Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Luter to nie św. Franciszek. W odpowiedzi abp. Rysiowi i przywódcom ewangelickim

Polemiki

Zdaniem poważnych chrześcijańskich teologów projekt uczczenia Reformacji i wysiłki ekumeniczne kilkoma słowami wykreśliła niewiasta, posłanka i katoliczka.



Paruminutowe wystąpienie kruchej kobiety wstrząsnęło ruchem ekumenicznym w Polsce. Czy duchownym nie zabrakło niepoprawnej politycznie interpretacji dziejów protestantyzmu i odrobiny pokory, że tak bardzo uzależniają sukces pojednania i wspólnoty od debaty politycznej?

 

Mieliśmy rok Marcina Lutra. Minęło równe 500 lat od ogłoszenia przez wykształconego w duchu neoplatońskim augustianina kilkunastu teologicznych założeń, które legły u podstaw ruchu religijnego zwanego reformacją, później kojarzonego z luteranizmem albo częściej - w późniejszej kontrreformacyjnej narracji - protestantyzmem.

 

Nie wiemy, czy rzeczywiście nastąpiło to 31 października 1517 r., czy może w listopadzie albo marcu, jak podaje Richard Friedenthal w swojej biografii jednego z najbardziej  wpływowych  w dziejach "rebeliantów". Dokument zawieszony na bramie wittenberskiej świątyni budzi do dziś wątpliwości. Nie zachował się do naszych czasów i nie dysponujemy żadną jego kopią. Wejście do kościoła Wszystkich Świętych było ówczesnym tabloidem, więc mogło się tam znaleźć ogłoszenie odbiegające jakością od luterańskiej teologii. Ta ostatnia stała się jednak faktem i niesiona przez polityczny i kulturowy ferment szybko rozniosła się po Europie.

 

W przesłankach za uczczeniem renesansowego ruchu odnowy religijnej interferują racje teologiczne, historyczne i kulturowe. Za wyeksponowaniem okrągłej rocznicy przemawia wkład, jaki wnieśli protestanci w rozwój naszego kraju, ocieplenie stosunków między luteranami a katolikami a przede wszystkim wezwanie Jezusa do jedności uczniów. Można powiedzieć że i zwykła ludzka przyzwoitość skłania do złożenia gratulacji braciom w bliskiej, choć nie całkiem tożsamej wierze.

 

Sejm celebrował w uproszczonym trybie wiele ważnych jubileuszy. Bez głosu sprzeciwu podjęto uchwałę o 650 rocznicy nadania przez króla Kazimierza Wielkiego przywileju dla Ormian: "pełnoprawnych obywateli Rzeczypospolitej", o poszanowaniu innej wiary i tradycji.

 

Czemu nie udało się z luteranami?

 

14 grudnia ub. roku na mównicę sejmową wkroczyła konserwatywna poseł Anna Siarkowska i postawiła veto tej uchwale a przyjęta mogła ona być tylko w trybie powszechnej i zgodnej aklamacji. Projekt cofnięto do komisji kultury. Sprawa upadła.

 

https://www.youtube.com/watch?v=WCs9EvI3lrs

 

Smutne? I tak, i nie. Zanim ustosunkuję się do deklaracji posłanki, opowiem o reakcji biskupów.

 

 

Podwójny stosunek do wrażliwości

 

 

Niezwłocznie, następnego dnia liderzy trzech ewangelickich wspólnot – metodystycznej, augsburskiej i reformowanej – zabrali głos. Ostentacyjnie, jakby urażeni zażądali "wycofania złożonych wniosków". Jednocześnie dziękowali PSL-owi i Nowoczesnej a z niesmakiem przyjęli przebieg debaty sejmowej. W proteście - z okazji oddalenia uchwał dotyczących upamiętnienia 500 lat reformacji - złożonym na ręce marszałka Kuchcińskiego wybrzmiewa cierpiętnictwo i małoduszność.

 

http://www.ekumenizm.pl/wp-content/uploads/2017/12/0265_001.pdf

 

W kilku wypowiedziach dla mediów bp Jerzy Samiec podkreślał, że senat potrafił uczcić reformację a sejmem jest rozczarowany, choć faktycznie senat nie honorował reformacji lecz samą obecność wyznawców luteranizmu na ziemiach polskich. Duchowny rezerwował też sobie prawo do reakcji na odrzucenie ze względu na mniejszościowy charakter wyznania luterańskiego w Polsce.

 

Ten wytrych nie działa. W licytacji na wrażliwości katolicy protestantom nie ustępują. Przecenianie tej własnej przez luteran otarło się o szantaż. Ewangelicy raczej nie godzą się ze statusem Kościoła mniejszościowego i ograniczeniami stąd wynikającymi, głównie natury nieformalnej. "Jako mniejszości religijne jesteśmy szczególnie wyczuleni na wszelkie tego typu przejawy nietolerancji czy wręcz agresji" – grzmiał prezes Polskiej Rady Ekumenicznej. – "Nie zgadzamy się na rozpowszechnianie stereotypu Polak - katolik, bo jesteśmy Polakami, choć nie jesteśmy katolikami" - przypominał.

 

Uczniowie mistrza z Wittenbergii - wbrew sugestii, że są dyskryminowani - śmiało, bez kompleksów epatują przekonaniami na tematy społeczne a postrzeganie wiary i polityki konsekwentnie przedkładają ponad społeczną wizję katolicką w sytuacji lokalnej praktycznej dominacji społecznej nauki Kościoła katolickiego. To niezręczność w warunkach ukształtowanych przez pozycję katolicyzmu. Inaczej postępuje Watykan, który z ogromnym wyczuciem porusza się w regionach zdefiniowanych przez religię większościową, choćby w luterańskiej Skandynawii, gdzie górująca denominacja ma status państwowy. Miejsce Kościoła w społeczeństwie jest inne u protestantów, inne u katolików, ale nie powinno ono być źródłem kursu na kolizję, protekcjonalizm i krytykanctwo, a czasami wręcz szkodzenie siostrzanemu Kościołowi, któremu od czasu do czasu dokopuje się przy okazji widocznych potknięć.

 

Luterański projekt rocznicowy w sejmie polskim był bardziej faktem politycznym - pchniętym przez partie polityczne, kulturowym i historycznym, także z uwagi na podkreślaną przez luteran świeckość państwa, niż religijnym. Nie do nich należała decyzja. Biskupi ewangeliccy nie mając wyłącznego prawa do decydowania o zjawisku kulturowym zachowali się tak, jakby byli jego okupantem. Czy za ich stanowiskiem zatem nie czai się obojętność a może i wrogość w stosunku do katolickiej - tym razem - wrażliwości? Czego oczekują od katolików, sami dać nie potrafią.

 

Nasiąkniętą wzniosłymi izmami niewyrozumiałością dla poglądu wiernych świeckich wykazał się idący ich kosztem w sukurs przedstawicielom sąsiedzkiej denominacji abp Ryś. W nietaktownym oskarżeniu świeckiego rozsądku - odwracającego się min. od lesbijskiego cyrku i fetowania kontrowersyjnej postaci historycznej - hierarcha łódzki wykazał deficyt tolerancji i szacunku dla różnej od własnej wrażliwości.

 

Insynuacje hierarchy sięgają równania pobożności ludowej i zmysłu wiary z przesądem i stereotypem. Takie oskarżenie nie może się ostać w granicach podzielanego przez katolików depozytu wiary. W pewnym sensie katolicyzm w Polsce przetrwał dzięki pobożności ludowej (vide pochwała kard. Nycza dla Wyszyńskiego, który promował i chronił pobożność ludową) a zdrowy katolicki rozsądek chroni go przed sekularyzacją wzorowaną na krajach protestanckich.


Siarkowska choć w gruncie rzeczy "zacytowała" kardynała Müllera została zbesztana przez Rysia, który użył arsenału nieeleganckich środków charakterystycznych dla ogładzonego liberalnego humanisty (kto kocha najbardziej, kto jest najbardziej inkluzywny, nieoceniający i neutralny?).


"Chcę przesłać wyrazy swojej solidarności i bliskości wobec nieszczęsnej debaty i decyzji naszego Sejmu w dniu 14 grudnia 2017 r." – napisał nieco histerycznie metropolita łódzki w liście skierowanym do duchownych ewangelickich z regionu łódzkiego. Stała się – według hierarchy - rzecz bolesna i niezrozumiała.

 

Duchowny się myli. W sejmie uwaga posłanki zaistniała zasadniczo pojedynczo; nie było debaty jako takiej o reformacji; zasygnalizowano w tej sprawie jedynie wątpliwości proceduralne.

 

https://www.tygodnikpowszechny.pl/arcybiskup-rys-o-nieszczesnej-decyzji-sejmu-wobec-jubileuszu-reformacji-151510

 

Przyznać ostatecznie należy, że stosunek ekumeniczny do "braci odłączonych" - za wyjątkiem otwartej niechęci - nie podlega etykietowaniu w Kościele katolickim. Z obchodzeniem się z reformacją przez papieża, biskupów i inne gremia można się zgadzać lub nie. Stolica apostolska – sądzi milcząca większość – nie powinna legitymizować na przykład lesbijki przebranej we wzniosłe kapłańskie szaty. Jest to właśnie kwestią wrażliwości i tolerancji, których arcybiskupowi łódzkiemu nie starczyło.

 

 

Stanowisko Kościoła katolickiego wobec Reformacji jest zniuansowane

 

 

Na dowód porażki reprymendy dawanej "zachowawczemu" (czytaj obskuranckiemu) katolicyzmowi przywołajmy opinię byłego prefekta Kongregacji Wiary.

 

- "Jeśli jesteśmy przekonani, że Boże objawienie jest w całości zachowane i niezmienione w Piśmie Świętym i Tradycji, w doktrynie wiary, w sakramentach, w hierarchicznym ustroju Kościoła, opartym na sakramencie święceń, to nie możemy przyjąć, że istnieją wystarczające powody dla odłączenia się od Kościoła".


Kard. Gerhard Ludwig Müller przypomina, że czołowi reformatorzy nazywali papieża Antychrystem, by "usprawiedliwić oddzielenie się od Kościoła katolickiego". Prefekt w refleksjach z "Raportu nadziei", książce wydanej także po polsku twierdzi, że katolicy nie mają powodu, by świętować początek reformacji.

 

Można inaczej postrzegać relację ekumeniczną? Wolno inaczej postrzegać tę relację?

 

W artykule dla Tygodnika Powszechnego o "proroku" metropolita Ryś rozgrzesza a następnie nobilituje konfliktowe aspekty ruchu luterańskiegoi. W liście o decyzji sejmu duchowny zastrzega:


"Nie jest przecież rzeczą Parlamentu ustalanie i przegłosowywanie prawdy historycznej, a już szczególnie w tak delikatnej i skomplikowanej materii, jaką stanowi geneza reformacji. To sprawa historyków, a w szczególności historyków Kościoła, którzy w ciągu zwłaszcza ostatnich pięćdziesięciu lat uczynili wiele, by wydarzenia sprzed pięciu wieków przedstawić z uwzględnieniem możliwie wszystkich kontekstów".

 

https://www.tygodnikpowszechny.pl/arcybiskup-rys-o-nieszczesnej-decyzji-sejmu-wobec-jubileuszu-reformacji-151510

 

Zagrywka ekspercka? Oczywiście. Chcesz kogoś pognębić, wmów mu, że jest niekompetentny.

 

Zwróćmy się ponownie do kompetentnego kardynała Gerharda Müllera:

 

"W sprawie Marcina Lutra istnieje dziś wielki zamęt i trzeba jasno powiedzieć, że z punktu widzenia nauczania Kościoła nie była to reforma, tylko rewolucja, czyli całkowita zmiana podstaw wiary katolickiej".

 

Ten fragment wypowiedzi wybitnego teologa niemieckiego jest okazją do odkrycia różnicy między rewolucjonistą a reformatorem. 


Dość często spotykamy się z twierdzeniem, że Koran Mahometa (twierdził, że archanioł Gabriel mu go podyktował) należy odczytywać w kontekście historycznym, co usprawiedliwiałoby różne wybryki "innowierców". Identycznie abp Ryś prowadzi rozważania o "mistrzu", który ma na koncie nawoływanie do rzezi raz to arystokratów, raz mas chłopskich, pielęgnowanie nienawiści do żydów i kobiet posądzanych o czary. 


Reformator, czy jak chce abp Ryś "prorok", wygłaszał płomienne kazania przeciwko czarownicom i ich występkom; wzywał w nich do zabijania "wszetecznic" (mówił przy tym wyłącznie o kobietach, nie o czarownikach), "tak jak zabija się morderców i rabusiów".

 

Zachęcał do palenia synagog i niszczenia żydowskich domostw, uniemożliwienia rabinom nauczania pod karą śmierci, niszczenia przedmiotów kultu oraz "narzucenia na starozakonnych przymusowej pracy". W oparciu o te zachęty niektórzy naziści usprawiedliwiali holokaust. Do tego faktu odniosła się Federacja Luterańska w jednej z najwcześniejszych deklaracji o stosunku Lutra do Żydów: "My luteranie, przyjmujemy swoją nazwę i wiele z naszego zrozumienia chrześcijaństwa od Marcina Lutra. Nie możemy jednak zaakceptować lub wybaczyć gwałtownych ataków słownych, które czynił Reformator przeciwko Żydom" (Declaration of the ELCA to the Jewish Community)


Odnowiciel chrześcijaństwa nawołujący do masakry chłopów i prześladowania żydów, do przemocy, był brutalny i rewolucyjny. Chciał wygrać po ludzku. "(…) niech każdy, kto może, uderza, zabija, dźga w tajemnicy i otwarcie, pamiętając, że nie może być nic bardziej trującego, szkodliwego czy diabelskiego niż buntownik" - zapobiegawczo napominał.

 

Przesłania opozycjonisty wyrwane z kontekstu? Absolutnie nie. James Styler, historyk reformacyjny, jeden z czołowych badaczy tamtego okresu historycznego wiąże je z ponurą tradycją luterańską. Jak zauważa Mark U. Edwards: "Luter postawił na swoim i chłopstwo brutalnie stłumiono. Szacuje się liczbę ofiar tej rzezi na od 100 000 do 300 000 ludzi". Z najnowszych ustaleń historyków wynika, że eks augustianin wykorzystywał nastroje polityczne do przetasowań religijnych a religię do przewrotów świeckich. Reformator prowokował masy chłopskie, potem się od nich odwrócił (A. Oberman, "Marcin Luter. Człowiek między Bogiem a diabłem").

 

- Czy bodaj najtragiczniejszą spuścizną Lutra nie jest utorowanie drogi państwowości pozytywistycznej - autarkicznej organizacji, której cele wyznacza jedynie całkowicie udzielna władza polityczna za pośrednictwem norm prawa pozytywnego, których niepodobna już odnosić do prawa wyższego rzędu (boskiego, naturalnego)? - pyta Friedenthal. Model ten sprzyjał zrazu monarchii absolutnej, później zaś państwu autorytarnemu w skrajnych wypadkach zaś totalitarnemu.

  

"Uległ pożądaniu władzy i zmysłów, sprzeniewierzył się ślubom i własną niewierność oraz brak uporządkowania wprowadził w instytucję małżeństwa, stosunki eklezjalne i polityczne. Zgodnie ze słowami Pisma: zło społeczne i teologiczne wychodzi z serca człowieka".

 

Czy powyższa opinia o "proroku" jest antyekumeniczna i wynika z uprzedzeń. Czy może tylko rozsadza poprawny kulturowo kanon pojęć o nim? Czy dojrzałym etapem porozumienia katolików z protestantami nie jest zmierzenie się z legendą - czarną lub białą - Lutra według kryteriów ustalanych na wyznaniowej skali. Przeszłość zawsze jest odczytywana z jakiegoś punktu widzenia. Tymczasem to ekumeniści pierwsi oprotestowują najbardziej neutralny, bo mieszczący w sobie szeroki pas różnych punktów widzenia tych samych epizodów religijnych: białych i czarnych legend. Rzeczą wzniosłą jest ich współistnienie z prostego zresztą powodu. Historii nie da się rekonstruować spoza wybranych perspektyw. Możemy je uzgadniać z wydarzeniami, lecz ich interpretacje pozostaną autonomiczne.

 

"Nie jest prawdą, że Luter miał początkowo dobre intencje i że to nieugięta postawa Kościoła sprowadziła go na błędną drogę. To nieprawda." – stanowczo zaprzecza kard. Müller. – Intencją Lutra była walka z handlem odpustami, ale jego celem nie były odpusty same w sobie, lecz jako element sakramentu pokuty. "Nie jest też prawdą, że Kościół odmawiał z nim dialogu. Można dyskutować nad sposobami tego dialogu, lecz jeśli chodzi o istotę doktryny, trzeba stwierdzić, że władze Kościoła nie popełniły błędu".

 

- Intencją Lutra nie była jedynie walka z grzechami renesansowego Kościoła - tłumaczy były prefekt. W książce napisanej w 1520 r. "De captivitate Babylonica ecclesiae" widać już bardzo jasno, że wittenberczyk odrzucił wszystkie zasady wiary katolickiej, Pisma Świętego, Tradycji apostolskiej, nauczania papieży i soborów, biskupstwa. Hierarchia sakramentalna w jedności z Następcą Piotra jest istotnym elementem Kościoła ustanowionego przez samego Chrystusa. Jego odnowa polega na odnowie wiary przeżywanej w łasce, odnowie obyczajów, etyki, życia duchowego i moralności, a nie na zakładaniu nowego Kościoła. Dlatego – podkreśla kardynał – niedopuszczalnym jest twierdzenie, że reforma Lutra była dziełem Ducha Świętego (por: wywiad z abp. Rysiem w Tygodniku Powszechnym pt. "Prorok Apokalipsy"*).

 

- Mówi się o Lutrze ze zbyt wielkim entuzjazmem, nie znając jego teologii i katastrofalnych skutków jego ruchu - uprzedza uczeń Ratzingera.


"(…) dziś, 500 lat po Lutrze, dążymy do pojednania. Nie może się to jednak odbywać kosztem prawdy i z wywoływaniem zamętu. To zrozumiałe, że pragnie się dobrych relacji z niekatolikami, aby zbliżyć ich do pełnej jedności z hierarchią katolicką, także poprzez przyjęcie tradycji apostolskiej zgodnie z wiarą katolicką". - Czym innym jest jednak niezrozumienie czy wręcz fałszowanie tego, co wydarzyło się przed 500 laty – kończy kard. Müller.


Abp Ryś zdaje się to rozumieć*, aczkolwiek niekonsekwentnie, gdyż separuje uwikłania i życiorys reformatora od współżycia chrześcijan wielu denominacji.

 

 *https://www.tygodnikpowszechny.pl/prorok-apokalipsy-150583

 

 

Święty Franciszek

 

 

Tacy byli wtedy ludzie. Może tacy są od zawsze. Ale nie wszyscy. Św. Franciszek wzywał tylko do pokoju. Jezus - stawiany przez radykalnych ekumenistów niesłusznie obok Mahometa - i św. Franciszek - prawdziwi reformatorzy - nigdy nie nauczali przemocowej, podobnej drogi postępowania społecznego, co prekursor protestantyzmu. Nawet gdy "rewolucje" nie mają szans powodzenia nie można - w ich przekonaniu - zmuszać historii gwałtem do przeniesienia się na słuszny tor.

 

Czy stosunek Lutra do żydów, kobiet, mas chłopskich dyskwalifikuje jego zapał duchowy? Wydaje się, że tak. Czy Marcin Luter był człowiekiem opatrznościowym, Mężem Bożym? Bóg go dopuścił do areny dziejów, ale jego postępowanie nie było zgodne z wolą Bożą wskazaną na Górze Błogosławieństw. Nie każdy reformator religijny zasługuje na uznanie swojej świętości. Użyjmy klasycznego rozminięcia między Wolą Bożą a Opatrznością, żeby przyporządkować tę historyczną osobowość do jednej lub drugiej kategorii. Bóg dopuścił Lutra do autoryzowania podziałów, ale ich przecież nie chciał.

 

  

Raport o stanie ekumenizmu: idealizm

 

 

Arcybiskup łódzki insynuując, że przez debatę w sejmie "poziom wzajemnej akceptacji i bliskości obniżył się", a wraz z nią poziom wielokulturowości, nie wyciąga narzucającego się istotnego wniosku z błędów popełnionych na drodze pojednania interreligijnego: światło ekumenizmu nie pociąga, ponieważ iskra ekumeniczna odpalana jest z latarki a nie z Bożego ognia. Mówi się, że najciemniej jest pod latarnią. Doświetlenie historii Kościoła i ekumenicznej relacji między katolikami a protestantami przez abp. Rysia pozostaje niepełne. Części teologów katolickich sercem lecz bezrozumnie (i bezkrytycznie) zaangażowanych w ruch ekumeniczny umykają fakty, bez których praktykowanie ekumenii posoborowej staje się niewiarygodne. Tę diagnozę potwierdzają sami zainteresowani. Na Spotkaniu Noworocznym w warszawskim Centrum Luterańskim bp Jerzy Samiec, zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, nawiązując do Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan ubolewał, że nabożeństwa ekumeniczne nie cieszą się dużą frekwencją. "Wyraźnie zauważalny jest też trend ruchów antyekumenicznych, które występują we wszystkich Kościołach wbrew oficjalnym dokumentom i porozumieniom podpisywanym przez zwierzchności" – ostrzegał. I to nie politycy odpowiadają za więdnięcie ekumenizmu, lecz teolodzy.

 

https://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,32979,bp-samiec-zauwazamy-trendy-antyekumeniczne-polak-to-nie-zawsze-katolik.html

 

Międzywyznaniowej awangardzie pozostaje narzekanie na doły, które preferują wyraziste narracje uwypuklające prawdy ich wiary (w sytuacji jej ostrego kryzysu w zsekularyzowanym społeczeństwie). Jakże Lud Boży mógłby czuć się ogrzany przez zimne światło laickiego - w rzeczy samej - humanizmu, który człowieka i międzyludzkie stosunki traktuje jak kolejny antropologiczny projekt poruszany siłową zmianą następujących po sobie deklaracji, manifestów, ekumenicznych raportów i oświadczeń? Poszukujący świeżej wiary i tożsamości religijnej ludzie są nimi zmęczeni.

 

Pohukiwania Samca i Rysia na sejmową większość (i nieogładzony polski katolicyzm), która odmówiła fetowania Lutra (reformator i reformacja nie istnieją bez siebie) odzwierciedla zadufanie elit aplikujących na ziemi ekumenicznej skróty ideologiczne: rozumienie tolerancji, jedności pomiędzy ludźmi, dobroci przez duchownych bywa bardziej świeckie niż ewangeliczne, ponieważ znajduje swój pelagiański punkt ciężkości. Skrótami tymi hierarchowie skwapliwie się posługują w postrzeganiu związków człowieka z Bogiem i ludzi między sobą.


Z ich teologii ekumenicznej dobywa się odgłos filozoficznej teorii idealistycznej. Nie przypadkowo. Filozofia jest towarzyszką teologii od samego jej świtu. Powiedz mi, jaka jest twoja filozofia, a powiem ci jakim jesteś teologiem. Idealizm wdrukowany w teologię od Kartezjusza, przez Hegla i Kanta do naszych czasów w "mądrości" K. Bartha, relatywnej i liberalnej mądrości H. Marcusa i innych, uznany został za doskonałą metodę i inspirację w różnych dziedzinach społecznych, w tym w historii kościelnej lub chrześcijańskiej. Właśnie on waży najbardziej na rozumieniu dyskutowanej postaci a w niezwykle interesującej referencji do ekumenizmu wyjaśnia skomplikowane stosunki katolików i protestantów.

 

Teoria poznawcza idealizmu zakłada konstruowanie (ekumenicznej) rzeczywistości a nie jej respektowanie: wychodzi się od jakiegoś założenia a nie od ontologicznego dotknięcia choćby w takiej postaci jak spotkanie różniących się wiernych. Jest to prawidłowość wrośnięta w strukturę intelektualną otwartej na powierzchowną świecką antropologię teologii, zaczerpniętej źródłowo nie skądinąd jak od Lutra i luteranizmu. Reformator dał jej impuls; animował ją paradoksalnie, bo chciał uciec z nominalistycznej pułapki zastawionej na dynamikę łaski i wiary. Wbrew swojej intencji wszedł w samo jądro ockhamowskiego rozpadu rzeczywistości i rozumu, jako logicznej całości. Ekumeniści mają przymus powtarzania ekumenicznej idei, z której najbardziej namacalna wydaje im się tolerancja. Im więcej "liberalni" (kładący większy nacisk na inkluzję niż wewnętrzną tożsamość) duchowni dobywają tolerancji ad extra – w odniesieniu do idei i wykoncypowanych mniejszości, tym mniej jej ad intra – w odniesieniu do własnej grupy wyznaniowej. Nieprzeprowadzony przez przewodników dialogu rachunek sumienia używa filtru wychwytującego po- i nowoczesne prądy myślowe bezczelnie goszczące w pastoralnej wizji teologów.


Klucz różnicowania idealizmu i realizmu porządkuje również dziedzinę interwyznaniową. Bez wyczyszczenia teologii z laickiego totalitaryzmu, z projektowania doskonałego multikulturowego i tolerancyjnego człowieka (na płaszczyźnie eklezjalnej lub sakramentalnej ukazuje się ta tendencja w idealizowaniu przez abp. Rysia kapłaństwa zdystansowanego do celibatu i kapłaństwa - pastoratu kobiet przez bp. Samca) nie poruszy ona serc i nie pociągnie do jedności.

 

Wątek filozoficznej formacji młodego Lutra - kompletnie przemilczany i niezrozumiany przez koryfeuszy polskiego ekumenizmu - powinien poprzedzać każdą przemyślaną akcję teologiczną skupioną na myśli XVI-wieczego uzdrowiciela wiary. Był uczniem nominalistów i ockhamistów: Bartholomäusa Arnoldi z Usingen i Jodocusa Trutfettera z Eisenach.

 

Wpływ nominalizmu na teologiczne podstawy luterańskie wzmocniony przez późniejszych idealistów stanowi o kolejnych ryzykownych ekumenicznych zakrętach: owocowaniu ekumenizmu - bo wpływ ten utożsamiany jest z renowacją wiary - ale i przesileniem ekumenizmu w Kościele rzymskim w wyniku zapaści intelektualnej polegającej na sztywnym przyswajaniu myśli protestanckiej i odgrywaniu pośledniej roli w takiej jak szwedzka aranżacji dialogu.


***

 

Lud Boży, na którego zmysł wiary utyskują biskupi Ryś i Samiec, najwyraźniej wyczuwa i pejoratywnie odbiera sztuczne przyśpieszenie procesu nie uwzględniającego tożsamości i ograniczeń głównych akcjonariuszy dramatu dziejowego, w tym ograniczenia analogii między nimi a uświęconymi przez Ducha świętego aktywistami chrześcijańskimi. Działa to w obie strony, bo uzurpurowanych świętych nie istniejącego ołtarza ekumenizmu jest wielu po wszystkich stronach.

 

Poza tym zgadzam się z arcybiskupem Rysiem i kardynałem Kochem, że luterańską kulturę religijną należy uwzględnić w katolickim profilu wiary, że efekt wygaszenia antypapieskich tożsamości w luteranizmie jest sukcesem ekumenicznej dyplomacji, że wartość gestów pojednania jest bezcenna. Ale takie braterstwo jest czymś zgoła innym niż aklamacja uznania dla pożogi reformacyjnej, a niestety nie da się od niej postaci Lutra odstawić. Wydarzenia przemocy są niewzruszalnym elementem jego biografii.

 

 

 

 

Maria Czerw

 

 



Luter to nie św. Franciszek. W odpowiedzi abp. Rysiowi i przywódcom ewangelickim | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń