczej zgorszeniem dla słabych: usprawiedliwieniem dla powstrzymania się od czynnego "łaknienia i pragnienia sprawiedliwości". Zresztą można powiedzieć, że katoliccy członkowie stanowego parlamentu stanu Illinois, którzy swój głos za wprowadzeniem małżeństw homoseksualnych uzasadniali słowami Papieża Franciszka, znaleźliby inne wytłumaczenie. Być może - konkluduje katolicki publicysta.

 

Chaos pojęć zaprowadzany przez Franciszka w porządek doktrynalny i moralny znajduje rozsądny rezonans, choćby w murach siedziby Kongregacji Nauki i Wiary. Polityczny zamęt pojęciowy naganiany przez ignorancję z obszaru idei i terminologii politycznych jest trudniej zidentyfikować, bo teolgowie czują się niekompetentni w takiej matterii a konserwatywni politycy nie mają śmiałości krytykować ojca świętego. Anarchia politologiczna szaleje więc w Watykanie i pustoszy Winnicę pańską.

 


Historyk idei, prof. Stephen Baskerville jest zaniepokojony silnym dążeniem Kościoła do takiej źle rozumianej "apolityczności". - Zamiast zabierać głos w sprawach istotnych dla swoich wiernych, a dotyczących ważnych kwestii publicznych, Kościołowi zdarza się "umywać ręce", pozostawiając wiernych bez należytego pouczenia, co jest dobre, a co złe. - Brak przekazywania tej wiedzy poskutkował na Zachodzie masową laicyzacją i indyferentyzmem moralnym, a tradycyjne nauczanie nie tylko Kościoła katolickiego, ale i poszczególnych wyznań protestanckich nie stanowi już dla ich wiernych żadnego punktu odniesienia - ostrzegał.

 

Aby dopełnić percepcję polityki w Kościele należałoby się odnieść do systemu ustrojowego. Kościół ceni pokój społeczny i zwyczajowo poddaje się panującemu porządkowi politycznemu. Czy liberalizm - współczesne Pax Romana - fundamentalnie kłóci się z etyką chrześcijańską? Progresywni teologowie usprawiedliwiają system demoliberalny: błędy są wynikiem użycia a nie samej teorii liberalnej. Krytycy podnoszą, że głównym założeniem liberalizmu jest zysk nie uwzględniający człowieka i dobro wspólne a politycznie prawa jednostki sytuowane są ponad prawami rodzinnymi i wspólnotowymi. - Nie ma alternatywy dla "tego" systemu, ponieważ najlepiej godzi on współistnienie różnych światopoglądów, spośród których ten chrześcijański powinien być traktowany na równi z innymi, co duchownym wydaje się optymalnym prolaickim wariantem, gdyż Kościół nie powinien być - według nich - w żaden - tak socjalny jak antropologiczny - sposób premiowany. Uprzywilejowanie instytucji kościelnej rozciąga się na antropologię preferowaną przez Kościół a jedno i drugie uprzywilejowanie - zdaniem radykalnych zwolenników ustroju liberalnego - nie zgadza się z zasadą neutralności i świeckości państwa.

 

Mówiąc o liberalnych i postępowych duchownych nie bierzemy pod uwagę samej nawy kościelnej i faktu ustawiania się poszczególnych prezbiterów z prawej lub lewej strony, bliżej ściślejszej lub luźniejszej dyscypliny. Chodzi o bardziej o poziom wchłaniania prądów sekularystycznych lub wolnościowych i przywiązanie do subiektywnego dobra, o którym decyduje wyłącznie i ostatecznie jednostka. "Otwarci" duchowni nie wyobrażają sobie sytuacji, w której społeczeństwo rozpoznałoby  w przestrzeni publicznej dobro moralne i uczyniło z niego dobro wspólne. Pociąga to za sobą niewiarę w grzech społeczny i w próby zaprowadzenia Królestwa Bożego na ziemi. Filozoficznym krewnym laicyzacji, społeczeństwa szczęśliwego, bo wolnego od Boga jest idea Karla Poppera - guru liberałów i autora koncepcji społeczeństwa otwartego - kontrastująca społeczeństwo otwarte, pluralistyczne kulturowo i nieskrępowane erudycyjnie ze społeczeństwem zamkniętym, ksenofobicznym i odcinającym się od dialogu, najlepiej narodowym. Myśl Poppera wniknęła do Kościoła wraz z katolikami poddanymi tresurze na licznych wszechnicach humanistycznych. Włodarze z zachodnich metropolii, szczególnie wrażliwi na wartości demokracji liberalnej, reagują urazowo na wspomnienie, choćby, inicjatywy antyaborcyjnej lub antyhomoseksualnej wymierzonej w legislację liberalną i wręcz histerycznie stygmatyzują ugrupowania, które z nimi wychodzą.

