Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Jaki związek ma zwycięski pochód LGBT z kondycją intelektualną Franciszka?

Niemieckiemu episkopatowi wydawało się, że jeśli homoseksualiści dostaną podobną małżeństwu ochronę prawną to nikomu do głowy nie przyjdzie zmieniać jego treść i sens. Kościół ponosi konsekwencje uległości wobec idealistycznej koncepcji miłosierdzia.



Stało się inaczej, zgodnie z sekwencją wydarzeń w krajach demokracji liberalnej prawica zdradziła chrześcijańskie wartości a społeczeństwo mentalnie przeszło na stronę wolności jednostkowej nieskrępowanej metafizycznym rozróżnieniem dobra i zła. Biskupi z nad Renu mogli usłyszeć, że jednym z wydarzeń, które wpłynęło na zmianę stanowiska kanclerz Merkel w "tej sprawie" było spotkanie w jej okręgu wyborczym z parą lesbijek, które wychowują ośmioro adoptowanych dzieci. - Jeżeli Jugendamt, Urząd do spraw Dzieci i Młodzieży powierza parze lesbijek dzieci, to państwo nie może argumentować, że adopcje (dzieci przez pary homoseksualne – przyp.) są niezgodne z dobrem dzieci – oznajmiła szefowa rządu. Zbliżone do chadeckiej polityk stanowisko ma papież Franciszek, który co rusz wzywa do sentymentalnego pogodzenia się z faktem różnorodności rodzin i odejściem od jej ideału, także pod wpływem społecznych faktów.

Choć abp Koch z Berlina wyraził żal, że "małżeństwo wpadło pod koła politycznej taktyki" naiwna jest diagnoza, że Merkel jest samodzielnym politykiem. Na szczycie G7, najbogatszych państw świata, wyglądała na zastraszoną. W rzeczywistości jej aktywność polityczna zawieszona jest w strukturze mafijnej, która ma dwa cele: przeprowadzenie rewolucji antropologicznej i przywłaszczenie bogactwa średniej klasy i tej należącej do państwa. Dawniej kartel finansowo-medialny szczuł lewicę przeciwko tradycyjnej moralności a prawicę naprowadzał na ślady militarystyczne, wolnorynkowe i neoliberalne. Dziś traktując polityków jak marionetki oba cele realizuje przez zatarcie różnic programowych między partiami politycznymi. Posłuszni są im wszyscy i wszyscy posłusznie wykonują polecenie liberalnego rozregulowania państwa i moralności.

 

Jaki papież, takie nauczanie moralne Kościoła

 

Obecny papież robi półukłon w kierunku panujących nad dyskursem światowym ideologii. Wynika to ze specyficznego rozumienia sumienia, wolności, prawdy i miłosierdzia osadzonych w realiach dwudziestowiecznej konfrontacji z obiektywną moralnością.

Na formację Bergoglio już na początku tego pontyfikatu zwrócił uwagę ojciec Giertych, teolog domu papieskiego ("Adhortacja posynodalna Amoris laetitia. Rozmowa z o. Wojciechem Giertychem OP": http://pl.radiovaticana.va/news/2016/04/09/adhortacja_posynodalna_amoris_laetitia_/1221633).

  • Jorge Bergoglio miał inne doświadczenie. On chyba nie miał fascynujących profesorów. Lata studiów nie dały mu intelektualnej radości. Przeszedł przez nie w ramach przygotowania do kapłaństwa, ale nie rozwinęły one jego intelektualnej ciekawości. Ta jego droga też jest doświadczeniem Kościoła. Jest wielu księży, może bardzo wielu, którzy podobnie wspominają swoje studia jako nudne, zbyt abstrakcyjne, niewiele przystające do życia. Fakt, iż studia teologiczne u niejednego rodzą takie wspomnienie jest jakimś wyzwaniem dla Kościoła. Prawdy wiary oraz teologię, która jest myśleniem wewnątrz wiary, należy tak poznawać i przekazywać, aby cały ten intelektualny wysiłek karmił wiarę! Chodzi o to, by nauczanie, oparte na Objawieniu i rozpracowane przez wielkich myślicieli Kościoła trzymało człowieka i kierowało ku życiodajnej prawdzie.
  • Pozwolę sobie zrobić tutaj pewne porównanie z myślą marksistowską. Starsi pamiętają czasy, kiedy w Polsce powszechnie narzucano ideologię materializmu dialektycznego. Marksiści twierdzili, że decydująca jest „baza” materialna, przez co rozumieli ekonomiczną produkcję, a wszystko inne, co jest ponad tym, określali, jako idealistyczną „nadbudowę”, traktując nauki, religię, kulturę, wszystko razem, jako pewną ideologiczną doczepkę czy teorię, która, jak uważali, w gruncie rzeczy jest mało ważna, a nawet może nierealna, nieprawdziwa. W tym marksistowskim założeniu nie było szacunku dla ludzkiego umysłu i jego zdolności do poznania prawdy. Materialiści, pomimo faktu, iż nazywali swe podejście "światopoglądem naukowym", sączyli sceptycyzm poznawczy i moralny relatywizm.

W skrócie możemy zreferować, że południowa Ameryka została wepchnięta przez komunizujących teologów w ramiona niemieckiego idealizmu zaś Afryka wytrwała przy europejskim konserwatyzmie.

W Europie tkwi jądro teologiczne i filozoficzne powszechnego Kościoła. Słabość i wtórność formacji latynoamerykańskiej uzależniła ją od pozornie silnego ośrodka myśli w Niemczech i otwarła na proces ideologizacji. Pojęcia takie jak edukacja seksualna, alternatywne rodziny, multikulturalizm wniknęły do świadomości Bergoglio wraz z subiektywnym sumieniem, inkluzją, dialogiem - terminami z katalogu niemieckiej teologii. Młody jezuita nie potrafił je krytycznie zinterpretować i zintegrować.

Cieniem na posłudze papieża kładzie się romans z wolnomularstwem. Kościół w Ameryce łacińskiej i organizmy polityczne inwigilowane są - już od zarania ich państwowości - przez masonerię. Zachowanie Bergoglio było w Argentynie postrzegane jako celowe podkładanie się pod walec liberalnej emancypacji wymuszone przez braci z loży.

 

Cywilne uregulowanie sytuacji życiowej gejów redefiniuje małżeństwo

 

Jak katolicki świat długi i szeroki ekstrapolowano bergogliańską akceptację dla cywilizowania związków LGBT. Abp Paglia z dykasterii rodzinnej mówił o potrzebie większej ochrony prawnej dla par żyjących bez ślubu, w tym homoseksualistów. Watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin interweniował na rzecz legalizacji takich związków we Włoszech i zastopował milionowy marsz laikatu przeciwnego legalizacji homozwiązków na wczesnych etapach procedury prawnej, czyli wtedy gdy taki protest ma sens. Odwrotny do polskiego scenariusz zagościł w Portugalii, Niemczech, Francji, na Malcie i niezmiennie "słuszna" akceptacja dla potrzeb społecznych gejów i lesbijek owocowała dalszymi pretensjami łącznie z roszczeniem do redefinicji małżeństwa, które rozmontowuje diadyczną funkcjonalność małżonków.

Arcybiskup Buenos Aires utorował drogę małżeństwom homoseksualnym, ponieważ konsekwentnie twierdził, że "związki gejowskie zasługują na uregulowania, które ułatwiałyby pożycie dwóm mężczyznom i dwóm kobietom", min. dlatego, że tkwią w nich "pierwiastki dobra" (jeden z najczęściej nadużywanych kategorii ukutych przez sobór watykański II). W Kolumbii podobna deklaracja przewodniczącego episkopatu eskalowała homoseksualne zachowania wśród nastolatków. Sposób rozumowania papieża przejrzyście wyłożyli biskupi panamscy. "Inną rzeczą jest unormowanie związków osób tej samej płci na polu praw cywilnych i dziedziczenia, a inną rzeczą, całkowicie odmienną, jest pretendowanie do zagwarantowania im uznania prawnego jako małżeństwa, rzecz, która całkowicie przewraca porządek ustalony przez naturę ludzką i nasze dziedzictwo prawne i legislacyjne" – pisali w specjalnej nocie. Mylili się. Takie wnioskowanie to strzał w stopę. 

Uznanie prawne za małżeństwa wynika z normalizacji cywilnej, ponieważ istota prawa bazuje od czasów francuskiej rewolucji na koncepcji równości i wolności wyboru. Jest oczywiste, że poszerzanie przywilejów rozmywa je i czyni niecelowymi, uszczupla korzyści należne małżeństwom i dodatkowo dyskryminuje inne niemałżeńskie związki. Czym zasługują sobie geje na lepsze traktowanie od bigamistów czy kazirodców? "Robiąc jeden wyjątek, otwieramy drzwi dla kolejnych. Czy nie jest to dyskryminujące, że związków małżeńskich nie mogą zawierać zbiorowości, dlaczego ma być ono zarezerwowane wyłącznie dla dwóch osób? Czy nie jest to praktyka trójkątofobiczna? A co z genderową klasyfikacją płci i jak wówczas zakwalifikować członków małżeństwa?".

"Wariant z założenia polegający na największej otwartości okazuje się wariantem wprowadzającym realną dyskryminację na niespotykaną wcześniej skalę, a po odkryciu przez lewicę w ramach strategii 'mądrości etapu', tejże dyskryminacji, wprowadzić może potężny dysonans i bezradność, bo czy można wykluczać miliony obywateli i mówić im bezkarnie, że instytucja małżeństwa nie jest dla nich".

Rozpoznanie związków jednopłciowych na gruncie prawa cywilnego samo w sobie przesuwa je w kierunku kompletnego obdarowania ze strony społeczeństwa, którym cieszył się trwały binarny płciowo związek. Pytanie, jakie w związku z tym się rodzi, można sformułować następująco: jaki jest sens zlewania z instytucją małżeństwa relacji, które małżeństwem nie są? Czy sama równość w przywilejach jest wystarczającym motywem podobnego zabiegu. Lewica rozumuje, że wszystkim ma być dobrze (owa teza zatruła umysł "młodego" Franciszka). Ale nie wszyscy znajdują się w identycznej sytuacji, mają to samo uposażenie i kompetencje i te same obowiązki względem społeczeństwa. Równość jest względna i elastyczna inaczej żylibyśmy pod pręgierzem niesprawiedliwości społecznej, w której jedni byliby obciążeni nad miarę a interes społeczny - zastępowalność pokoleń oraz stabilność pożycia gwarantująca bezpieczne środowisko wychowawcze i zdrowie - pozostawałby poza sferą oddziaływania państwa.

Podarowanie jakichkolwiek przywilejów homoseksualistom wkręca status partnerstw gejowskich w tryb równościowy. Jeśli godzimy się, że zasługują jakkolwiek na wyróżnienie (bo tkwią w tych związkach "pierwiastki dobra"), to wcześniej czy później – na zasadzie spójności (ludzki umysł nie znosi dysonansu), zaangażowania i konsekwencji, morderczych reguł społecznej hermeneutyki – będziemy musieli przyznać, że niepodarowanie im wszystkich prerogatyw heteroseksualnej większości jest krzywdzącą dyskryminacją. Natomiast gdy uznamy - jak w polskim ustawodawstwie - że wyłącznie małżeństwo zasługuje na troskę i nie ulegamy fałszywej koncepcji miłosierdzia, nie utożsamiamy związków partnerskich, jakkolwiek, z małżeństwem, bo nim nie są - chronimy spójność w postrzeganiu wyjątkowości i tożsamości uświęconego związku mężczyzny i kobiety.

Odpowiedzialny za rodzinę w niemieckim episkopacie arcybiskup H. Koch w ripoście na pomysł liberalizacji prawa małżeńskiego zacytował przewodniczącą katolickiego Związku Kobiet Niemiec (kfd), Mechthild Heil, która przypomniała w niedawnym wystąpieniu publicznym, że od strony formalnej małżeństwa oraz jednopłciowe związki partnerskie są w Niemczech bliskie równouprawnieniu. "Kłócimy się ciągle o pojęcie" - konkludowała nie wyjaśniając, które z tych pojęć jest nieważne i dlaczego. Żądania LGBT poparli członkowie Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików, organizacji formalnie podległej niemieckiemu episkopatowi, więc możemy przypuszczać, że jednak miała na myśli za mniej ważny i niewart kłótni desygnat małżeński w wersji mąż/żona.

Jaki jest sens walki o definicję, z której uchodzi treść, bo "od strony formalnej małżeństwa oraz jednopłciowe związki partnerskie są w Niemczech bliskie równouprawnieniu"? Kościół w Niemczech zrobił wszystko, żeby w duchu fałszywej koncepcji miłosierdzia praktycznie upodobnić małżeństwa i związki cywilne, po to by wyrazić zdziwienie, że społeczeństwo mentalnie przysposobione do nie odróżniania małżeństwa i związku cywilnego, w tym partnerstw homoseksualnych, godzi się nazywać rzeczy po imieniu i aprobuje zerwanie mylących, zbędnych i nieaktualnych etykiet

Chrześcijanie z zachodniej Europy nie mogą pojąć, że homoseksualiści, których związki mają charakter otwarty i nieprokreacyjny, nie wniknęli w instytucję małżeństwa dlatego, że brakuje im czegoś z palety uprzywilejowania małżonków, męża i żony, lecz dlatego właśnie, że to wszystko z koszyka świadczeń małżeńskich już otrzymali niczym się w rezultacie litości socjalnej i prawnej od małżonków nie różniąc w wymiarze uprzywilejowania. Nikt też w Niemczech nie chciał zrozumieć, że wspólne opodatkowanie, dziedziczenie czy razem noszone nazwisko nie są premią za samą opiekę nad dzieckiem i emocjonalną więź (te same cechy wyróżnia opieka nad dzieckiem i więź innych osób i partnerów, na przykład dziadków) lecz mechanizmem wsparcia dla biologicznych więzi, potomstwa pochodzącego od obojga rodziców, unikalnego macierzyńskiego wysiłku, komplementarnego płciowo oddziaływania na dzieci. 

Innym niebezpieczeństwem pochodzącym z woli zawierania kompromisów z modnymi ideologiami i uciekaniem przed opresyjnym aparatem naukowo-politycznym jest podzielanie przekonania o walorach związków homoseksualnych. Berliński arcybiskup odcinając się od zarzutów o homofobię, przyznaje, że również w związkach jednopłciowych mogą być praktykowane "wartości chrześcijańskie i konserwatywne", a także "wierność i odpowiedzialność". Analiza zachowania Pana Jezusa wobec grzeszników wykazuje, że doszukiwał się on dobra w ludziach, ale nie w sojusznikach w złu moralnym. Współpraca wokół zła moralnego zakłóca fenomen dobrej woli. Ponadto Jezus nigdy nie stawiał na pierwszym planie rzekomego dobra, gdy okupione było czynnościami z istoty grzesznymi. Wreszcie Jezus nie rozpamiętywał "pierwiastków dobra" w relacjach nieakceptowanych w Bożym planie zbawienia tylko koncentrował się na przerwaniu tych relacji poprzez akty żalu, pokuty i nawrócenia. Przecedzanie "pierwiastków dobra" w grzesznych związkach hamowałoby promieniowanie miłosierdzia wynikającego z działania Bożego w sercu nawracającego się człowieka, nie zaś sumienia utwierdzanego pośrednio w swoim  obiektywnie nieuporządkowanym postępowaniu moralnym. 

Walory małżeństwa i małżeńskiej opieki nad dzieckiem od kilkudziesięciu lat są kontestowane. Mówi się, że nie liczy się struktura ale jakość relacji, że biologiczna więź jest atawizmem a matkę i ojca można z powodzeniem zastąpić. Jednym słowem relatywizuje się ojcostwo i macierzyństwo i jest to niczym innym jak tylko wstępem do wyeliminowania z postrzegania społecznego różnicy i komplementarności płciowej, zwłascza  w wychowaniu i relacjonowaniu się. Nowy człowiek będzie zależny od nowej władzy, która wchodzi w miejsce Boga i stworzonej przez niego natury oraz w miejsce Jego planu względem człowieka.

Herezja "pierwiastków dobra tkwiących w obiektywnym złu", dwustandardowa koncepcja nie mieszania się Kościoła do polityki oraz zidentyfikowanie chrześcijańskiej wizji człowieka jako indywidualności z indywidualizmem, a następnie z indywidualizmem seksualnym legły u podstaw akceptacji Kościoła dla wczesnych emancypacyjnych procesów prawnych na tym etapie, na którym społeczeństwo reagowało na niesprawiedliwość równouprawnienia związków w swojej większości o charakterze prokreacyjnym z związkami nieprokreacyjnymi i nie monogamicznymi, opartymi na wierności małżeńskiej. Wtedy - zanim jakiekolwiek przywileje małżeństwa przeszły na związki cywilne pod pretekstem współczucia i afektywnej afirmacji związków jednopłciowych i równościowej koncepcji społecznej z jej antydyskryminacyjnym rewersem (zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną w pracy i w różnych dziedzinach życia społecznego) - ludzie byli jeszcze zdolni wychwycić różnicę miedzy małżeństwem a związkiem jednopłciowym. W miarę jak cywilne partnerstwa gejów i lesbijek upodabniały się pod względem prawnym do małżeństw zatraciła się z horyzontu ludzkiej świadomości symetria pomiędzy obowiązkami nałożonymi na małżeństwo a przywilejami. Cechy małżeństwa i zobowiązania, które ono podejmuje znalazły się na drugim planie, za subiektywnym poczuciem więzi emocjonalnej łączącej ludzi. W końcu niezrozumiała stała się i sama definicja małżeństwa zbudowana z unikalnych kompetencji i dodatkowych zadań właściwych dla współracujących ze sobą mężczyzny i kobiety.

Faktycznie ani więź emocjonalna, ani kompetencje, ani obowiązki nie są tożsame dla tradycjnych związków małżeńskich i relacji jednopłciowych. Wybrakowana jest też ideologia równościowa wchodząca w konflikt z wymaganiami sprawiedliwości społecznej.

Jeśli teolodzy, filozofowie, pedagodzy, psycholodzy niemieccy będą potrafili wyartykułować oryginalność formacji małżeńskiej polegającej na pełnieniu funkcji społecznych, których żadna inna struktura społeczna nie jest w stanie podjąć niemiecki Trybunał Konstytucyjny będzie zmuszony uznać rację skarżących decyzję Bundestagu o demontażu instytucji małżeńskiej. Redefinicja małżeństwa relatywizuje te funkcje, które może realizować jedynie mężczyzna we współpracy z kobietą. Nie będą zatem one wykonywane na tym samym poziomie jak przed tą zmianą polityczną. 

 

Chrześcijańska ryba psuje się od antropologii biblijnej

 

Otwarcie Kościoła w  krajach zachodniej demokracji na ideologię równościową zakotwiczone było w idealistycznym niezrozumieniu chrześcijańskiej antropologii. Biblijne nauczanie o człowieku podąża za konsekwentnym i wewnętrznie zgodnym obrazem płci rozszczepionej na żeński i męski rodzaj. Co się dzieje, gdy uznamy ten obraz za niepełny i i niewystarczająco zgodny z wymaganiami indywidualności ludzkiej?

O. Patrick Conroy SJ, kapelan Izby Reprezentantów USA, przekonuje, że katolickie nauczanie na temat homoseksualizmu "umarło". Jego zdaniem magisterium etyczne jest przestarzałe i nie nadąża za nowoczesnością. - Obecnie obowiązująca teologia głosi, że geje nie mogą angażować się seksualnie i wstępować w związki małżeńskie - irytuje się jezuita. To teologia, która pochodzi sprzed wieków, gdy ludzie nie znali ludzkiej psychologii, ludzkiej seksualności, ludzkiej indywidualności. Dodaje, że uzupełnienie myślenia teologicznego o najnowsze odkrycia otworzy ją na nowe perspektywy.

Biskup Stephan Ackermann z diecezji Trewir w Niemczech wykłada (oświadczenie opublikowane przez agencję kath.net), że "chrześcijańska koncepcja człowieka wynika z biegunowości płci, ale nie możemy po prostu powiedzieć, że homoseksualizm jest nienaturalny w związku z czym nie możemy zignorować zarejestrowanych związków tej samej płci, w których obie strony obiecały być wiernymi i odpowiedzialnymi względem siebie" (Jakby to brzmiało gdyby w miejsce związków tej samej płci pojawiły się obiecujące sobie wierność strony wielu kobiet i wielu mężczyzn lub brata i siostrę: czy sam fakt wierności przekreśla znaczenie tego, kto tę wierność ślubuje?).

Jeśli wykluczymy z dyskursu naturę jako niezrozumiałą i nieokreśloną nie ostanie się prawo naturalne będące właściwym środowiskiem dla polaryzacji płciowej. Dwupłciowości jako zasadzie życia społecznego pozostanie umocowanie w uznaniowym konstrukcjonizmie społecznym. Rozumowanie to jest o tyle niesłuszne, że naturę łatwo uchwycić w oparciu o reprodukcję. Natura jest bowiem zdeterminowana trwaniem i płodnością, które gwarantowane są przez komplementarność płciową na wszystkich możliwych poziomach, również kulturowym i wychowawczym. Paradoksalnie to kontestacja natury przesuwa ludzką tożsamość w poziom zmysłowy oderwany od duchowości i zaprzeczający duchowości, która czyni nas ludźmi.

Kościół może powoływać się na naturalny charakter funkcjonalności małżeńskiej a to oznacza wymówienie posłuszeństwa nie tylko uzurpującemu sobie władzę nad rzeczywistością rodziny państwu ale przede wszystkim wymówienie posłuszeństwa wielkiej tradycji filozoficznej Niemiec, która w ślad za moralnością zewnętrznego do natury obowiązku uchyliła furtkę państwu roszczącemu sobie prawo do pozytywistycznego ujmowania przyrodzonych praw.

Koncepcje imitowane przez jezuitę redukują autentyczność ludzką, tzw. "być sobą" do postaci instynktownej i oderwanej od wymiaru, na którym kierujemy pragnieniami w stronę celowości duchowej, czyli w stronę miłości duchowej.

Jak Kościół może zawalczyć o małżeństwo wątpiąc w jego wyjątkowość, naturalny i arelatywny charakter? Małżeństwo eliminuje w konsekwencji swojej niepowtarzalnej tożsamości alternatywne partnerstwa z przestrzeni społecznej. Jeśli małżeństwo nie eliminuje i nie relatywizuje innych związków, przestaje być wyjątkowe i uchwytne. Tego nie rozumie papież, który w imię fałszywej koncepcji miłosierdzia dopuszcza społeczne uznanie dla związków niemałżeńskich, a wśród nich związki gejów i lesbijek; równolegle wytrwale wprowadza projekt moralności inkluzyjnej i nic to, że ani jeden, ani drugi pomysł nie działa. Kościoły wypełnione są przez konserwatywnych a nie liberalnych katolików. Ci pierwsi oczekują wierności tradycji i rozumieją poczynania papieża jako osłabienie jednoznacznego stanowiska moralnego Ewangelii. 

Wstawiając podróbkę moralności katolickiej na piedestał duszpasterstwa niemieckie duchowieństwo spustoszyło winnicę pańską. Ten sam biskup Ackermann, który katolicką syntezę seksualności uznał za zdezaktualizowaną zamyka 900 parafii w swojej diecezji. Lecz czy daje to do myślenia papieżowi Bergoglio i niemieckim hierarchom? Choć przyzwolenie na związki homoseksualne nie działa i konsekwentnie zaprowadza małżeństwa jednopłciowe duchowieństwo ukąszone Heglem podtrzymuje wolę inkluzji. Dostosowanie rzeczywistości  do swojego projektu i wizji ma już niestety cechy totalitaryzmu, czyli totalnego podporządkowania wolności i układu społecznego dobrej zmianie. Uniwersalizuje się całą rzeczywistość w imię postępu. Pozornie prowadzi to do poszerzenia obszaru wolności, ale tak naprawdę jest to jedno z możliwych wytłumaczeń genezy poprawności politycznej, będącej zaprzeczeniem wolności, ponieważ z całą pewnością jest ograniczająca ze swej natury. "Stąd już o krok od stojącego w opozycji do klasyki lewicowego liberalizmu, zadziwiająco łatwo (uwzględniając liberalne korzenie) wchodzącego w sojusz z typowo lewicowym programem reform społecznych polegających na odgórnej implementacji eksperymentów na zasadzie faktów dokonanych", bynajmniej nie po to by organizm społeczny zachował swą równowagę. Reguły radykalnego liberalizmu nie pełnią funkcji pomocniczej, nie są względne. Są beezwględne i zagarniają całe środwisko człowieka, wprowadają niezliczone wyjątki i dwustandardy w postaci sytuacji społecznych, po których nie wiadomo czego się spodziewać. Poprawność polityczna mentalnie ważąca definicję małżeństwa to przede wszystkim emocjonalny i instytucjonalny terror. Perorowanie o dyskryminacji (oczywiście tylko tych jednostek/grup), które są na bakier z "tradycyjną moralnością", wykluczeniu, nierównościach, dyskursie i mowie nienawiści — to świetnie znane wcielenia lewicowej narracji.

"Jakie refleksje dla sceptycznych względem promocji irracjonalizmu liberałów mogą płynąć z symbolicznego dla lewicowego rozumienia „wolności" sukcesu, polegającego na poszerzeniu władzy państwa w życiu intymnym obywateli oraz ograniczeniu wolności słowa?".

 

Obronić rodzinę siłą rozumu

 

Poprawka zaproponowana przez Maltę w imieniu Unii Europejskiej na forum ONZ przewiduje wprowadzenie do tekstu rezolucji o rodzinie wyraźnej deklaracji afirmującej funkcjonowanie "różnorodnych form rodziny" (various forms of the family). W zakresie tego pojęcia mieści się uznanie związków osób subkultur LGBT za rodzinę wraz ze wszystkimi przywilejami przysługującymi rodzinom, w tym adopcji dzieci (czyż nie jest to zbieżny postulat z tymi, które wybrzmiały na synodzie o rodzinie). Kolejne dwie poprawki przedstawione przez Szwajcarię nawiązują do propozycji zgłoszonej przez Maltę. Pierwsza dotyczy zmiany pojęcia "rodzina" (family) na liczbę mnogą tego terminu – "rodziny" (families).

Polski think-tank instytut "Ordo Iuris" ostrzega, że ta pozornie nieistotna ingerencja w zakresie prawodawstwa rodzinnego otwiera furtkę do kwestionowania na arenie międzynarodowej naturalnej tożsamości rodziny opartej na małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. Rozwiązania te stałyby się narzędziem wykorzystywanym przez radykalne środowiska lewicowe do forsowania naruszającego ład społeczny i oderwanego od rzeczywistości żądania prawnego uznawania relacji międzyludzkich opartych na związkach homoseksualnych, poligamicznych, triolistycznych lub poliamorycznych. 

O ile Jan Paweł II inspirował i organizował skuteczne veto polityczne kolonizowanych ideologicznie członków ONZ, nie bacząc na demagogicznie rozumiany postulat izolacji Kościoła od polityki, to tę usprawiedliwioną wolę polityczną i katolicką niezłomność Franciszek zatracił bynajmniej nie dlatego, że - jak tłumaczy się część prałatów watykańskich - obecny Kościół nie wtrąca się już do polityki. Papież zdołał zastąpić źródła moralności chrześcijańskiej idealizmem filozoficznym a bez obiektywnego wglądu w moralną motywację wszelki opór jest jałowy i niemożliwy.

Ojciec święty Bergoglio udzielając rad "starym i młodym" nie dostrzega różnicy między perspektywą realistyczną a idealistyczną w moralności - nie ma ku temu kompetencji intelektualnych. Kościół katolicki pod kierunkiem papieża Bergoglio niepotrafi wykazać niepoprawności antropologicznej szalonych projektów społecznych, które muszą skończyć się na afirmacji bigamii, co nie będzie to wewnętrznie sprzeczne z koncepcją miłosierdzia i wizją społeczną Franciszka, ponieważ zarówno współczesne ideologie jak teologia rodziny papieża mają tożsamy wewnętrzny porządek: czerpią z tego samego źródła: z niemieckiego idealizmu. Moralna wizja następcy św. Piotra zewnętrznie tylko przypomina znany nam z Ewangelii ład. Struktura teologii moralnej papieża naznaczona jest podejściem wyobcowanym z metafizyki. Tak jak obca jest ontologia idealizmowi, tak moralność chrześcijańska podmyta przez stanowisko idealistyczne wyzuta jest z treści ontologicznych, charakteryzujących nauczanie Jezusa, dla którego grzech i szatan nie są symbolami, ale bytami, wiara ma walor czynu, przyjęcie łaski wiązane jest nawróceniem. 

Polscy katolicy mają dług wdzięczności wobec Karola Wojtyły, który swoją pracę etyczną wyprowadził z filozoficznego realizmu. Naturalne jest, że dyskusję przerwaną w ubiegłym wieku pomiędzy reprezentantami idealizmu i realizmu w moralności należy kontynuować. Bez niej grozi nam bierna asymilacja relatywizmu moralnego z samego urzędu, który stał się narzędziem liberalnych hierarchów z Europy zachodniej. Polski Kościół ma obowiązek nadać kształt i kierunek akademickiemu i duszpasterskiemu wysiłkowi, który zainicjował Wojtyła jeszcze będąc wykładowcą na KUL.

 

 



Jaki związek ma zwycięski pochód LGBT z kondycją intelektualną Franciszka? | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,691 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń