Przeludnienie a religia

sob, 30 gru 2017, 20:42:07

Autor: Gość serwisu

Szczęść Boże! Ostatnio zacząłem studia, a więc i czytanie ksiązek. Jedną z nich jest "Odliczanie" Alana Weismana. Jest tam poruszony temat przeludnienia na świecie, propagowania antykoncepcji i blokowania prokreacji wykorzystując argument niewystarczalności zasobów naturalnych ziemii. W dodatku - bo o to chciałem spytać - na początku ksiązki jest cytat z Apokalipsy Św. Jana - "Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka." Czy mozemy uzywać tych słów w kontekście przeludnienia? I jak mamy rozumieć ten cytat?

Nie cytował Pan w całości fragmentu Apokalipsy - odnoszącego się do jednej z figur 13-go rozdziału Księgi św. Jana - o antychryście. Dalej czytamy: "A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć". Zatem autor nie ma na myśli człowieka jako gatunku albo ikony stworzenia lecz jednostkowego sprawcę zniszczenia i destrukcji, opętanego duchową nienawiścią do stworzenia w jego najbardziej wyrafinowanej postaci: do dziecka Bożego.

Nie wchodzę w dyskusję o tym, co lub kto kryje się za podaną w objawieniu janowym liczbą, bo chodzi Panu o stosunek chrześcijaństwa do całości stworzenia, które podlega degradacji.

Korona stworzenia – człowiek jest częścią dzieła pańskiego, ale zarazem jego ukoronowaniem. Jest podobny Bogu i wyróżnia się tym, że potrafi kochać, posługuje się rozumem i ma władzę nad stworzeniem, tak jak Bóg, choć nie identycznie rzecz jasna.

Podobieństwo Bogu i władza nad stworzeniem powinny być punktem wyjścia dla refleksji nad relacją człowieka do natury.

Zgadza się: człowiek niejednokrotnie w jakimś amoku, bezmyślnie i arogancko źle korzystał z władzy danej mu przez Boga, ale nie zmienia to faktu, że w perspektywie monoteistycznej cały świat leży u jego stóp. I tu jawi się cienka granica między maltuzjańskim a chrześcijańskim postrzeganiem ludzkości.

Bóg nie postrzega człowieka, jako szkodnika na tkance wszechświata, maltuzjaniści i wielu ekologów już tak.

Katolicka nauka społeczna nie widzi zagrożenia w bombie demograficznej, czyli w liczbie ludzi żyjących na ziemi lecz w korzystaniu z jej zasobów. Jak się okazuje, to nie wielkość człowieczej populacji decyduje o wyczerpaniu zasobów naturalnych i ich wygaszaniu lecz chciwość oligarchów. Najbogatsi infekują oceany swoją chemią gospodarczą bez której nie mogą żyć, wycinają dla zarobku lasy, zrywają z ciągłością i regionalizmem w rolnictwie stawiając na niepotrzebne transportowanie produktów rolnych i hodowlanych. Na ziemi wszyscy się wyżywimy: zwierzęta i ludzie, ale jaki procent żywności marnuje się w krajach Zachodu?

 

Jacek Lehr

 

 

 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20171120204207582