 

Utożsamienie z pluralistycznym społeczeństwem - którego gwarantem pokojowego współżycia jest wycofanie społecznych postulatów moralnych, gdyż jedynym ich miejscem jest przestrzeń osobista - degeneruje naukę Ewangelii o małżeństwie i seksualności. To jeszcze jeden ważny powód, dla którego ideologia równościowa w swojej zewnętrznej manifestacji pokrywa się z utopijną wizją społeczeństwa otwartego na zasadzie wycofania wyrazistych tożsamości, bo te mogą razić, konfliktować i zagrażać pokojowi i inkluzji. Zapomina się przy tym, że to dzięki spotkaniu kultur i tożsamości, ich dialogowi w poszanowaniu odrębności tkwi recepta na trwały pokój społeczny a pozycja oferowanej przez duchownych antropologii i metafizyki współżycia społecznego pochodzi ze zgodności między nauką społeczną Kościoła a naturą ludzką. Jeśli wykluczymy prawdę ze współżycia społecznego a za nią możliwość hierarchizowania propozycji antropologicznych islamu, sekularyzmu czy chrześcijaństwa usuniemy grunt spod poważnego i sprawdzonego ładu który odpowiada za europejski kształt cywilizacyjny.

 

Koszta koncentracji na homoseksualizmie. Przykład synodu o rodzinie

 

Tak jak w świecie nieuzasadniona koncentracja na homoseksualizmie redukuje tkankę społeczną, spłaszcza rozumienie rodziny i jej różnorodności na wymiarach macierzyństwo - ojcostwo, tak i na synodzie czas poświęcony homoseksualistom odebrał szansę duchowości, seksualności czy relacyjności małżeńskiej. Treść Nadzwyczajnego Synodu Biskupów nie oscylowała wystarczająco wokół problematyki rodziny i małżeństwa. Homoseksualizm i Komunia św. dla rozwodników stały się polem bitwy.

 

Świadectwo przed ojcami synodu składało małżeństwo, których syn był homoseksualistą. To kolejny pomysł abp. Fortiego bardzo emocjonalnie wyrąbujący ścieżkę duszpasterską i moralną dla przemarszu legislacji homoseksualnej. W tekście Relatio synodi w 75% wszystkich przypadków wystąpienia słowa "seks" chodziło o gejów i lesbijki. Poza homoseksualizmem autorzy podsumowania rozpisywali się o nadużyciach seksualnych i niedojrzałości seksualnej.

 

- Biskupi nie wykorzystali szansy, jaką było piękne wystąpienie synodalnych audytorów, Rona i Mavis Pirola, australijskich małżonków z 55-letnim stażem – ubolewali Z. Nosowski i E. Kiedio w miesięczniku Więź (Więź 2 (660) 2015). Świadkowie ci głosili seksualny rewers sakramentu małżeństwa, który "znajduje najpełniejszy wyraz we współżyciu". Bez docenienia seksualnego wymiaru duchowości małżeńskiej nie da się uznać piękna nauczania Kościoła z encykliki Humanae vitae. "Obrady synodu o rodzinie przybrały bowiem - i to nie tylko w mediach, lecz, niestety, także w rzeczywistości - kształt realnego sporu między dwoma frakcjami ideowymi. (...) Powierzchowność i bezbarwność Positio wydawała się efektem skupienia na konflikcie, który absorbował uwagę uczestników synodu. (...) Jedni ciągnęli w prawo, drudzy w lewo; jedni parli do przodu, drudzy woleliby skierować się do tyłu. W ferworze dyskusji zapomniano chyba, że można jeszcze pójść... w głąb".

 

- Zdziwieni byliśmy przede wszystkim faktem, że dyskusje biskupów (i streszczający je dokument Relatio synodi) koncentrowały się na rodzinie, niemal z pominięciem jej podstawy, czyli małżeństwa – pisało dwoje polskich audytorów synodu. - A przecież i zdrowy rozsądek sugeruje, by zatroszczyć się najpierw o solidne fundamenty, i nauczanie Kościoła podpowiada, że "swe właściwości 'komunijne' rodzina czerpie z owej podstawowej komunii małżonków. Jedność dwojga trwa w dzieciach". Podstawą dobrej rodziny jest zatem pielęgnowanie więzi małżeńskiej, uzupełniających się mężczyzny i kobiety, co w nawiązaniu do emfazy różnorodności rodzinnej, nie mającej tej podstawy, wybrzmiewało rażąco niewiarygodnie.

 

Zaskakująca była absencja duchowości małżeńskiej w rozważaniach synodalnych. - Jej odkrywanie w Kościele wciąż trwa i z pewnością nie można przyjąć, że wszystko jest dobrze znane - kontestowali świeccy obserwatorzy.  W obradach synodu w roku 2014 wyraźnie zabrakło, zdaniem autorów tekstu "Synodzie wypłyń na głębię", jeszcze kilku innych istotnych wątków. Nie znalazło się miejsce na obszerniejsze omówienie problemów rodzin wychowujących dzieci niepełnosprawne, zwłaszcza z upośledzeniem umysłowym, i docenienie daru tego, co niedoskonałe (to bardzo ważne w czasach, gdy większość dzieci ze stwierdzonymi wadami rozwojowymi jest zabijana jeszcze przed narodzeniem). - Zabrakło słowa zachęty do ofiarnego przyjmowania dzieci adoptowanych (a przecież relację nas wszystkich do Boga św. Paweł określa jako przysposobienie w Chrystusie Jezusie - np. Ef 1,5; Ga 4,5). Nie pojawiły się wyrazy życzliwości ojców synodalnych wobec tych osób, które trwają w wierności sakramentalnemu małżeństwu pomimo zdrady i odejścia współmałżonka (niekiedy czują się one zapomniane przez Kościół, choć wiernie stosują się do zasad Ewangelii) – pisali audytorzy .

 

Synod zajmujący się tematyką rodzinną nie uwzględnił także w swoich pracach refleksji nad powołaniem osób, które pozostają bezżenne nie z własnego wyboru (nie są to przecież tylko hedonistycznie nastawieni egoiści, lecz często głęboko wierzący katolicy, którzy nie mogą znaleźć współmałżonka). "Ta tematyka wydaje się niezwykle istotna zarówno ze względu na wzrastającą liczbę takich osób, jak i na rozwój katolickiej antropologii". 

 

Jak można było przeoczyć feministyczne źródła wielkiego kryzysu rodziny. - "Kobieta, by być sobą, czyni się nieprzyjacielem mężczyzny. Wobec nadużyć władzy odpowiada ona strategią poszukiwania władzy. Proces ten prowadzi do rywalizacji płci, w świetle której jestestwo i rola jednej z płci są podejmowane na niekorzyść drugiej, co w konsekwencji wprowadza do antropologii zgubne pomieszanie, mające bezpośredni i nieszczęsny wpływ na strukturę rodziny" - pisał Rartzinger w Liście z 2004 roku.


"By uniknąć hegemonii jednej czy drugiej płci, próbuje się wykreślić różnice między nimi, uznane za efekt warunków historyczno-kulturowych - już kilkanaście lat temu zauważał przewodniczący Kongregacji Wiary. W takim zrównaniu różnica cielesna, zwana płcią, zostaje zminimalizowana, natomiast wymiar kulturowy, zwany rodzajem, jest uznany za nadrzędny i pierwszorzędny. Zacieranie różnic czy dwoistości płci powoduje wielkie konsekwencje na różnych poziomach. Taka antropologia, która chciała wspierać perspektywy równouprawnienia kobiety, wyzwalając ją od wszelkiego determinizmu biologicznego, w rzeczywistości zainspirowała ideologie, które promują, na przykład, podważanie wartości rodziny w jej naturalnej cesze dwubiegunowości rodzicielskiej, to znaczy tworzonej przez ojca i matkę, zrównanie homoseksualizmu z heteroseksualizmem, nowy model seksualności polimorficznej".

 

Wreszcie jak można było nie zauważyć i nie poświęcić "chwili" refleksji konstruowaniu osoby ludzkiej, o którym mówi punkt 3 i 4 listu.

 

"Bezpośrednie korzenie powyższej tendencji znajdują się w kontekście kwestii feministycznej, ale jej głębszej motywacji należy szukać w dążeniu osoby ludzkiej do wyzwolenia się od swoich uwarunkowań biologicznych. Według tej perspektywy antropologicznej natura ludzka nie zawierałaby w sobie cech, które przynależałyby jej w sposób absolutny: każda osoba mogłaby albo nawet powinnaby konstytuować się według swego upodobania, ponieważ byłaby wolna od wszelkiego zdeterminowania związanego z jej istotowym ukonstytuowaniem. Taka perspektywa ma wielorakie konsekwencje. Przede wszystkim umacnia ona tezę, według której wyzwolenie kobiety powodowałoby krytykę Pisma Świętego, które jakoby przekazało paternalistyczną koncepcję Boga opartą na kulturze zasadniczo maskulinistycznej. Po drugie owa tendencja uważałaby za nieważny i kompletnie bez znaczenia fakt, że Syn Boży przyjął naturę ludzką płci męskiej."

 

Najdotkliwiej raniące rodzinę polaryzacje i anihilacje płciowe nie znalazły się w kręgu zainteresowania po- i synodalnego. Jeśli płeć rysuje geometrię każdej linii rodzinnej to przeoczenie kryzysu tożsamości płci, męskości i kobiecości przy jednoczesnym skupieniu się na tożsamości homoseksualnej było jakąś monstrualną pomyłką.

 

Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 3)

Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 1)

 

 

 

 

 



Społeczne i pastoralne aspekty legislacji homoseksualnej w kontekście Synodu o rodzinie (cz. 2) | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń